Majstar i Marharyta [be_lat]
- Автор: Булгаков Михаил Афанасьевич
- Язык: белорусский
- Жанр: Советская классическая проза
Электронная книга - «Majstar i Marharyta [be_lat]». Краткое содержание книги:
Hetak pakutavała Marharyta Mikałajeŭna ŭsiu zimu i dažyła da viasny. U toj samy dzień, kali adbyvałasia roznaja niedarečnaja kałatnieča, vyklikanaja zjaŭlenniem čornaha maha ŭ Maskvie, u piatnicu, kali byŭ prahnany nazad u Kijeŭ dziadźka Bierlijoza, kali aryštavali buchhałtara i adbyłosia jašče mnostva niedarečnych i niezrazumiełych padziej, Marharyta pračnułasia amal apoŭdni ŭ svajoj spalni.
Marharyta nie zapłakała pasla snu, jak heta časta było, tamu što pračnułasia z pradčuvanniem, što sionnia, narešcie, niešta zdarycca. Hetaje pradčuvannie ciešyła i sahravała dušu, i jana bajałasia, kab jano nie pakinuła jaje.
— Ja vieru, — šaptała Marharyta ŭračysta, — ja vieru! Niešta zdarycca! Nie moža nie zdarycca, bo za što tady, na samaj spravie, mnie pakutavać usio žyccio! Pryznajusia, što ja chłusiła i žyła dvajnym žycciom, jakoha ludzi nie viedali, ale ŭsio ž nielha za heta karać hetak biazlitasna. Niešta abaviazkova zdarycca, tamu što nie byvaje tak, kab što-niebudź praciahvałasia viečna. Akramia taho, son moj byŭ pravidčy, za heta mahu paručycca.
Hetak šaptała Marharyta Mikałajeŭna, hladzieła na punsovyja štory, jakija napaŭnialisia soncam, tryvožna adziavałasia, rasčesvale. pierad trajnym lustram karotkija zavityja vałasy.
Son, jaki sasniŭsia Marharycie Mikałajeŭnie hetaj nočču, sapraŭdy byŭ niezvyčajny. Sprava ŭ tym, što na praciahu ŭsich svaich zimovych pakut jana nikoli nie bačyła ŭ snie majstra. Nočču jon pakidaŭ jaje, i pakutavała jana tolki ŭdzień. A tut sasniŭsia.
Sasniłasia nieviadomaja Marharycie miascovasć — bieznadziejnaja, panyłaja, pad pachmurym niebam ranniaje viasny. Prysniłasia kasmykavataje płyvučaje šerańkaje nieba, a pad im maŭklivaja čarada hrakoŭ. Niejki kastrubavaty mastok. Pad im kałamutnaja viasnovaja rečačka, nieviasiołyja, biednyja, hołyja drevy, adzinokaja asina, a dalej, — pamiž dreŭ, za niejkim aharodam, — draŭlanaja budyninka, ci to asobnaja kuchańka, ci łaznia, ci boh viedaje što. Niežyvoje ŭsio niejkaje i hetakaje panyłaje, što chočacca paviesicca na toj asinie pry mosciku. Ni podychu vietryku, ni ruchu abłačynak i nivodnaje žyvoje dušy. Vo piakielnaja miascina dla žyvoha čałavieka!
I voś, ujaŭlajecie, adčyniajucca dzviery hetaha draŭlanaha budynačka, i zjaŭlajecca jon. Usio davoli daloka, ale vidać dobra. Abarvany, ale nie razhledziš, u što adziety. Vałasy ŭskudłačanyja, niaholeny. Vočy chvoryja, ustryvožanyja. Machaje jon rukoj, kliča. Marharyta pabiehła, pabiehła pa kupinach da jaho, zachlobvajučysia ŭ miortvym pavietry, i ŭ hety čas pračnułasia.
„Hety son moža abaznačać tolki adno z dvuch, — razvažała sama z saboju Marharyta Mikałajeŭna, — kali jon miortvy i paklikaŭ mianie, to i ja chutka pamru. Heta vielmi dobra, tamu što pryjdzie tady kaniec i pakutam. Kali jon žyvy, to son moža abaznačać, što jon nahadvaje pra siabie! Jon choča skazać, što chutka my spatkajemsia. Tak, my spatkajemsia vielmi chutka”.
Usia ŭzbudžanaja, Marharyta adziełasia i pačała pierakonvać siabie, što na samaj spravie ŭsio atrymlivajecca davoli ŭdała, a hetakija momanty treba ŭmieć łavić i vykarystoŭvać ich. Muž pajechaŭ u kamandziroŭku na cełyja try dni. Na praciahu troch sutak jana volnaja, nichto nie pieraškodzić joj dumać pra što zachočacca, maryć pra toje, što joj padabajecca. Usie piać pakojaŭ na vierchnim paviersie ŭ asabniaku, usia hetaja kvatera, jakoj u Maskvie pazajzdroscili b dziesiatki tysiač ludziej, u poŭnym jaje rasparadženni.
