Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Teraz albo nigdy
Teraz albo nigdy - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Teraz albo nigdy

Электронная книга - «Teraz albo nigdy». Краткое содержание книги:

W Bostonie grasuje seryjny morderca. Jego ofiarami są młode kobiety, które gwałci i okalecza.
Prowadzący śledztwo detektyw Harry Jordan tworzy na podstawie zeznań świadków portret pamięciowy zabójcy i zwraca się o pomoc do popularnej dziennikarki telewizyjnej, Mallory Mallone, która już dwukrotnie dzięki swoim programom pomogła policji ująć przestępców.
Kiedy Mallory po długim wahaniu decyduje się na współpracę z Jordanem, sama staje się celem mordercy…
1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 92
Перейти на страницу:

I to okazało się źródłem problemów. On był zajętym mężczyzną, ona zajętą kobietą. Coś musiało się popsuć i tym czymś było ich małżeństwo.

– Zrezygnuj dla mnie z pracy, Mal – poprosił.

Siedział naprzeciwko niej na wielkiej, obitej złotym brokatem kanapie, w mniejszym salonie ich ogromnego apartamentu. Miał na sobie ciemnozielony jedwabny szlafrok, ona biały aksamitny. Właśnie skończyli się kochać. Było jej dobrze, przy nim zawsze było jej dobrze. Ale często wyjeżdżał, a bez swojej pracy nadal czuła się nikim.

– Znienawidziłbyś mnie po dwóch miesiącach, gdybym to zrobiła – powiedziała ze smutkiem.

– Moglibyśmy kupić dom na wsi. Mieć dziecko?

Spojrzała na niego z przerażeniem. Już jakiś czas temu postanowiła, że nie będzie mieć dziecka. Sama nigdy nie była dzieckiem. Bała się, że nie potrafi go pokochać, jej matka nie stanowiła przecież dobrego wzorca.

– Chyba bym nie mogła – powiedziała posępnie.

– W każdym razie, oferta cały czas jest aktualna – pocałował ją i poszedł się ubrać. Pół godziny później odleciał do Zurychu. Miał wrócić dopiero za dwa tygodnie.

Parę miesięcy po tej rozmowie zrozumiała, że jej małżeństwo musi ponieść fiasko.

Potrzebowała swojej pracy, on żył dla swojej kariery. Nie poczuła się urażona, kiedy publicznie ją za to obwinił. Dał jej przecież wszystko, czego mogła pragnąć kobieta. Była inna, to wszystko.

Mal podeszła do krawędzi tarasu i wsparłszy się łokciami o balustradę, spojrzała w dół na ulice wspaniałego, bezwzględnego miasta, które przygarnęło ją do serca.

Aż do dzisiaj nigdy nie oglądała się wstecz. Nigdy nie wracała do przeszłości, dopóki Harry jej do tego nie zmusił.

Nadal istniały sprawy, o których nigdy nikomu nie powie, sekrety, które nigdy nie wyjdą na jaw. Ale pochodziły z innego czasu, z innego miejsca. Od dawna wiedziała, że aby przeżyć, trzeba brnąć naprzód.

Harry miał, oczywiście, rację. Obrała metodę tchórzów, odmawiając konfrontacji z tragedią, poczuciem opuszczenia i alienacji, będącym wynikiem samobójstwa matki.

– Dziękuję ci, Harry – powiedziała w ciemność. Potem wróciła do domu, wykręciła jego numer i nagrała się na automatyczną sekretarkę.

Uśmiechnęła się, wyobrażając sobie, jak Harry odbiera jej wiadomość wczesnym rankiem, po powrocie z pracy. Poszła do pokoju gościnnego i zapaliła światło.

Spojrzała na łóżko, na którym w zeszłym tygodniu spał Harry. Pokój został wysprzątany, pościel zmieniona, ale jego poduszka ciągle tam była, ta sama, na której opierał głowę.

Położyła się na łóżku, przytulając poduszkę do piersi i podkuliła kolana.

Myślała o Harrym, o tym, że pragnie być znowu w jego ramionach, kochać się z nim. Ponieważ, kiedy Harry Jordan się z nią kochał, czuła się bezpieczna. A to było coś wyjątkowego.

32.

Na wydziale zabójstw praca wrzała jeszcze w najlepsze o świcie, kiedy Harry zdecydował się pójść do domu. W ciągu paru godzin przejrzał zeznania świadków i wykaz dowodów z miejsca zbrodni. Nieskończoną ilość razy przesłuchał taśmę z nagraniem głosu Suzie. Za każdym razem słowa godziły prosto w jego serce.

Rossetti nie był w stanie tego słuchać, więc Harry sam szukał dźwięków w de, czegoś, co mogło zdradzić mordercę. Odesłał w końcu taśmę do laboratorium w nadziei, że odkryją coś elektronicznie.

