Światy braci Strugackich - Czas uczniów
- Автор: Лукьяненко Сергей Васильевич, Скаландис Ант
- Год: 2001
- Язык: польский
- Год: Rebis
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Światy braci Strugackich - Czas uczniów». Краткое содержание книги:
Wybór: Andriej Czertkow
Borys Strugacki — „O problemie materializacji światów”
Siergiej Łukjanienko — „Krzątanina w czasie”
Ant Skałandis — „Druga próba”
Leonid Kudriawcew — „I myśliwy…”
Nikołaj Romanieckij — „Obarczeni szczęściem”
Wiaczesław Rybakow — „Trudno stać się bogiem”
Andriej Łazarczuk — „Wszystko w porządku”
Michaił Uspienski — „Smocze mleko”
Wadim Kazakow — „Lot nad żabim gniazdem”
Andriej Czertkow — „Nie umówione spotkania”
Tym razem Maria postanowiła działać bez zjawisk, na żywo, i nie próbowała narzucać się Bertowi. Skonsultowała się wczoraj z matką, jak powinna zachowywać się dziewczyna w podobnej sytuacji. Guta nawet się ucieszyła: chyba córka kogoś ma.
Taktyka przyniosła nadspodziewanie dobre wyniki. Czacha Kingsleya zadymiła łatwo, facio szybko się napalił, najpierw tokował jak najęty, a potem przeszedł do namawiania: wpadnijmy do mnie, wapno popłynęło na arbajt, więc jeśli z tego akurat powodu, Shoehart, pękasz, to nikt się nie dowie, że kwitłaś u mnie… Zgodziła się: jeśli eksperymentować, to na całego… Szkoda, że czacha Berta nie zadymiła do końca. Po drodze facio nagle skumał, z kim się związał. Dopiero teraz czacha mu zajarała — ze strachu. Ależ sflekował Marię! Wilkołak to jeszcze najłagodniejsze określenie, na które sobie pozwolił. A ostatnimi słowami ją dobił: „Nie wciskaj mi, Shoehart, że jesteś człowiekiem! Nie uwierzę!” A potem wystraszył się jeszcze bardziej, mało co w portki nie narobił…
Z powodu tego strachu odpuściła mu. Zresztą nie, nie z powodu strachu… Przecież gdyby go ruszyła, wyszłoby, że ma rację. Wtedy naprawdę wciskałaby mu, że „jest człowiekiem”. Dlatego powiedziała tylko:
— Przyznaj się, strach strzelać do wilkołaka… Co, Bert?
I odeszła.
Maria znowu westchnęła. Dziadek bez przerwy bajdurzył coś o swoim Bogu, Guta uważnie przyglądała się córce, w salonie tato z Szuwaksem ciągle jeszcze pudrowali sobie mózgi na temat, jak należy przechodzić pułapkę, na której zawinął się Pete Krosta.
— Nie podobasz mi się dzisiaj, Mario! — odezwała się Guta.
— Dzięki za radę, dziadku! — powiedziała Maria (dziadek lubił, kiedy mu dziękowała) i odrzekła: — Wszystko w normie, mamo, już się uspokoiłam. Pójdę do siebie. I nie żałuj mnie, broń Boże! Łeb mi pęka od tej litości.
Guta otworzyła usta i tak zamarła, trzymając w zbielałych palcach talerz z nie dojedzoną pizzą.
Alkoholowe opary w salonie okrutnie się zagęściły — siekierę można by powiesić — dlatego Maria poszła do drugich schodów. Przeszła przez drzwi salonu, wstrzymując oddech i czyniąc wszystko, co możliwe, żeby tato z Szuwaksem jej nie zobaczyli. Niech bawią się w swoje pijackie zabawy z przeszłości. Przynajmniej nikogo nie kaleczą i nie zabijają. Nie tak jak w jej zabawach z żywymi lalkami! Zresztą najprawdopodobniej sama siebie oskarża. Jak bum-cyk-cyk, oskarża! Przecież ginęli ludzie i przedtem, zanim zaczęła zasypiać w bajkach!
Zajrzała do pokoju dziadka. Dziadek jak granitowy głaz patrzył przez otwarte na oścież okno. Tam, w oddali, nad dachami domów, nad drzewami, nad przewodami linii wysokiego napięcia, świecił różowy czubek półkuli — granica, jaką odgrodziła się od ludzi Strefa. Od chwili, kiedy się odgrodziła („zablokowała”, jak powiada wujek Dick), Marii przestały się śnić jej ulubione sny.
Maria podeszła do dziadka, dotknęła jego ramienia. Dziadek zaczął odwracać wieżę, żeby popatrzeć na wnuczkę, ale trzeba by czekać co najmniej pięć minut — ciało dziadka było o wiele wolniejsze niż jego myśli. Marii nie chciało się czekać.
Jeżeli zechce z nim pogadać — może to zrobić i ze swojego pokoju. A dziadek i tak pierwszy nigdy się nie odzywał.
