Bursztynowa Luneta
- Автор: Пулман Филип
- Серия: Mroczne Materie #3
- Язык: польский
- Переводчик: Danuta Gorska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Bursztynowa Luneta». Краткое содержание книги:
Аннотация
Bursztynowa Luneta– Więc jesteś moją śmiercią? – zapytała.
– Tak, moja droga.
– Ale jeszcze mnie nie zabierzesz?
– Chciałaś mnie wezwać. Zawsze tu jestem.
– Tak, ale... tak, chciałam, ale... To prawda, chcę pójść do krainy zmarłych. Ale nie umrzeć. Nie chcę umierać. Kocham życie i kocham mojego dajmona, i... Dajmony tam nie przechodzą, prawda? Widziałam, jak znikają, gasną jak świece, kiedy ludzie umierają. Czy w krainie zmarłych ludzie mają dajmony?
– Nie – odpowiedziała śmierć. – Twój dajmon rozpływa się w powietrzu, a ty rozkładasz się pod ziemią.
– Więc chcę zabrać ze sobą swojego dajmona, kiedy wejdę do krainy zmarłych – oświadczyła stanowczo Lyra. – I chcę stamtąd wrócić. Czy zdarzyło się kiedyś, żeby ludzie wracali?
– Nie zdarzyło się od wieków. W końcu, dziecko, wejdziesz do krainy śmierci bez trudu, bez ryzyka, odbędziesz spokojną, bezpieczną podróż w towarzystwie własnej śmierci, oddanej przyjaciółki, która była przy tobie w każdej chwili twojego życia, która zna cię lepiej niż ty sama...
– Ale to Pantalaimon jest moim oddanym przyjacielem! Nie znam cię, ale znam Pantalaimona i kocham go, i jeśli kiedyś... jeśli kiedyś...
Śmierć kiwała głową. Okazywała uprzejme zainteresowanie, ale Lyra nie mogła zapomnieć ani na chwilę, czym była: jej własną śmiercią, stojącą tak blisko.
– Wiem, że teraz to będzie trudne – powiedziała już spokojniej – i niebezpieczne, ale chcę tam pójść, naprawdę. Will też chce. Oboje zbyt szybko kogoś straciliśmy i musimy to naprawić, przynajmniej ja muszę.
– Każdy chciałby porozmawiać jeszcze raz z tymi, którzy odeszli do krainy śmierci. Dlaczego mam robić wyjątek dla ciebie?
– Ponieważ... – zaczęła wymyślać kłamstwo. – Ponieważ muszę coś tam zrobić, nie tylko zobaczyć mojego przyjaciela Rogera. Anioł dał mi to zadanie i nikt inny nie może tego wykonać, tylko ja. To zbyt ważne, żeby czekać, aż umrę naturalną śmiercią. Trzeba to zrobić teraz. Widzisz, anioł wydał mi rozkaz. Dlatego tutaj przyszliśmy z Willem. Musieliśmy.
Za jej plecami Tialys odłożył instrument, usiadł i patrzył, jak dziewczynka prosi własną śmierć, żeby ją zabrała tam, gdzie nikt nie powinien iść.
Śmierć drapała się w głowę i podnosiła ręce, ale nic nie mogło powstrzymać próśb Lyry, nic nie mogło ugasić jej zapału, nawet strach; widziała już gorsze rzeczy niż śmierć, tak twierdziła i mówiła prawdę.
Więc wreszcie jej śmierć przemówiła:
– Skoro nic cię nie zniechęci, mogę tylko powiedzieć: chodź ze mną, zabiorę cię tam, do krainy zmarłych. Będę twoim przewodnikiem. Pokażę ci wejście, ale drogę wyjścia musisz znaleźć sama.
– I moich przyjaciół – przypomniała Lyra. – Mojego przyjaciela Willa i pozostałych.
– Lyro – wtrącił Tialys – wbrew wszelkim zdrowym instynktom pójdziemy z tobą. Rozgniewałem się na ciebie przed chwilą, ale utrudniasz mi...
Lyra wiedziała, że powinna go ugłaskać, i zrobiła to chętnie, skoro postawiła na swoim.
– Tak – przyznała – masz rację, Tialysie, przepraszam, ale gdybyś się nie rozgniewał, nie mielibyśmy tej damy za przewodnika. Więc cieszę się, że jesteście z nami, ty i lady, naprawdę jestem wam wdzięczna.
Tak więc Lyra namówiła własną śmierć, żeby zaprowadziła ją i jej przyjaciół do krainy, gdzie odszedł Roger i ojciec Willa, i Tony Makarios, i tylu innych; a śmierć kazała jej zejść na przystań o pierwszym brzasku i przygotować się do podróży.
Pantalaimon drżał i dygotał, Lyra za nic nie mogła go uspokoić ani uciszyć jego cichych jęków. Toteż spała płytkim, przerywanym snem na podłodze izby, razem ze wszystkimi, a jej śmierć czuwała nad nią.
20. Wspinaczka