Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
— Pana adres w Paryżu?
— Pałac gwardii, kompania pana des Essarts.
— Dobrze — rzekł oberżysta.
— Jaką drogą mam jechać? — zapytał z kolei d’Artagnan.
— Na Rouen, ale niech pan zostawi miasto po prawej stronie. Zatrzyma się pan w miasteczku Écouis[*], gdzie jest tylko jedna oberża, “Pod Francuskim Talarem”. Nie sądź jej z wyglądu: w stajni będzie czekać na ciebie koń nie gorszy od tego.
— To samo hasło?
— Tak jest.
— Do widzenia, panie gospodarzu!
— Szczęśliwej podróży, szlachetny panie! Czy trzeba ci czegoś?
D’Artagnan dał znak głową, że nie, i ruszył naprzód. W Écouis powtórzyła się ta sama scena: znalazł oberżystę równie uprzejmego, konia świeżego i wypoczętego; zostawił swój adres jak poprzednio i z równą szybkością pogalopował do Pontoise[*]. W Pontoise po raz ostatni zmienił konia i o dziewiątej wjechał galopem na dziedziniec pałacu pana de Tréville.
Zrobił prawie sześćdziesiąt mil w dwanaście godzin.
Pan de Tréville przyjął go, jak gdyby się rozstali przed chwilą; uścisnął mu tylko rękę serdeczniej niż zazwyczaj i powiedział, że kompania pana des Essarts pełni dziś służbę w Luwrze i d’Artagnan może się udać na posterunek.
Rozdział XXII
BALET MERLAISON
Następnego dnia w całym Paryżu mówiono tylko o balu, który panowie ławnicy wydawali na cześć króla i królowej. Ich Królewskie Mości miały wziąć udział w sławnym balecie Meriaison, ulubionym tańcu króla.
Od tygodnia przygotowywano się w ratuszu do tego uroczystego wieczoru. Stolarz miejski zbudował estrady dla zaproszonych dam; korzennik miejski ozdobił salę dwustu świecami z białego wosku, co było niezwykłym zbytkiem w owych czasach; wreszcie zamówiono dwudziestu muzykantów płacąc im dwa razy tyle co zazwyczaj, pod warunkiem, że będą grali przez całą noc.
O dziesiątej rano pan de La Coste[*], chorąży gwardii królewskiej, w towarzystwie dwóch oficerów i oddziału łuczników, zażądał od pisarza miejskiego nazwiskiem Clément[*] wszystkich kluczy od drzwi, pokojów i gabinetów ratusza.
Klucze wręczono mu natychmiast; do każdego z nich była przyczepiona karteczka, objaśniająca, do jakich drzwi pasują, za czym pan de La Coste objął straż nad wszystkimi drzwiami i wejściami do ratusza.
O jedenastej przybył pan Duhallier[*], kapitan gwardii, z pięćdziesięciu łucznikami, którzy rozbiegli się natychmiast po pałacu, zajmując wyznaczone im miejsca przy drzwiach.
O trzeciej przybyły dwie kompanie gwardii, jedna francuska, druga szwajcarska. Kompania francuska w połowie składała się z ludzi pana Duhallier, w połowie z ludzi pana des Essarts.
O szóstej zaczęli przybywać pierwsi goście. W miarę jak wchodzili, zajmowali miejsca w wielkiej sali na przygotowanych estradach.
O dziewiątej przybyła małżonka burmistrza miasta. Ponieważ po królowej była drugą damą balu, została przyjęta przez panów radnych i wprowadzona do loży znajdującej się naprzeciw loży królowej.
O dziesiątej, w małej sali od strony kościoła Świętego Jana, naprzeciw srebrnego kredensu miejskiego, strzeżonego przez czterech łuczników, przygotowano dla króla lekką kolację złożoną ze słodyczy.
O północy usłyszano głośne okrzyki i wiwaty: to król jechał z Luwru do ratusza ulicami, które oświetlały kolorowe latarnie.