Adnak volnaja na cełyja try dni, z usiaje hetaje raskošnaje kvatery Marharyta vybrała nie sama lepšaje miesca. Vypiła harbaty i pajšła ŭ ciomny, biez voknaŭ, pakojčyk, dzie zachoŭvalisia čamadany i roznaja staryzna ŭ dzviuch vializnych šafach. Jana prysieła, adčyniła nižniuju šufladu pieršaj i z-pad šaŭkovych abrezkaŭ dastała tuju adzinuju kaštoŭnasć, što była ŭ jaje ŭ žycci. U Marharycinych rukach apynuŭsia stary albom z karyčnievaje skury, u jakim była fotakartka majstra, aščadnaja knižka z dziesiacitysiačnym układam na jaje imia, zasochłyja pamiž arkušami papiarosnaje papiery ružovyja pialostki i častka sšytka ŭ poŭny arkuš z drukavanym na mašyncy tekstam i abharełym nižnim krajem.
Marharyta Mikałajeŭna viarnułasia z usim hetym bahacciem u svaju spalniu, pastaviła na trumo fotazdymak i prasiadzieła amal hadzinu, trymajučy na kaleniach pakalečany ahniom sšytak, pierahortvała i pieračytvała toje, u čym pasla spalvannia nie było ni pačatku ni kanca: „…ciemra, jakaja nasunułasia z Mižziemnaha mora, nakryła nienavisny prakurataru horad. Znikli visiačyja masty, jakija złučali chram sa strašnaju Antonijevaj viežaju, abrynułasia z nieba prorva i zaliła kryłatych bahoŭ nad hipadromam, Chasmaniejski pałac z bajnicami, bazary, karavan-sarai, zavułki, sažałki… Znik Jeršałaim — vialiki horad, byccam i nie isnavaŭ na sviecie…”
Marharycie chaciełasia čytać dalej, ale dalej ničoha nie było, akramia niaroŭna abharełaha vuhalnaha karunku.
Marharyta Mikałajeŭna vycierła slozy, pakłała sšytak, abapierłasia na padlustravy stolik i doŭha siadzieła, nie advodziačy vačej ad fotazdymka, adlustroŭvałasia ŭ lustry. Potym slozy vysachli. Marharyta akuratna skłała svaje pažytki, i praz niekalki chvilin jany byli schavany pad šaŭkovymi anučkami; sa zvonam u ciomnym pakoi zamknuŭsia zamok.
Marharyta Mikałajeŭna ŭ piarednim pakoi apranuła palito, kab pajsci na prahułku. Pryhažunia Nataša, jaje chatniaja rabotnica, spytałasia, što pryhatavać na druhoje, pačuła ŭ adkaz, što heta nie maje značennia, kab sumna nie było, pačała razmovu z haspadyniaj i pačała raskazvać boh viedaje pra što, byccam by ŭčora ŭ teatry fokusnik hetakija fokusy pakazvaŭ, što ŭsie tolki achnuli, usim vydavali pa dva fłakony zamiežnych duchoŭ i pančochi biaspłatna, a potym, pasla taho jak sieans skončyŭsia i publika vyjšła na vulicu, usie akazalisia hołyja! Marharyta Mikałajeŭna ažno ŭpała na kresła ad smiechu pierad lustram u piarednim pakoi.
— Nataša, nu jak vam nie soramna, — havaryła Marharyta Mikałajeŭna, — vy adukavanaja, razumnaja dziaŭčyna; u čerhach chłusiać niemaviedama što, a vy paŭtarajecie!
Nataša začyrvaniełasia i horača zapiarečyła, što ničoha nie chłusić i što jana sionnia ŭ hastranomie na Arbacie bačyła adnu hramadzianku, jakaja pryjšła ŭ hastranom u tuflach, a jak pačała različvacca, tufli znikli z noh, i jana zastałasia ŭ adnych pančochach! Vočy vytraščanyja! Na piatcy dzirka. A tufli tyja začaravanyja, z taho samaha sieansa.
— Hetak i pajšła?
— Hetak i pajšła! — usklikvała Nataša i ŭsio bolej čyrvanieła z-za taho, što joj nie vierać. — Dy ŭčora, Marharyta Mikałajeŭna, milicyja čałaviek sto zabrała nočču. Hramadzianie z hetaha sieansa biehli pa Cviarskoj u adnych pantałonach.
— Nu, viadoma, heta Darjny raskazy, — havaryła Marharyta Mikałajeŭna, — ja daŭno prykmiačała, što jana vialikaja chłusicha.
Smiešnaja razmova zakončyłasia pryjemnym siurpryzam dla Natašy. Marharyta Mikałajeŭna schadziła ŭ spalniu i viarnułasia adtul z paraj pančochaŭ i fłakonam adekałonu. Jana skazała Natašy, što taksama choča pakazać fokus, padaryła joj pančochi i adekałon i skazała, što prosić jaje tolki pra adno — nie chadzić u adnych pančochach pa Cviarskoj i nie słuchać Darju. Haspadynia i domrabotnica pacałavalisia i razvitalisia.
Marharyta Mikałajeŭna jechała pa Arbacie, adkinuŭšysia da miakkaje zručnaje spinki ŭ tralejbusie, i to dumała pra svajo, to prysłuchoŭvałasia da taho, pra što šaptalisia dvoje hramadzian napieradzie.
Tyja zredku nasciarožana aziralisia, ci nie čuje chto, šaptalisia pra niejkaje hłupstva. Miasisty zdaraviak z mituslivymi svinymi vočkami, jaki siadzieŭ la akna, cicha havaryŭ maleńkamu svajmu susiedu pra toje, što daviałosia nakryć trunu čornym pakryvałam…
— Dy być nie moža, — uražana šaptaŭ maleńki, — heta niešta niečuvanaje… A što zrabiŭ Žałdybin?