Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dzieci Boga [Children of God - pl]
Dzieci Boga [Children of God - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dzieci Boga [Children of God - pl]

Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:

Debiutancka powieść Mary Dorii Russell „Wróbel” zdobyła dla autorki powszechne uznanie. Oto kontynuacja owej jednej z najwspanialszych powieści fantastycznych ostatnich lat. Zaledwie ojciec Emilio Sanchez, jedyny członek pierwszej wyprawy, który powrócił na Ziemię, zdołał odzyskać zdrowie i równowagę psychiczną po straszliwych przejściach na planecie Rakhat, Towarzystwo Jezusowe prosi go (a właściwie zmusza), by zechciał wziąć udział w kolejnej misji. Sancheza dręczą wspomnienia i lęki, ale nie może uciec od swojej przeszłości. Rozpoczyna się druga batalia o rozum i duszę tak ciężko doświadczonego przez los kapłana.
1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 137
Перейти на страницу:

Wstał i zbliżył się do Izaaka, obserwując gładkie, drobne mięśnie, wypatrując ledwo dostrzegalnego drgnięcia poprzedzającego ucieczkę. Jakiś instynkt, który dopiero teraz się w nim obudził, powiedział mu, że nie powinien stawać twarzą w twarz z Izaakiem, więc ukląkł przy jego boku i zaśpiewał, cicho i poza zasięgiem jego wzroku.

Sofia wstrzymała oddech, kiedy popłynęły pierwsze tony wieczornej pieśni, łącząc się z leśnym chórem krzyków i pohukiwań, terkotów i pogwizdywań. Słuchała, jak do basu Supaariego — melodyjnego i płynnego — dołączył się sopran dziecka, w idealnej tonacji, bezbłędnie wymawiając słowa, w cudownej harmonii. Wpatrując się swoim jedynym, krótkowzrocznym i pełnym łez okiem w twarz syna, rozjaśnioną w różowawym świetle, przemienioną, ożywioną — po raz pierwszy naprawdę żywą. I dziękowała Bogu swoich przodków za to, że obdarował ich życiem, że wziął ich w opiekę, że pozwolił im dożyć tej nowej pory roku.

Kiedy śpiew dobiegł końca, odetchnęła głęboko powietrzem, które jakby pachniało muzyką. Spokojnym głosem, z twarzą wilgotną po jednej stronie, Sofia Mendes zapytała swojego syna:

— Izaaku, chciałbyś się nauczyć innej pieśni?

Nie spojrzał na nią, ale stanął niepewnie, chwiejąc się lekko, jak wtedy gdy dopiero uczył się chodzić, a potem podszedł do niej. Odwróciwszy głowę na bok, uniósł rączkę i dotknął jej ust jednym palcem, delikatnie, jakby to było skrzydło ważki. Tak, proszę, mówił w jedyny sposób, w jaki potrafił. Innej pieśni.

— Oto, co nasz lud śpiewa o wschodzie i zachodzie słońca — powiedziała mu i zaintonowała starożytne, modlitewne zawołanie: — Sz’ma Israel! Adonaj Elohejnu, Adonaj Echad.

Słuchaj Izraelu! Pan, nasz Bóg, jest Panem Jedynym. Kiedy skończyła, mały paluszek ponownie musnął jej wargi, więc zaśpiewała jeszcze raz i tym razem do jej głosu dołączył głos jej syna: bezbłędnie powtarzający słowa, w idealnej harmonii z jej głosem.

Wydmuchała nos w garść zmiętych liści i otarła policzek ramieniem okrytym jedną z koszulek Jimmy’ego. Przez chwilę miętosiła palcami miękką, znoszoną tkaninę, wdzięczna za ten kontakt z ojcem Izaaka. Potem wstała.

— Wracamy do domu — powiedziała.

Już dawno zlokalizowała prom, posługując się orbitującym transponderem „Magellana”, aby uaktywnić jego sygnał i skoordynować go z podprogramami ziemskich satelitów, które przekazały jego współrzędne do jej laptopa. Porzucony wahadłowiec znajdował się zaledwie parę kilometrów od Kashanu. Penetrując pokładowy system, stwierdziła, że pojazd jest odpowiednio zamknięty, ma dość paliwa, by wrócić na orbitę, i wydaje się gotów do startu. Teraz uaktywniła nadajnik „Magellana”, zresetowała jego zegar i datownik, ustawiła transponder na nieustające powtarzanie i nagrała nową wiadomość:

„Tu Sofia Mendes z załogi»Stelli Maris«. Jest 5 marca 2047 czasu ziemskiego. Przez sto sześćdziesiąt pięć dni czasu lokalnego czekałam na odpowiedź na moje poprzednie wywołanie od jakiejkolwiek istoty ludzkiej na Rakhacie. Obecnie zamierzam opuścić tę planetę po upływie piętnastu dni czasu lokalnego, posługując się promem»Magellan«, aby dostać się na statek macierzysty. Jeśli nie zdołacie dotrzeć do promu w tym czasie, zostaniecie uwięzieni na Rakhacie. Przykro mi, ale nie mogę dłużej czekać”.

