Teraz albo nigdy
- Автор: Адлер Элизабет
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Teraz albo nigdy». Краткое содержание книги:
Prowadzący śledztwo detektyw Harry Jordan tworzy na podstawie zeznań świadków portret pamięciowy zabójcy i zwraca się o pomoc do popularnej dziennikarki telewizyjnej, Mallory Mallone, która już dwukrotnie dzięki swoim programom pomogła policji ująć przestępców.
Kiedy Mallory po długim wahaniu decyduje się na współpracę z Jordanem, sama staje się celem mordercy…
Pamiętała nie kończącą się podróż trzema różnymi autobusami. „Wszystko będzie dobrze”, powtarzała sobie. „Już niedługo będę w domu”.
Ale dom nie istniał, nie było też matki, która mogłaby ją pocieszyć. Nie pozostało jej nic, z wyjątkiem własnej determinacji.
Wróciła na uniwersytet, uczyła się i pracowała na dwóch posadach jednocześnie; w kafeterii uniwersyteckiej i w barze w śródmieściu. Mieszkała w małym, ubożuchnym pokoiku w starym domu.
Udało jej się ukończyć studia i zrobić dyplom. Znalazła pracę maszynistki zestawiającej rachunki w lokalnej stacji radiowej. Pensja, skromna, bo skromna, pozwoliła jej jednak na zakup paru przyzwoitych garsonek. Potem dostała pracę w telewizji lokalnej.
Oficjalnie pracowała w charakterze asystentki do zbierania informacji, ale w rzeczywistości pełniła obowiązki sekretarki, gońca, maszynistki i herbaciarki.
Była nieśmiała, bezbarwna i niepozorna, bez poczucia własnej tożsamości, ponieważ, na dobrą sprawę, nie wiedziała jeszcze, kim jest. Drzemała w niej jednak ambicja. Marzyła, że zostanie reporterem telewizyjnym, donoszącym o wydarzeniach lokalnych.
Wtedy przyjęto do pracy nową dziewczynę; obrotną, świeżo po studiach, z włosami fruwającymi koło ramion, całą w szmince i uśmiechach. Po paru tygodniach nowa dziewczyna została wysłana z kamerą w teren, donosiła o karambolu na autostradzie, napadzie na bank, zerwaniu mostu przez wezbraną rzekę.
Mal czuła się poniżona, czuła się kompletnym zerem. Pracowała ciężko, uczyła się. Marzyła, że to ona zostanie dziewczyną z kamerą.
Potem spojrzała w lustro i zobaczyła swoje rzadkie włosy, brzydkie okulary, zobaczyła, jaka jest bezbarwna, nieśmiała, nieelegancka. Niewidzialna dziewczyna o szemrzącym głosie. Zadała sobie pytanie: kto chciałby oglądać ją na ekranie telewizora?
Siedząc teraz na trasie apartamentu na Manhattanie, Mal przypomniała sobie tamtą straszną chwilę prawdy. Stanęła twarzą w twarz z potworną rzeczywistością: oto kim jest i kim pozostanie. Nie przybędzie dobra wróżka, by odmienić jej życie.
Trzymała swój los we własnych rękach.
Ogarnęła ją wściekłość; na rodziców, którzy nie dali jej poczucia tożsamości, na śliczną dziewczynę, która dostała jej wymarzoną pracę, na własną bezradność.
Zrozumiała, że stoi na rozdrożu.
W jednej chwili postanowiła, że odmieni swoje życie. Wydostanie się z marazmu.
Dokona tego siłą woli. Musi osiągnąć sukces. Teraz lub nigdy.
Wycofała oszczędności z banku i rozpoczęła przeobrażanie Mary Mallory Malone.
Ścięła włosy i ufarbowała je na złoty blond, zainwestowała w szkła kontaktowe, kupiła parę prostych, lecz eleganckich strojów w jasnych kolorach. Poprosiła telewizyjną charakteryzatorkę, by doradziła jej, jakich używać kosmetyków i jak je stosować. Studiowała metody pracy reporterów, nie tylko w macierzystej stacji, ale w sieci krajowej. Wpatrywała się w Barbarę Walters i prezenterów porannych programów, jak jastrząb w upatrzoną ofiarę, tak długo, aż poznała każdy ich gest, każdy wyraz twarzy, każdą intonację głosu.
Kiedy uznała, że jest gotowa, poprosiła kierownika miejscowej stacji, by pozwolił jej spróbować sił jako reporter. Jeszcze po latach wrzała z gniewu na wspomnienie jego pogardliwego wzroku, niedowierzającego tonu, jakim odrzucił jej prośbę. Z miejsca złożyła wymówienie i przeniosła się do innego miasta.
