Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]
- Автор: Робертс Нора
- Язык: польский
- Жанр: Остросюжетные любовные романы
Электронная книга - «Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]». Краткое содержание книги:
– Aha, spodziewałem się, że odnowi naszą znajomość. Możesz połączyć się z Burke'em z tej maszynerii? – Wskazał radio. – Chciałbym z nim porozmawiać, jeżeli znalazłby wolną chwilę.
– Jasne. Wzięli krótkofalówki. – Barbara otarła poplamione na pomarańczowo palce, przekręciła parę gałek, odchrząknęła i włączyła mikrofon. – Baza wzywa jedynkę. Baza wzywa jedynkę. Over. – Zakryła dłonią mikrofon i uśmiechnęła się do Tuckera. – Jed Larsson kazał nam używać kodów Srebrny Lis i Wielka Niedźwiedzica. Dowcipas. – Potrząsnęła głową i pochyliła się znów nad mikrofonem. – Baza wzywa jedynkę. Burke, złotko, jesteś tam?
– Jedynka do bazy. Przepraszam, Barbaro, miałem zajęte ręce. Over.
– Mam tu Tuckera. Mówi, że to coś ważnego.
– Dawaj go.
Tucker pochylił się nad mikrofonem.
– Burke, muszę z tobą pogadać.
Rozległy się trzaski, czyjeś przekleństwo, znowu trzaski.
– Jestem zajęty. Tucker, ale przyjedź. Siedzimy na skrzyżowaniu Dog Street Road i Lone Tree. Mamy tu blokadę. Over.
– Zaraz tam będę. – Spojrzał niepewnie na mikrofon. – Aha, już wiem. Over and out.
Barbara pokazała mu zęby w uśmiechu.
– Na twoim miejscu wzięłabym karabin i trzymała go w pogotowiu. Austin zdobył dziś rano dwie trzydziestkiósemki.
– Dzięki, Barbaro.
Tucker był już w drzwiach, kiedy Mark wrzasnął radośnie: – Zabiję was. Zabiję was wszystkich. I nie miał na myśli rybek w akwarium.
Zauważył dwa helikoptery krążące nad drogą z miasta. Na polu starego Stokeya stała tyraliera mężczyzn, następna grupa przeszukiwała farmę hodowlaną zębaczy Charlie'ego O'Hary. Wszyscy byli uzbrojeni.
Tucker przypomniał sobie nieszczęsne poszukiwania Francie. Jej martwa, biała twarz wypłynęła z zakamarków jego podświadomości, zanim zdążył uruchomić mechanizm obronny. Zaklął brzydko i sięgnął na oślep po kasetę. Ku jego ogromnej uldze z głośnika nie popłynął głos Tammy'ego Wynette ani Loretty Lynn, ulubieńców Josie, ale Roya Orbisona.
Żałosne, płaczliwe dźwięki „Crying" podziałały na niego kojąco. Ci faceci nie szukają żadnego ciała, powiedział sobie. Urządzają polowanie na idiotę. Idiotę z parą trzydziestekósemek.
Droga była płaska i prosta. Dostrzegł barykadę na kilka kilometrów naprzód. Przyszło mu do głowy, że gdyby Austin jechał tą drogą, miałby ten sam piękny widok. Drewniane, jaskrawopomarańczowe blokady połyskiwały w zachodzącym słońcu. Za nimi stały dwa wozy policyjne zwrócone do siebie nosami, jak dwa obwąchujące się czarno – białe psy.
Na poboczu widać było nowiuteńkiego dodge'a Larssona (zębacze i sklep przynosiły Jedowi niezły dochód), półciężarówkę Sonny'ego Talbota z reflektorami jak wielkie żółte ślepia, terenowiec Burke'a i chevroleta Lou Hopkinsa.
Wóz Lou był ubłocony jak stary pies gończy. Ktoś napisał „Umyj mnie" na tylnej szybie.
Kiedy Tucker zwolnił, przed barykadę wybiegło dwóch policjantów z karabinami gotowymi do strzału. Choć nie wątpił, że najpierw zadają pytania, a dopiero potem strzelają, ulżyło mu, kiedy Burke ich odwołał.
– Prowadzisz tu prawdziwą operację wojskową – zauważył Tucker wysiadając z wozu.
– Szeryf okręgowy zionie ogniem – mruknął Burke. – Nie jest zadowolony, że federalny był świadkiem, jak jego chłopcy schrzanili robotę. Uważa, że Austin jest w połowie drogi do Meksyku, ale nie chce się do tego przyznać.
Tucker wyjął paczkę papierosów. Poczęstował Burke'a i przez chwile palili w milczeniu.
– A co ty o tym myślisz?
Burke wydmuchał powoli dym. Miał za sobą cholernie długi dzień i cieszył się, że może porozmawiać z Tuckerem.
– Mnie się zdaje, że ktoś, kto zna bagna, może się na nich ukrywać bardzo długo. Zwłaszcza gdy ma po temu powód. – Spojrzał uważnie na Tuckera. – Przyślemy ci do Sweetwater paru mundurowych.
