Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl]
Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl]

Электронная книга - «Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl]». Краткое содержание книги:

Po ucieczce z Sekty Zabójców młoda wojowniczka Dubhe musi uwolnić się od klątwy, która została na nią rzucona. Jedyną osobą, która może ją uratować, jest Sennar, niegdyś najpotężniejszy czarodziej Świata Wynurzonego, do którego udaje się wraz z Lonerinem po pomoc i radę. Tropem Dubhe podąża Rekla, Strażniczka Trucizn, wierna członkini Sekty Zabójców, z zamiarem zgładzenia dziewczyny. Tymczasem krwiożercza Gildia odkrywa w końcu, jak przywrócić do życia wielbionego przez nich Tyrana — Astera. Potrzebują jedynie ciała, w którym mógłby się odrodzić. Ich wybrańcem zostaje San, wnuk Sennara i Nihal, którego przed pazurami dzikiej sekty chroni gnom Ido. Czy Sennar, który po śmierci Nihal w poczuciu winy odsunął się od ludzi, nie wierząc w uratowanie Świata…
1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 91
Перейти на страницу:

Stworzenie przed nim dało mu znak, aby się podniósł.

Lonerin ledwo wstał. Z trudem trzymał się na nogach, ale stanął przy Dubhe, wciąż ściskając jej rękę. Nie chciał jej zostawić. Z wysiłkiem ruszył za swoimi wybawcami.

Był przy niej Mistrz. Trzymał ją za rękę, gładził po czole. Szeptał jej słowa pocieszenia.

„Cieszę się, że wróciłeś…” — powiedziała do niego, patrząc mu w twarz.

Teraz, kiedy znowu widziała jego rysy, zdawała sobie sprawę, jak rozpaczliwie za nimi tęskniła.

„Nie jestem tu, aby zostać, wiesz o tym”.

„No to ja zostanę”.

Mistrz westchnął, wpatrując się w nią z uczuciem.

„Czy nie sądzisz, że nadszedł już czas, żeby zapomnieć i zacząć od początku?”.

Mocno ścisnęła jego dłoń.

„Nie pragnę niczego innego poza tobą”.

„Ale ja odszedłem i nie ma sensu, żebyś dalej mnie szukała. — Popatrzył na nią przeciągle, w sposób, jaki uwielbiała, po czym dodał: — On to nie ja”.

Dubhe chciało się płakać.

„Wiem” — odpowiedziała słabo.

Potem ciemność, w jakiej byli pogrążeni, rozwiała się w chmurze oślepiającego słońca, zabierając ze sobą Mistrza.

„Nie zostawiaj mnie!” — chciała krzyknąć Dubhe, ale gardło straszliwie ją piekło i nie udało jej się.

Jej oczy otworzyły się gwałtownie i oszołomiła ją oślepiająca biel. Poczuła ciężar własnego ciała leżącego na miękkim łóżku oraz głuchy i rozległy ból, który tu i ówdzie skupiał się w ostre, przeszywające ukłucia. Zorientowała się, że jej nogi wystają poza materac z suchych liści na jakieś dwie długości dłoni.

Zamrugała powiekami i światło zaczęło się rozwiewać, nabierając bardziej określonych kształtów. Okno, zielonkawy dach, ława. Wreszcie znane oblicze.

— Wszystko dobrze? — spytał Lonerin, pochylając się ku niej.

Dubhe przez chwilę patrzyła na niego w milczeniu. Wychudzony, blady, zmęczony. Poczuła do tej twarzy głębokie przywiązanie, ale nic poza tym. Z bólem przymknęła powieki.

— Masz mnóstwo ran, dlatego tak źle się czujesz.

Dubhe ponownie otworzyła oczy, zmuszając się do uśmiechu. Jednak wspomnienia wynurzały się jedno za drugim, bolesne i nieznośne. Obrazy, które chciała przepędzić, a które znowu były trwale wyryte w jej umyśle. Na końcu — Filia rozpaczliwie wyrywający się z jej uścisku i to imię, które powtarzał obsesyjnie, tak przepełniony miłością i rozpaczą: Rekla.

— Jak widzisz, jesteśmy ocaleni — odezwał się Lonerin, przerywając tok jej myśli.

Dubhe ocknęła się i spojrzała na niego. Za nim dostrzegła kawałek izby, w której się znajdowali. Była to chatka o ścianach i dachu z suchych liści i drewna. Pomieszczenie wyglądało dziwnie, z wyjątkowo niskim sufitem i olbrzymim oknem z widokiem na plątaninę drzew przytłoczonych czerwienią zachodu słońca na pogodnym niebie. Łóżko, dość krótkie, dostosowane było do wzrostu gnoma, a obok niego stało krzesło i ława skrzyniowa, delikatnie ozdobiona fryzami, które przywodziły jej na myśl coś znajomego.

— Pewnie zastanawiasz się, gdzie jesteśmy, prawda? — uśmiechnął się Lonerin.

Dubhe przytaknęła.

— Naszymi wybawicielami są gnomy. Gnomy szczególnego rodzaju, ze spiczastymi uszami i granatowymi włosami.

