Dzieci Boga [Children of God - pl]
- Автор: Расселл Мэри Дория
- Год: 2000
- Язык: польский
- Год: Zysk i S-ka
- ISBN: 83-7150-596-5
- Переводчик: Andrzej Polkowski
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:
Trudno jest dłużej odgrywać dramat, kiedy w domu są dzieci, zwłaszcza takie, które potrafią całkiem nieźle naśladować księżnę Golinę. Popołudnie spędzili, spierając się z Celestiną o minimalną liczbę pluszowych zwierzątek (cztery) i maksymalną liczbę wizytowych sukienek (jedna), niezbędnych podczas dwutygodniowej wyprawy w góry. Pomoc Emilia polegała głównie na trzymaniu Celestiny z dala od Giny, do czasu, gdy przyszła jej najlepsza koleżanka Pia. Wówczas oświadczył, że zamierza poskładać wszystkie ubrania, które zostały wyłożone na łóżko.
— Nieźle ci to idzie — zauważyła Giną, spoglądając przez ramię, podczas gdy sama grzebała w szafce, poszukując bielizny, która nie będzie szokować jej matki.
— Jestem mistrzem — przyznał z satysfakcją i dodał: — Pracowałem w domowej pralni. Chciałabyś, żebym poszedłz wami w góry?
Wyprostowała się powoli, zdumiona.
— A jeśli cię rozpoznają?
— Mogę nosić ciemne okulary, kapelusz, rękawiczki — odpowiedział, patrząc na nią znad walizki.
— I prochowiec? — dorzuciła kpiąco. — Caro, to przecież sierpień.
— No dobra, a co powiesz na woalkę? — zapytał, wracając do składania ubrań. — Nic błyskotliwego… żaden haftowany jedwab ze złotymi monetami. Coś gustownego! No, mogą być srebrne monety. — Zamilkł na chwilę, a potem wyrzucił z siebie chełpliwie:-Jak mnie rozpoznają, to będę rozpoznany! Poradzę sobie z tym.
Z zewnątrz dobiegał wrzaskliwy śmiech obu dziewczynek. Sam dom wydawał się dziwnie cichy. Giną podeszła do łóżka i usiadła, obserwując jego twarz. W końcu i on usiadł obok niej.
— No dobrze — powiedział, pozbywając się zadziornego tonu. — Może to nie najlepszy pomysł.
— Masz skończyć to opracowanie k’sanu dla jezuitów — przypomniała mu. — A góry będą w przyszłym roku, dobrze?
Opuścił głowę, włosy opadły mu na oczy. Przez chwilę badał sam siebie, sprawdzając bolesność dawnych ran.
— W październiku Towarzystwo ma opublikować nasze doniesienia naukowe — powiedział już poważnie. — Tak sobie myślę, że najlepiej byłoby zorganizować konferencję prasową. Całodniową, jeśli będzie trzeba. Mieć to wreszcie z głowy. Od; powiedzieć na wszystkie cholerne pytania, którymi mnie zarzucą…
— A potem wrócić na łono swojej rodziny.
Ujęła jego twarz w dłonie i spojrzała w czarne oczy, poszukując w nich zwątpienia lub nawrotu strachu.
— Czy ludzie wciąż jeszcze tańczą? — zapytał nagle. — Kiedyś wezmę cię na tańce.
— Tak, caro — zapewniła go. — Ludzie wciąż tańczą.
— To dobrze.
Wychylił się ku niej, aby ją pocałować, ale w ostatniej chwili zamknął oczy i zrezygnowany wsparł czoło na jej czole, kiedy drzwi kuchni otworzyły się z hukiem i usłyszeli przeraźliwy hałas.
Celestina zatrzymała się w drzwiach sypialni; włosy miała wilgotne, a twarz zaróżowioną z gorąca.
— Umieramy z głodu! — zawołała dramatycznym tonem i zademonstrowała to, padając wdzięcznie u ich stóp.
— Zauważ, proszę — rzekł Emilio do matki umierającego łabędzia — że upadła na dywan w sypialni, a nie na terakotową podłogę w korytarzu.
Celestina zachichotała, nie otwierając oczu.
— Zrobisz nam makaron z serem? — prosiła Pia Emilia, podskakując i składając ręce w błagalnym geście. — Taki jak ostatnim razem? Proszę, proszę, proszę! Taki miękki! Z mnóstwem mleka!
Giną uśmiechnęła się ukradkiem, kręcąc głową, kiedy obie dziewczynki zaciągnęły Emilia do kuchni.
