Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dzieci Boga [Children of God - pl]
Dzieci Boga [Children of God - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dzieci Boga [Children of God - pl]

Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:

Debiutancka powieść Mary Dorii Russell „Wróbel” zdobyła dla autorki powszechne uznanie. Oto kontynuacja owej jednej z najwspanialszych powieści fantastycznych ostatnich lat. Zaledwie ojciec Emilio Sanchez, jedyny członek pierwszej wyprawy, który powrócił na Ziemię, zdołał odzyskać zdrowie i równowagę psychiczną po straszliwych przejściach na planecie Rakhat, Towarzystwo Jezusowe prosi go (a właściwie zmusza), by zechciał wziąć udział w kolejnej misji. Sancheza dręczą wspomnienia i lęki, ale nie może uciec od swojej przeszłości. Rozpoczyna się druga batalia o rozum i duszę tak ciężko doświadczonego przez los kapłana.
1 ... 51 52 53 54 55 56 57 58 59 ... 137
Перейти на страницу:

Cofnęła się.

— Twoje ręce? — Wzruszył lekko ramionami i odwrócił wzrok. Zaczął się usprawiedliwiać, ale powstrzymała go, kładąc mu palec na wargach. — Caro, przed nami całe życie. — Prawdę mówiąc, i tak przez cały dzień miała lekkie mdłości, więc szybko zmieniła temat, kiedy podeszli do kuchennego stołu. — Don Vincenzo mówił mi, że w maju znalazł dla ciebie nowego chirurga, ale z tego nie skorzystałeś. Dlaczego, carol Emilio usiadł na krześle naprzeciw niej, twarz miał nieruchomą, oddech płytki.

— Przecież czujesz się już dobrze. Robią teraz cuda. Pokrywają ręce sztuczną skórą, przemieszczają ścięgna, żeby wykorzystać nerwy, które nie zostały uszkodzone. Odzyskałbyś sprawność.

— Przyzwyczaiłem się do protez. — Wyprostował się wyzywająco. — Posłuchaj. Dostałem już w kość. Nie chcę od nowa uczyć się posługiwania rękami.

To samo powiedział już ojcu generałowi. Czekała, dając mu czas, aby resztę sam jej powiedział. Kiedy wciąż milczał, odpowiedziała na niewypowiedzianą wątpliwość i od razu poznała, że trafiła w dziesiątkę, widząc, jak odwraca wzrok.

— Ta neuralgia wcale się nie pogłębi po zabiegu… może nawet ustąpi.

Milczał przez długi czas.

— Pomyślę o tym — powiedział, mrugając. — W każdym razie nie teraz. Potrzebuję trochę czasu.

— Może po Nowym Roku — podsunęła łagodnie.

— Może. Nie wiem. Może.

Nie było powodu do pośpiechu prócz jej własnego pragnienia, by zobaczyć go w pełni sił, więc nie nalegała. Kiedy wrócił na Ziemię, miał szkorbut i przez długi czas jego tkanka łączna była po prostu za słaba, by przeprowadzać jakiekolwiek operacje, a im dłużej z tym zwlekał, tym stawał się zdrowszy, co rokowało szybsze gojenie się ran po operacji. Od uszkodzenia rąk rriinęły już trzy lata. Pół roku więcej nie robiło różnicy z klinicznego punktu widzenia.

Zanim odszedł do swojego garażu, porozmawiali jeszcze o sprawach finansowych. Porozumiał się z firmą prawniczą z Cleveland i z bankiem w Zurychu, upoważniając Ginę do swobodnego korzystania z jego kont.

— Nie lepiej było poczekać z tym do zawarcia małżeństwa?

— zapytała, stojąc w drzwiach.

— A niby dlaczego? Zamierzasz uciec z całą forsą? — Prawie go nie widziała w ciemności. — Nie, po prostu chcę, żebyś od czasu do czasu zaprosiła rodziców na obiad. Do jakiegoś miłego lokalu. I powiesz im, że to mój pomysł! Chcę, żeby mieli do mnie zaufanie. Zięć musi myśleć o takich sprawach.

Roześmiała się i patrzyła, jak odchodzi, póki nie zniknął w bezksiężycowej nocy.

Kiedy Giną wyjechała, kontaktowali się co dzień telefonicznie, mimo że pod koniec drugiego tygodnia Emilio był zawalony pracą, wykańczając programy języka k’san, starając się dotrzymać narzuconego sobie samemu nieprzekraczalnego terminu, jakim był koniec miesiąca. Od czasu, gdy ona i Celestina wróciły do Neapolu, upłynęło parę dni, zanim ze sobą porozmawiali. Zadzwoniła do niego natychmiast po przekroczeniu drzwi domu, ale numer był odłączony. Spróbowała ponownie, gdy tylko przyniosła bagaż z samochodu i zaspokoiła pierwsze żądania Celestiny dotyczące toalety i lunchu, powtarzając sobie przez cały czas, że się myli, że to niemożliwe.

Główny budynek domu rekolekcyjnego nie był całkowicie opustoszały, czego się nierozsądnie obawiała, ale nie spotkała nikogo znajomego. Świecki brat, który zajął miejsce Cosima w refektarzu, był Wietnamczykiem i nie zrozumiała ani słowa z jego włoskiego. Drzwi do pracowni Emilia nad garażem były zamknięte, a z okien znikło geranium. Rozpytywała wszystkich, płacząc, krzycząc, oskarżając, ale napotykała na omertd — milczenie Południa.

