Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]
- Автор: Робертс Нора
- Язык: польский
- Жанр: Остросюжетные любовные романы
Электронная книга - «Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]». Краткое содержание книги:
– No tak, ale…
– Więc kiedy będziesz w sklepie – ciągnęła Josie, pisząc zawzięcie – musisz tylko odwrócić uwagę Juniora, kiedy otworzy kasę, i podrzucić mu kartkę. Chleb z masłem.
– Wiesz, że się pocę, kiedy jestem zdenerwowana. – Już czuła pieczenie pod pachami.
– Dwie sekundy i po bólu. – Zobaczyła, że Crystal się waha, więc wytoczyła największą armatę. – Mówiłam ci już, co Darleen opowiada. Że farba, którą jej nałożyłaś, wyblakła, i że odtąd będzie sama robiła sobie kolor? Powiedziała, że to kryminał, że każesz sobie płacić siedemnaście pięćdziesiąt za coś, co kosztuje w sklepie pięć dolców.
– Ta mała suka miała czelność powiedzieć coś takiego przy moich klientkach. – Crystal była wściekła. – Ma włosy jak siano. Mówiłam jej raz, mówiłam tysiąc razy, że musi farbować je w zakładzie albo zaczną wyłazić garściami. – Parsknęła gniewnie. – Czego jej szczerze życzę.
Josie uśmiechnęła się i pomachała kartką. Crystal pochwyciła ją błyskawicznie.
– Spójrz tylko na nią – ciągnęła. – Siedzi i maluje sobie usta, a dzieciak packa się w lodach.
Niedbałym ruchem Josie odwróciła głowę. Zaczęła już mówić, że samej Darleen przydałoby się też trochę lodów malinowych, ale urwała w pół słowa. Pochwyciła błysk złotej oprawki szminki.
– Dziwne – szepnęła.
– Co?
– Nic. Zaraz wracam. – Josie wstała i podeszła wolno do stolika Darleen. – Cześć, Darleen. Ten twój mały rośnie jak na drożdżach.
– Ma osiem miesięcy. – Zdziwiona i mile połechtana zainteresowaniem Josie, Darleen odłożyła szminkę na stolik i wytarła buzię dziecka papierową serwetka. Rozeźlony Scooter ryknął płaczem. Podczas gdy Darleen próbowała go przekrzyczeć, Josie przyglądała się szmince.
Nie pomyliła się. Kupiła tę szminkę w Jackson w sklepie Elizabeth Arden. Złota oprawka przyciągnęła jej wzrok, no i ten niezwykły odcień czerwieni.
Jej własna zniknęła, kamień w wodę. Zgubiła ją w dniu, w którym odwiedziła wraz z Teddym Rubensteinem salę do balsamowania w zakładzie Palmera. Wróciła do domu i wysiadając z samochodu upuściła torebkę. Wszystko się wysypało.
A następnego dnia Tucker rozbił samochód, ponieważ ktoś zrobił dziury w jakichś linkach.
– Ładną masz szminkę, Darleen. Do twarzy ci w niej.
Oczy Josie rozbłysły jak oczy myśliwego na tropie zwierzyny, ale Darleen tego nie zauważyła.
– Uważam, że czerwona szminka jest seksowna. Mężczyźni lubią widzieć usta kobiety.
– Sama lubię czerwone szminki, a nigdy nie widziałam takiego odcienia. Gdzie ją kupiłaś?
– Och! – Darleen zaczerwieniła się lekko, ale zainteresowanie Josie bardzo jej pochlebiło. Podniosła szminkę i obróciła ją w palcach. – To prezent.
Josie uśmiechnęła się jowialnie.
– O rany, uwielbiam prezenty. A ty?
Odwróciła się, nie czekając na odpowiedź, i wyszła z restauracji mijając bez słowa osłupiałą Crystal.
Piętnaście minut później Tucker, który odpoczywał po trzech ciężkich partiach warcabów, został obudzony brutalnie przez Josie i zalany potokiem słów.
Mrużąc oczy przed ostatnimi promieniami słońca, próbował wyłapać sens opowieści.
– Zwolnij, Josie, na litość boską, jeszcze się nawet nie obudziłem.
– Więc się obudź, do cholery! – Potrząsnęła nim tak, że omal nie zleciał z hamaka. – Mówię ci, że to Billy T. Bonny babrał przy twoim samochodzie i chcę wiedzieć, co masz zamiar z tym zrobić.
– Twierdzisz, że użył szminki, by przekłuć linki w moich przewodach hydraulicznych?
– Nie, baranie! – Wzięła głęboki oddech i zaczęła od początku.
