Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Vaterland [Fatherland - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Vaterland [Fatherland - pl]

Электронная книга - «Vaterland [Fatherland - pl]». Краткое содержание книги:

Jest rok 1964. Nazistowskie Niemcy triumfują w Europie oraz Azji i przygotowują się do obchodów 75 urodzin Hitlera. Prezydent USA J.F.Kennedy ma przybyć z oficjalną wizytą do Rzeszy, aby przywrócić stosunki dyplomatyczne miedzy krajami. Wtedy uwagę władz przykuwa seria tajemniczych morderstw. Wszystkie ofiary łączy udział w planie eksterminacji Żydów i Słowian. Śledztwo rozpoczynają agencji niemieckiego wywiadu, szpiedzy i amerykańska dziennikarka. Rozwiązanie okaże się bardziej zaskakujące, niż ktokolwiek przypuszcza.
1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 ... 86
Перейти на страницу:
* * *

— Panie i panowie, wkrótce będziemy lądować na lotnisku Hermanna Göringa w Berlinie. Proszę ustawić fotele w najwyższej pozycji i złożyć stoliki.

Ostrożnie, żeby nie obudzić Charlie, March wysunął ramię spod jej głowy, zebrał swoje karteluszki i lekko się kołysząc ruszył w stronę ogona. Chłopak w mundurze Hitlerjugend wyszedł z ubikacji i przytrzymał mu grzecznie drzwi. March podziękował skinieniem głowy, wszedł do środka i zamknął drzwi na zasuwkę. Zapaliło się przyćmione światło.

W małej kabinie unosił się zapach taniego mydła, kału i wymienianego bez przerwy tego samego powietrza. March uniósł deskę klozetową i wrzucił do środka karteczki. Samolot podskoczył i zadrżał. Zapaliło się ostrzegawcze światełko. UWAGA! PROSZĘ WRÓCIĆ NA SWOJE MIEJSCE. Turbulencja sprawiła, że żołądek podszedł mu do gardła. Czy tak właśnie czuł się Luther, kiedy samolot schodził do lądowania w Berlinie? Metal był lepki w dotyku. Pociągnął za spuszczającą wodę dźwignię i notatki zniknęły w błękitnym wirze.

Lufthansa nie zaopatrywała toalet w ręczniki, ale w wilgotne małe chusteczki nasycone jakimś niezdrowym płynem. March wytarł jedną z nich twarz. Przez śliską bibułę czuł gorącą skórę. Kolejna wibracja, jak w U-Boocie, obok którego wybuchała głębinowa bomba. Schodzili szybko w dół. Przycisnął rozpalone czoło do chłodnego lustra. Zanurzaj się, zanurzaj…

Charlie obudziła się i z trudem rozczesywała swoje gęste włosy.

— Myślałam już, że wyskoczyłeś.

— Przez chwilę o tym myślałem. — Usiadł i zapiął pasy. — Ale ty możesz stać się moim ocaleniem.

— Jesteś bardzo miły.

— Powiedziałem: możesz. — Wziął ją za rękę. — Posłuchaj. Czy Stuckart na pewno powiedział ci, że przyszedł zanotować numer telefonu w czwartek?

Przez chwilę się zastanawiała.

— Tak, jestem tego pewna. Pamiętani, że pomyślałam sobie wtedy: ten facet traktuje sprawę serio, odrobił pracę domową.

— Uważam dokładnie to samo. Pytanie brzmi, czy Stuckart działał na własną rękę, próbując przygotować dla siebie trasę ucieczki, czy też dzwonił w wyniku porozumienia z innymi?

— Czy to istotne?

— Bardzo. Pomyśl tylko. Skoro uzgodnił to z innymi w piątek, to Luther może wiedzieć, kim jesteś i jak się z tobą skontaktować. Cofnęła zaskoczona rękę.

— Przecież to szaleństwo. On nigdy by mi nie zaufał.

— Masz rację, to szaleństwo. — Weszli w pierwszą warstwę chmur, potem w drugą. March widział przezierającą przez nie niczym czubek hełmu kopułę Wielkiego Pałacu. — Zakładając, że Luther wciąż jeszcze żyje, jakie są jego opcje? Lotnisko jest obserwowane. Podobnie jak nabrzeża, dworce kolejowe, granica lądowa. Nie może zwrócić się o pomoc do ambasady amerykańskiej. Nie po tym, jak ogłoszono wiadomość o wizycie Kennedy’ego. Nie może wrócić do domu. Co mu pozostaje?

— Nie wierzę. Mógł zadzwonić do mnie we wtorek albo w środę. Albo w czwartek rano. Na co czekał?

W jej głosie wyczuł powątpiewanie. Nie chcesz w to uwierzyć, pomyślał. Uważasz, że byłaś taka sprytna, szukając danych do swego artykułu w Zurychu, ale przez cały ten czas twój artykuł czekał na ciebie tutaj, w Berlinie.

Odwróciła się od niego, wlepiając wzrok w okno.

Xavier poczuł, jak ogarnia go nagłe zniechęcenie. Tak mało ją mimo wszystko znał.

