Majstar i Marharyta [be_lat]
- Автор: Булгаков Михаил Афанасьевич
- Язык: белорусский
- Жанр: Советская классическая проза
Электронная книга - «Majstar i Marharyta [be_lat]». Краткое содержание книги:
— Čortviedama što! — pramarmytaŭ Kuźmin, ciahnučy kryso chałata pa padłozie i macajučy papierki. — Jon, akazvajecca, nie tolki šyzafrenik, ale jašče i žulik! Ale ja nie razumieju, što jamu było patrebna ad mianie? Niaŭžo tolki zapiska na analiz mačy? A! Jon styryŭ palito! — i prafiesar kinuŭsia ŭ piaredni pakoj usio z tym ža chałatam, nadzietym u adzin rukaŭ. — Aksienia Mikitaŭna, — pranizliva zakryčaŭ jon u dzviarach u piaredni pakoj, — pahladzicie, usie palito na miescy?
Vysvietliłasia, što ŭsie palito josć. Ale zatoje, kali prafiesar viarnuŭsia da stała, narešcie sciahnuŭ z siabie chałat, jon niby pryros da parkietu i nie moh adarvać vačej ad stała. Na tym miescy, dzie lažali naklejki, siadzieŭ čorny kocik-sirata z niaščasnaju mordačkaju i miaŭkaŭ nad spodačkam z małakom.
— A heta što takoje, vybačajcie? Heta ŭžo… — jon adčuŭ, jak choładna zrabiłasia ŭ patylicy.
Na cichi i žałasny prafiesarski kryk prybiehła Aksienia Mikitaŭna i supakoiła jaho, adrazu skazała, što chto-niebudź z pacyjentaŭ padkinuŭ kocika, heta časta zdarajecca ŭ prafiesaraŭ.
— Žyvuć, mabyć, biedna, — rastłumačyła Aksienia Mikitaŭna, — nu a ŭ nas, viadoma…
Pačali dumać i hadać, chto b moh padkinuć. Padazrennie vypała na babulku z jazvaju ŭ straŭniku.
— Viadoma, jana, — havaryła Aksienia Mikitaŭna, — jana hetak razdumała: ja ŭsio roŭna pamru, a kocika škada.
— Ale vybačajcie, — zakryčaŭ Kuźmin, — a małako adkul? Jana taksama pryniesła? I spodačak?
— U pasudzinie pryniesła, a tut naliła ŭ spodačak, — rastłumačyła Aksienia Mikitaŭna.
— Jak by ni było, prybiarycie i kocika, i spodačak, — skazaŭ Kuźmin i sam pravioŭ Aksieniu Mikitaŭnu da dzviarej.
Kali jon viarnŭŭsia, abstaviny zmianilisia.
Prafiesar viešaŭ chałat na cvičok, kali pačuŭ rohat na dvare, vyhlanuŭ i asłupianieŭ. Praz dvor biehła ŭ supraćlehły flihielok pani ŭ adnoj saročcy. Prafiesar navat viedaŭ, jak zavuć jaje, — Maryja Alaksandraŭna. Rahataŭ chłapčuk.
— Što heta? — pahardliva skazaŭ Kuźmin.
Ale tut za scienkaju ŭ daččynym pakoi patefon zajhraŭ fakstrot „Aliłuja”, i ŭ toje samaje imhniennie pačułasia vierabjnaje čyrykannie za plačyma ŭ prafiesara. Jon zaviarnuŭsia i ŭhledzieŭ na svaim stale vialikaha vierabja.
„Hm… spakojna… — padumaŭ prafiesar, — jon zalacieŭ, kali ja padychodziŭ da akna. Usio narmalna”, — zahadaŭ sam sabie prafiesar, adčuvajučy, što, naadvarot, nienarmalna z-za hetaha samaha vierabja. Kali pryhledzieŭsia da jaho, prafiesar pierakanaŭsia, što vierabiej nie zusim zvyčajny. Paskudny vierabiej i nakulhvaŭ na levuju łapku, znarok vydurniaŭsia, prytancoŭvaŭ fakstrot pad patefon, jak pjany la stojki. Chamiŭ jak moh i nachabna paziraŭ na prafiesara. Ruka Kuźmina lehła na telefon, jon sabraŭsia patelefanavać adnakursniku Bure, kab spytacca, što abaznačajuć hetyja vierabj ŭ šesćdziesiat hadoŭ dy jašče kali, u dadatak, hałava kružycca?
Vierabiej tym časam sieŭ na padaravanuju čarnilicu, nahadziŭ u jaje (ia nie žartuju), potym uzlacieŭ, pavis u pavietry, z nalotu niby stalnoj dziubaj dzieŭbanuŭ u škło fotazdymka, na jakim byŭ poŭny ŭniviersitecki vypusk 94-ha hoda, pabiŭ škło na kavałački i potym vylecieŭ praz akno. Prafiesar nabraŭ druhi numar pa telefonie i, zamiest taho kab patelefanavać Bure, patelefanavaŭ u biuro pjavak, skazaŭ, što zvonić prafiesar Kuźmin i prosić nieadkładna pryniesci pjavak jamu dadomu.
Prafiesar pakłaŭ słuchaŭku, znoŭ azirnuŭsia na stol i dzika zakryčaŭ. Za hetym stałom u kasynačcy siastry miłasernasci siadzieła žančyna z sumačkaj z nadpisam na joj: „Pjaŭki”. Zakryčaŭ prafiesar tamu, što ŭbačyŭ jaje rot. Jon byŭ mužčynski, kryvy, da vušej, z adnym ikłom. Vočy ŭ siastry byli miortvyja.