Na jego twarzy malowało się zadowolenie i entuzjazm. W przeciwieństwie do niej był spokojny. Bo on naprawdę ocalał. Ona natomiast wciąż jeszcze pozostawała ofiarą własnych koszmarów, uwięziona w sieci Bestii. Kolejna różnica między nimi, jedna z wielu.

— Są skrzyżowaniem gnomów z Elfami, które — jak się zdaje — mieszkają wiele mil stąd, na wybrzeżu.

Tym razem serce Dubhe pozostało niewrażliwe na wzmiankę o Elfach, zaginionym i mitycznym ludzie, który kolorował jej dziecięce fantazje.

— Mówią po elficku i nazywają się Huve: to nazwa pogardliwa, myślę, że nadały ją im Elfy. To znaczy: „malcy”, „krasnalki”.

— To oni nas ocalili? — spytała Dubhe zmęczonym głosem.

Tak naprawdę nie interesowało jej poznanie całej historii, ale rozmowa pomagała jej oddalić obrazy śmierci, jakie wypełniały jej głowę.

— Pojawili się właśnie wtedy, kiedy myślałem, że już po nas. Ty byłaś cała we krwi, a ja doszczętnie wyczerpany czarami… Myślałem, że umrzemy, że ty umrzesz, a to było najgorsze ze wszystkiego.

Dubhe nie była w stanie poczuć ciepła na to wyznanie miłości. Teraz przestała już wierzyć w przyszłość z Lonerinem. Przypomniał jej się sen, z którego się obudziła, i słowa, jakie skierował do niej Mistrz. To była prawda. Lonerin nie był Sarikiem i nigdy nim nie będzie. Ona nie szukała w nim niczego więcej, tylko jego, swojego dawnego Mistrza.

Lonerin zaczął ze szczegółami referować jej krótką rozmowę, którą przeprowadził po elficku z gnomami Huve, a potem opowiedział o ich przybyciu do wioski i o tym, ile czasu pozostawała nieprzytomna. Był zadowolony, podekscytowany faktem poznania nowego ludu, a jego dusza odkrywcy ożyła. Dubhe natomiast czuła się od tego wszystkiego nader oddalona, jak gdyby należało to do innego świata, z którego była wykluczona. Powoli zaczęła się wyłączać. Głos Lonerina stawał się coraz bardziej daleki. Zapadała się w swoje osobiste piekło.

— Słuchasz mnie?

Dubhe spojrzała na niego.

— Tak…

— Mówiłem ci o ranach. Żadna z nich nie jest naprawdę ciężka, a ten lud jest bardzo biegły w sztuce kapłańskiej. Szybko dojdziesz do siebie.

Dubhe zdobyła się na lekki uśmiech.

Lonerin zamilkł i długo jej się przyglądał.

— Nie musisz się zadręczać. Nie byłaś sobą — powiedział nagle.

Łatwo powiedzieć — pomyślała Dubhe. Ale jak mu wytłumaczyć, że to się nie liczy? Jak mu powiedzieć, że za każdym razem, kiedy Bestia wychodziła na powierzchnię, coś w niej pękało? Jak dać mu do zrozumienia, że ta klątwa jest częścią jej samej?

— Uwolniłam ją — mruknęła, odwracając wzrok.

— To było jedyne wyjście — skomentował z przekonaniem.

— Ale znowu dokonałam rzezi.

Dubhe utkwiła wzrok w oczach Lonerina i zobaczyła, że on nie jest w stanie zrozumieć. Ten, kto nigdy nie zabił, nie mógł tego pojąć; między nią a światem normalnych, tych, którzy nie zaznali krwi, zawsze była zasłona.

Lonerin westchnął.

— Nie jesteś jedyną osobą, która zrobiła coś straszliwego.

Dubhe była zdumiona. Wyraźnie pamiętała, że zabiła Filię własnymi rękami.

— Niewiele brakowało, a sam zabiłbym tamtego Zabójcę.

W dalszym ciągu patrzyła na niego skonsternowana.

— Chciał cię zabić, nie byłoby w tym nic złego…

— Użyłem zakazanej magii. — Lonerin urwał, prawie ze wstydem. Kiedy jednak zorientował się, że Dubhe nie rozumie, ciągnął dalej: — Magia opiera się na równowadze i wykorzystywaniu sił naturalnych. Czarodziej nigdy nie robi niczego wbrew naturze: ogranicza się do naginania praw natury do własnej woli tak, aby go słuchały. Dlatego są rzeczy, których robić nie wolno. Na przykład ranić za pomocą magii albo zabijać. To działania, które obalają prawa natury, wstrząsają nimi. To magia zakazana, magia, w której zasłynął Tyran. Ten, kto wypowiada zakazaną formułę, ryzykuje własną duszę, zaprzedaje ją złu, aby mieć siłę do wykonania zaklęcia, które pragnie rzucić. To nie są czary, które można robić bezkarnie: ta magia trawi cię od środka, popycha cię do złego, niszczy cię.

1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 91
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)