Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]
- Автор: Гришэм Джон
- Язык: польский
- Жанр: Другие детективы
Электронная книга - «Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]». Краткое содержание книги:
Scalanie gruntów szło jak po maśle aż do chwili, gdy Mattiece stwierdził nagle, że brakuje mu gotówki. Na początku lat osiemdziesiątych w przemyśle naftowym zapanowała recesja, szyby Mattiece’a przestały przynosić zyski. Potrzebne mu były duże pieniądze oraz partnerzy zdolni do ich wyłożenia i zachowania transakcji w tajemnicy. Nie znalazł takich ludzi w Teksasie. Wybrał się więc za ocean, gdzie spotkał kilku Arabów, którzy po przestudiowaniu map geologicznych uwierzyli Amerykaninowi i jego szacunkowym obliczeniom, z których wynikało, że na wydobycie czekają gigantyczne ilości ropy i gazu ziemnego. Arabowie wykupili udziały w przedsięwzięciu i Mattiece znów miał pieniądze.
Inwestując we właściwych ludzi, dostał oficjalne pozwolenie na zmeliorowanie wrażliwych na wszelkie zmiany bagien i cyprysowych mokradeł. Fragmenty układanki zaczęły wreszcie tworzyć majestatyczny obraz, a Victor Mattiece poczuł zapach miliarda dolarów; może nawet dwóch albo trzech.
I wtedy wydarzyło się coś dziwnego. Wytoczono mu proces o bezprawną meliorację gruntów i o samowolne wiercenia. Pozew wniosła nieznana organizacja ekologiczna o prostej nazwie Zielony Fundusz.
Proces spadł jak grom z jasnego nieba, przez pięćdziesiąt bowiem lat Luizjana bezkarnie pozwalała kompaniom naftowym i ludziom pokroju Mattiece’a pożerać się i zanieczyszczać. Oczywiście miała w tym swój interes. Przemysł wydobywczy dawał mieszkańcom stanu dobrze płatną pracę. Podatki akcyzowe zbierane w Baton Rouge utrzymywały stanową biurokrację. Maleńkie osady na mokradłach zamieniały się w tętniące życiem ośrodki handlowe. Wszyscy politycy, nie wyłączając gubernatora, brali petrodolary i przymykali oczy na działalność kompanii. Sprawy szły doskonale i nikt nie przejmował się spustoszeniami czynionymi na bagnach.
Zielony Fundusz wniósł pozew do Federalnego Sądu Rejonowego w Lafayette. Sędzia federalny nakazał wstrzymanie prac melioracyjnych i wierceń do czasu rozpatrzenia wszystkich kwestii spornych przedstawionych we wniosku.
Mattiece wpadł w szał. Spędzał całe tygodnie na spiskowaniu i knuciu intryg. Nie żałował pieniędzy, by wygrać. Polecił prawnikom, by nie wahali się przed niczym. “Macie złamać wszelkie zasady i przepisy – mówił. – Naruszcie wszystkie kodeksy etyczne, wynajmijcie milion ekspertów, zlećcie przeprowadzenie dowolnych badań rzeczoznawczych, poderżnijcie tyle gardeł i wydajcie tyle pieniędzy, ile będzie trzeba. Wygrajcie tylko ten pieprzony proces!”
Mattiece nigdy nie afiszował się publicznie, a teraz zszedł wręcz do podziemia. Przeniósł się na Wyspy Bahama i pociągał za sznurki z prawdziwej twierdzy na Lyford Cay. Raz w tygodniu latał do Nowego Orleanu, gdzie konferował z prawnikami, po czym wracał na wyspę.
Choć ściśle zakonspirowany, dbał o to, by dzięki hojnym datkom zwiększać swe wpływy polityczne. Jego skrzynia złota leżała sobie bezpiecznie pod Terrebonne Parish; któregoś dnia wykopie ją na pewno. Lecz zanim to nastąpi, musi opłacić usługi pilnujących jej psów łańcuchowych, których zęby zawsze mogą się przydać.
Gdy dwóch prawników Zielonego Funduszu na dobre wzięło się do roboty, okazało się, że pozwem należy objąć ponad trzydzieści niezależnych firm. Niektóre z nich miały prawo własności ziemi. Część zajmowała się próbnymi odwiertami. Jedne układały rury, a inne stawiały szyby. Labirynt spółek z ograniczoną odpowiedzialnością, przedsiębiorstw typu joint venture i ponadkorporacyjnych holdingów wydawał się nie do przebycia.
