Nieustraszony [Fearless - pl]
- Автор: Хемри Джон
- Серия: Zaginiona flota #2
- Год: 2008
- Язык: польский
- Год: Fabryka Słów
- ISBN: 978-83-7574-068-4
- Переводчик: Robert J. Szmidt
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Nieustraszony [Fearless - pl]». Краткое содержание книги:
W końcu Geary nie wytrzymał.
— Przejdę się po okręcie — powiedział wstając.
Załoga z pewnością pomyślała, że ten obchód to dowód na jego zainteresowanie ich losem, i po części miała rację, ale prawda była taka, że tym sposobem rozładowywał także napięcie, które towarzyszyło długiemu oczekiwaniu przed walką.
Wszyscy napotkani po drodze marynarze wyglądali na przemęczonych, co nie było dziwne, zważywszy, że alarm bojowy ogłoszony po przybyciu do systemu Sancere trwał już kilka dni. Niemniej wiwatowali na jego cześć i cieszyli się jak dzieci. Pełne nadziei spojrzenia, jakie nań kierowali, irytowały go, ponieważ wiedział, iż jest omylny jak każdy inny człowiek, ale z drugiej strony nie zawiódł ich jeszcze ani razu — jak do tej pory. Idąc uświadomił sobie, że niektórzy z jego ludzi patrzą na niego tak, jakby spodziewali się, że ktoś będzie u jego boku. To, że oczekiwali, iż będzie mu towarzyszyła współprezydent Rione, też było irytujące, mimo że pozostało w sferze niedomówień.
Po pewnym czasie minął część załogową i znalazł się w pobliżu komnat przodków, skorzystał więc z okazji, wszedł do jednej i zapalił świecę, zanim rozpoczął krótką modlitwę. Żywe światło gwiazd wiedziało, że jest mu w tej chwili potrzebna każda pomoc. Jakkolwiek kusząca wydawała się Geary’emu perspektywa pozostania dłużej w zacisznej komnacie i podzielenia się brzemieniem z jedynym audytorium, któremu może wszystko powiedzieć bez obaw o konsekwencje, postanowił nie ukrywać się przed nadchodzącą bitwą.
Niestety nie udało mu się zabić całego wolnego czasu. Gdy wrócił, sprawdził, czy nic się nie zmieniło — wszystkie formacje poruszały się ku wyznaczonym celom zgodnie z wytycznymi, a Syndycy zmierzali prosto na pola minowe — po czym nie bez oporów uznał, że pora coś zjeść, i ponownie opuścił centrum dowodzenia, by udać się do mesy. Serwowano tam głównie racje żywnościowe zrabowane na Kalibanie i ostatnio na Sancere. Jedyną dobrą rzeczą wynikającą z przejęcia syndyckiego żarcia — wszyscy marynarze, z którymi rozmawiał, podzielali tę opinię — było uświadomienie ludziom, że ich własna flota wcale tak źle nie karmiła.
— Gdybyśmy zaoferowali Syndykom nasze żarcie, staliby w kolejkach, żeby się tylko poddać — powiedział jeden z podoficerów przełykając z trudem coś, co wedle opisu powinno być pulpetem, a co było ulepione z mięsopodobnej masy niewiadomego pochodzenia, której towarzyszyły dziwnie wyglądające ziemniaki w kolorze i o smaku papieru toaletowego.
Po posiłku Geary wrócił na mostek. Rione jeszcze nie przyszła, a Desjani znów drzemała na swoim fotelu. Pomyślał, że dowódca spędzający tyle czasu na mostku musi doprowadzać podwładnych do pasji, ale na szczęście Desjani nie należała do kategorii służbistów albo czepialskich, więc jej wachtowi mimo wszystko nie wyglądali na wkurzonych. Z lekkiego snu wyrwało ją wejście komodora, skinęła przepisowo głową, choć była wciąż zaspana, i zameldowała:
— Jeszcze godzina do chwili, kiedy Syndycy trafią na pierwsze miny. Wciąż idą ustalonym kursem prosto w pułapkę.
— Jak pani sądzi, kiedy rozpoczną hamowanie? — zapytał Geary.
— Za około pół godziny. To pozostawi im naprawdę niewiele czasu na reakcję. — Desjani pokazała przewidywany wektor lotu na wyświetlaczu. — Jeśli zaczną hamować wcześniej, mogą ominąć miny, ale wtedy dostaną się w nasze pole rażenia. Jeśli jednak naprawdę chcą dopaść formację Gamma, muszą rozpocząć hamowanie w tym punkcie.
