Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Czasopodobna nieskończoność [Timelike Infinity - pl]
Czasopodobna nieskończoność [Timelike Infinity - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Czasopodobna nieskończoność [Timelike Infinity - pl]

Электронная книга - «Czasopodobna nieskończoność [Timelike Infinity - pl]». Краткое содержание книги:

Michael Poole spędził wiele lat, zmagając się z problemem fizyki kwantowej podczas budowy niezwykłego tunelu czasoprzestrzennego, łączącego teraźniejsze, przeszłe i przyszłe światy. Kontynuując samotnie swe badania w Chmurze Oorta, Michael nie wie, że jego odkrycia są wykorzystywane przez buntowników z przyszłości odległej o tysiąc pięćset lat. Fantyczna grupa Przyjaciół Wignera ucieka w przeszłość sprzed okresu, w którym Ziemia jest okupowana przez tajemniczą rasę qaxów. Dawna przyjaciółka Poole'a, utalentowany naukowiec Miriam Berg, zostaje zmuszona do współpracy z buntownikami. Przewidując katastrofalny wpływ ich działań na rozwój historii, wysyła wiadomość do Michaela z prośbą o pomoc. Qaxowie ruszają w głąb czasu z zamiarem unicestwienia ludzkości.
1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59
Перейти на страницу:

— Oni — ponadrządowa komisja powołana w celu zajęcia się tym incydentem — uznali, że łatwiej przyjdzie mi przekonanie ciebie, jeżeli nie będziesz wiedział, jeżeli nie powiem ci o jego śmierci.

Michael uśmiechnął się.

— A skąd im to, cholera, przyszło do głowy?

— A co ponadrządowe komisje wiedzą o związku między ojcem a synem?

Ściany tunelu czasoprzestrzennego zdawały się zwężać niczym gardziel. Podobne błyskawicom plamy światła wciąż przeświecały przez ściany.

— Myślę, że już pora — stwierdził Michael. — Dasz sobie radę z napędem superprzestrzennym?

— Pewnie. Domyślam się, że nie potrzebujesz odliczania… Michael, dostałeś wiadomość.

— O czym ty mówisz? Kto do cholery mógłby się teraz ze mną skontaktować?

— Przedstawiciel zbuntowanych limfobotów — odparł Harry z poważną twarzą. One nie są pozbawione inteligencji, Michael. Jakimś sposobem wprowadziły swój komunikat do obwodów tłumaczących. Chcą, żebym pozwolił im z tobą porozmawiać.

— Czego chcą?

— Otoczyły silnik superprzestrzenny. Limfoboty uważają go za… hmm, za zakładnika.

— I?

— Są skłonne rozmawiać o pokoju. W duchu porozumienia między gatunkami. Tyle, że wysuwają długą listę warunków — Harry zmarszczył brwi. — Chcesz je usłyszeć? Po pierwsze…

— Nie. Odpowiedz mi tylko na jedno pytanie. Nadal kontrolujesz silnik superprzestrzenny?

— Tak.

Michael poczuł, jak pierwszy raz od kilku dni ustępuje męczące go napięcie mięśni karku. Ogarnął go wewnętrzny spokój. Wybuchnął śmiechem.

— Powiedz im, gdzie mogą sobie wsadzić tę ich listę.

Głowa Harry'ego rozdęła się monstrualnie. Harry uśmiechnął się, młody i pewien siebie.

— Myślę, że już czas. Żegnaj, Michael.

Silnik superprzestrzenny zbudził się do życia. Splinem targnęły konwulsje.

Wstęgi błękitnobiałego światła trysnęły przez pękające ściany czasoprzestrzeni. Michael miał wrażenie, że czuje falę fotonów przedzierającą się przez kruchą kopułę mieszkalną.

Odległy zakątek świadomości Michaela nadal analizował i znajdował nawet czas na zadziwienie. Na jego oczach niewyobrażalne naprężenia styczne w skręconej czasoprzestrzeni przemieniały się w energię promienistą towarzyszącą rozpadowi tunelu. W każdej chwili szczątkowa osłona antyradiacyjna kopuły mogła zawieść. Już teraz powierzchnia trupa splina zapewne wyparowywała powoli. Świadomość tego, co się wokół niego działo, nie była oczywiście szczególnie pomocna — i Michael uznał, że akurat to odkrycie przyszło odrobinę za późno.

Wirtual Harry’ego implodował pod ciśnieniem boskiego blasku spoza kopuły.

Fragmenty tunelu wydawały się dosłownie rozsypywać na kursie „Kraba”. Szczeliny w czasoprzestrzeni otwierały się niczym rozgałęziające się tunele, biegnąc ku nieskończoności.

Michael nie był pewien, czy tak właśnie miało się stać. Być może sytuacja nie rozwinie się dokładnie według planu.

Czasoprzestrzeń ulegała rozpadowi. Michael krzyknął rozpaczliwie, zasłaniając oczy zaciśniętymi kurczowo dłońmi.

Na powierzchni ziemiostatku obraz portalu Złącza migotał na wszystkich minikompach.