— Pia, zadzwoń do swojej mamy — usłyszała jego ojcowski głos. — I zapytaj, czy możesz zostać na kolacji. Celestino, nakryj do stołu. Panie mówią: mnóstwo mleka! Dlaczego nigdy nie ma w pobliżu krowy, kiedy się jej potrzebuje…
W końcu nadszedł czas, żeby położyć Celestinę do łóżka, a kiedy Giną zgasiła światło i tuliła dziecko do snu, Emilio przysiadł pośród tłumu lalek i pluszowych zwierzątek. Nagle w jego rękach pojawiło się małe srebrne pudełko, które strażnicy kamorry kupili mu w Neapolu.
— To dla mnie? — zapytała Celestina z jawną nadzieją w głosie.
— A niby dla kogo? — Uśmiechnął się do Giny, uradowany z jej widocznego zaskoczenia. — To zaczarowana szkatułka — dodał z powagą, kiedy Celestina przyglądała się maleńkim kwiatkom zdobiącym pokrywkę. — Można w niej trzymać słowa.
Dziewczynka spojrzała na niego z niedowierzaniem, a on uśmiechnął się w ciemności, odkrywając, jak bardzo jest podobna do matki.
— Otwórz je — powiedział. Wcześniej zamierzał zrobić to sam, ale drobne, precyzyjne ruchy czasami sprawiały mu wiele trudności i bólu. — A teraz uważaj. Przygotuj się, bo musisz natychmiast zamknąć szkatułkę, jak tylko wypowiem słowa. — Celestina, już wciągnięta w zabawę, zacisnęła z przejęcia usta i uniosła pudełko do jego ust. Patrząc na Ginę, wyszeptał: — Ti amo, cara — a potem krzyknął: — Szybko! Zamykaj! — Celestina zapiszczała i zatrzasnęła wieczko. — Uuaaa! To dopiero było zamknięcie. A teraz — powiedział, biorąc od niej szkatułkę — stuknij palcem w wieczko i policz do dziesięciu.
— Dlaczego?
— Dlaczego, dlaczego, dlaczego! Za rzadko bijemy to dziecko — żalił się przed Giną, która uśmiechała się promiennie. — Za moich czasów dzieci robiły to, co im powiedziano, i nie zadawały żadnych pytań.
Na Celestinie nie zrobiło to żadnego wrażenia.
— Dlaczego?
— Żeby słowa wiedziały, że muszą pozostać w szkatułce — odpowiedział zniecierpliwionym tonem wyrażającym: nawet głupi powinien to wiedzieć! — Zrób, jak ci powiedziałem. Zastukaj w wieczko i policz do dziesięciu! — powtórzył, wyciągając pudełko na czymś, co pozostało z jego dłoni, i starając się, by nie spadło z taśm podtrzymujących protezy. Zdał sobie sprawę, że nie zwracała już uwagi na jego ręce. Nawet Pia się do nich przyzwyczaiła.
Celestina dała za wygraną, stuknęła w wieczko i policzyła do dziesięciu. Wręczył jej pudełko.
— Teraz je otwórz i przyłóż do ucha.
Drobne paluszki podniosły wieczko, a jej owalna twarz — lustrzane odbicie matki — zamarła w skupieniu, kiedy wcisnęła pudełko w plątaninę jasnych włosów koło złotego uszka pokrytego letnimi piegami.
— Nic nie słyszę! — oświadczyła, jednocześnie trochę rozczarowana i dumna z tego, że mu nie uwierzyła. — Robisz ze mnie balona.
Emilio zrobił obrażoną minę.
— Spróbuj jeszcze raz. Ale tym razem słuchaj całym sercem. W zaczarowanej ciszy dziecięcej sypialni wszyscy troje usłyszeli jego słowa: Ti anto, cara.
Zanim odeszli, Celestina poprosiła o szklankę wody, przypomniała matce o nocnej lampce, powiedziała Emiliowi, że zamierza trzymać szkatułkę pod poduszką, oświadczyła, że musi jeszcze iść do toalety, a później próbowała zainicjować dyskusję o zachowaniach potwora-pod-łóżkiem, co miało opóźnić „dobranoc” o pięć minut, ale nie poskutkowało.
W końcu, po „słodkich snów”, udało im się wyjść. Giną przymknęła drzwi i odetchnęła głęboko, czując się wyssana z energii, ale szczęśliwa.
— Będziesz chyba najlepszym tatą na świecie — powiedziała ze spokojnym przekonaniem, obejmując Emilia.
— To zależy od tego — odpowiedział, ale wyczuła, że coś jest nie tak. Nie zrobił kroku w kierunku ich sypialni i w końcu oświadczył sucho: — Zaoszczędziłabyś mi sporo kłopotu, gdyby cię rozbolała głowa.