Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Statki czasu [The Time Ships - pl]
Statki czasu [The Time Ships - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Statki czasu [The Time Ships - pl]

Электронная книга - «Statki czasu [The Time Ships - pl]». Краткое содержание книги:

Powieść napisana została z pozycji pojmowania kosmosu przez człowieka końca dwudziestego wieku i zdobyczy współczesnej nauki; jest nowoczesną reinterpretacją wizji Wellsa. Podróżnik w czasie u Baxtera zmierza ku nieskończoności. Jego zadanie jest daleko ważniejsze niz tylko uratowanie Weeny: prócz tajemnicy przyszłości musi także rozwiązać paradoksy otaczającego go świata.
Autoryzowana kontynuacja Wehikułu czasu Herberta George’a Wellsa.
1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 128
Перейти на страницу:

— Zastanawiam się, czy ta ostatnia bitwa, którą opisał Filby... „Kaiserschlacht”... nie została w jakiś sposób zmieniona na korzyść Niemców. Być może zamach na życie dowódcy wojsk alianckich mógł spowodować...

— Bombardowanie Paryża — podsunął zdezorientowany Filby. — Może o to chodzi.

Przypomniałem sobie przerażające opisy Wallisa, który opowiedział mi, jak podobni do robotów niemieccy żołnierze wdzierają się w brytyjską historię.

— Co mamy zrobić? Musimy powstrzymać tę wojnę czasową!

— Zaprowadź nas do Gödela — powiedział Morlok.

— Ale dlaczego?

— Bo tylko on mógł wyprodukować plattneryt dla Niemców!

9. IMPERIAŁ COLLEGE

Wallis wezwał mnie ponownie po lunchu. Od razu zaczął mnie naciskać, bym się zdecydował, czy wezmę udział w jego projekcie wojny czasowej.

Poprosiłem o zaprowadzenie mnie do Imperiał College w odwiedziny do Kurta Gödela. Wallis robił na początku trudności.

— Gödel to trudny człowiek. Nie wiem, co mógłby pan uzyskać ze spotkania z nim. Jest dość pilnie strzeżony...

Ale uparłem się i Wallis niebawem ustąpił.

— Proszę mi dać pół godziny — powiedział — a załatwię sprawę.

Budynek Imperiał College wydawał się prawie nie naruszony przez osiemnastoletni okres czasu i przeróbkę związaną z połączeniem składowych college’ów, które pamiętałem. Oto zobaczyłem Queen’s Tower, stojący na środku zabytek z białego ciosanego kamienia z lwami po bokach, otoczony dość staroświeckimi budynkami z czerwonej cegły, które tworzyły to funkcjonalne miejsce nauki. Zobaczyłem jednak, że niektóre sąsiednie budynki zostały przyłączone do college’u dla szerzej pojętych celów związanych z wojną. Również Muzeum Nauki oddano Radzie Wojny z Wykorzystaniem Skoków w Czasie i na kampusie pojawiło się kilka nowszych budowli — przeważnie przysadzistych, prostych i najwyraźniej skleconych w pośpiechu oraz bez większej dbałości o niuanse architektoniczne. Wszystkie te nowe budynki połączone były siecią krytych, naziemnych tuneli, które znaczyły cały kampus jak ziemia wydalona przez dżdżownice.

Wallis zerknął na zegarek.

— Mamy jeszcze trochę czasu, nim Gödel będzie gotowy nas przyjąć — powiedział. — Proszę tędy. Mam zezwolenie, by coś panu pokazać. — Wyszczerzył zęby w uśmiechu, wyglądał jak podniecony młodzieniec. — To nasza chluba!

Zaprowadził mnie do sieci wyżłobionych korytarzy. Ściany były wyłożone betonem. Świeciły się tam z rzadka rozmieszczone, pojedyncze żarówki. Przypominam sobie, jak chyboczące światło uwydatniało niezgrabne ramiona Wallisa i jego niezdarny chód, kiedy prowadził mnie w głąb tamtego labiryntu. Przeszliśmy przez kilka bram. Przy każdej kontrolowano oznakę w klapie marynarki Wallisa, kazano mu pokazać rozmaite dokumenty, sprawdzano jego odciski palców, porównywano jego twarz ze zdjęciami i tak dalej. Mnie też porównywano ze zdjęciami i dwukrotnie przeszliśmy rewizję osobistą.

Podczas drogi kilkakrotnie skręcaliśmy, ale uważnie śledziłem nasze położenie i naszkicowałem sobie w głowie mapę różnych przybudówek College’u.

