Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl]
- Автор: Троиси Личия
- Год: 2008
- Язык: польский
- Год: Videograf II
- ISBN: 978-83-7183-583-4
- Переводчик: Zuzanna Umer
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl]». Краткое содержание книги:
Krzyk za nim sprawił, że aż podskoczył. Filia rozpaczliwie starał się wyrwać z zaklęcia, które go krępowało. Patrzył na scenę z rozpaczą, z oczami pełnymi szaleńczej troski.
Stopy Rekli przestały się poruszać, a straszliwy dźwięk — łamanych kości — wypełnił nienaturalną ciszę, jaka nastąpiła po krzyku Filii. Dubhe nie zwolniła uchwytu, odwróciła się jedynie w ich kierunku, a jej oczy płonęły straszliwym światłem. Lonerin zamarł. To nie mogła być ona. Jej spojrzenie, wargi wykrzywione w szyderczym uśmiechu, twarz powalana krwią.
— Moja pani! — wrzasnął Filia, całkiem oszalały. Chociaż był wykończony, już udało mu się uwolnić jedno ramię i desperacko czołgał się do wyrwy w złomowisku.
— Wytrzymajcie, moja pani, wytrzymajcie!
Wydawał się szalony.
Klątwa ją pożarła — pomyślał Lonerin z rosnącym poczuciem zgrozy.
Nie zdążył dokończyć myśli, kiedy Dubhe nadludzkim skokiem przebyła wyrwę, którą sam otworzył, i z impetem rzuciła się na Filię.
Patrzył, jak rozszarpuje go rękami, przemienionymi już w prawdziwą broń, tymi samymi, które kilka dni wcześniej go pieściły. Lonerin nigdy nie czuł się tak przygwożdżony przerażeniem, jak w tej chwili. Nie był w stanie nic zrobić, mógł tylko stać i patrzeć. Przez moment jego spojrzenie napotkało wzrok Filii. Nie był przerażony ani oszołomiony bólem. Po prostu patrzył na drugą stronę usypiska, na tę czarną kukiełkę leżącą na ziemi, a jego twarz miała wyraz nieskończonego smutku.
— Puść go! — Słowa wypłynęły mu na usta spontanicznie, chociaż rozumiał całą ich bezużyteczność.
Muszę ją uwolnić, muszę!
Rzucił się na nią, na jej nagle tak umięśnione ramiona. Jej siła była nadzwyczajna, więc jednym ruchem otrząsnęła się, ciskając nim o kamienną ścianę. Lonerin poczuł uderzenie i zabrakło mu oddechu. Kiedy podniósł oczy, Dubhe już przed nim stała, spragniona krwi, czytał to w jej oczach.
— Wróć do siebie, proszę cię!
Stała nieruchomo, patrzyła na niego z dzikim wyrazem twarzy, ale nie atakowała go, jakby zagubiona.
Lonerin pomyślał o jedynym możliwym rozwiązaniu. Całym powietrzem, jakie miał w piersiach, wykrzyknął słowo lithos. Dubhe natychmiast zesztywniała. On dał sobie zaledwie chwilę, aby odzyskać oddech, po czym nerwowo zaczął grzebać w leżącym tam w rogu chlebaku, rzuconym na ziemię podczas walki. Kiedy jego palce musnęły chłód szkła, poczuł, że nie wszystko stracone, że jeszcze mogli się uratować.
Ona tam jest, pod spodem, wystarczy łyk eliksiru, żeby wszystko znowu wróciło do normy. To był straszliwy wypadek, nic więcej. Dubhe nie jest stracona, nie jest zgubiona!
Podbiegł ku niej. Filia leżał na ziemi i ledwo słyszalnie płakał.
— Moja pani… moja pani… Rekla… — mruczał słabo, ze spojrzeniem wciąż utkwionym w tamtej stronie zwaliska, w ciele bez życia. Potem nastąpiła cisza.
Lonerin siłą otworzył usta Dubhe, a następnie wlał jej do gardła cały eliksir z buteleczki. Zobaczył, jak jej członki powoli uwalniają się z zaklęcia, poczuł, jak osuwa się w jego ramiona, słaba i zmęczona. Z lękiem przyjrzał się jej twarzy, ale nie widział wyłaniającej się Dubhe, którą znał. Oczy wciąż jeszcze były nabrzmiałe krwią, a jej mina nadal dzika.
Ona tam jest, klątwa jej nie pożarła! — powtórzył rozpaczliwie, ale nie mógł w to uwierzyć. Ból uderzył go jak pięścią.
— Dubhe… Dubhe…
Położył ją na ziemi, podtrzymując jej głowę. Ona zamknęła oczy, bladość jej twarzy była nie do opisania. Minęło kilka chwil, po czym pod powiekami coś się poruszyło. Kiedy się ocknęła, jej źrenice znów były czarną studnią, którą Lonerin tak kochał. Rysy jej twarzy rozciągnęły się w grymasie zwykłego bólu. Klątwa ponownie była pod kontrolą.
— Dziękuję, dziękuję… — mruczał Lonerin, nie dowierzając temu darowi. Trzymał ją ciasno przy sobie, kołysząc w ramionach.
— Wszystko dobrze, Dubhe, wszystko dobrze. Dałem ci eliksir, teraz poczujesz się lepiej.
Popatrzyła na niego i wymruczała jego imię. Potem straciła przytomność.
CZĘŚĆ TRZECIA
Widziałem, jak obydwoje wsiedli na Oarfa, najpierw Nihal, potem Sennar. Byliśmy obecni tylko ja i Soana, tak chcieli. To decyzja, którą rozumiem, i sądzę, że wszyscy powinniśmy ją zaakceptować. Pożegnaliśmy się krótko, zaledwie uścisk i kilka słów. To, co mieliśmy sobie do powiedzenia, powiedzieliśmy już w ciągu poprzedzających odlot wieczorów. Potem Oarf rozłożył swoje wielkie skrzydła i kilka razy machnął na próbę w delikatnym, porannym powietrzu. Potem po prostu wzbił się do lotu, a ja i Soana patrzyliśmy, jak staje się coraz mniejszy, lecąc w kierunku Saaru.
Odeszli, taka jest prawda. I nie wrócą. Odeszli do Nieznanych Krain.