Teraz albo nigdy
- Автор: Адлер Элизабет
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Teraz albo nigdy». Краткое содержание книги:
Prowadzący śledztwo detektyw Harry Jordan tworzy na podstawie zeznań świadków portret pamięciowy zabójcy i zwraca się o pomoc do popularnej dziennikarki telewizyjnej, Mallory Mallone, która już dwukrotnie dzięki swoim programom pomogła policji ująć przestępców.
Kiedy Mallory po długim wahaniu decyduje się na współpracę z Jordanem, sama staje się celem mordercy…
– To, co teraz usłyszysz wybitnie zwiększy twoją wiarę w Opatrzność – Harry opowiedział mu w skrócie o zabójcy z „7 Eleven”. – Właśnie jadę po nakaz aresztowania – powiedział, mile podekscytowany. – Zobaczymy się na West Street, stary.
Aresztowanie zabójcy sprawiło mu jednak zawód. Facet był w łóżku, odsypiając heroinowy haj i nie stawiał opora. Potem zrobił się wojowniczy, ale prędko podał im nazwisko swojego wspólnika.
– To on go zastrzelił, nie ja – wybełkotał, kiedy Harry krążył wokół niego w pokoju przesłuchań.
Rossetti sączył spokojnie swoją kawę, świadomy faktu, że Tulane dałby się za nią porąbać. Za kawę i fajkę. Wyjął paczkę cameli, ostentacyjnie wytrząsnął papierosa, zrolował w palcach i wsadził w usta.
Tulane nie odrywał od niego wzroku. Oblizał wargi. Jego twarz była popielatoszara, usta spękane. Kokaina przestała działać i trząsł się jak galareta.
– Muszę zapalić, człowieku! – powiedział z gniewem. – Zdaje się, że macie obowiązek zaproponować podejrzanemu papierosa? I kawę?
– Jasne – Rossetti zapalił i wydmuchał dym w stronę Tulane zaciągnął się nim, jakby to była koka.
– Jezu! – jęknął. – Ale z was dranie.
– Detektywie Jordan, czy możemy oskarżyć pana Tulane o obrazę funkcjonariusza policji?
– Dostaniesz tyle papierosów i kawy, ile zechcesz, Isiah – powiedział Harry łagodnie. – Kiedy się przyznasz.
Wiedział, że jest to tylko kwestia czasu. Rossetti rozdrażnił faceta. Jego wspólnik był poddawany tym samym zabiegom w sąsiednim pokoju. Mieli narzędzie zbrodni i zardzewiałego białego Forda. Przygwoździli tych facetów. Przyznają się za godzinę, dwie. Przyjechali adwokaci, zrzędząc na wczesną porę. Harry ziewnął.
Wydawało mu się, że ta noc nigdy się nie skończy.
Była dziesiąta rano, kiedy uzyskał przyznanie się do winy i pojechał do domu, zaniepokojony o psa. Nie musiał się martwić; Squeeze był przyzwyczajony do nienormowanego czasu pracy gliniarza. Powitał go leniwym machnięciem ogona.
Harry przypiął mu smycz i zabrał na energiczny spacer w górę i w dół Beacon Hill. Zatrzymał się w „Strabucks”, napił porządnej kawy i podzielił się z psem cynamonową bułeczką.
W domu przesłuchał taśmę z nagranymi wiadomościami. Pierwsza pochodziła od matki.
– Harry, dziękuję, że przyszedłeś na przyjęcie – powiedziała Miffy radośnie.
Harry jęknął. Matka była cała w skowronkach, on ledwo trzymał się na nogach.
Poza tym, miał wrażenie, że przyjęcie urodzinowe odbyło się przed wiekami.
– Czyż nie było udane?! Czasem wydaje mi się, że przechodzę samą siebie. I dziękuję za przyprowadzenie Mallory. Taka miła niespodzianka.
Urocza kobieta. Twój wuj Jack mówi, że byłbyś szalony, gdybyś przegapił taką okazję, tylko dlatego że poślubiłeś wydział zabójstw. Muszę przyznać, że się z nim zgadzam. – Roześmiała się. – Mam nadzieję, że umówimy się wkrótce na lunch, chłopcze.
Tu nastąpiła krótka pauza, po czym matka odezwała się z lekkim zdziwieniem, jakby właśnie coś sobie uświadomiła: „Nie sądzisz, że to trochę śmieszne umawiać się z tobą oficjalnie na lunch, skoro mieszkamy tak blisko siebie? Po prostu wpadnij, kiedy będziesz miał ochotę. Och, zapomniałabym. W przyszłym tygodniu wyjeżdżam z Julią do Pragi. Wiem, zadajesz sobie w tej chwili pytanie: po co ona jedzie do Pragi? Odpowiedź brzmi: ponieważ nigdy tam nie byłam. Au revoir! – dodała, po czym rozległ się trzask słuchawki.
Harry uśmiechnął się szeroko. Nie znał osoby bardziej nieprzewidywalnej niż matka. Czekał przy aparacie na dragą wiadomość.
Była od Mal.