— Nie dzwonił do ciebie — powiedział — bo chciał znaleźć jakieś lepsze, bezpieczniejsze wyjście. Kto wie? Może już je znalazł. Nie odpowiedziała.

Wylądowali w Berlinie w lekkiej mżawce tuż przed drugą. Przy końcu pasa startowego, kiedy Junkers zawrócił, deszcz zaciął nagle w szybę, zostawiając na niej cienkie smużki. Nad budynkiem lotniska smętnie zwisał mokry sztandar ze swastyką.

Do kontroli paszportowej prowadziły dwie kolejki: jedna dla Niemców i obywateli Wspólnoty Europejskiej, druga dla reszty świata.

— Tu się rozstaniemy — powiedział March. Z pewnymi trudnościami przekonał ją wcześniej, żeby pozwoliła mu nieść jej walizkę. Teraz oddał ją z powrotem. — Co masz zamiar robić?

— Wrócę chyba do domu i zaczekam na telefon. A ty?

— Pomyślałem, że zafunduję sobie małą lekcję historii. — Spojrzała na niego, nie bardzo rozumiejąc. — Zadzwonię do ciebie później.

— Nie zapomnij.

Powrócił cień dawnej nieufności. Widział ją w jej oczach, czuł, że ona odnajduje ją w jego. Chciał powiedzieć coś, co by ją uspokoiło.

— Nie przejmuj się. Umowa stoi.

Kiwnęła głową. Przez chwilę trwało niezręczne milczenie. A potem nagle wspięła się na palce i musnęła ustami jego policzek. Zniknęła, zanim zdążył zareagować.

Stojący w kolejce Niemcy wkraczali jeden po drugim na terytorium Rzeszy. March stał cierpliwie, ze splecionymi z tyłu rękoma, patrząc, jak urzędnik sprawdza jego paszport. W ciągu kilku ostatnich dni przed urodzinami Führera kontrola graniczna jeszcze bardziej się zaostrzyła, strażnicy byli jeszcze bardziej dociekliwi.

Oczy funkcjonariusza Zollgrenzschutz kryły się pod daszkiem czapki.

— Wrócił pan na trzy godziny przed terminem upłynięcia ważności wizy, Herr Sturmbannführer. — Przekreślił grubą czarną kreską wizę, nagryzmolił na niej ANULOWANE i wręczył mu paszport z powrotem. — Witamy w domu.

W zatłoczonej hali odprawy celnej Xavier na próżno szukał wzrokiem Charlie. Być może odmówili jej prawa wjazdu. Miał nadzieję, że tak się stało; byłaby wtedy bezpieczniejsza.

Funkcjonariusze Zollgrenzschutz otwierali każdą sztukę bagażu. Nigdy dotąd nie widział tak szeroko zakrojonych środków bezpieczeństwa. W hali panował chaos. Kręcący się wokół stosów garderoby i wykłócający z celnikami pasażerowie upodobniali ją do orientalnego bazaru. March spokojnie czekał na swoją kolej.

Dopiero po trzeciej dotarł do przechowalni bagażu i odebrał walizkę. W toalecie przebrał się z powrotem w mundur, a potem zwinął i zapakował cywilne ubranie. Sprawdził lugera i wsunął go do kabury. Wychodząc zerknął w lustro. Znajoma czarna sylwetka.

Witamy w domu.

3

Pogoda Führera, mówiła partia, kiedy świeciło słońce. Nie mieli żadnego określenia na deszcz.

Tego popołudnia, bez względu na to, czy będzie padało czy nie, zadekretowano początek trzydniowego święta, i z zaciekłą narodowo-socjalistyczną determinacją ludzie wyruszyli na obchody.

March siedział w jadącej przez Wedding na południe taksówce. Typowa robotnicza dzielnica, w latach dwudziestych twierdza komunistów. W ramach uroczystości o godzinę wcześniej niż zwykle zabrzmiały fabryczne syreny. Teraz ulice wypełniły się tłumem zmoczonych świętujących. Blockleiterzy należycie wywiązali się ze swych obowiązków. Prawie na co drugim budynku zatknięty był sztandar — na ogół ze swastyką, ale były także transparenty ze stosownymi hasłami, zawieszone między żelaznymi balkonami czynszowych kamienic. BERLIŃSCY ROBOTNICY POZDRAWIAJĄ FÜHRERA Z OKAZJI JEGO 75 URODZIN! NIECH ŻYJE NASZA ŚWIETLANA NARODOWOSOCJALISTYCZNA REWOLUCJA! NIECH ŻYJE NASZ PRZEWODNIK I PIERWSZY TOWARZYSZ, ADOLF HITLER! Boczne uliczki wypełniała feeria kolorów; dochodziło z nich stłumione umpa-umpa! dętych orkiestr SA. A był dopiero piątek. March zastanawiał się, co planują władze Wedding na sam Führertag.

Na rogu Wolff Strasse jakiś buntownik wymalował białą farbą nadprogramowy napis: KTO NIE BĘDZIE SIĘ DOBRZE BAWIŁ, ZOSTANIE ROZSTRZELANY. Próbowało go zetrzeć kilku podenerwowanych młodzieńców w brązowych koszulach.

1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)