Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Czasopodobna nieskończoność [Timelike Infinity - pl]
Czasopodobna nieskończoność [Timelike Infinity - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Czasopodobna nieskończoność [Timelike Infinity - pl]

Электронная книга - «Czasopodobna nieskończoność [Timelike Infinity - pl]». Краткое содержание книги:

Michael Poole spędził wiele lat, zmagając się z problemem fizyki kwantowej podczas budowy niezwykłego tunelu czasoprzestrzennego, łączącego teraźniejsze, przeszłe i przyszłe światy. Kontynuując samotnie swe badania w Chmurze Oorta, Michael nie wie, że jego odkrycia są wykorzystywane przez buntowników z przyszłości odległej o tysiąc pięćset lat. Fantyczna grupa Przyjaciół Wignera ucieka w przeszłość sprzed okresu, w którym Ziemia jest okupowana przez tajemniczą rasę qaxów. Dawna przyjaciółka Poole'a, utalentowany naukowiec Miriam Berg, zostaje zmuszona do współpracy z buntownikami. Przewidując katastrofalny wpływ ich działań na rozwój historii, wysyła wiadomość do Michaela z prośbą o pomoc. Qaxowie ruszają w głąb czasu z zamiarem unicestwienia ludzkości.
1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59
Перейти на страницу:

Xeelee ukończyli swe wielkie projekty i uciekli z rozkładającego się kosmosu.

Pięć milionów lat po pierwszym starciu między ludźmi a qaxami wrak splińskiego okrętu wojennego wynurzył się, koziołkując z tryskającego promieniowaniem grawitacyjnym wylotu tunelu czasoprzestrzennego. Tunel zamknął się, sypiąc iskrami.

Wrak — mroczny, wyzuty z energii powoli obracał się wśród nieruchomej pustki. Nie było w nim żadnych śladów życia.

Prawie żadnych.

Funkcje kwantowe obmyły Michaela Poole'a błękitnofioletowym deszczem, przywracając go czasowi. Jęknął, przeżywając boleści powtórnych narodzin.

Ludzie nazwaliby to antyxeelee.

Było… wielkie. Jego wyniosłe uczucia mogły zostać opisane ludzkimi pojęciami jedynie przez analogię.

Niemniej jednak — antyxeelee spoglądało na swe ukończone dzieło i odczuwało satysfakcję.

Jego świadomość obejmowała lata świetlne. Lśniąca materia zaśmiecała kosmos. Xeelee pojawili się, zbudowali piękne zamki z tej świetlistej piany, a teraz odeszli. Wkrótce i ta materia zacznie się rozkładać, antyxeelee wyczuwało już napinające się mięśnie mieszkańców mrocznego oceanu, rozciągającego się pod jej powierzchnią.

Zadaniem antyxeelee było nadzorowanie wielkich projektów xeelee, projektów, których celem była budowa drogi poza ten śmiercionośny kosmos. Aby go osiągnąć, xeelee cofnęli się nawet w czasie, by zmodyfikować bieg swej ewolucji, zamieniając swą historię w zamkniętą krzywą czasopodobną, diagram próżniowy. Antyxeelee było świadomością napędzającą ten proces, podróżującą — niczym antycząsteczka — pod prąd czasu, od chwili jej rozpadu po moment jej powstania.

Teraz dzieło zostało ukończone. Antyxeelee czuło coś na kształt zadowolenia wywołanego myślą, że jego podopieczni zdołali uciec, znajdowali się teraz poza zasięgiem tych… drugich, którym xeelee nie potrafili stawić czoło.

Antyxeelee mogło wreszcie odejść.

Zaczęło się rozpraszać i rozciągać. Wkrótce, wraz z krótkim, nielokalnym strumieniem selektronów i neutralin jego świadomość miała się pomnożyć, pokawałkować, rozsypać i zatonąć w próżni…

Ale jeszcze nie teraz. Pojawiło się coś nowego.

Kontrola stanu swego kruchego pojazdu nie zajęła Michaelowi zbyt wiele czasu.

Wewnętrzne obwody energetyczne wciąż jeszcze dostarczały kopule mieszkalnej nieco energii. Mogło jej wystarczyć na — ile? parę godzin? Jeśli potrafił to ustalić, nie funkcjonowało żadne połączenie między kopułą a pozostałymi modułami „Kraba Pustelnika”, nie ocalały też żadne utworzone przez Harry'ego łącza ze splinem… z wyjątkiem jednego, płonącego na pulpicie komunikacyjnym sygnału ostrzegawczego, które Michael starannie zignorował. Wedle niego te cholerne zbuntowane limfoboty mogły sobie teraz zeżreć cały statek.

A więc statek był unieruchomiony z braku zasilania. Nie dysponował nawet wewnątrzsystemową szalupą, nie miał jak zmienić swej pozycji w przestrzeni.

Nie narzekał z tego powodu, ani też nie obawiał się przyszłości, jakakolwiek by go czekała. Na cud zakrawało to, że w ogóle przeżył podróż siecią tuneli czasoprzestrzennych… Cała reszta stanowiła dziwaczną nagrodę dodatkową…

Harry oczywiście odszedł.