– Myślałam o tobie – powiedziała miękkim, głębokim głosem. – Chcę ci jeszcze raz podziękować. Za wszystko. Dobranoc, Harry.
Chciał ją przytulić, mocno przycisnąć do piersi, całować. Zamiast tego, uśmiechnął się czule i poklepał urządzenie do nagrywania rozmów. Miał nadzieję, że będzie śnił o Mal, kiedy dostanie się w końcu do łóżka. Ale nie śnił o niczym.
33.
Obudził się z myślą o Mal. Zsunął łeb Squeeze’a ze swojej piersi, usiadł, przeciągnął dłonią przez włosy i wykręcił jej domowy numer. Zgłosiła się automatyczna sekretarka i Harry westchnął ciężko. Jasne, o drugiej trzydzieści po południu Mal musiała być w biurze. Zadzwonił do Malmar Productions, gdzie powiedziano mu, że panna Malone jest na lunchu, wróci koło trzeciej.
O trzeciej był u „Ruby” i jadł przy barze śniadanie, ze Squeezem wciśniętym między stołek? kontuar.
– Całe szczęście, że to pies policyjny – powiedziała Doris donośnie. – Inaczej klienci mogliby protestować ze względów higienicznych.
Harry obrzucił wzrokiem klientów. Jeden żłopał budwisera, dragi krztusił się dymem marlboro, trzeci maczał chleb w sosjerce.
– Nie ci klienci, Doris – rzucił przez ramię, idąc do telefonu przy drzwiach.
Squeeze odprowadził go wzrokiem, ale nawet nie podniósł łba. Wiedział, kiedy Harry domaga się od niego działania.
– Panna Malone ma spotkanie w studio – dowiedział się Harry od sekretarki.
– W porządku – powiedział z rezygnacją. – Proszę jej przekazać, że dzwoniłem.
Skontaktuję się z nią później.
Zirytowany wrócił do kontuaru i zabrał się za jajka na szynce.
– Wiesz co, Profesorku, nie odżywiasz się właściwie – stwierdziła Doris, opierając się na łokciu o ladę naprzeciwko niego. – Jesz coś w ogóle poza tym śmieciem?
Obrzucił ją chmurnym spojrzeniem.
– Jasne, że jem. Bułeczki cynamonowe, pizzę z kiełbasą i kanapki Matisse’a.
– Nigdy nie słyszałam o kanapkach Matisse’a, ale wiem jedno; potrzeba ci kobiety, która by dla ciebie gotowała. Właściwe jedzenie, no wiesz, to, co każą jeść w czasopismach.
– Kobiety, które znam, nie gotują – powiedział ze smutkiem. Potem przypomniał sobie lodówkę Mal, przepiórkę i faszerowaną paprykę. – No, może z wyjątkiem jednej – dodał.
– To ją łap, Profesorku, póki czas, bo jak tego nie zrobisz, sam wylądujesz w Mass General. Na kardiologii. Pożałujesz, że kiedykolwiek usłyszałeś o słynnych frytkach „Ruby”.
Czy to przez gadaninę Doris, czy z jakiegoś innego powodu, śniadanie nie smakowało mu tak, jak zwykle. Wypił coca-colę, zapłacił rachunek, pomachał Doris na pożegnanie i ruszył ku drzwiom. Tym razem Squeeze poszedł za nim.
Po wejściu do wydziału zabójstw poczuł się tak, jakby w ogóle z niego nie wychodził. Usiadł przed komputerem, przejrzał fakty dotyczące śmierci Suzie.
Dręczyły go wątpliwości. Po pierwsze, włamywacz niczego nie ukradł: telewizor i wieża stereo stały nietknięte. A jednak wszystko wskazywało na to, że Suzie przeszkodziła mu, zanim zdążył przenieść łup do samochodu.
Przestudiował zdjęcia ciała. Twarz Suzie pokrywała zakrzepła krew. Przyjrzał się uważnie jej czołu. Wyjął z szuflady szkło powiększające i spojrzał ponownie.
Sięgnął po telefon, zadzwonił do laboratorium kryminalistycznego i poprosił o powiększenie środkowego fragmentu czoła Suzie Walker. Trudno mu było uwierzyć w to, co właśnie zobaczył, nie wątpił jednak, że się nie myli.
Wziął do ręki fotografię czarnych koronkowych majtek leżących na łóżku. Suzie nie została jednak zgwałcona. Majtki przebywały obecnie w laboratorium, razem z prześcieradłami, torebką po groszku, nożem, próbkami krwi i tego, co miała za paznokciami. Rekwizyty zmarnowanego ludzkiego życia.
Przyjrzał się zdjęciu noża: był mały, o cienkim, wąskim ostrzu. Podobny do tego, jakim zamordowano Summer Young. Harry wywołał na ekranie zeznania Kłosowskiego. Opis napastnika i samochodu również się zgadzał.
Z niedowierzaniem potrząsnął głową. Suzie padła przecież ofiarą zbrodni w afekcie, a zabójstwa trzech młodych studentek zostały starannie zaplanowane.