Natychmiast panowie ławnicy odziani w sukienne stroje, poprzedzani przez sześciu sierżantów, z których każdy trzymał w dłoni pochodnię, wyszli na spotkanie króla, wstępującego na schody. Starszy cechu kupców dziękował Jego Królewskiej Mości za przybycie, Najjaśniejszy Pan zaś przepraszał za spóźnienie, zrzucając winę na pana kardynała, który zatrzymał go do jedenastej w sprawach państwowych.
Jego Królewska Mość był w uroczystym stroju, a towarzyszyli mu brat królewski, hrabia de Soissons[*], wielki jałmużnik, książę de Longueville, książę d’Elbeuf[*], hrabia d’Harcourt[*], hrabia de Roche-Guyon[*], pan de Liancourt[*], pan de Baradas[*], hrabia de Cramail[*] i kawaler de Souveray[*].
Wszyscy zauważyli, że król miał twarz smutną i zatroskaną.
Dla króla, podobnie jak dla brata królewskiego, urządzono specjalne gotowalnie, gdzie znajdowały się stroje i maski. Takie same gotowalnie czekały na królową i małżonkę burmistrza. Panowie i damy ze świty Ich Królewskich Mości mieli się przebierać po dwie osoby w przygotowanych w tym celu pokojach.
Król wchodząc do gotowalni polecił, by powiadomiono go natychmiast o przybyciu kardynała.
W pół godziny po zjawieniu się króla okrzyki rozległy się na nowo: to jechała królowa. Znów ławnicy, poprzedzani przez sierżantów, pośpieszyli na spotkanie dostojnej pani.
Królowa weszła do sali: zauważono, że podobnie jak król twarz miała smutną i zmęczoną.
W chwili gdy wchodziła, rozsunęła się zasłona małej trybuny, zakrytej dotychczas, i ujrzano bladą twarz kardynała przebranego w strój kawalera hiszpańskiego. Oczy Jego Eminencji napotkały wzrok królowej i uśmiech straszliwej radości pojawił się na jego ustach; królowa nie miała diamentowych spinek.
Królowa przez chwilę przyjmowała powitania rajców miejskich i odpowiadała na ukłony dam.
Nagle król wraz z kardynałem pojawił się w drzwiach sali. Kardynał mówił do niego cicho i król był bardzo blady.
Król przeszedł przez tłum bez maski, z niedbale przywiązanymi wstążkami przy kaftanie, zbliżył się do królowej i rzekł zmienionym głosem:
— Pani, dlaczego nie włożyłaś spinek diamentowych, skoro wiedziałaś, że widok ich sprawiłby mi przyjemność?
Królowa rozejrzała się wokół i zobaczyła kardynała, który uśmiechał się diabelskim uśmiechem.
— Najjaśniejszy Panie — odparła królowa nieswoim głosem — obawiałam się, że w tłumie mogę je zgubić.
— Niesłusznie! Podarowałem ci te spinki, abyś je nosiła. Powtarzam, że postąpiłaś niewłaściwie.
Głos króla drżał z gniewu, obecni patrzyli i słuchali ze zdumieniem, nie rozumiejąc, co się dzieje.
— Najjaśniejszy Panie — rzekła królowa — mogę po nie posłać do Luwru i życzenie Waszej Królewskiej Mości zostanie spełnione.
— Zrób to, pani, zrób jak najszybciej: za godzinę balet się rozpocznie.
Królowa skłoniła się na znak posłuszeństwa i poszła z damami do swej gotowalni.
Król udał się do swojej.
Na sali panował przez chwilę niepokój i pomieszanie.
Obecni mogli zauważyć, że coś zaszło między królem i królową; ale oboje mówili cicho, szacunek zaś nakazywał oddalić się o kilka kroków, tak że nikt nic nie usłyszał. Muzykanci grali ile sił, nie zwracano jednak na nich uwagi.
Król wyszedł pierwszy ze swego gabinetu; miał na sobie wykwintny strój do polowania, brat królewski i inni panowie byli ubrani tak samo. W tym stroju Ludwikowi XIII było najbardziej do twarzy i nikt nie wyglądał wytworniej od niego.
Kardynał zbliżył się do króla i podał mu pudełko. Król otworzył je i znalazł dwie spinki diamentowe.