Majstar i Marharyta [be_lat]
- Автор: Булгаков Михаил Афанасьевич
- Язык: белорусский
- Жанр: Советская классическая проза
Электронная книга - «Majstar i Marharyta [be_lat]». Краткое содержание книги:
— Miły moj, vy i sapraŭdy chvory, — skazaŭ Vołand i pacisnuŭ plačyma.
Bufietčyk ašaleła zaŭsmichaŭsia, ustaŭ z taburetki.
— A, — zaikajučysia, pramoviŭ jon, — a kali jany znoŭ…
— Hm… — zadumaŭsia artyst, — nu tady prychodźcie da nas jašče. Kali łaska! Rady byŭ paznajomicca.
Adrazu ž vyskačyŭ z kabinieta Karoŭieŭ, uchapiŭ bufietčyka za ruku, pačaŭ tresci jaje i prasić Andreja Fokaviča ŭsim, usim pieradavać pryvitanni. Bufietčyk ničoha ŭžo nie ciamiŭ i rušyŭ z pakoja.
— Hieła, praviadzi! — kryčaŭ Karoŭieŭ.
Znoŭ hetaja ryžaja i hołaja ŭ piarednim pakoi! Bufietčyk pracisnuŭsia ŭ dzviery, pisknuŭ „da pabačennia” i, jak pjany, pajšoŭ uniz pa lesvicy. Potym jon spyniŭsia, sieŭ na prystupku, dastaŭ pakiet, pravieryŭ — čyrvoncy byli na miescy.
Jakraz z kvatery, jakaja vychodziła na placoŭku, pakazałasia žančyna z zialonaju sumkaju. Uhledzieła čałavieka, jaki siadzieŭ na prystupcy i tupa hladzieŭ na čyrvoncy, usmichnułasia i skazała zadumiona:
— Što ŭ nas za dom! Z samaj ranicy pjanyja. Znoŭ škło vybili na lesvicy, — pryhledziełasia ŭvažliva da bufietčyka i dadała: — Vo, dy ŭ vas, hramadzianin, hrošaj jak tresak. Daŭ by mnie krychu! Ha?
— Adčapisia ad mianie, boham prašu, — spałochaŭsia bufietčyk i chucieńka schavaŭ hrošy. Žančyna zasmiajałasia:
— Nu ciabie k čortu, sknara! Pažartavała ja, — i pajšła ŭniz.
Bufietčyk pavoli ŭstaŭ, padniaŭ ruku, kab papravić kapialuš, i pierakanaŭsia, što jaho niama na hałavie. Žachliva nie chaciełasia viartacca, ale kapieluša škoda było. Jon pamulaŭsia krychu i viarnuŭsia ŭsio ž, pazvaniŭ.
— Čaho jašče? — spytałasia praklataja Hieła.
— Kapialušyk ja zabyŭ, — šapnuŭ bufietčyk i tycnuŭ siabie ŭ łysinu.
Hieła zaviarnułasia, bufietčyk u dumkach plunuŭ, zapluščyŭ vočy. Kali raspluščyŭ ich, ubačyŭ, što Hieła padaje jamu jaho kapialuš i špahu z ciomnaju ručkaju.
— Nie majo, — šapnuŭ bufietčyk, adapchnuŭ špahu i chucieńka nadzieŭ kapialuš.
— A chiba vy biez špahi pryjšli? — zdziviłasia Hieła.
Bufietčyk štości marmynuŭ i zaspiašaŭsia ŭniz. Ale hałavie było čamuści niazručna i zališnie horača ŭ kapielušy; jon zniaŭ jaho i ažno padskočyŭ ad pierapałochu, cichieńka ŭskryknuŭ. U rukach u jaho byŭ aksamitny bieret z pieŭnievym pakamiečanym piarom. Bufietčyk pierachrysciŭsia. I ŭ toje ž samaje imhniennie bieret miaŭknuŭ, pieratvaryŭsia ŭ čornaje kacianio i ŭskočyŭ nazad na hołaŭ Andreju Fokaviču, usimi kipciurami ŭpiŭsia ŭ łysinu. Bufietčyk adčajna zalamantavaŭ i biehma kinuŭsia ŭniz, a kacianio zvaliłasia z hałavy i kinułasia ŭhoru pa prystupkach.
Vyrvaŭšysia na sviežaje pavietra, bufietčyk podbieham i nazaŭsiody pakinuŭ hety djabalski dom № 302-bis.
Dobra viadoma, što z im adbyłosia potym. Jak tolki vyrvaŭsia za padvarotniu, bufietčyk šalona azirnuŭsia, niby štości šukaŭ. Praz chvilinu jon byŭ na druhim baku vulicy ŭ aptecy. Nie ŭspieŭ jon pramović: „Skažycie, kali łaska…” — jak žančyna za pryłaŭkam uskliknuła:
— Hramadzianin! U vas ŭsia hałava parezana!..
Praz chvilin piać bufietčyk byŭ pierabintavany marlaju, Daviedaŭsia, što lepšymi spiecyjalistami pa chvarobach piečani zjaŭlajucca prafiesary Biernadski i Kuźmin, spytaŭsia, chto bližejšy, zasviaciŭsia ad radasci, kali daviedaŭsia, što Kuźmin žyvie litaralna cieraz dvor, u maleńkim bieleńkim asabniačku, i praz dzvie chviliny byŭ u hetym asabniačku. Pamiaškannie było staroje, ale vielmi ŭtulnaje. Zapomniŭ bufietčyk, što pieršaj trapiłasia nasustrač stareńkaja niańka, jakaja chacieła ŭziać u jaho kapialuš, ale kapieluša nie było, niańka pajšła kudyści, šamkajučy biazzubym rotam.