Geary usiadł, rozluźniony na tyle, na ile pozwalała sytuacja. Dla zabicia czasu zaczął przeglądać listę zapasów zdobytych podczas ostatnich dni na Sancere i sprawdził, czy jednostki pomocnicze wyrabiają się z produkcją części zamiennych i amunicji. Dotychczasowe działania wymagały sporo manewrowania, więc priorytetem wydawała się produkcja ogniw paliwowych. Geary napisał krótką wiadomość do kapitan Tyrosian, aby uwzględniła podwojoną produkcję ogniw w najbliższym czasie. Nawet wszystkie kartacze, miny i rakiety świata nie pomogą, kiedy okręt nie może manewrować.
Współprezydent Rione wróciła na mostek, roztaczając jak zwykle aurę wyższości i niedostępności tak dobrze znaną Geary’emu, jak i Desjani. Gdy odkłaniał się jej, zrozumiał, że nigdy, nawet przypadkiem, nie zwróci się do niej po imieniu podczas oficjalnego spotkania na stanowisku dowodzenia. Współprezydent Rione, która zasiadała właśnie w fotelu obserwatora na mostku Nieulękłego, wydawała się kimś zupełnie innym niż Wiktoria, z którą dzielił kajutę — teraz bił od niej chłód, a nawet brak zaufania do komodora floty.
W końcu sam ją prosiłem, żeby taka pozostała — pomyślał Geary. — Podejrzewam jednak, że nie zmieniłaby postępowania, nawet gdybym się na ten temat nie zająknął.
Desjani przywitała Wiktorię Rione niemal przyjaznym skinieniem głowy. To, że współprezydent została kobietą samego „Black Jacka”, sprawiło, iż znacznie zyskała w oczach pani kapitan. Rione byłaby oczywiście oburzona takim postawieniem sprawy, więc Geary nie zamierzał jej o niczym mówić. Chociaż chyba i tak zauważyła tę nagłą zmianę w podejściu Desjani — stąd jej oziębłe zachowanie na mostku. Może powinien jej powiedzieć, że załoga oczekuje, by pojawiali się razem. Zresztą jej też zależało, aby pokazywać się u jego boku i uzmysłowić wszystkim, że łączy ich coś więcej niż tylko praca.
Pozostawił to zagadnienie i zajął się znacznie mniej skomplikowaną sytuacją, rozgrywającą się aktualnie pomiędzy flotyllą Syndyków i jego pięcioma zgrupowaniami. Z tego co widział, wszystkie jednostki Sojuszu osiągnęły już pełną gotowość bojową. Teraz ani on, ani żaden z marynarzy nie miał do roboty nic innego, niż obserwować napływające dane aż do momentu, kiedy okręty Syndykatu wpadną na pierwsze miny.
Formacja Alfa rozpoczęła właśnie zwrot — dokładnie tam, gdzie przewidzieli. Okręty odwracały się silnikami w kierunku lotu, aby jak najszybciej wytracić prędkość i przejść do ataku. Moment później Geary zobaczył, że eskadra Gamma zwiększa nieco tempo lotu, aby znaleźć się za postawionymi polami minowymi. Syndycy powinni nabrać podejrzeń, a jednak wciąż trzymali się narzuconego przez Sojusz kursu, mając na uwadze tylko jedno: dopaść i zniszczyć łatwy cel.
Minęło piętnaście długich jak wieczność minut, a potem Desjani mruknęła: — Zaczyna się…
Skomplikowane manewry, jakie flota ostatnio wykonała, by zastawić pułapkę na wroga, doprowadziły wszystkie formacje w pobliże sektora, w którym Syndycy rozpoczęli hamowanie. Przed nimi rozciągały się pola minowe, długie ciągi śmiercionośnych ładunków tworzące kratownicę rozciągającą się na przestrzeni kilku sekund świetlnych. Wróg nadlatywał prosto na nie, odwrócony rufami w stronę zagrożenia. Każde trafienie musiało spowodować uszkodzenia systemów napędowych, co było esencją tego planu.
Syndycy nadal hamowali, omijając dwa najdalej wysunięte pola minowe i nie zaliczając żadnego trafienia. Na szczęście trzecie pole znajdowało się dokładnie na aktualnym szlaku flotylli.
Pierwsza nadziała się na minę ŁZy. Ładunek bez trudu pokonał tarcze rufowe i zmienił dyszę w stertę złomu, pozbawiając tym samym lekką jednostkę jakiejkolwiek zdolności manewrowania. Okręt liniowy zaliczył dwa trafienia i też stracił główny napęd. Następnie Syndycy pokonali pewien dystans bez żadnych strat, aż nieświadomi niczego dostali się na czwarte i piąte pole minowe. Tym razem trafień było więcej, jeden z ciężkich krążowników wyłamał się z szyku, a inny okręt stracił kilka silników.