Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
Wjeżdżając na dziedziniec pałacu Buckingham zeskoczył z konia; nie troszcząc się o to, co się z nim stanie, zarzucił mu lejce na szyję i skierował się ku wejściu. D’Artagnan poszedł w jego ślady nieco niespokojny o los tych szlachetnych zwierząt, które miał okazję ocenić, ale na szczęście kilkoro służby wybiegło ze stajen i kuchni i zajęło się wierzchowcami.
Książę szedł tak szybko, że d’Artagnan z trudem za nim nadążał. Przeszedł przez liczne salony urządzone tak wytwornie, że najwięksi panowie Francji o takim wykwincie nie mieli nawet pojęcia, i wszedł do sypialni, która była cudem smaku i przepychu. Do alkowy prowadziły drzwi pokryte tkaniną; książę otworzył je małym złotym kluczykiem, który nosił na szyi na złotym łańcuszku. D’Artagnan pozostał dyskretnie z tyłu, ale Buckingham stojąc już na progu odwrócił się i widząc wahanie młodego człowieka, rzekł:
— Chodź ze mną; jeśli będziesz miał szczęście znaleźć się w obliczu Jej Królewskiej Mości, powiedz jej, co widziałeś.
Zachęcony zaproszeniem d’Artagnan poszedł za księciem, który zamknął za nim drzwi.
Znaleźli się w małej kaplicy, całej wybitej perskim jedwabiem, przetykanym złotem, i rzęsiście oświetlonej mnóstwem świec. Nad czymś w rodzaju ołtarza, pod baldachimem z błękitnego aksamitu, ozdobionym pękami białych i czerwonych piór, znajdował się portret Anny Austriaczki wielkości naturalnej, a tak doskonale utrafiony, że d’Artagnan wydał okrzyk zdumienia: mogłoby się zdawać, że królowa za chwilę przemówi.
Na ołtarzu, u stóp portretu, stała szkatułka z diamentowymi spinkami.
Książę zbliżył się do ołtarza, klęknął, jak klęka ksiądz przed wizerunkiem Chrystusa, po czym otworzył szkatułkę.
— Proszę — rzekł wyciągając ze szkatułki wielką kokardę z błękitnej wstążki całą usianą diamentami — oto owe szacowne spinki; przysiągłem sobie, że zostanę z nimi pogrzebany. Królowa mi je dała, królowa je zabiera, niechaj jej wola, jak wola Boga, spełnia się we wszystkim.
Za czym ucałował kolejno owe spinki, z którymi trzeba mu było się rozstać. Nagle wydał straszliwy okrzyk.
— Co się stało? — zapytał d’Artagnan z niepokojem — co się stało, milordzie?
— Wszystko stracone! — zawołał Buckingham blady jak trup. — Brak dwóch spinek, tylko dziesięć zostało.
— Milord je zgubił, czy sądzi, że zostały ukradzione?
— Ukradziono mi je — rzekł książę — i to sprawka kardynała. Popatrz, wstążki, do których były przypięte, odcięto nożyczkami.
— Gdyby milord domyślał się, kto jest sprawcą kradzieży... Być może, ta osoba ma je jeszcze w rękach.
— Zaczekaj! Zaczekaj! — zawołał książę. — Miałem te spinki tylko raz na sobie, przed tygodniem w Windsorze, na balu u króla. Hrabina Winter, z którą byłem poróżniony, podeszła do mnie. To pogodzenie się było zemstą zazdrosnej kobiety. Od tego czasu nie widziałem jej. Hrabina jest agentką kardynała.
— Kardynał ma więc agentów na całym świecie! — zawołał d’Artagnan.
— Tak, tak — rzekł Buckingham zaciskając zęby ze złości. — Tak, to straszliwy przeciwnik. Ale powiedz mi, kiedy odbędzie się ten bal?
— W przyszły poniedziałek.
— W przyszły poniedziałek! Mamy jeszcze pięć dni, więcej, niż nam trzeba. Patrick! — zawołał książę otwierając drzwi kaplicy. — Patrick!
Wszedł zaufany pokojowiec księcia.
— Wezwij mojego złotnika i sekretarza!
Pokojowiec wyszedł szybko, nie mówiąc słowa, co wskazywało na to, że był przyzwyczajony do ślepego posłuszeństwa i milczącego spełniania rozkazów.
Ale choć złotnik został wezwany pierwszy, naprzód zjawił się sekretarz, dlatego po prostu, że mieszkał w pałacu. Gdy wszedł, Buckingham siedział przy stole w swojej sypialni, pisząc własną ręką rozkazy.