Zamiest jaje zjaviłasia pobač z lustram i, zdajecca, pad niejkaju navat arkaju, žančyna siaredniaha ŭzrostu i adrazu skazała, što zapisacca možna tolki na dzieviatnaccataje, nie raniej. Bufietčyk adrazu zmikiciŭ, u čym vyratavannie. Zirnuŭ patuchłym vokam za arku, dzie ŭ prychožym pakoi čakali čałavieki try, šapnuŭ:
— Smiarotna chvory…
Žančyna zdziŭlena pahladzieła na zabintavanuju hałavu bufietčyka, padumała i skazała:
— Nu što ž… — i prapusciła bufietčyka za arku.
U toje samaje imhniennie supraćlehłyja dzviery adčynilisia, u ich blisnuła załatoje piensne, žančyna ŭ chałacie skazała:
— Hramadzianie, hety čałaviek pojdzie biez čarhi…
I nie paspieŭ bufietčyk ahlanucca, jak jon apynuŭsia ŭ kabiniecie prafiesara Kuźmina. Ničoha strašnaha, uračystaha i miedycynskaha nie było ŭ hetym pradaŭhavatym pakoi.
— Što ŭ vas? — spytaŭsia pryjemnym hołasam prafiesar Kuźmin i z tryvohaj zirnuŭ na zabintavanuju hałavu.
— Tolki što dakładna daviedaŭsia, — adkazaŭ bufietčyk i zdzičeła pahladzieŭ na niejkuju fatahrafičnuju hrupu za škłom, — što ŭ lutym nastupnaha hoda pamru ad raka piečani. Prašu spynić.
Prafiesar Kuźmin jak siadzieŭ, hetak i adkinuŭsia da vysokaje hatyčnaje spinki kresła.
— Prabačcie, nie razumieju vas… vy što, u doktara byli? Čamu ŭ vas hałava zabintavanaja?
— U jakoha doktara?.. Bačyli b vy taho doktara! — zuby ŭ jaho raptoŭna zalaskali. — A na hołaŭ nie zviartajcie ŭvahi, nie maje dačyniennia, — adkazaŭ bufietčyk, — na hałavu pluńcie, jana tut ni pry čym. Rak piečani prašu spynić.
— Vybačajcie, ale chto vam heta skazaŭ?
— Jamu treba vieryć, — pałka paprasiŭ bufietčyk, — jon viedaje!
— Ničoha nie razumieju, — prafiesar pacisnuŭ plačyma i razam z kresłam adjechaŭ ad stała. — Jak heta jon moža viedać, kali vy pamracie? Bolej taho, jon nie doktar!
— U čacviortaj pałacie, — adkazaŭ bufietčyk.
I tut prafiesar pahladzieŭ na svajho pacyjenta, na jaho hołaŭ, na jaho vilhotnyja štany i padumaŭ: „Voś jašče nie chapała! Varjat!” Spytaŭsia:
— Vy pjacie harełku?
— Nikoli i ŭ rot nie braŭ, — adkazaŭ bufietčyk.
Praz chvilinu jon byŭ raspranuty, lažaŭ na chałodnaj cyratavaj kanapie, i prafiesar ciskaŭ jamu žyvot. Tut treba skazać, što naš bufietčyk paviesialeŭ. Prafiesar kateharyčna scviardžaŭ, što zaraz, u krajnim vypadku, na hety momant, nijakich prykmietaŭ raku ŭ jaho niama. Ale kali atrymałasia, što niejki prajdzisviet jaho napałochaŭ i jon baicca, to treba zrabić usie analizy… Prafiesar šparyŭ pa papierkach, tłumačyŭ, kudy pajsci i što adniesci. Akramia taho, jon daŭ zapisku da prafiesara-nieŭrapatołaha Bure, rastłumačyŭ bufietčyku, što niervy ŭ jaho zusim drennyja.
— Kolki vam zapłacić, prafiesar? — piaščotnym i trapiatkim hołasam spytaŭsia bufietčyk i dastaŭ toŭsty kašalok.
— Kolki chočacie, — koratka i sucha adkazaŭ prafiesar.
Bufietčyk dastaŭ tryccać rubloŭ i pakłaŭ ich na stol, a potym niečakana miakka, jak byccam kašačaju łapkaju, pakłaŭ navierch čyrvoncaŭ słupok, jaki mietalična dzynknuŭ.
— A heta što? — spytaŭsia Kuźmin i padkruciŭ vusy.
— Nie hrebujcie, hramadzianin prafiesar, — prašaptaŭ bufietčyk, — malu vas — spynicie rak.
— Zabiarycie zaraz ža vaša zołata, — skazaŭ prafiesar z honaram za siabie samoha, — vy lepš pra niervy svaje padumali b. Zaŭtra addajcie maču na analiz, nie picie mnoha harbaty i ješcie zusim biez soli.
— Navat sup nie salić? — spytaŭsia bufietčyk.
— Ničoha nie salić, — zahadaŭ Kuźmin.
— Ech!.. — sumna ŭskliknuŭ bufietčyk, zamiłavana pahladzieŭ na prafiesara, zabraŭ dziesiatki i zadam adstupiŭ da dzviarej.
Chvorych u toj viečar u prafiesara było niašmat, jak tolki zmierkłasia, pajšoŭ i apošni. Prafiesar zdymaŭ chałat i, kali zirnuŭ na stol na toje miesca, dzie bufietčyk pakinuŭ try čyrvoncy, uhledzieŭ, što nijakich čyrvoncaŭ tam bolej niama, a lažać try naklejki z butelek „Abraŭ-Dziurso”.