Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Bursztynowa Luneta
Bursztynowa Luneta - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Bursztynowa Luneta

Электронная книга - «Bursztynowa Luneta». Краткое содержание книги:

Аннотация

Bursztynowa Luneta
1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 112
Перейти на страницу:

– Więc jesteś moją śmiercią? – zapytała.

– Tak, moja droga.

– Ale jeszcze mnie nie zabierzesz?

– Chciałaś mnie wezwać. Zawsze tu jestem.

– Tak, ale... tak, chciałam, ale... To prawda, chcę pójść do krainy zmarłych. Ale nie umrzeć. Nie chcę umierać. Kocham życie i kocham mojego dajmona, i... Dajmony tam nie przechodzą, prawda? Widziałam, jak znikają, gasną jak świece, kiedy ludzie umierają. Czy w krainie zmarłych ludzie mają dajmony?

– Nie – odpowiedziała śmierć. – Twój dajmon rozpływa się w powietrzu, a ty rozkładasz się pod ziemią.

– Więc chcę zabrać ze sobą swojego dajmona, kiedy wejdę do krainy zmarłych – oświadczyła stanowczo Lyra. – I chcę stamtąd wrócić. Czy zdarzyło się kiedyś, żeby ludzie wracali?

– Nie zdarzyło się od wieków. W końcu, dziecko, wejdziesz do krainy śmierci bez trudu, bez ryzyka, odbędziesz spokojną, bezpieczną podróż w towarzystwie własnej śmierci, oddanej przyjaciółki, która była przy tobie w każdej chwili twojego życia, która zna cię lepiej niż ty sama...

– Ale to Pantalaimon jest moim oddanym przyjacielem! Nie znam cię, ale znam Pantalaimona i kocham go, i jeśli kiedyś... jeśli kiedyś...

Śmierć kiwała głową. Okazywała uprzejme zainteresowanie, ale Lyra nie mogła zapomnieć ani na chwilę, czym była: jej własną śmiercią, stojącą tak blisko.

– Wiem, że teraz to będzie trudne – powiedziała już spokojniej – i niebezpieczne, ale chcę tam pójść, naprawdę. Will też chce. Oboje zbyt szybko kogoś straciliśmy i musimy to naprawić, przynajmniej ja muszę.

– Każdy chciałby porozmawiać jeszcze raz z tymi, którzy odeszli do krainy śmierci. Dlaczego mam robić wyjątek dla ciebie?

– Ponieważ... – zaczęła wymyślać kłamstwo. – Ponieważ muszę coś tam zrobić, nie tylko zobaczyć mojego przyjaciela Rogera. Anioł dał mi to zadanie i nikt inny nie może tego wykonać, tylko ja. To zbyt ważne, żeby czekać, aż umrę naturalną śmiercią. Trzeba to zrobić teraz. Widzisz, anioł wydał mi rozkaz. Dlatego tutaj przyszliśmy z Willem. Musieliśmy.

Za jej plecami Tialys odłożył instrument, usiadł i patrzył, jak dziewczynka prosi własną śmierć, żeby ją zabrała tam, gdzie nikt nie powinien iść.

Śmierć drapała się w głowę i podnosiła ręce, ale nic nie mogło powstrzymać próśb Lyry, nic nie mogło ugasić jej zapału, nawet strach; widziała już gorsze rzeczy niż śmierć, tak twierdziła i mówiła prawdę.

Więc wreszcie jej śmierć przemówiła:

– Skoro nic cię nie zniechęci, mogę tylko powiedzieć: chodź ze mną, zabiorę cię tam, do krainy zmarłych. Będę twoim przewodnikiem. Pokażę ci wejście, ale drogę wyjścia musisz znaleźć sama.

– I moich przyjaciół – przypomniała Lyra. – Mojego przyjaciela Willa i pozostałych.

– Lyro – wtrącił Tialys – wbrew wszelkim zdrowym instynktom pójdziemy z tobą. Rozgniewałem się na ciebie przed chwilą, ale utrudniasz mi...

Lyra wiedziała, że powinna go ugłaskać, i zrobiła to chętnie, skoro postawiła na swoim.

– Tak – przyznała – masz rację, Tialysie, przepraszam, ale gdybyś się nie rozgniewał, nie mielibyśmy tej damy za przewodnika. Więc cieszę się, że jesteście z nami, ty i lady, naprawdę jestem wam wdzięczna.

Tak więc Lyra namówiła własną śmierć, żeby zaprowadziła ją i jej przyjaciół do krainy, gdzie odszedł Roger i ojciec Willa, i Tony Makarios, i tylu innych; a śmierć kazała jej zejść na przystań o pierwszym brzasku i przygotować się do podróży.

