Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]
Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]

Электронная книга - «Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]». Краткое содержание книги:

Gwiazda Pella, strategiczny punkt w konflikcie zbrojnym Kompanii Ziemskiej i międzygwiezdnych kolonii. Ten, kto kontroluje Stacje Pella, decyduje o zasięgu ziemskich sił obronnych bądź o skali ziemskiej ekspansji w celu odzyskania utraconego imperium. Ale Pell jest zdecydowany utrzymać neutralność za wszelką cenę.
Ludzie z Gwiazdy Pella to obszerna, wielowątkowa i dramatyczna wizja przyszłości, ukazująca charaktery, postawy i ambicje nie odbiegające od naszych. Przez stronice tej powieści przewija się galeria fascynujących postaci, ludzkich i nieludzkich, których losy zależą od wyniku tytanicznych zmagań w skali kosmicznej.
Powieść ta otrzymała nagrodę Hugo w roku 1982.
1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 146
Перейти на страницу:

— Co tu się dzieje? — spytał Ayres wprost. — Co to wszystko znaczy?

— Obywatelu Ayres — powiedział Azov — jesteśmy w trakcie wykonywania manewru obronnego.

— A moi towarzysze… co z nimi?

— Przebywają w najbezpieczniejszym miejscu z możliwych, panie Ayres. Dostarczył nam pan komunikat, o który prosiliśmy; może się okazać przydatny i dlatego jest pan z nami. Kwatery panów sąsiadują ze sobą i znajdują się w głębi tego korytarza. Zechciejcie ich nie opuszczać.

— Co się dzieje? — zapytał ponownie Ayres, ale adiutant wziął go pod ramię i odprowadził do drzwi. Ayres zaparł się w progu chwytając się rękami framugi i spojrzał przez ramię na Azova. — Co się dzieje?

— Przygotowujemy się — odparł Azov — do przekazania pańskiego komunikatu Mazianowi. I wydaje się nam, że dobrze mieć pana pod ręką… na wypadek, gdyby zrodziły się jakieś dodatkowe kwestie. Spodziewamy się ataku. Domyślam się, gdzie nastąpi i że będzie to starcie decydujące. Mazian nie oddaje stacji bez powodu; lecimy, panie Ayres, żeby zająć pozycje w miejscu, które nam narzucił… żeby stawić się na sąd boży. Nie pozostawił nam żadnego wyboru i wie o tym; ale, rzecz oczywista, pozostaje jeszcze nadzieja, że uzna pańskie prawo do odwołania go. Gdyby chciał pan przygotować drugą, jeszcze skuteczniejszą odezwę, udostępnimy panu wszelkie konieczne do tego środki.

— A potem zredagują ją wasi eksperci.

Azov uśmiechnął się z przymusem.

— Chce pan, żeby Flota pozostała nietknięta? Szczerze wątpię, że zdoła pan ją ocalić. Nie sądzę, aby Mazian zastosował się do pańskiej odezwy; ale kiedy stwierdzi, że nie ma już baz, może pan jeszcze mieć do spełnienia humanitarną rolę.

Ayres nic nie odpowiedział. Uznał, że nawet teraz milczenie będzie najlepszym wyjściem. Adiutant schwycił go za ramię i pociągnął korytarzem. Wepchnął go do prostej kabiny z plastikowym umeblowaniem i zaryglował drzwi.

Przez jakiś czas przechadzał się nerwowo po kabinie, parę kroków w tę, parę z powrotem, na ile pozwalały wymiary pomieszczenia. W końcu poddał się, zmęczony i usiadł. Okazał się marnym przywódcą, pomyślał. Dias i Bela byli… właśnie, gdzie byli — na statku czy nadal na stacji, a na jakiej stacji właściwie przebywali, dotąd się nie dowiedział. Wszystko mogło się zdarzyć. Siedział roztrzęsiony zdając sobie nagle sprawę, że przegrali, że żołnierze i statek kierują się na Pell i przeciwko Mazianowi… bo zabrano również Jacoby’ego. Inna — humanitarna rola. W swej głupocie grał tak, aby zachować życie. wrócić do domu. Sytuacja wyglądała coraz mniej i mniej prawdopodobnie. Byli na najlepszej drodze, aby stracić wszystko.

Zawarty został pokój, napisał w prostym oświadczeniu, które pozwolił zarejestrować bez podstawowych kodów. Przedstawiciel rady bezpieczeństwa Segust Ayres, z upoważnienia Kompanii Ziemskiej i rady bezpieczeństwa żąda od Floty natychmiastowego nawiązania kontaktu celem podjęcia rokowań.

To był najgorszy moment na przystępowanie do decydującego starcia. Ziemia potrzebowała Maziana tam, gdzie się aktualnie znajdował, ze wszystkimi statkami, prowadzącego wojnę podjazdową przeciwko Unii, nękającego ją, utrudniającego Unii wyciąganie macek ku Ziemi.

Mazian oszalał… rzucać kilka statków, jakimi dysponował, przeciwko ogromnemu potencjałowi Unii, angażować się w bitwę na ogromną skalę i przegrać. Gdyby Flotę zniszczono, Ziemia zostałaby nagle pozbawiona czasu, który przybył tutaj zyskać. Nie byłoby Maziana, nie byłoby Pell i wszystko by się rozpadło.

