Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]
- Автор: Робертс Нора
- Язык: польский
- Жанр: Остросюжетные любовные романы
Электронная книга - «Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]». Краткое содержание книги:
Susie rozmawiała przez telefon z Happy Fuller. Wytyczały planu ślubu z energią i przebiegłością generałów opracowujących zasadniczą kampanię.
Zastanawiał się właśnie, ile czasu upłynie, zanim szeryf okręgowy zwali mu się na głowę, kiedy od strony domu Talbotów dobiegły krzyki i potworny rumor. Burke porwał się na równe nogi.
Święty Boże, pomyślał, jak mogłem zapomnieć o Talbotach! Kiedy nadbiegła Susie, Burke przesadzał już płot dzielący podwórka.
– Zabiłeś go! Zabiłeś go! – wrzeszczała Darleen. Stała wciśnięta w kąt zdemolowanej kuchni i targała się za włosy. Dekolt elastycznej kusej piżamki odsłaniał białe podskakujące piersi.
Burke odwrócił z zażenowaniem wzrok i spojrzał na przewrócony stół, resztki kukurydzianej papki i skuloną postać Billy'ego T. Bonny'ego, który leżał twarzą do podłogi w kałuży mleka.
Burke potrząsnął głową i spojrzał na Juniora Talbota stojącego nad Billym T. z żelaznym rondlem w dłoni.
– Mam nadzieję, że go nie zabiłeś, Junior.
– Nie zdaje mi się – Junior odstawił rondel. – Rąbnąłem go tylko raz.
– No, zobaczymy. – Burke pochylił się, a Darleen dalej wrzeszczała i wyrywała sobie włosy. Zamknięty w kojcu Scooter sprawdzał, czy nie uda mu się krzykiem zerwać dachu.
– Uszkodziłeś go tylko – powiedział Burke, obserwując potężnego guza. który wyrastał na potylicy Billy'ego T. – Ale trzeba go chyba zawieźć do doktora.
– Pomogę ci.
Burke podniósł na niego wzrok.
– Może powiesz mi, co się tutaj stało, Junior?
– No… – Junior ustawił przewrócone krzesło. – Zapomniałem powiedzieć o czymś Darleen. Kiedy wróciłem, zobaczyłem, że Billy T. zakradł się do kuchni i napastuje moją żonę. – Rzucił Darleen takie spojrzenie, że jej zawodzenie ucichło jak nożem uciął. – Prawda, Darleen?
– Ja… – Pociągnęła nosem, przeniosła wzrok z Burke'a na Billy'ego T. i z powrotem na Juniora. – Tak. Ja… On dopadł mnie tak prędko, że nie wiedziałam, co robić. Wtedy wrócił Junior i…
– Idź sprawdzić co z dzieckiem – powiedział Junior cicho. Z tym jasnym niewzruszonym spokojem naciągnął różowy trykot na jej piersi. – Nie musisz się już obawiać Billy'ego T. Nie będzie cię więcej napastował. Przełknęła ślinę i dwa razy skinęła głową.
– Tak, Juniorze. Wybiegła z kuchni i po chwili wycie dziecka przeszło w spazmatyczne łkania. Junior spojrzał na Billy'ego T. Zaczynał się ruszać.
– Mężczyzna ma prawo chronić swoją własność, prawda, szeryfie? Burke chwycił Billy'ego T. pod pachy.
– Sądzę, że tak, Juniorze. Pomóż mi zataszczyć go do samochodu.
Cyr był szczęśliwy. Uważał, że to nieładnie z jego strony, zważywszy że siostra dopiero co spoczęła w grobie, a ojca szuka policja. Ale był szczęśliwy.
Szczęściem było już samo to, że może wyjść z domu, gdzie matka leżała na kanapie, otumaniona jakimiś proszkami doktora Shaysa i szklistym wzrokiem patrzyła w telewizor.
Mógł zostawić za sobą samochód policyjny, który stał przed domem na wypadek, gdyby ojciec zdecydował się wrócić. Mógł pójść do pracy. I to pójść z szykiem.
Maszerował pogwizdując. Nie przerażała go perspektywa piętnastokilometrowej drogi. Zakładał Fundusz Wyzwolenia Cyra Hatingera. Fundusz, który pozwoli mu uciec z Innocence w dniu osiemnastych urodzin.
Cztery lata wydawały się boleśnie, nieskończenie długie, ale już nie takie beznadziejne teraz, kiedy został majstrem do wszystkiego.
Podobał mu się ten tytuł, wyobrażał sobie, jak będzie wydrukowany na takiej samej wizytówce, jaką sprzedawca Biblii z Vicksburga dał matce w kwietniu.
CYRUS HATINGER Majster do wszystkiego
Żadnej pracy się nie boi.
