Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Skrzynia na złoto». Краткое содержание книги:

Założyciel rodu Fandorinów, Cornelius van Dorn, przybył do kraju Moskwitów w XVIII wieku i odnalazł bezcenną bibliotekę Iwana Groźnego. Trzysta lat później jego angielski potomek, sir Nicholas, pojawia się w Rosji, by szukać spadku po przodkach. Ścigany przez mafię i wciąż wpadający w tarapaty, trafia na ślad skarbu Cornelisua, ale to, co znajduje w tatarskiej skrzyni, całkowicie go zaskakuje…
Pomysłowe połączenie kryminału retro i współczesnej powieści sensacyjnej w „klasycznym” klimacie powieści Conan Doyle’a i Agaty Christie, czyli po prostu – nowy Akunin!
1 ... 52 53 54 55 56 57 58 59 60 ... 96
Перейти на страницу:

– A co, jeżeli to naprawdę stek bzdur i niedorzeczności? – zaniepokoił się kapitan. – Pan przecież nie mógł widzieć tego Saventusa, a sekretarz dobrze go znał. Wygląda na to, że w Heidelbergu wszyscy wiedzieli, iż pastor jest nie przy zdrowych zmysłach.

– Bardzo możliwe, że przykre przejścia w istocie zmąciły nieco rozum Saventusa – przyznał Walser. – Ale jego relacje wcale nie są bzdurne. Dla heidelberskich profesorów z zeszłego stulecia Moskowia była jakąś baśniową, nierzeczywistą krainą, a ja teraz wiem doskonale, że pastor opisywał tutejsze obyczaje wiernie i zgodnie z prawdą. Nie ma żadnych wątpliwości, że Saventus rzeczywiście mieszkał na Kremlu i widywał groźnego cara Iwana. A skoro przedstawia tak doskonale nawet drugorzędne szczegóły, dlaczego miałby zmyślać jakieś brednie na temat kamienia filozoficznego?

Aptekarz popatrzył na kapitana sponad okularów i machnął maleńkim pilnikiem, którym wygładzał kawałek białej kości – pewnie rogu jednorożca o magicznych właściwościach.

– A nie mogło być tak, że właśnie w tym przejawił się obłęd pastora? W fantazjach na temat Liberii?

– Nie, nie mogło. Gdy przeczytałem zapiski, zacząłem zbierać informacje o bibliotece bizantyjskich władców i stwierdziłem, że w tym względzie Saventus niczego nie zmyśla. Liberia rzeczywiście trafiła do Moskwy. A później, kiedy po drodze do Moskwy zatrzymałem się w Dorpacie, widziałem katalog Liberii, sporządzony przez niejakiego pastora Wettermanna – jeszcze jednego Inflantczyka, któremu car Iwan pokazywał swój bezcenny księgozbiór. Matematyka Zamoleusa figuruje w tym wykazie.

– To zmienia postać rzeczy – rzekł z namysłem Cornelius. – A więc nie ma żadnych wątpliwości.

– Najmniejszych. – Ręka Walsera wykonywała miarowe ruchy, a narzędzie wydawało cienkie, zgrzytliwe dźwięki. – Przypuszczam, że po ucieczce Saventusa rosyjskiemu carowi nie udało się znaleźć w Moskwie człowieka wystarczająco wykształconego i dociekliwego, by nie tylko przeczytać, ale i rozszyfrować aramejski tekst. Saventus pisze, że starożytny autor zastosował pewien system kryptograficzny, który potrafi prawidłowo pojąć jedynie wytrawny, doświadczony alchemik. Wiadomo, że w późnych latach swego panowania Iwan lubił toczyć dysputy ze znawcami ksiąg, co dla niektórych z nich bardzo smutno się kończyło. Później tyran popadł w obłęd. Wiódł pustelniczy żywot, kazał wykopać pod pałacem kremlowskim i w Aleksandrowskiej Słobodzie całą sieć podziemnych korytarzy, wciąż chował swoje skarby przed prawdziwymi i wyimaginowanymi wrogami. W jednej z takich skrytek ulokował również Liberię – nikt dokładnie nie wie gdzie. Car zmarł nagle, podczas gry w szachy. Nie zdążył przekazać swojej tajemnicy następcy.

– Gdzie więc należy szukać tych skrzyń?

– Tu, w Moskwie – z przekonaniem zapewnił Walser, oglądając wycyzelowaną dwuzębną wstawkę. – Już ósmy rok zajmuję się poszukiwaniem Liberii. Zgodziłem się przyjechać do Rosji, a potem nauczyłem się języka i przyjąłem wiarę prawosławną, by zdobyć swobodny dostęp do carskich archiwów. Mam znajomków we wszystkich nieomal prikazach. Jednych leczyłem, innych gościłem, jeszcze innych zjednywałem podarkami. I oto teraz jestem już bliski rozwiązania zagadki, bardzo bliski. Wkrótce dzieło Zamoleusa będzie moją własnością!

– Naprawdę?! – wykrzyknął Cornelius.

Aptekarz znów pochylił się nad robotą.

– Tak. Niedawno w starych księgach inwentarzowych Prikazu Carskich Izb Rzemieślniczych odkryłem zapis z 7072 roku, informujący, że mistrzowi fachu instalacji wodnych Siemionowi Ryżowowi polecono przygotować płyty ołowiane, by wyłożyć nimi szczelnie podłogi, ściany i sklepienie pewnej piwnicy, „o której – odnotowano w dokumencie – wie jedynie wielki monarcha”. Wyobraża pan sobie, kapitanie?!

