Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Остросюжетные любовные романы » Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]
Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]

Электронная книга - «Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]». Краткое содержание книги:

Po ciężkich przeżyciach skrzypaczka Caroline Waverly szuka wytchnienia w miasteczku Innocence na amerykańskim Południu. Jednakże ten idylliczny z pozoru zakątek okaże się miejscem śmiertelnie niebezpiecznym – grasuje tu sadystyczny, nieuchwytny morderca kobiet. Do grona podejrzanych należy Tucker, miejscowy playboy, który zakocha się w Caroline. Skrzypaczkę porwie wir strasznych, tajemniczych wydarzeń…
1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 ... 113
Перейти на страницу:

– Nie twój interes. Dotknął jej policzka.

– Caroline, troszczę się o ciebie. Był świadomy, oboje byli świadomi, faktu, że mówił to tuzinom kobiet.

I oboje zdawali sobie sprawę, choć było to niepokojące, że tym razem słowa mają inne znaczenie.

– Czasem boli mnie głowa – powiedziała, zła, że zajmuje stanowisko obronne.

– Jak często?

– Co to jest? Badanie lekarskie? Mnóstwo ludzi cierpi na bóle głowy, zwłaszcza ci, którzy nie spędzają życia w bujanym fotelu.

– Osobiście preferuję dobry hamak – powiedział spokojnie. – Ale rozmawialiśmy o tobie.

Oczy miała chłodne, bez wyrazu.

– Odczep się. Tucker. Normalnie pewnie by to zrobił. Nie należał do mężczyzn, którzy pchają się tam, gdzie mogą dostać po łapach.

– Jakoś nie mogę siedzieć spokojnie i myśleć, że ty cierpisz.

– Nie cierpię. – Ale ból głowy zbliżał się nieubłaganie jak rozpędzony pociąg.

– Ale martwisz się.

– Martwię się – powtórzyła te słowa dwukrotnie, raz za razem, i nagle opuściła głowę na kolana i wybuchnęła śmiechem. Nuta histerii w głowie sprawiła, że pies usiadł u jej nóg i zawył. – Och, czym miałabym się martwić? Przecież nie tym, że jakiś maniak zarzyna kobiety i wrzuca je do mojego stawu. I nie tym, że Austin Hatinger jest na wolności i w każdej chwili może wpaść na pomysł, by tu wrócić i znów powybijać mi szyby. Z pewnością nie pozbawia mnie snu fakt, że spróbuje wywiercić parę dziur w tobie.

– W zupełności wystarczą mi te, które już mam. Nie szukam guza. – Głaskał ją delikatnie po plecach. – My, Longstreetowie, spadamy zawsze na cztery łapy.

– O, to nawet widać. Spadacie, ale z podbitym okiem i porachowanymi żebrami.

Tucker zmarszczył się z niezadowoleniem. Osobiście był zdania, że jego oko wygląda już całkiem całkiem.

– Do przyszłego tygodnia siniaki znikną, a Austin znajdzie się znów w więzieniu. Longstreetowie mają szczęście. Weźmy choćby kuzyna Jeremiasza.

Caroline jęknęła, ale Tucker nie zwrócił na to uwagi.

– Był dobrym znajomym Davy'ego Crocketta. Chłopak z Kentucky, rozumiesz? – Tucker wpadł w gawędziarski ton. – Walczyli razem podczas wojny o niepodległość. Jeremiasz był wtedy prawie dzieckiem, ale lubił walczyć. Po wojnie włóczył się trochę po kraju, nie wiedząc, co, do cholery, ze sobą zrobić. Zupełnie nie mógł sobie znaleźć celu w życiu. Kiedy doszły go słuchy o wojnie z Meksykiem, pomyślał, może wybrać się w odwiedziny do starego przyjaciela Davy'ego i przy okazji ustrzelić paru Meksykanów? Był jeszcze po tej stronie Luizjany, kiedy jego koń potknął się na króliczej jamie i rzucił Jeremiasza. Koń złamał nogę, Jeremiasz też. Musiał zastrzelić wierzchowca, co sprawiło mu dużą przykrość, jako że spędzili razem coś 7. osiem lat. Zdarzyło się, że przejeżdżający tamtędy farmer zapakował Jeremiasza na wóz i zawiózł do domu. Farmer miał córkę, jak każdy przyzwoity farmer, i do spółki z tą córką nastawił Jeremiaszowi nogę. Złamanie było skomplikowane i Jeremiasz o mały włos byłby się przejechał na tamten świat, ale po paru tygodniach kuśtykał już po zagrodzie. Zakochał się w córce farmera i dochował gromadki dorodnych dzieci, które wzbogaciły się na bawełnie czy na innym zbożu. Nie o to jednak w tym wypadku chodzi. Chodzi o to, że chociaż Jeremiasz stracił konia i chodził o lasce przez resztę życia, nigdy nie dołączył do Davy'ego. W Alamo.

Odwróciła głowę i z policzkiem przytulonym do kolan patrzyła na niekiedy kończył opowiadanie, najprawdopodobniej wyssane z palca. Co dziwne – ból głowy ustąpił wraz z ostrzegawczym dławieniem w żołądku.

– A więc – powiedziała – Longstreetowie łamią nogi, żeby uniknąć większych nieszczęść, i na tym polega ich szczęście, tak?