Pantalaimon drżał i dygotał, Lyra za nic nie mogła go uspokoić ani uciszyć jego cichych jęków. Toteż spała płytkim, przerywanym snem na podłodze izby, razem ze wszystkimi, a jej śmierć czuwała nad nią.

20. Wspinaczka

Zdobyłam to – powoli się wspinając Gałązek się czepiając Co rosną między błogością – a mną...
Emily Dickinson

Mulefa wytwarzali wiele rodzajów lin i sznurów. Mary przez cały ranek sprawdzała i wypróbowywała te, które miała na składzie rodzina Atal, zanim dokonała wyboru. W tym świecie nie stosowano skręcania i zwijania, więc wszystkie liny i sznury były plecione; wydawały się jednak mocne i wytrzymałe, i Mary wkrótce znalazła dokładnie to, czego potrzebowała.

– Co ty robisz? – zapytała Atal.

Mulefa nie znali pojęcia wspinaczki, więc Mary musiała długo gestykulować i wyjaśniać w okrężny sposób. Atal była przerażona.

– Wejść na wyższe części drzew?

– Muszę widzieć, co się dzieje – tłumaczyła Mary. – Teraz pomóż mi przygotować linę.

Pewnego razu w Kalifornii Mary poznała matematyka, który spędzał każdy weekend, włażąc na drzewa. Mary sama trochę wspinała się po skałkach, więc chciwie słuchała, jak opisywał techniki i sprzęt, i postanowiła tego spróbować przy najbliższej okazji. Oczywiście nigdy się nie spodziewała, że będzie włazić na drzewa w innym wszechświecie; wspinaczka solo też jej się nie uśmiechała, ale nie miała wyboru. Mogła jedynie zadbać o maksymalne bezpieczeństwo.

Wybrała linę tak długą, że przerzucona przez gałąź wysokiego drzewa sięgała po obu stronach do ziemi, i tak mocną, że mogła unieść jej kilkakrotny ciężar. Potem odcięła mnóstwo krótszych kawałków z cieńszego, ale bardzo wytrzymałego sznura i sporządziła uchwyty: nieduże pętle zawiązane węzłem rybackim, dające oparcie stopom i dłoniom, kiedy przywiązała je do głównej liny.

Następnie pojawił się problem, jak przerzucić linę przez gałąź. Po godzinie czy dwóch eksperymentowania z cienkim, elastycznym sznurkiem i sprężystą gałęzią powstał łuk; szwajcarski scyzoryk wyciął kilka strzał, pozostawiając trochę liści zamiast lotek, żeby ustabilizować je w locie; i wreszcie po całym dniu pracy Mary mogła zaczynać. Lecz słońce zachodziło i bolały ją dłonie, więc zjadła kolację i poszła spać, podczas gdy mulefa dyskutowali o niej bez końca cichymi, melodyjnymi szeptami.

Z samego rana wyruszyła, żeby wystrzelić strzałę nad gałęzią. Wokół zebrał się niewielki tłumek obserwatorów zaniepokojonych o jej bezpieczeństwo. Dla stworzeń na kołach wspinaczka była czymś tak obcym, że przerażała je sama myśl o tym.

Mary rozumiała, co czują. Opanowała zdenerwowanie, przywiązała koniec najcieńszego, najlżejszego sznurka do strzały i wystrzeliła ją z łuku.

Straciła pierwszą strzałę, która wbiła się w korę wysoko i nie dała się wyrwać. Straciła drugą, bo chociaż przerzuciła ją nad gałęzią, strzała nie spadła dostatecznie daleko po drugiej stronie, żeby dosięgnąć ziemi, a przy ściąganiu z powrotem zaczepiła o coś i pękła. Długi sznurek spadł przywiązany do odłamanego kawałka. Mary spróbowała z trzecią, ostatnią strzałą, i tym razem się udało.

Ciągnąc ostrożnie i równo, żeby nie zaczepić i nie przerwać sznurka, przesunęła przygotowaną linę nad gałęzią tak, że oba końce sięgały ziemi. Potem przywiązała je dla bezpieczeństwa do masywnego korzenia, grubego jak jej biodra. Powinien wytrzymać, pomyślała. Lepiej, żeby wytrzymał. Oczywiście stojąc na ziemi, nie mogła sprawdzić, na jakiej gałęzi zawiśnie jej ciężar. W przeciwieństwie do wspinaczki po skałach, kiedy przywiązywało się linę do haków wbijanych w szczeliny co kilka metrów, więc nigdy nie groził upadek z dużej wysokości, tutaj wchodził w grę jeden bardzo długi kawałek liny i jeden bardzo długi upadek, gdyby coś nie wyszło. Jako dodatkowy środek bezpieczeństwa Mary splotła trzy kawałki liny w uprząż i przymocowała ją do obu końców głównej liny luźnym węzłem, który mogła zacisnąć w każdej chwili, gdyby zaczęła się zsuwać.

1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 112
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)