Nieustraszony [Fearless - pl]
- Автор: Хемри Джон
- Серия: Zaginiona flota #2
- Год: 2008
- Язык: польский
- Год: Fabryka Słów
- ISBN: 978-83-7574-068-4
- Переводчик: Robert J. Szmidt
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Nieustraszony [Fearless - pl]». Краткое содержание книги:
Z drugiej strony, jeśli nawet Syndycy rozwinęli prędkość 0.2 świetlnej, dotarcie do pozycji zajmowanych przez formację Echo zajmie im jeszcze minimum piętnaście godzin. A jeśli mierzą w jakiekolwiek inne zgrupowanie okrętów Sojuszu, będą potrzebowali dwudziestu godzin albo i więcej. W najbliższym czasie nic się nie wydarzy, ale potem wszystko będzie następować w błyskawicznym tempie.
Nie działaj pochopnie — Geary wspominał złotą zasadę każdego dowódcy — ale i nie zwlekaj z działaniem… Czy powinienem zaprzestać eksploracji systemu i zgromadzić flotę, aby przeciwstawić się nadciągającej syndyckiej eskadrze Alfa? Ale jeśli nawet to zrobię, co przeszkodzi Syndykom pędzić przez Sancere z 0.2 świetlnej, a nawet szybciej? Jak długo mogą mi uniemożliwiać konfrontację, odciągając moje siły od ogołacania tutejszych instalacji ze wszystkiego, co ma jakąkolwiek wartość? Choć bez dwóch zdań byłaby to najrozsądniejsza taktyka z ich strony. Całe szczęście, że nie pomyśleli o niej wcześniej.
— Kapitanie Desjani, załóżmy, że Syndycy uderzą na jedno z mniejszych zgrupowań Sojuszu, ale za wszelką cenę będą unikać walki z przeważającymi siłami. Co by pani zaproponowała?
Kapitan rozważała tę kwestię, obserwując swoje ekrany.
— Moglibyśmy ustawić pola minowe na ich trasie, ale przy prędkościach, jakie musielibyśmy rozwinąć, aby iść na przejęcie, wyliczenie właściwych wektorów ruchu jest mało prawdopodobne.
— A co ze starciem przy dużej prędkości? Jesteśmy w stanie zadać im poważne straty?
Desjani skrzywiła się.
— Jeśli utrzymają 0.2, a my przyspieszymy, idąc im naprzeciw? Składowa tych prędkości wyniosłaby minimum 0.25, a może nawet 0.3 albo więcej. Zniekształcenia rzeczywistości byłyby zbyt wielkie. Najmniejszy nawet błąd w obliczeniach oznaczałby pudło za pudłem.
— Zatem musimy ich spowolnić i dopiero potem doprowadzić do starcia z przeważającymi siłami — skonkludował Geary.
— Obawiam się, że nigdy nam się to nie uda — wtrąciła Desjani zawiedzionym głosem.
— Dlaczego wy, wojskowi, zawsze patrzycie na wszystko tylko z jednej strony? — Te słowa dobiegły zza ich pleców, a zostały wypowiedziane przez współprezydent Rione. Geary obejrzał się gwałtownie. — Oczywiście, że zwolnią, jeśli zobaczą cel, który wyda im się łakomym kąskiem.
— Nie zamierzam poświęcać moich okrętów — oświadczył oschle Geary, a Desjani skwapliwie mu przytaknęła.
Rione zbliżyła się do nich.
— Jest pan zbyt szczery w swoich posunięciach. Pani zresztą też. Dlaczego nie zastawicie na nich pułapki?
Geary i Desjani wymienili szybkie spojrzenia.
— Jakiej pułapki? — zapytał ostrożnie Geary.
— Brak mi wykształcenia militarnego, kapitanie Geary. Niech pan coś wymyśli.
Oczy Desjani zwęziły się w szparki, kiedy studiowała dane na wyświetlaczach.
— Myślę, że jest sposób.
— Nawet w sytuacji, gdy Syndycy dokładnie widzą wszystko, co robimy? — upewnił się Geary.
— Tak, sir! Sztuczka polega na tym, żeby sądzili, że robimy coś innego niż w rzeczywistości.
— Znakomicie. — Rione przyklasnęła temu pomysłowi. — Zaprezentujmy wrogowi obraz sytuacji zupełnie odmienny od tego, co planujemy.
Twarz Geary’ego stężała. Wysłuchiwanie od niej tego typu porad przypomniało mu o wątpliwościach, jakie żywił dla jej intencji wobec siebie.
— Nie możemy pozostawić zbyt silnej flotylli na przynętę, bo od razu się zorientują. Myślę, że…
— A ja myślę — wtrąciła Desjani — o gwieździe zwanej Sutrah.