Nie potrzebował raportu doktora Blacke’a z sekcji: była to straszna krzywda dla Suzie, że musiała zostać pokrojona po raz dragi po to, by on mógł się dowiedzieć, z czego składał się jej ostatni posiłek, czy zażyła narkotyki, i które ze strasznych ran ciętych okazały się śmiertelne.

Oboje z Rossettim zaczęli określać Suzie mianem „ofiary”, starając się za wszelką cenę stworzyć dystans między dziewczyną, którą znali a ciałem w kostnicy.

– Dostaniemy sukinsyna, Profesorku – powiedział Rossetti ponuro. W niczym nie przypominał już wytwornego, wiecznie uśmiechniętego Casanovy. Wzrok miał posępny, zżerał go gniew. Harry dobrze go rozumiał; czuł dokładnie to samo.

– Jesteśmy policjantami, Rossetti – przypominał, próbując uświadomić sobie i partnerowi ich rzeczywistą sytuację.

– Aha! Prócz tego jesteśmy również ludźmi – odparował Rossetti. Wyszli razem na parking, przez chwilę stali przy samochodach, nie mówiąc nic. Rossetti kopnął kamień; uderzył w błotnik jaguara.

– Przepraszam – powiedział chmurnie.

Harry wzruszył ramionami, nie miało to żadnego znaczenia. Ze współczuciem poklepał Rossettiego po ramieniu.

Skierowali się do swoich wozów i po para krokach zawrócili.

– Dokąd się wybierasz, Profesorku?

– Myślałem, żeby wpaść do klubu, zobaczyć, co i jak – Harry wiedział, że w tym stanie nie zaśnie. Wolał pojechać na siłownię, wyładować sztuczną energię, która go napędzała. – A ty?

– Pomyślałem, że wdepnę do kościoła. A nuż mi to coś pomoże? Harry miał nadzieję, że Bóg osiąga lepsze wyniki pracy niż oni. Wsiadł do jaguara i pojechał wolno przez szary, chłodny świat do Moonlighting Club.

W klubie było spokojnie, tylko para młodocianych pederastów kręciło się przy barze, popijając coca-colę. Nawet muzyka była stonowana. Zamiast zwykłego rapu, z głośników płynął głos Whitney Houston.

Powiedział w przelocie „cześć”, poszedł do szatni i odłożył broń do szafki.

Zamknął starannie drzwiczki, choć wątpił, by ktoś połakomił się na jego pistolet. Założyłby się, że większość klubowych bywalców posiadała broń o wiele bardziej wyszukaną i siejącą spustoszenie szybciej niż policyjny pistolet.

Wziął prysznic, naciągnął dres i pobiegł na salę. Pierwsze pół godziny spędził na deptaku mechanicznym, potem zabrał się za podnoszenie sztang. Potrzebny mu był namacalny dowód, że panuje nad własnym ciałem.

Po kolejnych trzydziestu minutach, mokry i wykończony, wrócił do szatni, wziął drugi prysznic, otworzył szafkę, wyjął ubranie. Sięgał po broń, kiedy zobaczył kawałek papieru wepchnięty pod pistolet. Wiedział, że nie było go tam, kiedy odkładał pistolet.

Ostrożnie wysunął kartkę spod kabury. Wiadomość nagryzmolono czarnym cienkopisem.

Facet, który strzelał w „7 Eleven” nazywa się Isiah Tulone alias Gregory Tallman alias Ike the Man. Teraz przycupnął na 9 West Street. Zabity był przyjacielem.

Oczywiście autor notatki się nie podpisał, ale Harry nie wątpił, że wiadomość była prawdziwa. Stracił dziesięć sekund, zastanawiając się, jak otworzyli szafkę, potem przypomniał sobie, że nie jest to obóz harcerski. Większość chłopaków, uczęszczających do klubu, miała kryminalną przeszłość, prawie wszyscy, w taki czy inny sposób, byli powiązani z narkotykami. Otwarcie szafki to dla nich małe piwo. Zawiedli wprawdzie jego zaufanie, ale po to, by powiadomić go o mordercy, który zastrzelił jednego z nich.

Tak czy inaczej, wykazał karygodną lekkomyślność – nie spodziewał się czegoś podobnego. Był nieostrożny i miał dużo szczęścia, że tak się to skończyło.

Nikt na niego nie spojrzał, kiedy szedł przez bar w stronę drzwi; chłopcy zajmowali się własnymi sprawami, jakby go tam w ogóle nie było. Harry uśmiechał się szeroko, wzywając radiowozy. Czasem jednak opłacało się żyć.

Zadzwonił do Rossetti’ego.

– Jak twoje modły? – zapytał, ciągle z uśmiechem.

– Nie spodziewasz się chyba natychmiastowych rezultatów? – odparował Rossetti.

– Ale już czuję się lepiej.

1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 92
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)