A może odezwa, jaką sformułował, mogła sprowokować jakąś nieprzemyślaną akcję albo wprowadzić zamieszanie w przeprowadzane już manewry, i tym samym jeszcze wydatniej pomniejszyć szanse Maziana na sukces?

Wstał i znowu rozpoczął wędrówkę po łukowatej podłodze pomieszczenia, które, jak wszystko na to wskazywało, będzie jego ostatnim więzieniem. Pozostaje druga odezwa. Bezczelne żądanie. Jeśli Unia jest tak samo pewna siebie, jak te jej manekiny, tak śmiertelnie przekonana o słuszności swoich celów, to może puścić ten tekst, jeśli tylko będzie spełniał ich wymagania.

Z uwagi na wspólny interes Kompanii i Unii w zawarciu porozumienia o wymianie handlowej, układał sobie w myślach tekst komunikatu oraz na poważne zaawansowanie rozmów na ten temat trzeba przerwać wszelkie działania wojskowe jako gwarancję naszych szczerych intencji w rokowaniach; przerwać ogień i przyjąć zawieszenie broni. Czekać na dalsze instrukcje.

Zdrada… aby zmusić Maziana do wycofania się i przyjęcia roli rozproszonych sił oporu potrzebnych Ziemi na tym etapie. To była jedyna nadzieja.

Księga III

1

NA PODEJŚCIU DO PELL: 4/10/52:
GODZ. 1145

Pell.

Norwegia naśladowała wiernie wszystkie manewry Floty, która właśnie cisnęła synchronicznie całą swą masę w przestrzeń realną. Komunikator i skanery pośpiesznie wkroczyły do akcji szukając pyłka, jakim był gigantyczny Tybet, który w tym panicznym odwrocie wszedł w skok przed nimi jako straż przednia.

— Jest potwierdzenie — nadał komunikator z uspokajającą szybkością na mostek dowodzenia. Tybet znajdował się tam, gdzie powinien, nietknięty; zwiadowca nie ucierpiał od żadnej wrogiej działalności. Po układzie kręciło się kilka statków, normalka; szybko wyparowywała wiązanka pogróżek z jakiejś samozwańczej jednostki milicyjnej. Tybet tak nastraszył jeden ze statków kupieckich, że ten wszedł w panice w skok i to była zła wiadomość. Nie potrzebowali plotkarzy gnających w te pędy na stronę Unii; ale w tej chwili było to raczej ostatnie miejsce, w jakim chciał się znaleźć ten kupiec.

W chwilę później nadeszło potwierdzenie z Europy, z mostka dowodzenia statku flagowego: znajdowali się w bezpiecznej przestrzeni i nie była przewidywana żadna akcja.

— Odbieram teraz transmisję komunikatora z samej Pell przekazał na jej stanowisko za pulpitem sterowniczym wciąż nasłuchujący Graff. — Sądząc po treści, wszystko w porządku.

Signy sięgnęła do pulpitu i wystukała na klawiaturze komunikat o sytuacji dla kapitanów rajderów. Nie oderwały się od kadłuba Norwegii, przywarte do niego niczym stado pasożytów. Komunikator odbierał bezpośrednie, nadawane w gorączkowym pośpiechu sygnały identyfikacyjne ze statków milicyjnych zbaczających gwałtownie z zaplanowanych kursów, żeby zejść z drogi eskadrze, która wtargnęła w układ niebezpiecznie szybko, a do tego nie w jego płaszczyźnie. Sama Flota zachowywała się bardziej niż nerwowo; sondując przed sobą drogę, gnała całym stadem do ostatniego bezpiecznego obszaru, jaki mieli nadzieję, jeszcze im pozostał.

Statków było teraz dziewięć. Po Libii Chenela pozostały tylko strzępy i para, a Indie pod dowództwem Keu straciły dwa spośród swych czterech rajderów.

Znajdowali się w pełnym odwrocie, uciekali z pogromu przy Vikingu szukając miejsca, w którym mogliby wylizać rany. Wszyscy byli poharatani: za brzechwą Norwegii ciągnęła się chmura metalicznych trzewi, jeśli po wyjściu ze skoku mieli jeszcze w ogóle jakąś brzechwę. Na pokładzie byli zabici — trzech techników, którzy znajdowali się w tej sekcji. Nie mieli czasu wypchnąć ciał w kosmos ani nawet uprzątnąć tego rejonu; uciekali, ratowali statek, Flotę, to co pozostało z potęgi Kompanii. Pulpit Signy wciąż błyskał czerwonymi lampkami. Wysłała rozkaz do służb porządkowych, żeby pozbyli się wszystkich trupów, jakie znajdą.

Tutaj też mogła być zastawiona pułapka — nie było jej, chyba nie było. Patrzyła na migoczące przed nią lampki, na pulpit, a środki farmakologiczne wciąż przytępiały jej zmysły i odbierały czucie w palcach, gdy manipulowała elementami sterowniczymi, żeby wyjść z trybu synchronizacji z komputerem i przejąć od niego kontrolę nad Norwegię. Nawet nie próbowali wdawać się w potyczkę przy Vikingu, zawrócili na pięcie i zrejterowali taka była decyzja Maziana. Nigdy nie kwestionowała jego rozkazów, od lat podziwiała strategiczny geniusz tego człowieka. Stracili statek i on nakazał odwrót, po miesiącach planowania, pb manewrach, które zabrały cztery miesiące i przesiedleniu niezliczonych mas ludzkich.

1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)