Nie wiedziała, jak Kanchay i inni zareagują na wiadomość, że zamierza opuścić Rakhat, ale kiedy im o tym powiedziała, z ulgą stwierdziła, że Runowie nie bardzo się zmartwili.

— Ktoś się zastanawiał, kiedy wrócisz do domu — powiedział Kanchay. — Musisz zawieźć towary swoim ludziom, bo pomyślą, że twoja podróż zakończyła się fiaskiem.

W ten sposób upewniła się, że Runowie od początku uważali, że celem jezuickiej misji na Rakhat jest wyłącznie handel. Kiedy dowiedzieli się, że Supaari postanowił jej towarzyszyć, pomyśleli, że to rozsądny pomysł, aby prowadzić interesy w obcym kraju, gdzie nie będzie na nim ciążyć wyrok śmierci.

A więc jezuicka misja po to przybyła na Rakhat… Sofia pogodziła się z tym; w końcu była kobietą praktyczną, córką ekonomisty. Handel był chyba najstarszym motywem wszelkich wypraw odkrywczych i teraz uznała, że to motyw całkowicie wystarczający. Jej marzenia o wyższych celach okazały się tym, czym naprawdę były: reakcją na osamotnienie, pragnieniem odegrania jakiejś ważnej roli. Bałamutne to, ale ułatwiające przystosowanie, pomyślała. Sposób na opanowanie strachu przed śmiercią na obcej planecie, w samotności i zapomnieniu.

Praca analityczna i organizacyjna przy wróciła jej dawno utraconą energię. Z zapałem oddała się pieczołowitym przygotowaniom do podróży. W konsultacji z Supaarim przygotowała listę lekkich, nie zabierających wiele miejsca towarów i próbek, które uznała za posiadające największą wartość materialną i naukową na Ziemi: kamienie szlachetne o biologicznym pochodzeniu, podobnie jak ziemskie perły i bursztyn, ale występujące tylko na Rakhacie; małe i zwykłe, ale po mistrzowsku wykonane miseczki i talerze z muszli i drewna; próbki gleb, nasiona, bulwy. Tekstylia o oszałamiająco skomplikowanych splotach i ornamentach; wspaniałąpolichromową ceramikę. Ekstrakt roślinny, który przyspieszał gojenie się ran i powracanie do zdrowia, co wypróbowała na sobie. Ozdoby. Próbki perfum. Próbki tkanin ubraniowych w opakowaniach próżniowych, które wydawały się odporne na każdą pogodę. Wskazówki i formuły dla chemików, rysunki ilustrujące różne procesy technologiczne, które uznała za unikatowe dla Rakhatu. To wystarczało, by zapewnić sobie niezależność finansową — oczywiście, jeśli wówczas, gdy powróci, będą jeszcze na Ziemi obowiązywać prawa patentowe i umowy licencyjne.

Ona i Supaari będą również mogli sprzedawać dobra intelektualne — wiedzę o kulturze Runów i Jana’atów, znajomość ich języków, jedyną w swoim rodzaju pomoc w interpretacji niezliczonej liczby gigabitów danych geologicznych, meteorologicznych i ekologicznych, gromadzonych nieustannie i automatycznie przez „Magellana” i przesyłanych na Ziemię. Sofia nie była jednak naiwna i jej własne doświadczenia życiowe strzegły ją przed optymizmem. Wiedziała, że mogą zostać zabici natychmiast po wylądowaniu, ze strachu przed obcymi chorobami i z ksenofobii. Mogą im skonfiskować wszystko, co przywiozą, a Supaariego umieścić w ogrodzie zoologicznym. Mogą jej odebrać syna, a ją samą odizolować od reszty świata.

Ale może Bóg, który to wszystko rozpoczął, doprowadzi to do doskonałości, myślała, wspominając Marca Robichaux. Może powitają nas jezuici. Może Sandoz…

Kiedy pomyślała, czym może być ponowne zobaczenie Emilia dla niej, a dla Emilia spotkanie z Supaarim, przeżyła wstrząs. Może do tego czasu przebaczy Supaariemu… Chrześcijanie powinni przebaczać. Przyszło jej na myśl, że kiedy jej raporty w końcu dotrą na Ziemię, Emilio może zechcieć po nią wrócić, gdy tylko uda się przygotować nowy statek kosmiczny. To był typowy dla niego gest Don Kichota. Niepotrzebny, ale typowy. Możemy się minąć, pomyślała, i zadrżała na tę myśl.

Nie, uznała w końcu, Bóg nie może być tak okrutny. I zaczęła myśleć o innych sprawach.

17. NEAPOL: sierpień 2061

— Co cię gnębi? — zapytał Emilio, kiedy Giną wstała, aby pozmywać talerze po obiedzie, który był całkiem dobry, ale dziwnie milczący.

— Nic — odpowiedziała, hałasując naczyniami w zlewie.

— A więc coś cię gnębi. Tyle wie nawet eksksiądz! — zawołał Emilio z uśmiechem, który zgasł, kiedy nic na to nie powiedziała.

1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)