Z nowym wyglądem i starannie przygotowanym życiorysem, otrzymała pracę w jednej ze stacji telewizyjnych jako asystentka reżysera. Płaca była wyższa i traktowano ją jak koleżankę po fachu. Współpracownicy uśmiechali się do niej, byli przyjacielscy, a ona pławiła się w cieple, ostrożnie odwzajemniając uśmiech, bojąc się odrzucenia, nadal pełna niewiary w siebie. Ale została zaakceptowana. Koledzy z pracy uznali, że niczym się od nich nie różni. Chodziła z nimi na drinka, czasem na kolację.
Zapisała się na salę gimnastyczną, popracowała nad figurą. Zaczęła nawet chodzić na randki, nic wielkiego, kolacja, kino, ale jednak! Nie straciła swojej rezerwy wobec ludzi. „Kobieta-sfinks”, nazywali ją żartobliwie. Ale, ku własnemu zdumieniu, żyło jej się całkiem przyjemnie.
Kiedy dziewczyna, zapowiadająca pogodę, poszła na urlop macierzyński, Mallory Malone tymczasowo otrzymała jej pracę. Teraz była w swoim żywiole, wiedziała dokładnie, jak wyglądać, jak się uśmiechać, jak się zachowywać. Teraz ona była ostra jak brzytwa. Blond włosy fruwały wokół ramion, niebieskie oczy błyszczały, uszminkowane usta śmiały się chętnie, zachwycona własną witalnością, nauczyła się być zabawna.
Potem zgłosił się po nią producent sieci krajowej: wpadła mu w oko. Poprosił, by przyjechała do Nowego Jorku na rozmowę.
Siedząc na tarasie, Mal przypomniała sobie, jaka była podekscytowana, niemal chora ze zdenerwowania. Odepchnęła od siebie wszystkie zadawnione kompleksy i urazy, powiedziała sobie, że teraz jest kimś innym, osobą, którą zainteresowała się telewizja krajowa. Stworzyła więc Mallory Malone.
Kupiła „małą czarną” Donny Karan, która opinała jej smukłe ciało niby druga skóra. Poszła do najlepszego fryzjera w mieście i ścięła włosy na chryzantemę, następnie ufarbowała je tak, żeby wyglądały na rozjaśnione słońcem. Charakteryzator-artysta zrobił jej twarz i kiedy spojrzała na siebie w lustro, ledwo poznała śliczną młodą kobietę, patrzącą na nią ze zdumieniem w niebieskich oczach.
Kosztowało ją to wszystkie oszczędności, co do centa, i wyruszając do Nowego Jorku na rozmowę i próby zdjęciowe, miała nadzieję, że rzecz jest tego warta.
Taksówka wyrzuciła ją przed budynkiem telewizji. Mary Mallory spojrzała w górę na imponujący wieżowiec, strzeżone drzwi i zaaferowanych ludzi, biegających tam i z powrotem. Zrozumiała, że wszystko zależy od niej. Jeżeli ma w sobie to, czego potrzeba, by zwyciężyć, zrobi to. Wysoko uniosła głowę i ruszyła w stronę drzwi, wysoka i energiczna. Teraz albo nigdy. Znowu.
Parę lat później ta nowa wersja Mary Mallory Malone poślubiła maklera giełdowego.
Matt Clemens był od niej sporo starszy, przystojny, siwiejący na skroniach, bywalec świata. Polubiła go z miejsca, z początku widząc w nim raczej ojca niż mężczyznę, człowieka, który, podobnie jak ona, stworzył się sam od podstaw.
Wykorzystał swój spryt dziecka ulicy i wnikliwy umysł finansisty, żeby wywindować się z Brooklynu na szczyt świata, w tym wypadku na jeden z najwspanialszych manhattańskich drapaczy chmur.
W tym mieście wszystko możesz kupić za pieniądze – powiedział, oprowadzając ją po luksusowym mieszkaniu pełnym antyków. Nawet styl. Nie zapominaj, że w mieście takim jak Nowy Jork, styl jest twoim listem uwierzytelniającym. Pieniądze plus styl równa się klasa, a to oznacza, że masz wszystko.
Podziwiała go za szczerość, za to, że uwolnił się od bagażu przeszłości. Nie krył swojego pochodzenia i trudnych początków, ale również się nim i nie szczycił. Traktował to jak fakt z życiorysu.
W tym okresie pracowała jako spikerka w telewizji krajowej i miała szansę otrzymać prowadzenie programu porannego. Była rozdarta między wymogami kariery a pragnieniem jak najczęstszego przebywania w towarzystwie Matta Clementsa.
Dbał o nią, opiekował się nią, sprawił, że poczuła się piękna i pożądana. Po raz pierwszy uznała, że może opuścić trochę gardę. On rozumiał jej ambicje, przyklaskiwał im, rozumiał ją bez słów. Nigdy nie musiała wyjaśniać mu motywów swojego postępowania.
Kiedy w miesiąc później poprosił, by za niego wyszła, zgodziła się bez chwili wahania. Powiedziała sobie, że to miłość i w jakimś sensie kochała go. Z całą pewnością pociągał ją fizycznie. Ale tak naprawdę, chciała stać się częścią jego pracowitego życia.