Wszechświat na zewnątrz kopuły robił wrażenie starego, martwego, mrocznego. Kopuła mieszkalna stanowiła niewielką, odizolowaną bańkę światła i życia.

Michael był tu sam. u kresu czasu. Czuł to.

Przygotował sobie resztkowy posiłek. Ta rutynowa czynność, wykonywana w jasnej plamie światła otaczającej niewielką przestrzeń, w niepokojący sposób dodała mu otuchy. Zaniósł jedzenie na kanapę, położył się. balansując trzymanym w jednej dłoni talerzem, po czym przyciemnił światła kopuły.

Bóg jeden wiedział, dokąd go zaniosło… jeśli „dokąd” miało jeszcze znaczenie po tak olbrzymim przemieszczeniu w czasoprzestrzeni. Gwiazdy były odległe, ciemne, czerwone. Czyżby upłynęło aż tak wiele czasu? — a może coś. jakaś nieznana siła przyspieszyła starzenie się gwiazd w ciągu eonów otaczających porównywalny z okresem życia żarówki skrawek czasu, jaki zajmowali ludzie?

Nigdzie nie dostrzegał oznak ludzkiej obecności czy aktywności. W rzeczy samej ani śladu jakiegokolwiek inteligentnego życia.

Michael uznał, że inteligencja miała aż zbyt wiele czasu na działanie. Miliony lat. setki gatunków dysponujących szybszym niż światło napędem superprzestrzennym i technologią osobliwości — wszechświat powinien zostać odmieniony…

Przekształcenie wszechświata powinno być równie oczywiste co neon wysoki na tysiąc lat świetlnych.

Lecz wszechświat jedynie się postarzał.

Z subiektywnego czasu podróży przez tunele czasoprzestrzenne wywnioskował, że nie mógł pokonać więcej niż parę milionów lat ułamek odległości do czasopodobnej nieskończoności a jednak fala życia już zdążyła się cofnąć. Czy gdziekolwiek pozostali jeszcze jacyś ludzie?

Uśmiechnął się ze smutkiem. Tyle jeśli chodzi o wspaniałe marzenia Shiry o życiu pokrywającym cały wszechświat, manipulującym dynamiczną ewolucję samej czasoprzestrzeni…

W takim razie nie zjawi się żaden „Ostateczny Obserwator”. Projekt Przyjaciół Wignera nie mógł zakończyć się powodzeniem: nikt nie wysłucha ich starannie przygotowanego posłania. Jednak patrząc na zdegenerowany wszechświat, Michael musiał przyznać, że, na Boga, mieli genialną koncepcję. Pomyśleć tylko, że śmiertelni ludzie, którzy już dawno temu rozsypali się w proch, mieli odwagę rzucić wyzwanie tym otchłaniom czasu…

Skończył jeść i starannie odstawił talerz na podłogę. Wypił szklankę czystej wody, podszedł do prysznica i umył się pod mgiełką gorącej wody. Starał się oczyścić wszystkie zmysły, cieszyć się każdą cząstką odbieranych wrażeń. Na wszystko przychodzi ostatni raz, nawet na najbardziej prozaiczne czynności.

Zastanowił się nad wyszukaniem jakiejś płyty albo książki. Czegoś, co pasowałoby do tej chwili.

Światła zgasły. Nawet sygnał przywołania wysyłany przez zbuntowane limfoboty umilkł.

Cóż, tyle jeśli chodzi o dobrą książkę.

Przy bladym blasku gwiazd, po omacku, znalazł drogę do kanapy.

Robiło się coraz zimniej. Wyobraził sobie, jak ciepło wycieka z kopuły w olbrzymi pochłaniacz pomroczniałego, starego nieba. Co też dopadnie go pierwsze? Zimno, czy brak powietrza?

Nie odczuwał strachu. Miał wrażenie, że narodził się na nowo: czuł się młodo, pierwszy raz po upływie subiektywnego stulecia. Ciężar upływającego czasu nareszcie nie spoczywał na jego barkach.

Być może ogarniał go ów spokój śmierci, gotowość na opuszczenie trosk zbyt długiego życia, jaką odkrył przed nim jego ojciec. I wreszcie poczuł zadowolenie z życia wystarczająco długiego, by zobaczyć wszystko, co chciał.

Splótł ramiona na piersiach. Zaczynał drżeć, zimne powietrze szczypało go w nozdrza. Zamknął oczy.

Iskierka świadomości zaintrygowała antyxeelee. Obudziło się w nim coś na kształt ciekawości.

Oto pojawił się obiekt sztucznego pochodzenia.

Skąd ten stygnący wrak znalazł się w tym czasie i miejscu?

Coś w nim było. Pojedyncza, gasnąca świeca świadomości…

Antyxeelee sięgnęło w jego stronę.

Nad Michaelem zawisł statek, inny statek.

Michael umierając, spojrzał na niego z zachwytem.

Wyglądał jak nasienie figowca wykonane z czarnego gagatu. Żadne światła nie płonęły na niewielkim, strąkowatym kadłubie. Mroczne jak noc skrzydła pokrywające setki mil przestrzeni zawisły nad wrakiem „Kraba”, falując delikatnie.

1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)