Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Meduza: Tygrys w opałach [Medusa: A Tiger by the Tail - pl]
Meduza: Tygrys w opałach [Medusa: A Tiger by the Tail - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Meduza: Tygrys w opałach [Medusa: A Tiger by the Tail - pl]

Электронная книга - «Meduza: Tygrys w opałach [Medusa: A Tiger by the Tail - pl]». Краткое содержание книги:

Umysły czterech kryminalistów zastąpiony umysłem najlepszego agenta Konfederacji. Agenci wysłani na Lilith, Cerbera i Charona odnieśli sukces. Wyrafinowany plan Konfederacji zaczął przynosić efekty.
Tarin Bul wylądował na Meduzie.
Na tej mroźnej planecie szybko dołączył do miejscowych konspiratorów, którzy zamierzali obalić znienawidzonego Lorda Talanta Ypsira; cel buntowników doskonale mu odpowiadał. Jednak połączenie, jakie stanowili obcy i tajna moc Ypsira, okazała się ponad jego siły.
Do akcji wkroczył Agent Bez Imienia, nadzorujący wszystkich czterech wysłaninników. Był zmuszony wykazać się swoimi nadzwyczajnymi umiejętnościami, gdyż wszystko sprzysięgło się przeciw niemu.
W czwartej ostatniej księdze ekscytującej tetralogii Jack Chalker doprowadza do dramatycznego zakończenia epicką konfrontację pomiędzy potężną Konfederacją a małymi — ale równie potężnymi — światami Rombu Wardena.
1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 94
Перейти на страницу:

Zaryzykowałem jeszcze wytoczenie ciał i zepchnięcie ich pod pociąg, kiedy rzut oka przekonał mnie, że nikt nawet nie patrzy w moim kierunku i nikt nawet nie wydaje się świadomym, że dzieje się tu coś niezwykłego. Potem wyszedłem z powrotem na peron, podniosłem torbę, odwróciłem się i krzyknąłem głośno:

— W porządku, spotkamy się na terminalu centralnym! Zarzuciwszy sobie torbę na ramię, wszedłem na ruchome schody i pojechałem na górę.

Terminal centralny był naturalnie dość zatłoczony, co dla mnie było okolicznością sprzyjającą. Potrzebna mi była jeszcze jedna szybka zmiana, i to taka, której nie dałoby się łatwo wykryć, ale nie zauważyłem żadnej ku temu sposobności. Udałem się więc do toalety, przejrzałem torbę, znalazłem dowody na to, że ten szeregowiec był świeżo przeniesionym do Gray Basin rekrutem, i zdecydowałem się na podjęcie pewnego ryzyka, przynajmniej krótkofalowego. Pociąg nie wyruszy w podróż powrotną, nim go nie posprzątają i nie zaopatrzą, a to zajmuje około dwóch czy trzech godzin. Jeśli nie będą zbyt intensywnie szukać tego agenta, to minie trochę czasu, nim znajdą te ciała. Tego rodzaju morderstwo było czymś tak obcym dla tego społeczeństwa, że wpierw będą szukali zaginionego agenta, nim w ogóle pomyślą o szukaniu ciała. Kobieta zapewne również była rekrutem i jej nieobecność także nie zostanie zbyt wcześnie odkryta. Jeśli naturalnie — a było to wielkie Jeśli” — komputer już wcześniej nie zasygnalizował faktu porzucenia przez nich bagażu i zniknięcia z monitora. Ale kto to mógłby wiedzieć?

Wykorzystując kartę mojej ofiary, pojechałem autobusem do kwatery SM. Potrzebne mi było nowe ciało, moje bowiem podobieństwo fizyczne do denata było prawie żadne. Na szczęście znałem budynek SM całkiem nieźle, a dzięki nieżyjącej już prawdopodobnie major Hocrow znałem też wiele jego martwych punktów.

Wysiadłem kilka przecznic od celu i pozbywszy się torby, wyrzucając ją cichaczem do pojemnika na śmieci, wszedłem śmiało do budynku. Gdyby tylko ludzie wiedzieli, jak wiele martwych stref istniało na terenie każdego większego miasta, skutki tego mogłyby być nieobliczalne, pomyślałem sobie z niejakim rozbawieniem. Uliczka z pojemnikiem na śmieci również miała swoją kamerę, ale była ona zamocowana wysoko na murze i widoczna dla wszystkich. Wystarczyło więc, że między mną a kamerą znalazł się ten pojemnik na śmieci, a już nie mogli mnie obserwować. Jasne, że mogliby wysłać kogoś, żeby sprawdził te śmieci, ale do tego czasu ja byłbym już kimś innym… przynajmniej miałem taką nadzieję.

Wszedłem od strony garażu, a nie głównym wejściem, i jedyną reakcją tych kilku funkcjonariuszy, których po drodze spotkałem, było skinienie głową na mój widok.

Pośrodku garażu znajdowała się pojedyncza kamera zamontowana na wolno obracającej się podstawie. Zupełna pestka. Podszedłem do agentki robiącej coś przy samochodzie i zacząłem z nią rozmawiać, a kiedy kamera znalazła się w odpowiedniej pozycji, pozbawiłem ją przytomności. Tym razem miałem kilka chwil, by przyjrzeć się dokładnie rysom twarzy ofiary i by zabić ją w sposób bardziej estetyczny, tak więc nie miałem żadnych kłopotów z odtworzeniem jej rysów. Była postawną kobietą i jej mundur, w który przebrałem się szybko pod osłoną samochodu, leżał na mnie zupełnie nieźle.