– Tak. Posłuchaj, skarbie, spakuj swojego psa i co ci tam jeszcze trzeba, i przeprowadź się do Sweetwater na jakiś czas. – Uśmiechnął się, widząc błysk czujności w jej oczach. – Mamy tuzin sypialni, więc nie musisz zamieszkać w mojej. – Przesunął palcem wzdłuż jej nosa. – Chyba że jesteś gotowa przyznać, że wylądujesz tam prędzej czy później.

– Dziękuję ci za tak wielkoduszną propozycję, ale niestety jestem zmuszona odmówić.

W jego oczach mignął cień zniecierpliwienia.

– Caroline, będziesz tam miała tyle przyzwoitek, ile zechcesz, oraz porządny zamek w każdej sypialni, jeżeli obawiasz się, że spróbuję wedrzeć się do twojego łóżka.

– Jestem pewna, że spróbujesz – powiedziała, ale ze śmiechem. – I nie pochlebiaj sobie. Naprawdę nie obawiam się, że mogłabym ci ulec. Mimo to muszę tu zostać.

– Nie proponuję ci przecież przeprowadzki na stałe. – Ze zdziwieniem stwierdził, że ta myśl nie przyprawiła go o dreszcz zgrozy. – Zamieszkaj u nas, dopóki Austin nie wróci tam, gdzie jest jego miejsce.

– Muszę tu zostać – powtórzyła. – Tucker, aż do tego lata nigdy nie podjęłam samodzielnie żadnej decyzji. Robiłam, co mi kazano, jechałam tam, gdzie mi kupowano bilet, postępowałam tak, jak tego po mnie oczekiwano.

– Opowiedz mi o tym.

– Nie, nie teraz. – Westchnęła przeciągle. – Może kiedy indziej. To jest mój dom, moje miejsce na ziemi i zostanę tu. Moja babcia mieszkała tu przez całe dorosłe życie. Moja matka tu się urodziła, choć wolałaby, żeby o tym nie wspominać. Chcę się upewnić, że jestem McNair na tyle, by przetrwać tu jedno lato. – Uśmiechnęła się, zmieniając nastrój. – Dasz mi te kwiaty czy pozwolisz im zwiędnąć na schodach?

Mógłby przytoczyć jeszcze parę ważkich argumentów, ale dał spokój. Nie zwykł naginać ludzi do swojej woli.

– Ten wiecheć? – Z niewinną miną podniósł róże. Wilgotne waciki, w które owinięta była każda łodyga, pozwoliły zachować kwiatom świeżość. – Chcesz go?

Wzruszyła ramionami.

– Nie chciałabym, żeby się zmarnowały.

– Ja też nie, zważywszy że pojechałem po nie aż do Rosedale. Po to wino też. Na dodatek musiałem pożyczyć od Delii samochód. – Podniósł kwiaty do twarzy i ostentacyjnie wciągnął nosem powietrze. – A z Delią nie ma nic darmo. Powinnaś zobaczyć listę zadań, którą mi wręczyła. Pralnia chemiczna, rynek warzywny, wyprzedaż u Woolwortha, nawet to nie zostało mi oszczędzone. Zrobiłem zator w sklepie z bielizną damską wybierając negliż dla jej siostrzenicy, która urządza przyjęcie zaręczynowe w przyszłym tygodniu. Mam swoje zasady i nie kupuję wytwornej bielizny dla kobiety, z którą nie pozostaję w intymnych stosunkach.

– Bardzo jesteś zasadniczy, Tucker.

– Tak, grunt to zasady. – Położył róże na jej kolanach. Żółte pączki połyskiwały jak krople słońca. – Pomyślałem, że żółte najbardziej do ciebie pasują.

– Są piękne. – Wciągnęła w nozdrza zapach, słodki i mocny. – Chyba powinnam ci podziękować za trud, jaki sobie zadałeś, żeby je dla mnie zdobyć.

– Wolałbym, żebyś mnie pocałowała. – Uśmiechnął się, kiedy zmarszczyła brwi. Patrzył na nią wsparłszy brodę na dłoni. – Nie zastanawiaj się nad rym, Caroline. Po prostu zrób to. Działa na ból głowy lepiej niż proszek.

Więc z różami na kolanach pochyliła się ku niemu i dotknęła ustami jego warg. Smak pocałunku był równie silny i słodki jak zapach róż. I równie kojący. Trochę oszołomiona chciała się cofnąć, ale przytrzymał jej głowę.

– Jankesi! – mruknął. – Zawsze w pośpiechu. – Zagarnął ustami jej wargi.

Wiedziała, jak powolny, jak głęboki mógłby być ten pocałunek, gdyby na to pozwoliła. Więc westchnęła cichutko i dała się unieść fali.

Nie przestraszyła się nawet wtedy, gdy zacisnął jej palce na karku. Pod dłonią czuła szalone bicie jego serca. Sprawiło jej to przyjemność.

Tym razem to on się odsunął. Nie dotknął jej, jeżeli nie liczyć palców na karku. Nie dotknął jej, jeżeli nie liczyć palców na karku. Nie dotknął jej. Nie śmiał. Wiedział, że jeżeli to zrobi, nie będzie w stanie się opanować.

1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 ... 113
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)