Tak, proszę pana, Cyrus Hatinger przystąpił do działania. Oszczędzi dość pieniędzy, żeby kupić bilet do Jackson. Może nawet do Nowego Orleanu. Co tam! Pchnie się do Kalifornii, jeżeli zechce.
Nucąc „Kalifornio, oto przybywam", zszedł z bitej drogi, żeby przeciąć wschodni kraniec pola Toby'ego Marcha. Zastanawiał się, czy Jim maluje u panny Waverly, i czy będzie miał czas zajść do McNairów i powiedzieć mu „cześć".
Przekroczył strumień Little Hope, który o tej porze roku był zaledwie cuchnącą strużką wody i szedł dalej jego brzegiem w stronę przepustu.
Wyryli kiedyś z Jimem swoje imiona w jego betonowej ścianie. A w czasach mniej odległych chłonęli „Playboye", wykradane przez Cyrusa spod łóżka najstarszego brata.
Niezłe fotki, przypomniał sobie. Dla Cyra, który nigdy przedtem nie widział nagiej kobiety, było to wstrząsające, budzące grozę przeżycie. Jego ptak stwardniał na kamień i tej nocy narzędzie szatana wymknęło się spod kontroli w pierwszym, fascynującym wilgotnym śnie.
A jak zdziwiła się jego mama, kiedy zrobił pranie za nią!
Uśmiechając się leciutko na to wspomnienie, Cyr zsunął się z łagodnego brzegu Little Hope i wszedł do przepustu.
Dłoń zamknęła się na jego ustach, ucinając radosne pogwizdywanie. Nie próbował krzyczeć, nie drgnął nawet. Znał tę rękę, kształt, nawet zapach. Strach był zbyt wielki, zbyt obezwładniający na krzyk.
– Znalazłem waszą małą kryjówkę – szepnął Austin. – Waszą jaskinię grzechu ze sprośnymi pismami i napisami na ścianach. Przychodzicie tu obciągać sobie druty?
Cyr potrząsnął tylko głową. Jęknął, kiedy Austin cisnął nim o betonową ścianę przepustu. Czekał na uderzenie pasa i zebrał się w sobie, kiedy nagle zrozumiał, że ojciec nie nosi już pasa.
Zabierają pas, kiedy zamykają człowieka w więzieniu, przypomniał sobie. Żeby nie mógł się powiesić.
Przełknął głośno ślinę. Ojciec stał na przygiętych nogach, ponieważ przepust był dla niego za niski. Ale ta pozycja wcale go nie pomniejszała. Wręcz przeciwnie, wydawał się większy, silniejszy. Pochylony, z ugiętymi nogami i rękoma czarnymi od brudu wyglądał jak zwierzę szykujące się do skoku.
Cyr poczuł w gardle gulę strachu i odchrząknął.
– Szukają cię, tato.
– Wiem, że mnie szukają. Ale jeszcze mnie nie znaleźli, no nie?
– Nie.
– A wiesz dlaczego, synu? Ponieważ Bóg jest po mojej stronie. Te antychrysty nigdy mnie nie znajdą. Mamy tu świętą wojnę. – Uśmiechnął się i Cyr poczuł lód w żołądku. – Wsadzili mnie do więzienia, a tego syna dziwki zostawili na wolności. Była dziwką. Dziwką Babilonu – powiedział miękko. – Sprzedała się, chociaż była moja.
Cyr nie wiedział, o czym ojciec mówi, ale skinął głową.
– Tak.
– Zostaną ukarani. „Poniosą karę za swe grzechy". – Zaciskał i rozprostowywał palce. – Oni wszyscy. Aż do ostatniego pokolenia. – Skupił znowu wzrok na Cyrze. – Skąd masz ten rower, chłopcze?
Cyr otworzył już usta, żeby powiedzieć, że należy do Jima, ale przeraził się, że kłamstwo wypali mu język.
– Ktoś mi go pożyczył. – Zaczął się trząść, wiedząc, że nie ma wyboru. – Znalazłem pracę. Pracuję w Sweetwater.
Austin postąpił krok naprzód, oczy mu się zamgliły. Zaciskał i rozprostowywał rytmicznie pięści.
– Poszedłeś tam? W to gniazdo żmij?
Cyr wiedział, że istnieją gorsze rzeczy niż pas. Istnieją pięści. Łzy napłynęły mu do oczu.
– Nie wrócę tam, tato. Przysięgam. Myślałem tylko… – Dłoń zamknęła się na jego ustach, dławiąc słowa.
– Nawet mój syn mnie zdradza. Ciało z mego ciała, krew z mej krwi. – Odrzucił Cyra na bok, jak tłumok. Chłopiec uderzył boleśnie łokciami w ścianę, ale nie krzyknął. Przez długą chwilę słychać było tylko ich ciężkie oddechy.