Sztuczka replikacji wydała mi się względnie łatwa. Należało jedynie skoncentrować się na ofierze, dopasować jego czyjej wardenowską konfigurację do swojej i pozwolić własnym „wardenkom” na odtworzenie wzoru. Było to niesamowite — czuć, jak włosy rosną błyskawicznie na głowie, i obserwować ciało, które zachowuje się jak coś posiadającego własne, niezależne życie; sama jednak zmiana, teraz kiedy miałem te kilka minut czasu, okazała się bardzo prosta.

Kiedy wyszedłem zza samochodu, byłem już szeregowcem SM dla każdego, kto mnie zobaczył. Ponownie odczekałem kilka sekund na odpowiednie położenie kamery i włożyłem ciało do bagażnika samochodu. Jeśli będę miał szczęście, to odkryją to ciało nie wcześniej jak za jakieś dwa dni, a mnie nie potrzeba było aż tyle czasu.

Zadowolony wyjąłem „swoją” kartę, przywołałem windę i pojechałem do tamtego biurka i do tamtej sekcji przyjęć i przesłuchań, które tak dobrze znałem. Zawsze panował tu duży ruch i ryzyko wiązało się ze spotkaniem jakiegoś przyjaciela osoby, którą rzekomo byłem. Nie mógłbym ani przez moment zmylić kogoś, kto świetnie znał oryginał.

Najważniejszym było jednak sprawianie wrażenia, że jest się u siebie i ma się do wykonania jakieś polecenia. Zazwyczaj to wystarcza w miejscach publicznych, gdzie nikt się czegoś takiego nie spodziewa. Poszedłem do szeregu niewielkich kabin, z których każda wyposażona była we własny terminal i które agenci SM wykorzystywali do składania raportów. Wybrałem jedną z nich, włączyłem terminal i zacząłem.

Chociaż nie spodziewałem się specjalnych kłopotów związanych z przełamywaniem prostych kodów komputerowych, to tutaj zostałem zaskoczony faktem, iż te komputery w ogóle z żadnych kodów nie korzystały. Wsadzałeś po prostu swoją kartę, która informowała przecież, że jesteś autentycznym funkcjonariuszem SM, i to wystarczało, kiedy komputer porównywał twój wygląd z kartoteką. Żadnych odcisków palców, żadnego sprawdzania wzoru siatkówki, tylko najprostsza metoda identyfikacji, typowa dla społeczeństwa, które zbyt dużo spraw traktuje jako oczywiste.

Wystukałem KOR-CHING-LU i czekałem, aż dane pojawią się na ekranie. Przeleciałem szybko wzrokiem podstawowe informacje i zatrzymałem się na ostatnim zapisie, który był właśnie tym, czego szukałem.

ARESZTOWANIE 1416 FUNKCJONARIUSZE CENTRUM 17-9-51. POSTĘPOWANIE SM 0355 18-99-51 WYR OD, DANE OSÓB. CENTRUM DYSTRYKT, PRZEKAZ. CENTRUM 0922 18-9, WYDZ. 41 lv 1705, SPR. ZAMKN. NR AKT 37-6589234.

Nietrudno było się domyślić, co tu się wydarzyło. Przywieziono tu Ching wczesnym rankiem, przeprowadzono postępowanie, uznano winną i skazano na OD — ostateczną degradację — i przekazano oficjalnie do Centrum. Miała wyjechać o 1705, czyli za niecałą godzinę. Komputer nie podał środka transportu, ale to musiał być wahadłowiec. Wystukałem podany numer sprawy i uzyskałem podobny odczyt:

HONO, NIEKLAS., ARESZTOWANIE 1416 FUNKCJONARIUSZE CENTRUM 17-9-51. Reszta danych była identyczna jak u Ching, tyle że na koniec było odniesienie do sprawy Ching. Z czego wynikało, że obydwie znajdą się na tym samym promie. No cóż, być może i ja również powinienem się tam znaleźć.

Blef i brawura normalnie nie zaprowadzą człowieka zbyt daleko, jednak potrafią one działać cuda w społeczeństwie tak ściśle uformowanym jak to. Wyszedłem z budynku bez najmniejszych problemów i poszedłem do autobusu jadącego na terminal centralny. Nie miałem zamiaru ryzykować próby zabrania jednego z samochodów SM, upoważnienia bowiem dotyczące korzystania z tych pojazdów na pewno były dokładnie sprawdzane. Nagle zatrzymałem się, przekląłem własną głupotę i wróciłem do garażu, gdzie odnalazłem samochód z ciałem w bagażniku. To przecież musiał być jej samochód, co wielce ułatwiłoby moją sytuację, o ile naturalnie to cholerne pudło jest na chodzie.

Było, i wkrótce po opuszczeniu garażu zbliżałem się do bramy miasta z ciałem pod tylnym siedzeniem i z jakimś irytującym piskiem dochodzącym gdzieś z przodu, piskiem, który był niewątpliwie powodem, dla którego zajmowała się wtedy tym samochodem.

Dojechałem do bramy na drodze prowadzącej do terminalu bez żadnych problemów. Tutaj jednak musiałem wysiąść, pokazać kartę maszynie monitorującej i poinformować ją, że udaję się na terminal ze specjalnymi papierami, które zapomniał wziąć ze sobą jakiś inny agent. Była to dość rutynowa sprawa i bariery zostały szybko opuszczone.

1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 94
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)