Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Skrzynia na złoto». Краткое содержание книги:

Założyciel rodu Fandorinów, Cornelius van Dorn, przybył do kraju Moskwitów w XVIII wieku i odnalazł bezcenną bibliotekę Iwana Groźnego. Trzysta lat później jego angielski potomek, sir Nicholas, pojawia się w Rosji, by szukać spadku po przodkach. Ścigany przez mafię i wciąż wpadający w tarapaty, trafia na ślad skarbu Cornelisua, ale to, co znajduje w tatarskiej skrzyni, całkowicie go zaskakuje…
Pomysłowe połączenie kryminału retro i współczesnej powieści sensacyjnej w „klasycznym” klimacie powieści Conan Doyle’a i Agaty Christie, czyli po prostu – nowy Akunin!
1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 96
Перейти на страницу:

– Mogę – zapewnił bez wahania Cornelius. – Moi muszkieterzy są rozstawieni wokół całego pałacu, a ja chodzę, dokąd wola, wedle własnego uznania, i sprawdzam, jak trzymają wartę. W najbliższą środę znów wypada nasza kolej. Od strony Granowitej Pałaty są drzwi do piwnicy, zawalone drewnem – widać, że od dawna nieużywane. Ale co miałbym robić tam, w środku? Podziemia są pełne starych, niepotrzebnych rupieci, żadnych cennych rzeczy się w nich nie przechowuje.

– Niech się pan przejdzie po wszystkich pomieszczeniach na dole, ostuka podłogi pochwą szpady i przysłucha się, czy w jakimś miejscu ołowiane sklepienie nie odezwie się dźwięcznym echem. Da pan radę to zrobić?

– Ma się rozumieć.

Cornelius wyobraził sobie tę cudowną chwilę: oto uderza żelazem o kamienne płyty i słyszy, jak odpowiada mu błogosławiona pustka.

– No dobrze – powiedział – załóżmy, że znajdę Liberię i zacznę wynosić stamtąd po jednej, dwie książki naraz. Gdzie je będziemy chować? Przecież należą do cara. Wie pan, co grozi za przywłaszczenie sobie jego własności?

– Wiem. – Aptekarz skinął głową. – Specjalnie przestudiowałem zbiór praw. Najpierw odrąbią nam prawą rękę, ranę przyżegą gorącą smołą, żebyśmy się za szybko nie wykrwawili, a potem powieszą nas za żebro na żelaznym haku, gdzie będziemy wisieć, dopóki nie skonamy. Niech się pan nie boi, wszystko przewidziałem. Mam przygotowaną kryjówkę nie gorszą niż cara Iwana. Chodźmy, pokażę panu.

Skierował się w najdalszy kąt pokoju, nachylił się nad podłogą i uniósł jedną z płyt z pewnym wysiłkiem, podważywszy ją nożem. Była cienka i niezbyt ciężka – słabowity Walser sam odstawił ją na bok.

– Widzi pan, pod spodem jest jeszcze jedna, z metalowym pierścieniem. Niech pan pociągnie za uchwyt i wyjmie ją.

Pod drugą płytą ziała czarna dziura. Walser wziął do ręki kandelabr z trzema świecami i oświetlił drabinkę, która prowadziła w głąb.

– Niech pan zejdzie pierwszy, ja za panem.

Cornelius, przytrzymując szpadę, opuścił się w dół. Jama okazała się niezbyt głęboka; pokonawszy dziesięć stóp, kapitan poczuł grunt pod nogami. Z góry, posapując, schodził powoli aptekarz.

– Urządziłem tutaj tajne laboratorium – wyjaśnił, podnosząc wyżej kandelabr. – Niektóre doświadczenia bezpieczniej jest przeprowadzać z dala od ludzkich oczu. Na przykład wydestylowanie kamienia filozoficznego.

W świetle Cornelius dojrzał stół zastawiony jakimiś szklanymi retortami i rurkami i prosty drewniany stołek.

Walser stanął dokładnie pośrodku niewielkiej piwniczki, przykucnął i odrzucił trochę ziemi. Ukazało się drewniane, okute metalem wieko potężnej skrzyni. Aptekarz ujął obiema rękami uchwyt i podniósł je. Wewnątrz było pusto.

– Taka skrzynia nazywa się po tatarsku ałtyn-tołobas. Jest nasączona specjalną substancją, która nie przepuszcza wilgoci. W czasach gdy Moskowia znajdowała się we władaniu Tatarów, w podobnych skrzyniach namiestnicy chana, poborcy podatków, przewozili zebraną daninę – złoto, srebro, sobolowe skórki. Rękopisy mogą tutaj leżeć choćby tysiąc lat, nic im się nie stanie. I nikt ich nie znajdzie. Najważniejsze, żeby zachował pan jak najdalej posuniętą ostrożność, wynosząc księgi z Kremla.