— Hrošyki ja zabiaru, — mužčynskim basam skazała siastra, — čaho im tut valacca. — Zhrebła ptušynaju łapaju naklejki i pačała rastavać u pavietry.
Praminuli dzvie hadziny. Prafiesar Kuźmin siadzieŭ u spalni na łožku, a pjaŭki visieli ŭ jaho na skroniach, za vušami, na šyi. La noh u Kuźmina na šaŭkovaj šytaj koŭdry siadzieŭ sivavusy prafiesar Bure i supakojvaŭ, što ŭsio heta łuchta. Za aknom užo była noč.
Što jašče bolej dziŭnaje adbyvałasia ŭ Maskvie ŭ hetuju noč, my nie viedajem i šukać nie budziem jašče i tamu, što pryjšoŭ čas pierajsci nam da druhoj častki našaha praŭdzivaha raskaza. Za mnoju, čytač!
ČASTKA DRUHAJA
Razdziel 19
MARHARYTA
Za mnoju, čytač! Chto skazaŭ tabie, što niama na sviecie sapraŭdnaha, viečnaha kachannia? Za heta adrežuć chłusu jaho pahany jazyk!
Za mnoju, moj čytač, i tolki za mnoju sledam, i ja pakažu tabie takoje kachannie!
Nie! Majstar pamylaŭsia, kali horka havaryŭ Ivanku ŭ balnicy ŭ tuju paru, jak noč pieravaliła na druhuju pałavinu, što jana zabyłasia pra jaho. Hetaha nie mahło być. Jana, viadoma, nie zabyłasia.
Najpierš adkryjem tajamnicu, jakuju majstar nie zachacieŭ skazać Ivanku. Jaho kachanuju zvali Marharyta Mikałajeŭna. Usio, što majstar havaryŭ pra jaje biednamu paetu, była čystaja praŭda. Jon apisaŭ svaju kachanuju dakładna. Jana była pryhožaja i razumnaja. Da hetaha treba dadać jašče adno — z upeŭnienasciu možna skazać, što mnohija žančyny addali b usio, što chočaš, kab pamianiać svajo žyccio na žyccio Marharyty Mikałajeŭny. Biazdzietnaja tryccacihadovaja Marharyta była žonkaju davoli vialikaha spiecyjalista, jaki navat zrabiŭ adkryccio dziaržaŭnaje značnasci. Muž jaje byŭ małady, pryhožy, dobry, česny i horača lubiŭ svaju žonku. Marharyta Mikałajeŭna, udvaich sa svaim mužam, zajmała ŭvieś vierch cudoŭnaha asabniaka ŭ sadzie ŭ adnym z zavułkaŭ na Arbacie. Cudoŭnaja miascina! Kožny moža ŭ hetym pierakanacca, kali pahladzić na hety sad. Niachaj spytajecca ŭ mianie, ja skažu jamu adras, pakažu darohu — asabniak ceły jašče dasiul.
U Marharyty Mikałajeŭny chapała hrošaj. Marharyta Mikałajeŭna mahła kupić usio, što joj padabałasia. Siarod znajomych jaje muža traplalisia cikavyja ludzi. Marharyta Mikałajeŭna nikoli nie zapalvała prymus. Marharyta Mikałajeŭna nikoli nie viedała, jak heta žyć u kamunalnaj kvatery. Adnym słovam… jana była ščaslivaja? Ni chviliny! Z taho času, jak jana dzieviatnaccacihadovaj vyjšła zamuž i trapiła ŭ asabniak, jana nie zviedała ščascia. Boža litascivy! Čaho jašče nie chapała hetaj žančynie?! Što patrebna było joj, u vačach u jakoje zaŭsiody hareŭ niejki niezrazumieły ahieńčyk, što patrebna było joj, hetaj viadźmarcy, jakaja ŭpryhožyła ŭ tuju viasnu siabie mimozaju? Nie viedaju. Mnie nieviadoma. Mabyć, jana havaryła ščyra, joj patrebien byŭ jon, majstar, a nie hety asabniak, nie asobny sad i nie hrošy. Jana kachała jaho, jana havaryła praŭdu. Navat u mianie, česnaha raskazčyka, ale čałavieka staronniaha, serca baleła z-za taho, što pieražyła Marharyta, kali pryjšła na nastupny dzień u žytło majstra, na ščascie, nie paspieŭšy pahavaryć z mužam, jaki ŭporu nie viarnuŭsia dadomu, i daviedałasia, što majstra ŭžo niama.
Jana zrabiła ŭsio, kab daviedacca choć što-niebudź pra jaho, i, viadoma, ničahusieńki nie daviedałasia. Tady jana viarnułasia ŭ asabniak i pačała žyć na raniejšym miescy.
— Ale, ale, ale, heta sama vialikaja pamyłka! — havaryła Marharyta zimoju pierad piečkaju, hledziačy na ahoń. — Čamu ja tady nočču pajšła ad jaho? Navošta? Heta varjactva! Ja nazaŭtra viarnułasia, česna, jak i abiacała, ale było ŭžo pozna. Tak, ja viarnułasia, jak i niaščasny Levij Maciej, zališnie pozna!
Słovy hetyja, viadoma, byli biazhłuzdyja, tamu što na samaj spravie: što zmianiłasia b, kali b jana ŭ tuju noč zastałasia ŭ majstra? Chiba jana vyratavała b jaho? Smiešna! — uskliknuli b my, ale my hetaha nie zrobim z-za žančyny, jakaja daviedziena da adčaju.