Miriam Berg siedziała na spalonej trawie, wystarczająco blisko centrum ziemiostatku, by poza zrujnowanymi budynkami Przyjaciół Wignera widzieć brązowawe okruchy piaskowca znaczące miejsce starożytnego kręgu.

Jasoft Parz odziany w czysty choć niedopasowany wigneriański kombinezon siedział przy niej, wyciągając na trawie swe krótkie nogi. Jedyna szalupa „Narlikara” stała na sczerniałej ziemi niedaleko niej. Bracia d'Arcy przywieźli ją tutaj z powrotem po przejęciu na pokład Shiry i Jasofta Parza.

Zdawała sobie sprawę z tego, że zielone oczy Parza skierowane są na nią, że cały aż tryska współczuciem.

I co z tego, w cholerę z nim. W cholerę z nimi wszystkimi.

Miriam klęcząc, wpatrywała się w trzymany na kolanach minikomp, w widniejący na nim delikatny ścieg Portalu, jak gdyby pragnąc siłą woli zagłębić się weń, skurczyć się tak bardzo, by mogła podążyć w ślad za Michaelem Poole'em w głąb tunelu czasoprzestrzennego. Gdyby tylko mogła wystarczająco się skoncentrować, udało by się jej zapomnieć o całej reszcie: o dziwnym, raczej niepokojącym mężczyźnie z przyszłości siedzącym u jej boku, o krzątaninie Przyjaciół w oddali, i nawet o cholernym, rzednącym powietrzu i nieregularnej grawitacji zniszczonego ziemiostatku.

Ta chwila przeciągała się w nieskończoność. Portal lśnił niczym diament na jej minikompie.

Wtedy, z wstrząsającą nagłością, błękitnobiałe światło wybuchnęło bezgłośnie wewnątrz portalu, tryskając ze wszystkich faset tetraedralnej konstrukcji. Wyglądało to tak, jakby miniaturowa gwiazda przeszła w nową w jej wnętrzu. Blask kolapsu tunelu bił z minikompów w dłoniach Parza, Przyjaciół, jak daleko mogła sięgnąć wzrokiem, zupełnie jakby każdy z nich trzymał przed sobą świecę. Światło emitowane przez rozpadające się zaburzenie czasoprzestrzenne rozjaśniało ich młode, szczupłe twarze.

Światło zgasło. Kiedy ponownie spojrzała na minikomp, portal zniknął. Oderwane kawałki konstrukcji z materii egzotycznej iskrząc, koziołkowały przez kosmos, oddalając się od rejonu czasoprzestrzeni, który ponownie stał się zwykłym, skończonym miejscem.

Cisnęła minikomp w trawę, ekranem do spodu.

Jasoft Parz znacznie delikatniej odłożył swój minikomp na ziemię.

— Już po wszystkim — powiedział. — Michaelowi Poole'owi powiodła się próba zamknięcia tunelu czasoprzestrzennego. Nie można mieć już co do tego żadnych wątpliwości.

Berg wbiła gwałtownie palce w umęczoną ziemię, z radością witając ból wygiętych paznokci.

— Te cholerne egzotyczne zastrzały będą musiały zostać usunięte. Zagrożenie dla żeglugi.

— Naprawdę jest już po wszystkim — odparł Parz. — Będziesz musiała znaleźć sposób, by to pogrzebać.

— Niby co?

— Przeszłość — westchnął. — A w moim przypadku przyszłość.

Uniosła głowę, utkwiła wzrok w masywnej, posępnej bryle Jowisza.

— Przyszłość wciąż należy do ciebie… twoja własna przyszłość. Czeka tu na ciebie wiele nowych doznań. Na Przyjaciół, ma się rozumieć, również.

— Na przykład? — uśmiechnął się.

— Na początek kuracja desenektyzacyjna. A także, pierwszy raz w waszym życiu, nowoczesne — przepraszam, starożytne — badania lekarskie.

Jasoft uśmiechnął się, z jego postaci emanował wyciszony smutek.

— Lecz nadal jesteśmy obcymi na naszej ojczystej planecie. Ciśnięci tak daleko od naszych czasów…

— Jest was wielu, wliczając w to i Przyjaciół — wzruszyła ramionami. Wszyscy są młodzi, w nienajgorszej formie fizycznej. Moglibyście założyć kolonię. Miejsca jest aż za dużo. Albo też udać się do gwiazd. — Uśmiechnęła się, przypominając sobie niesamowitą podróż „Cauchy”. — Oczywiście nie możemy wam jeszcze zaoferować napędu superprzestrzennego. Wszystko porusza się jedynie z prędkościami podświetlnymi… Lecz nie umniejsza to cudu samej podróży, możesz być tego pewien.

— Tak. Cóż, takie projekty być może zainteresują tych młodych ludzi, ale nie mnie…

Teraz spojrzała wreszcie na niego.

— Co chcesz przez to powiedzieć? Co zamierzasz, Jasoft?

Uśmiechnął się i rozczapierzył swe długie, pomarszczone od starości palce.

1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)