— College został dość szeroko rozbudowany — wyjaśnił Wallis. — Obawiam się, że utraciliśmy Royal College of Musie, College of Art, a nawet Muzeum Historii Naturalnej. To przez tą cholerną wojnę. Niech pan zauważy, że oczyszczono znaczną część terenu, żeby dać miejsce tym nowym budynkom. Nadal istnieje dość sporo ośrodków naukowych, które rozsiane są po całym kraju, łącznie z fabrykami Royal Ordnance w Chorley i Woolwich, zakładami Vickersa-Armstronga w Newcastle, Barrow, Weybridge, Burnhill i Crawford, Royal Aircraft Establishment w Farnborough, Armament and Aeronautical Experimental Establishment w Boscombe Down... i tak dalej. Większość z tych zakładów przeniesiono do bunkrów i kopuł. Tym niemniej Imperiał — w takiej rozbudowanej postaci — stał się głównym brytyjskim ośrodkiem badań naukowych nad techniką wojskową.

Po kolejnych kontrolach bezpieczeństwa weszliśmy do jasno oświetlonego hangaru, w którym unosił się mocny zapach smaru silnikowego, gumy i przypalonego metalu. Na poplamionej, betonowej podłodze stały pojazdy mechaniczne w różnych stadiach montażu. Wśród nich poruszali się ludzie w kombinezonach, niektórzy pogwizdywali pod nosem. Przygnębienie, które odczuwałem wskutek przebywania pod kopułą, trochę zelżało. Często zdarzało mi się zaobserwować, że niewiele rzeczy niepokoi człowieka, który ma okazję popracować fizycznie.

— To — oznajmił Wallis — jest nasz dział rozwoju PPC.

— PPC? Ach! — Przypomniałem sobie: Pojazd Przenoszący się w Czasie.

Ci radośni robotnicy w tym hangarze budowali wehikuły czasu i wydawało się, że robią to na skalę przemysłową!

Wallis zaprowadził mnie do jednego z tych pojazdów, który wyglądał na prawie ukończony. Ten samochód czasu — tak go nazwałem — miał około pięciu stóp wysokości i kształt kanciastego pudełka. Na oko kabina mogła pomieścić czterech lub pięciu ludzi i spoczywała na trzech parach kół, wokół których biegły gąsienice. Pojazd upstrzony był lampami, wspornikami i innymi urządzeniami. W każdym narożniku kadłuba przykręcono szklaną kolbę o szerokości kilku cali. Kolby te były najwyraźniej wydrążone, gdyż miały nakrętki. Całość była nie pomalowana, a od armatniego spiżu wykończenia odbijało się światło.

— Trochę się różni od pańskiego prototypu, nieprawdaż? — zapytał Wallis. — Prawdę mówiąc, opiera się na standardowym pojeździe wojskowym — uniwersalnym transporterze — i oczywiście funkcjonuje również jako samochód osobowy. Niech pan spojrzy. Oto silnik Ford V8, który napędza gąsienice za pośrednictwem tych zębatek koła łańcuchowego. Widzi pan? I można kierować tym pojazdem za pomocą przesuwania tego urządzenia zwrotnego z przodu... — Pokazał to rękami — ...w ten sposób. A jeśli trzeba wykonać ostry skręt, można spróbować hamowania gąsienicami. Cały pojazd jest dość solidnie opancerzony...

Chwyciłem się za podbródek. Zastanawiałem się, ile bym zobaczył z odwiedzanych przeze mnie światów, gdybym niespokojnie spoglądał na nie z wnętrza takiego opancerzonego monstrum!

— Oczywiście, zasadniczym elementem jest plattneryt — ciągnął Wallis — ale nie uważamy za konieczne zalewanie części machiny tą substancją tak, jak pan to zrobił. Powinno wystarczyć wypełnienie tych kolb surowym materiałem. — Odkręcił korek w jednym narożniku, żeby mi pokazać. — Widzi pan? A potem można sterować pojazdem w czasie, o ile sterowanie to właściwe słowo, z wnętrza kabiny.

— I wypróbowaliście go?

Przeczesał włosy palcami, przez co wiele z nich stanęło w pionowej pozycji.

— Oczywiście, że nie! Bo nie mamy plattnerytu. — Klepnął mnie w ramię. — I tu zaczyna się pańska rola.

Wallis zabrał mnie do innej części tego kompleksu. Po kolejnych kontrolach weszliśmy do długiej, wąskiej komory w kształcie korytarza. Komora miała jedną szklaną ścianę, za którą dostrzegłem większe pomieszczenie o wielkości mniej więcej kortu. To większe pomieszczenie było puste. W naszej węższej komorze siedziało sześciu lub siedmiu naukowców przy biurkach. Każdy miał na sobie typowy, brudny, biały fartuch, w którym wydaje się rodzić każdy eksperymentator, i wszyscy pochylali się nad tarczami oraz przełącznikami. Naukowcy spojrzeli na mnie, kiedy weszliśmy — troje z nich było kobietami — i uderzyły mnie ich wymizerowane twarze. Widać w nich było pewne zmęczenie połączone z podenerwowaniem, mimo że wyglądali na młodych ludzi. Przez cały czas, kiedy tam byliśmy, niektóre urządzenia bez przerwy trzaskały. Wallis powiedział mi, że to odgłos liczników promieniowania.

1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 128
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)