– Wypchaj się.
– Muszę to zrobić, Tuck. Daj spokój. – Położył rękę na ramieniu Tuckera. – Masz w domu kobiety.
Tucker pobiegł wzrokiem do miejsca, gdzie płaskie pole przechodziło w las.
– Ale się wpakowałem.
– Można było gorzej.
Jakaś nuta w głosie Burke'a zaniepokoiła Tuckera.
– Coś cię gniecie?
– Austin to nie dość?
– Znamy się od dawna.
Burke spojrzał ponad ramieniem Tuckera na grupę mężczyzn, i postąpił parę kroków w stronę lasu.
– Był u nas wczoraj Bobby Lee.
– Też mi nowina!
Burke spojrzał na Tuckera boleściwie.
– Chce się ożenić z Marvella – Zebrał się na odwagę i poprosił mnie o rozmowę na osobności. Poszliśmy na tylną werandę. Cholera, Tuck, przestraszył mnie jak diabli. Bałem się, że zaraz powie, że ona jest w ciąży i będę go musiał zabić albo co? – Zobaczył minę Tuckera i uśmiechnął się blado. – Tak, tak, wiem. Ale to zupełnie co innego, kiedy chodzi o twoją małą dziewczynkę. W każdym razie -. – Wydmuchał chmurę dymu -… nie jest w ciąży. Zdaje się, że dzisiejsza młodzież wie więcej o zapobieganiu niż my swego czasu. Pamiętam, jak przed decydującą randką z Susie pojechałem do Greenville kupić prezerwatywy. • – Uśmiechnął się szerzej. – My byliśmy na tylnym siedzeniu chevroleta taty, a one w schowku na przednim. – Uśmiech znikł. – Gdybym o nich pamiętał, nie mielibyśmy Marvelli.
– Co mu powiedziałeś. Burke?
– Cholera, a co miałem powiedzieć? – Burke położył dłoń na kolbie rewolweru. – Jest dorosła. Chce go, koniec, kropka. Bobby Lee ma przyzwoitą pracę u Talbota i jest dobrym chłopcem. Kochają do szaleństwa i krzywdy jej nie zrobi. Ale to mi o mało nie złamało serca.
– Jak Susie to przyjęła?
– Wypłakała parę wiader. – Burke odrzucił niedopałek i rozgniótł go butem. – A kiedy Marvella zaczęła mówić o przeprowadzce do Jackson, myślałem, że zatopi dom. Potem popłakały się obie. A potem usiadły i zaczęły mówić o sukniach druhen. Były jeszcze przy temacie, kiedy wychodziłem.
– Starzejemy się, co?
– Taka jest prawda. – Ulżyło mu, kiedy mógł się wygadać przed Tuckerem. – Nie rozpowiadaj o tym na razie. Dzisiaj wieczorem chcą obwieścić nowinę Fullerom.
– Jesteś w stanie pomyśleć przez chwilę o czymś innym?
– To będzie przyjemność zapomnieć o tym chociaż na chwilę. Tucker oparł się o maskę samochodu Josie i opowiedział historię.
Przywłaszczenia szminki.
– Darleen i Billy T.? – Burke zmarszczył z namysłem czoło. – Nic o tym nie słyszałem.
– Zapytaj Susie.
Burke westchnął i kiwnął głową.
– Ta kobieta potrafi zachować tajemnicę. Chodziła z Tommym trzy miesiące. zanim powiedziała mi, że jest w ciąży. Martwiła się, że będę zły, bo i tak ledwo wiązaliśmy koniec z końcem. Zatrzymała dla siebie rewelacje o Darleen ze względu na Marvelle i Bobby'ego Lee. – Bezwiednie bawił się kluczami. – Rzecz w tym, że nie mogę pójść do Billy'ego T. tylko na tej podstawie, że Darleen używa takiej samej szminki co Josie.
– Wiem, że masz teraz mnóstwo na głowie, Burke. Pomyślałem tylko, że lepiej ci o tym powiedzieć.
Burke mruknął coś w odpowiedzi. Myślał już tylko o tym, że za chwile zrobi się ciemno, a Austin jakby się pod ziemię zapadł.
– Porozmawiam dzisiaj z Susie. Jeżeli wyjdzie na jaw, że Billy T. odwiedza cichaczem Darleen, postaram się go wybadać.
– Dziękuję ci, stary. – Teraz, kiedy spełnił swój obowiązek, Tucker uznał, że czas przeprowadzić parę badań na własną rękę.
Burke siedział przy kuchennym stole, otępiały po niecałych pięciu godzinach snu. Wyławiał z mleka płatki kukurydziane i martwił się, że na zbiegłego przestępcę na swoim terenie, znaleźli bowiem buicka przy Cattonseed Road i nikt już nie myślał, że Austin jest w Meksyku. Na domiar złego powstała kwestia, czy musi czy nie musi pożyczyć frak na ślub córki.