– Słonko – powiedział Tucker, kiedy skończyła. – Fakt, że Darleen ma taką samą szminkę…
– Tucker! – Cierpliwość nie należała do zalet Josie. Uderzyła brata pięścią w ramię. – Kobieta pozna swoją szminkę, tak samo jak pozna swoje dziecko.
Roztarł sobie ramię.
– Mogłaś ją zgubić wszędzie.
– Nie zgubiłam jej wszędzie, tylko upuściłam na naszym własnym podjeździe. Używałam jej na randce z Teddym, a następnego ranka już śladu po niej nie było. Po lusterku w perłowej ramce też nie. – Gniew zabłysnął w jej oczach. – Ma je pewnie ta suka.
Tucker wstał z westchnieniem. Wiedział, że na drzemkę nie ma już co liczyć. Nie był zły, choć teoria Josie wydała mu się mocno naciągana.
– Dokąd idziesz?
– Muszę opowiedzieć to Burke'owi.
Josie oparła ręce na biodrach.
– Tata poszedłby tam i wsadził Billy'emu T. lufę karabinu w tyłek.
Tucker odwrócił się, i choć jego twarz pozostała spokojna, oczy błysnęły złowrogo.
– Nie jestem tatą, Josie.
Pożałowała natychmiast swych słów i pobiegła, żeby go uściskać.
– Kochany, to podle z mojej strony. Wcale tak nie myślałam, naprawdę. Ale jestem taka strasznie zła.
– Wiem. – Tucker oddał jej uścisk. – Pozwól, że załatwię to po swojemu. – Odsunął się, żeby ją pocałować. – Następnym razem gdy będę w Jackson, kupię ci nową szminkę.
– Ognista Czerwień.
– Wezmę twój samochód.
– Okay. Tuck? – Odwrócił się i zobaczył, że Josie się uśmiecha. – Może Junior odstrzeli mu jaja?
ROZDZIAŁ PIĘTNASTY
Tucker pojechał do biura szeryfa, ale zastał tam tylko Barbarę Hopkins, dyspozytorkę na pół etatu, i jej sześcioletniego Marka. który bawił się w złoczyńcę.
– Cześć, Tuck. – Barbara przybrała dwadzieścia pięć kilogramów od dnia, w którym ukończyła wraz z Tuckerem szkołę średnią imienia Jeffersona Davisa. Teraz poprawiła się na krześle i odłożyła książkę. Jej okrągła, pogodna twarz była cała w uśmiechach. – Trochę się tu ostatnio dzieje, no nie?
– Na to wygląda. – Tucker zawsze lubił Barbarę, która jako dziewiętnastolatka poślubiła Lou Hopkinsa i od tamtego czasu rodziła nieprzerwanie dzieci. Jednego chłopca co dwa lata. Po wydaniu na świat Marka postawiła Lou ultimatum – albo zawiesi fujarkę na kołku albo zaweksluje się na kanapę w salonie.
– Gdzie reszta potomstwa, Barbaro?
– Rozrabia na mieście.
Tucker wszedł do celi, żeby spojrzeć na jasnowłosego, umorusanego Marka.
– Co słychać, chłopie?
– Zabiję ich. – Mark uśmiechnął się złowieszczo i uczepił kraty. - Zabiję ich wszystkich. Kraty mnie nie powstrzymają.
– Nie wątpię. Masz tu niebezpiecznego kryminalistę, Barbaro.
– Jakbym o tym nie wiedziała. Wyszłam na chwilę z domu dzisiaj rano. a on podkręcił ogrzewanie w akwarium i ugotował wszystkie rybki. Mam w swoich rękach psychopatycznego mordercę ryb. – Zagłębiła rękę w paczce kulek serowych. – W czym mogę ci pomóc, Tucker?
– Szukam Burke'a.
– Zebrał paru chłopaków i razem z Carlem pojechali tropić Austina Hatingera. Przyleciał nawet szeryf okręgowy. Własnym helikopterem. Mamy tu regularne polowanie na zbiega. Nie chodzi o to, że postrzelał trochę do ciebie i wybił okna tej Caroline Waverly – oznajmiła z głębokim zadowoleniem. – To pestka. Ale nabił policjantowi z Greenville potężnego guza, a z tego drugiego zrobił konkursowego idiotę. Teraz Austin jest zbiegłym zbrodniarzem. Poważnym zagrożeniem. – FBI?
– Agent specjalny Garniturek? Zostawił sprawę w rękach miejscowej policji. Pojechał z nimi dla formy, tak naprawdę interesują go tylko przesłuchania. – Wzięła następną garść kulek serowych. – Wpadła mi w ręce jedna z tych jego list. Wygląda na to, że chce gadać z Vernonem Hatingerem, Tobym Marchem, Darleen Talbot i Nancy Koons. – Barbara zlizała sól z palców. – Z tobą też. Tuck.