Geary zmarszczył brwi, ale po chwili jego twarz pojaśniała.
— To będzie zemsta jak z poematu, nieprawdaż?
Poezja poezją, a wprowadzenie w życie planu Desjani wymagało nieludzkiej liczby obliczeń i skrupulatnej analizy ruchu poszczególnych jednostek. Wszystkie sześć formacji Sojuszu ruszyło naprzód, co chwilę odłączały się od nich pojedyncze okręty, które odtąd sunęły niezależnie od reszty zespołów, aby co jakiś czas przechodzić przez niewielkie sektory przestrzeni, w których wedle ocen powinny pojawić się siły Syndykatu zmierzające wprost na formację Gamma. Dołożono starań, by ze strony nadlatujących wyglądało to tak, jakby część floty szykowała się do bitwy, reszta natomiast kontynuowała łupienie systemu. Równocześnie formacja Gamma czyniła wszystko, by Syndycy uznali ją za łatwy łup. Wroga flota postawiona przed takim wyborem z pewnością ominie większe zgrupowanie, zbierające się na jej wektorze ruchu i uderzy, na nie spodziewającą się ataku eskadrę.
Okręty liniowe kapitana Tuleva przejęły Goblina z eskortą i stanowiły teraz wymarzoną przynętę, choć myśl o tym, że jedna z tak cennych jednostek pomocniczych będzie narażona na wielkie ryzyko, była dla Geary’ego nie do zniesienia.
— Jeśli w formacji nie będzie choć jednej jednostki pomocniczej, Syndycy nie uderzą. — Desjani przekonywała go tak długo, aż w końcu niechętnie ustąpił.
Uważnie przyglądał się pajęczynie kursów, jakimi poruszać się mają wszystkie jednostki, zanim autoryzował wydanie rozkazów.
— Do wszystkich jednostek. Przystąpić do wykonywania rozkazów. Nie przewiduję żadnych odstępstw od ustalonego harmonogramu.
Szczegółowe polecenia były zbyt skomplikowane, by przekazywać je głosem. Rozesłano je więc do okrętów w pakietach danych określających, kiedy i jak poszczególne jednostki mają się poruszać, aby w stosownym czasie, biorąc pod uwagę efekt relatywistyczny i opóźnienie, utworzyć wielką, ale luźną formację. To musiało potrwać, zatem Geary miał wiele czasu, by zamartwiać się, czy wszyscy staną na wysokości zadania. To było jedno z tych zadań, którego nie jest w stanie zaplanować i przeprowadzić człowiek, a nawet cały sztab ludzi — wszystko zależało od sprawności systemów. Bez tak znacznej przewagi, jaką tutaj miała flota Geary’ego nad syndycką eskadrą Alfa, byłoby wręcz niemożliwe do wykonania.
Komodorowi nie pozostało nic innego, jak siedzieć i obserwować swoje okręty, oddalające się w różnych kierunkach i nie spuszczać oka z Syndyków, wciąż prących ku centrum systemu.
— Będziesz wyczerpany, jeśli pozostaniesz na tym fotelu aż do momentu rozpoczęcia bitwy — szepnął ktoś.
Geary odwrócił się gwałtownie i zobaczył Wiktorię.
— Wiem, ale całe przedsięwzięcie zależy od tego, czy wszyscy wykonają dokładnie to, co im rozkazano.
— Jeśli nawet nie wykonają rozkazów — odparła — nie będziesz w stanie tego zauważyć, dopóki nie minie kilka godzin, prawda? Gapienie się w odczyty niczego nie zmieni. Chodź, musisz odpocząć.
Spojrzał na Desjani, ale dowódca Nieulękłego drzemała w swoim fotelu. Geary zazdrościł jej tej umiejętności. W poczuciu obowiązku jeszcze raz sprawdził odczyty na wyświetlaczach. Jeśli Syndycy nie zmienią kursu, znajdą się w zasięgu floty za osiem godzin. Jeśli zwolnią albo zmienią kurs, dotrą do najbliższych formacji Sojuszu kolejne dwie godziny później. Zatem atak na formację Gamma, jeśli chwycą przynętę, daje niemal dziesięć i pół godziny czasu na odpoczynek.
Wiktoria ma rację — pomyślał. — Byłbym głupcem, gdybym został na mostku.
— Idę na dół na chwilę — poinformował wachtowego. — Proszę powiadomić mnie natychmiast, jeśli którykolwiek okręt zboczy z kursu albo Syndycy zmienią tor lotu.
Wstał i spojrzał na Rione.
— A ty?
Pokręciła głową, patrząc gdzieś w przestrzeń.
— Nie chcę, żeby twoi ludzie plotkowali o sposobie, w jaki przygotowujesz się do nadchodzącej bitwy — powiedziała ściszonym tonem. — Idziesz spać. I to już.