Von Dorn zastanawiał się przez chwilę, po czym wzruszył ramionami.

– Mogło przecież chodzić o wiele różnych rzeczy.

– Nie, mój dzielny przyjacielu, zaspawane ołowiane ściany i stropy mają chronić książki przed działaniem wilgoci – żeby nie pleśniały. Czas też się zgadza: Saventus zbiegł z Moskwy jesienią 1564 roku – czyli, wedle moskiewskiej rachuby lat, w 7072! To właśnie miało być owo tajemne miejsce przechowywania Liberii, jestem pewien.

– A wie pan, gdzie się znajduje ten schowek?

Walser podszedł do kapitana.

– Wydaje mi się, że tak. Ale muszę jeszcze ostatecznie ustalić to i owo. Wkrótce będę już miał rozwiązanie zagadki… Proszę otworzyć usta.

Cornelius jednak nie od razu usłuchał polecenia. Spojrzał w przymrużone oczy aptekarza i zapytał:

– Jeżeli tak, to do czego ja jestem panu potrzebny? Dlaczego zdecydował się pan powierzyć mi swoją tajemnicę? Nie boi się pan, że zechcę zgarnąć całe złoto świata sam, tylko dla siebie?

– Boję się. – Adam Walser westchnął cicho. – Jeśli mam być szczery, bardzo się boję. Ale na świecie jest tak dużo strasznych rzeczy, że człowiek musi dokonać wyboru, czego boi się bardziej, a czego mniej. A poza tym, cóż panu przyjdzie z księgi Zamoleusa beze mnie? Nie potrafi pan jej przeczytać ani przeprowadzić samodzielnie bardziej skomplikowanych doświadczeń chemicznych. Jesteśmy sobie nawzajem potrzebni, panie von Dorn, a to stanowi najtrwalsze spoiwo fundamentów, na których wspierają się gmachy przyjaźni i miłości. Nie mogę się już dłużej obejść bez zaufanego obrońcy i pomocnika. Zwłaszcza teraz, kiedy Taisjusz zobaczył mnie w domu bojara Matfiejewa.

Cornelius, który zdążył już otworzyć usta na całą szerokość, znów je zamknął…

– Dlaczego?

– Grek jest mądry, z pewnością domyślił się, w jakim celu się tam znalazłem. Uprosiłem naczelnika Aptekarskiego Prikazu, wiceministra Gołosowa, żeby zdobył dla mnie zaproszenie do domu kanclerza. Matfiejew jest najpotężniejszym człowiekiem w całej Moskowii, a w dodatku słynie jako wielki miłośnik rzadkich ksiąg. Zrozumiałem, że w pojedynkę nigdy nie dotrę do Liberii, co innego, mając tak wysokiego i możnego protektora. Zdecydowałem się na ten krok po długich i bolesnych wahaniach, ale – jak mi się zdawało – innego wyjścia nie było; nie miałem jeszcze okazji spotkać się z panem. Rozumowałem tak: wszyscy wiedzą, że Herr Artamon Siergiejewicz to człowiek oświecony i uczciwy. Oczywiście, bibliotekę weźmie sobie, ale mnie przynajmniej hojnie wynagrodzi. Jeśli, powiedzmy, poproszę o jakiś traktat matematyczny, jeden jedyny z całej Liberii, szlachetny bojar nie odmówi mi takiej drobnostki… Oto dlaczego pojawiłem się na tym noworocznym przyjęciu: żeby się dobrze przyjrzeć Matfiejewowi, wyrobić sobie o nim opinię, a potem, wybrawszy dogodny moment, poprosić jego wielmożność o prywatną audiencję w bardzo ważnej sprawie. Czy mogłem przewidzieć, że spotkam tam tego przeklętego Taisjusza? Metropolita doskonale wie, że nie należę do lizusów, którzy obijają pańskie progi dla zysku czy z próżności. Bez wątpienia domyślił się, że w osobie kanclerza mam nadzieję znaleźć protektora. Dlatego właśnie podły Grek kazał swojemu zausznikowi mnie schwytać, przesłuchać, a potem, oczywiście, zabić.

Cornelius zrobił niecierpliwy gest, chcąc dać w ten sposób do zrozumienia, że ma mnóstwo pytań.

– Spokojnie, panie kapitanie, teraz jest najważniejszy moment – właśnie wstawiam pańskie nowe zęby… Cóż, wszystko obróciło się na dobre. Matfiejew nie jest mi już potrzebny. Wystarczy w zupełności kapitan von Dorn. Najpierw umówimy się, jak podzielić między siebie Liberię. Panu nie zależy chyba na księdze Zamoleusa? Cóż by pan z nią robił? Ale chętnie oddam panu jej oprawę, wysadzaną rubinami. Tam, w skrzyniach, jest wiele innych ksiąg w drogocennych oprawach – wszystkie je może pan sobie wziąć. Będąc posiadaczem takich skarbów, stanie się pan jednym z najbogatszych ludzi w Europie. Mnie odda pan tylko papirus, zgoda?

1 ... 52 53 54 55 56 57 58 59 60 ... 96
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)