— Mości Jackson[*] — rzekł — udasz się natychmiast do lorda kanclerza i powiesz, że polecam mu wykonanie tych rozkazów. Życzę sobie, żeby zostały ogłoszone natychmiast.
— Ale, Wasza Wysokość, jeśli lord kanclerz zapyta mnie, jakie przyczyny skłoniły księcia do poczynienia tak niezwykłych kroków, co mam mu odpowiedzieć?
— Że taka jest moja wola i że nikomu nie będę zdawał sprawy z moich poczynań.
— Czy tę odpowiedź mam przekazać Jego Królewskiej Mości — rzekł uśmiechając się sekretarz — jeśli Najjaśniejszy Pan zechce się dowiedzieć, dlaczego żaden statek nie może opuścić portów Wielkiej Brytanii?
— Masz rację — odparł Buckingham — niechaj powie w takim razie królowi, że wypowiadam wojnę i że to jest pierwszy krok przeciwko Francji.
Sekretarz skłonił się i wyszedł.
— Tak więc załatwiliśmy jedną sprawę — rzekł Buckingham zwracając się do d’Artagnana. — Jeśli spinki nie pojechały jeszcze do Francji, nie znajdą się tam przed tobą.
— Jak to?
— Wydałem rozkaz zatrzymania wszystkich statków znajdujących się w tej chwili w portach Jego Królewskiej Mości i tylko za specjalnym pozwoleniem można będzie podnieść kotwicę.
D’Artagnan spojrzał ze zdumieniem na tego człowieka, używającego nieograniczonej władzy, jaką obdarzyło go zaufanie króla, do załatwiania swoich spraw miłosnych. Buckingham zauważył z wyrazu twarzy młodzieńca, co dzieje się w jego duszy, i uśmiechnął się.
— Tak — rzekł — tak, Anna Austriaczka jest moją prawdziwą królową; na jedno jej słowo zdradzę moją ojczyznę, mego króla, mego Boga. Poprosiła mnie, żebym nie udzielił protestantom z La Rochelle przyrzeczonej pomocy, i uczyniłem to. Nie dotrzymałem słowa, ale mało mnie to obchodzi, skoro zaspokoiłem jej pragnienie; czy nie zostałem szczodrze wynagrodzony za moje posłuszeństwo, skoro mam dzięki niemu ten portret!
D’Artagnan myślał o tym, na jak wątłych i tajemnych niciach zawieszone są nieraz losy narodu i życia ludzkie.
Był pogrążony w rozważaniach, kiedy wszedł złotnik. Był to Irlandczyk, jeden z najzręczniejszych w swym zawodzie; sam mawiał, że zarabia u księcia Buckinghama sto tysięcy funtów rocznie.
— Panie O’Reilly[*] — rzekł do niego książę prowadząc go do kaplicy — przyjrzyj się tym diamentowym spinkom i powiedz mi, ile warta jest sztuka.
Złotnik rzucił okiem na piękną robotę, obliczył wartość diamentów i rzekł bez najmniejszego wahania:
— Tysiąc pięćset pistoli każda, milordzie.
— Ilu dni trzeba na zrobienie takich dwóch spinek? Widzisz, że tu dwóch brakuje.
— Tygodnia, milordzie.
— Zapłacę po trzy tysiące pistoli za sztukę, ale muszę je mieć pojutrze.
— Milord będzie je miał.
— Jesteś nieocenionym człowiekiem, panie O’Reilly, ale to jeszcze nie wszystko: nie mogę nikomu powierzyć tych spinek, muszą być zrobione w pałacu.
— To być nie może, milordzie, tylko ja mógłbym je zrobić tak, by nie było żadnej różnicy między nowymi i starymi.
— Jakoż, mój drogi O’Reilly, jesteś moim więźniem i gdybyś chciał wyjść teraz z pałacu, nie będziesz tego mógł uczynić; pogódź się więc z losem. Powiedz mi, jacy czeladnicy są ci potrzebni i jakie narzędzia mają przynieść ze sobą.
Złotnik znał księcia i wiedział, że wszelki opór byłby bezcelowy, powziął więc decyzję od razu.
— Czy mogę uprzedzić żonę?
— O, możesz ją nawet zobaczyć, mój drogi panie O’Reilly. Twoja niewola będzie łagodna, bądź pewien; a że wszelki kłopot powinien być wynagrodzony, oto, oprócz zapłaty za spinki, kwit na tysiąc pistoli, byś zapomniał o przykrościach, których jestem sprawcą.