W dziecinnym pokoju było okropnie gorąco — matka zapomniała opuścić żaluzje i majowe słońce zdążyło rozgrzać pomieszczenie. Maria włączyła klimatyzator, zrzuciła dżinsy i koszulkę i w samych majteczkach przejrzała się w lustrze. Nie, chłopcy mają rację. Laska jak marzenie! W każdym razie lepsza niż Dina Barbridge. Może musi zacząć nosić bluzkę z głębokim dekoltem i częściej się pochylać? Bluzki z dekoltem nie miała, więc po prostu pochyliła się przed lustrem. Ha, tak było jeszcze lepiej i uradowana Maria rzuciła się na łóżko.
Wcześniej myślała, że jeśli zrobi się zupełnie do kitu, będzie mogła zwiać z miasta. Prysnąć, na przykład, do Zagórza. Albo w ogóle do Europy. Przepis o emigracji nie przeszkodzi, niechby spróbowali ją zatrzymać!
Ale dwa lata temu jej była klasa (właściwie jedna z byłych klas) pojechała na wycieczkę do stolicy hrabstwa. Wszystko jak należy, z ochroną dwóch mercedesów z oenzetowcami (właściwie pod ich nadzorem, żeby nikt nie wpadł na pomysł, aby uciekać, bo szukaj potem dziecka w polu).
Uczniowie zobaczyli, jak żyją ludzie w normalnym mieście. Ale nie Maria Shoehart. Dlatego że Maria Shoehart zaczęła wrzeszczeć z koszmarnego bólu, gdy tylko autobus wyjechał z Harmont. Oenzetowcy i nauczyciel musieli zatrzymać autobus, zawołać pogotowie, dzwonić do Shoehartów. Chwała Jezusowi, tato od razu przyjechał landroverem i nie pozwolił położyć córki do szpitala…
Zresztą tato jest w takiej samej sytuacji. Próbował kiedyś wyjechać z miasta, ominąwszy wojskowe kordony. Opowiadał
O tym tylko mamie, ale Maria już wtedy umiała słuchać. Strefa nie puściła taty. Nawet z miasta nie pozwoliła wyjechać, zapędziła bólem głowy z powrotem, mało co tato się nie zawinął… Może matkę Strefa by wypuściła, ale ona bez taty Marii nie zamierzała nigdzie wyjeżdżać. Jasne jak oczy własne, Shoehartowie mieli u matki Strefy własną parafkę o emigracji.
Maria westchnęła, poleżała jeszcze chwilkę, potem wstała, ubrała się i zabrała do odrabiania lekcji.
Uczyła się zawsze z ochotą. Pewnie dlatego nie zauważyła jak wyniósł się narąbany Szuwaks. Lecz jak przycumował do ganku trzeźwy wujek Dick — usłyszała.
4. Guta Shoehart, 26 lat, mężatka, gospodyni domowa
Kiedy Guta nacisnęła dzwonek u drzwi domu Barbridge’a, otworzyła jej Dina. Obdarzyła ją takim spojrzeniem, ze Guta zgłupiała. Można by pomyśleć, że przyszła do tej gładkoskórej suki pożyczyć pieniądze! Nie zostało nic innego, jak powiedzieć to gościnnej gospodyni:
— Proszę się nie bać, nie przyszłam po pieniądze!
Ta nie została dłużna, uśmiechnęła się złośliwie i odparła:
— Red też nie zawsze po pieniądze przychodził.
I uśmiechnęła się tak, by nie było wątpliwości, po co właściwie przychodził tu Red. Tyle że kłamie, ścierwo cycate, chce się wydać ważniejsza. Zresztą może i nie kłamie. Na takie ciało nie połaszczy się tylko pedał. Albo zupełny impotent. A Red nie jest ani jednym, ani drugim. Tak więc całkiem możliwe, że przespał się z tym ścierwem. Ale przespać się wcale nie znaczy kochać. W tym zawsze na pierwszym miejscu był ona, Guta. Zresztą nie, Guta była na drugim miejscu, a na pierwszym — jedyna jego prawdziwa namiętność, Strefa, matka Strefa. Red jest przecież monouczuciowy…
Jakkolwiek było, Guta postanowiła nie prowadzić z tą lalunią rozmowy w napiętej tonacji. Kiedy idziesz do Barbridge’ów po prośbie, zapomnij o honorze. Przynajmniej na kwadrans. Więc zapomniała.
Najpierw zresztą chciała pójść do Dicka Nunnuna.
To był miły chłop. Kiedy ostatnio posadzili Reda, Dick był jedynym, który odwiedzał ją i Małpeczkę i pożyczał pieniądze. Reszta znajomych chciała na Gucie jedynie psy wieszać. Normalnie to bali się Reda, lecz wtedy zaczęli na całego odgrywać się na słomianej wdowie… No i co, doigrał się twój Rudy, suko!
I teraz zakosztujesz biedy! Pójdziesz na ulicę. A najlepiej swego wypierdka tam wyślij!”
Musiała cierpieć, spuszczać oczy, żeby nie widzieli jej nienawiści, albo odwracać się i uciekać. Żeby nie widzieli łez… Tylko raz nie wytrzymała. Kiedy administrator dopiekł jej do żywego. Powiedziała: „Poczekaj, bydlaku blady! Jak wróci Red, to ci jaja wyrwie! Po jednym. Żebyś się dłużej męczył!” Dziwne, ale pomogło. Potem długo się jej nie czepiał. Dopiero wtedy zrozumiała, że jej męża wielu naprawdę się boi.