* * *

Dostanie się do pałacowych piwnic okazało się jeszcze łatwiejsze, niż Cornelius przewidywał. Kiedy muszkieterowie już objęli wartę (wcześnie rano, jeszcze przed świtem), kapitan usunął część przysypanych śniegiem polan, zostawiając za stertą wąskie przejście do zardzewiałych żelaznych drzwi. Zamek otworzył kindżałem, zawiasy nasmarował olejem rusznikarskim. Potem, obszedłszy posterunki, wrócił w to samo miejsce i wśliznął się do środka.

Wewnątrz również leżały polana – i to chyba niejeden rok, gdyż z wierzchu zasnuwała je pajęczyna. „Jakie to typowo rosyjskie – myślał von Dorn, ostrożnie posuwając się wzdłuż ściany ze świecą w ręce – zgromadzić zawczasu więcej dobra niż trzeba, a potem je zostawić, porzucić – niech zgnije”.

W drugim końcu pomieszczenia odkrył jeszcze jedne drzwi, takie same jak pierwsze, tyle że z zamkiem nie miał żadnego kłopotu, bo ten tak przerdzewiał, że wystarczyło jedno dotknięcie ostrzem, by się otworzył. Corneliusowi buchnęła w nozdrza woń stęchlizny – przechowywano tu wędzone szynki, zapleśniałe i już napoczęte przez szczury. Kapitan czym prędzej minął cuchnącą podziemną spiżarnię i wszedł do sąsiedniego, pustego pomieszczenia. Prowadziło stamtąd dwoje drzwi – jedne, na lewo, do wąskiej galerii, drugie, na prawo, do długiej amfilady niskich, łukowato sklepionych piwnic. Cornelius zajrzał i tu, i tam, ale nie zapuszczał się dalej w głąb podziemi. Jak na pierwszy raz, to było dość.

Na wartę do Kremla kompania wyruszała co czwarty dzień, dlatego dalszy rekonesans kapitan mógł przeprowadzić dopiero dziewiątego stycznia. Tego dnia zbadał amfiladę, starannie opukując każdy arszyn podłogi. Przed końcem służby udało mu się odwiedzić podziemia cztery razy. Sprawdził dwa pomieszczenia i jedną małą komorę. Niestety, wszędzie odpowiadało mu tylko głuche echo.

* * *

Kontynuował poszukiwania trzynastego – dotarł do końca amfilady, czyli do północnego krańca piwnicy. Znów nic, jeśli nie liczyć pomieszczenia, gdzie przechowywano w beczkach wino. Cornelius odlał sobie trochę do flaszki, spróbował – węgrzyn, ale skwaśniały. Och, tyle dobra się zmarnowało!

W przerwach pomiędzy dniami wart pełnił służbę u Artamona Siergiejewicza, a poza tym wpadał do słobody, do Walsera. Na sen prawie nie zostawało czasu, ale kapitanowi jakoś nie chciało się spać. Jeśli udało mu się zapaść w krótką drzemkę – gdzieś w kącie, na ławie czy w saniach – śniły mu się błyskające purpurowymi ogniami drogie kamienie z krainy Wuf i ona sama – zalana jaskrawym słońcem, pełna misternych, zdobnych wieżyczek i wypielęgnowanych ogrodów. Saszeńkę kapitan widywał tylko przelotnie. Wypróbował na niej swoje zęby z rogu jednorożca – uśmiechnął się szeroko, od ucha do ucha. Chyba podziałało. Bojarówna spojrzała na roześmianego muszkietera ze zdziwieniem i jakby z lekkim strachem. No nic, kiedy Liberia znajdzie się już w tatarskiej skrzyni na złoto, wtedy zobaczymy, kto jest bardziej godzien względów Saszeńki – książę Halicki czy może ktoś inny.

Siedemnastego stycznia von Dorn z trzeciego z kolei piwnicznego pomieszczenia wszedł drzwiami po lewej stronie do galerii. Teraz opukiwał nie tylko podłogę, ale i ściany. I co? Już w odpowiedzi na pierwsze stuknięcie prawa ściana odezwała się dźwięcznym echem. Cornelius chwycił się za serce. Przyłożył ucho do muru i uderzył weń rękojeścią kindżału mocno, z całej siły. Nie było wątpliwości – za ścianą była pusta przestrzeń.

Kapitan wyszedł z podziemi, obszedł posterunki i podniósł leżący koło sągu łom. Wrócił do tajemnego miejsca. Zmówił modlitwę, splunął w ręce i uderzył żelaznym drągiem w ścianę. Od pierwszego razu wybił w niej dziurę na wylot. Wionęło stamtąd zapachem zgnilizny. Zajrzał w otwór – ciemno, nic nie widać. Zaczął walić łomem tak energicznie, że po chwili u jego nóg leżała cała sterta pokruszonego gipsu.

Kapitan zgiął się we dwoje i przecisnął przez wybitą dziurę z ogarkiem świecy w ręce. Skrzynie! Ustawione po trzy, jedna na drugiej, sięgały niemal sufitu.

Cornelius opanował się, nie chciał się rzucać na skarb od razu. Najpierw, jak przystało na dobrego katolika, podziękował gorąco Najświętszej Panience, a dopiero później, cały dygocząc z podniecenia, zaczął podważać pierwsze, spęczniałe od wilgoci, nieposłuszne wieko.

1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 96
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)