Jej druga córka miała prawie dziesięć lat, kiedy Giną w końcu to wszystko zrozumiała.

18. „GIORDANO BRUNO”: 2061–2062 czasu ziemskiego

— Naprawdę, Sandoz, myślałem, że takie fochy są poniżej twojej godności — powiedział Garlo Giuliani z chłodnym rozbawieniem, obserwując, jakNicod’Angeli sprawdza wyniki analizy krwi przed ponownym podłączeniem aparatury. — To twoja wina i dobrze o tym wiesz. Daliśmy ci szansę przyłączenia się do nas na ochotnika, a ty z niej nie skorzystałeś. I co ci to dało? Sińce i zakażenie pęcherza.

Opierając się z wytwornym wdziękiem o dźwiękoszczelną przegrodę, Carlo obserwował nieruchomą, posępną twarz Sandoza. Nie dostrzegł rozluźnienia, charakterystycznego dla śpiączki czy snu.

— Lubisz operę, Sandoz? — zapytał Carlo, kiedy Nico, nucąc pod nosem Nessun donna, zaczął obmywać gąbką nieruchome ciało. — Większość neapolitańczyków ubóstwia operę. Kochamy namiętności, konflikty, życie całą gębą. — Odczekał chwilę, wpatrując się w zamknięte oczy Sandoza, podczas gdy Nico unosił bezwładne kończyny chorego, wycierając mu z łagodną wprawą pachy i lędźwia. — Giną nie znosiła opery. Mówiła, że to pretensjonalne bzdury. Powinieneś być mi wdzięczny, Sandoz. Przecież to zwykła kura domowa! Umarłbyś z nudów przy jej boku. Długo byś nie wytrzymał tej zatęchłej domowej atmosferki, makaronu i tycia. Jesteśmy stworzeni do większych rzeczy, ty i ja.

Skończywszy obmywanie całego ciała, Nico odłożył ręcznik i przykrył Sandoza na kilka minut prześcieradłem, aby przed ponownym umocowaniem elektrod skóra wchłonęła wilgoć. Carlo czekał spokojnie, a kiedy zobaczył na monitorze serca regularną, zębatą linię, przemówił ponownie.

— Mamy ze sobą wiele wspólnego, Sandoz… i wcale mi nie chodzi o korzystanie z ciała Giny. — Uśmiechnął się z satysfakcją, kiedy wykres na monitorze gwałtownie drgnął, a jego linia straciła swą regularność. — Mnie też ojciec cholernie lekceważył. Wiesz, jak mnie nazywał? Cio-Cio-San! To oczywiście aluzja do Madame Butterfly. Tak mi dokuczał, bo byłem trochę roztrzepany, wciąż brałem się za co innego. Gardził mną od dnia urodzenia. Widział we mnie tylko świadectwo niewierności swojej żony. Z tobą było tak samo, prawda? Tyle że między nami jest pewna różnica, bo moją matkę oskarżał niesłusznie. Ale mojemu tacie łatwiej było uwierzyć, że nie jestem jego synem, niż pogodzić się z tym, że nie jestem nim.

Ponieważ Nico, wielbiciel Belliniego, nie potrafił pracować bez śpiewu, przeszedł teraz do Normy: Meprotegge, me difende…

— Zawsze byłem we wszystkim dobry — stwierdził Carlo bez fałszywej skromności. — Nauczyciele bili się o mnie! Każdy chciał, żebym został jego ulubieńcem… przyszłym inżynierem” biologiem, pilotem. A ja miałem ich wszystkich w nosie. No więc oskarżali mnie o niestałość i niewierność, ze złości, że nie chciałem zostać ich akolitą. Boja, Sandoz, nie jestem niczyim uczniem. Moje życie to moje życie i nikogo nie naśladuję.

Nico zaczął wymieniać worek z moczem, wciśnięty między łóżko a ścianę przegrody. Był jednak osobą skrupulatną i robiącą wszystko metodycznie, w ustalonej kolejności, więc nauczył się już wykonywać tę czynność tak, by uniknąć zbędnych kłopotów.

— Wiem, co sobie o mnie myślisz, Sandoz — ciągnął Carlo spokojnie. — Złudzenia wielkości. Ludzie tacy jak ty i mój ojciec są dobrzy tylko na jakimś wąskim polu. Od młodości skupiacie się na jednej rzeczy, osiągacie sporo bardzo szybko i gardzicie tymi, którzy nie są na coś ukierunkowani od samego początku. Mój ojciec, na przykład, miał w kieszeni cały Neapol, zanim doszedł do trzydziestki. Imponujące, prawda? Przed czterdziestką miał już pod kontrolą osiemnaście procent krajowej produkcji całych Włoch, z rocznym zyskiem większym od Fiata. W wieku czterdziestu dwóch lat, a więc zaledwie rok więcej niż ja mam obecnie, Domenico Giuliani był władcą imperium, którego macki sięgały do całej Europy, Południowej Afryki, Bliskiego Wschodu, Karaibów i obu Ameryk. Takiego imperium nie miał nawet Aleksander Macedoński. Ojciec przypominał mi o tym prawie codziennie przy śniadaniu.

1 ... 51 52 53 54 55 56 57 58 59 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)