Pozwani, wraz z legionem dobrze opłacanych prawników, przeszli do kontrataku. Złożyli obejmujący wiele stron wniosek o oddalenie sprawy ze względu na niewielką szkodliwość społeczną. Wniosek odrzucono. W kolejnym piśmie obrońcy zwrócili się do sędziego o umożliwienie prowadzenia odwiertów do czasu rozprawy. Wniosek odrzucono. Prawnicy zapiszczeli z bólu i wyjaśnili w kolejnym opasłym wniosku, że eksploracja złoża, odwierty i inne prace pochłonęły już ogromne sumy pieniędzy, dlatego ponawiają prośbę o umożliwienie kontynuowania robót. I znów wniosek odrzucono. Wnioski do Federalnego Sądu Rejonowego napływały jeden po drugim; kiedy odrzucono wszystkie i pozwani zrozumieli, że prędzej czy później dojdzie do procesu przed ławą przysięgłych, petroprawnicy oficjalnie ucichli i zaczęli kombinować.
Szczęśliwym dla Zielonego Funduszu zbiegiem okoliczności nowe złoża ropy znajdowały się w pobliżu bagnistego pierścienia będącego od lat naturalnym rezerwatem wodnego ptactwa. Gnieździły się tam rybołowy, czaple, pelikany, kaczki, żurawie, gęsi i wiele innych gatunków. I choć Luizjana nie zawsze dbała o swoją ziemię, zwykle troszczyła się o zamieszkujące ją zwierzęta. Ponieważ wyrok miał zapaść głosami przeciętnych i – zgodnie z wymogami prawa – bezstronnych obywateli stanu, prawnicy Zielonego Funduszu mocno akcentowali kwestię zagrożenia fauny.
Pelikany stały się bohaterami dnia. Po trzydziestu latach podstępnego zatruwania DDT i innymi pestycydami luizjańskie pelikany brunatne stanęły na krawędzi śmierci biologicznej. Niemal w ostatniej chwili gatunek ten został uznany za zagrożony i objęty ścisłą ochroną. Zielony Fundusz obrał majestatycznego ptaka za symbol swoich działań i zamówił w jego obronie orzeczenia pół tuzina ekspertów z całego kraju.
Przygotowania do rozprawy, nad którymi pracowała setka prawników, posuwały się w żółwim tempie. Obrońcy często dreptali w miejscu, co odpowiadało Zielonemu Funduszowi, bo szyby w tym czasie stały bezczynnie.
Siedem lat po pierwszym przelocie Mattiece’a odrzutowym helikopterem nad bagnami – trasą, którą miał biec jego złotonośny kanał – w Lake Charles rozpoczął się przewód sądowy w procesie pelikanów. Rozprawa, podczas której szermowano najwymyślniejszymi argumentami, trwała dziesięć tygodni. Zielony Fundusz domagał się odszkodowania za spustoszenia i całkowitego zakazu prowadzenia odwiertów w rejonie rezerwatu.
Kompanie naftowe znalazły sobie idealnego obrońcę, człowieka, który musiał spodobać się ławie przysięgłych. Był to pewien adwokat z Houston, który występował na rozprawie w butach z nabuku, nosił kowbojski kapelusz i potrafił mówić – gdy zaszła taka potrzeba – jak prawdziwy Cajun. Stanowił doskonałe przeciwieństwo spiętych, brodatych prawników Zielonego Funduszu. Zieloni – jak można się było tego spodziewać – przegrali proces. Kompanie naftowe zainwestowały miliony w zwycięstwo, podczas gdy Fundusz miał tylko dwóch niezbyt doświadczonych pełnomocników prawnych. Dawid sięgnął po procę, lecz Goliat zdołał się uchylić. Na przysięgłych nie zrobiły wrażenia ponure wizje zanieczyszczenia ogromnych połaci ziemi; nie poruszyło ich powoływanie się na kruchą równowagę bagiennego ekosystemu. Ropa oznaczała pieniądze i pracę, a miejscowym potrzebne było jedno i drugie.
Jednak wbrew oczekiwaniom nafciarzy sędzia nie uchylił zakazu prowadzenia prac w rejonie Terrebonne Parish. Uczynił to z dwóch powodów: po pierwsze, uznał, że Zielony Fundusz wykazał niezbicie, iż wiercenia stanowią bezpośrednie zagrożenie dla pelikanów brunatnych – gatunku objętego ochroną federalną; po drugie, założył na podstawie oświadczeń pełnomocników, że Zieloni wniosą apelację do wyższej instancji. Sprawa pelikanów toczyła się dalej.
Gdy ucichł hałas wokół procesu, Mattiece mógł cieszyć się swym małym zwycięstwem. Wiedział jednak, że czekają go kolejne batalie w salach sądowych, miał bowiem dar przewidywania i nieskończenie wielką cierpliwość.
ROZDZIAŁ 30
Magnetofon stał na środku stoliczka, otoczony czterema pustymi butelkami po piwie.