Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 ... 151
Перейти на страницу:

– Naprawdę? – Dopiła swoje wino i aż się wzdrygnęła. Najintensywniejsze piżmo i rzemień kryły się na dnie kielicha.

Napełnił kubek wodą.

– Wypij. Powoli, ale nie przerywając.

Piła. Woda smakowała… wodą.

– Naprawdę. Truciciel, który nie będzie się opierał na rozumie, doświadczeniu i konsekwencji, umrze szybko i młodo, zabity przez własne trucizny. Ta sztuka nie wybacza błędów. Poza tym – obserwował ją głęboko osadzonymi oczami – my i lekarze właściwie zawsze używamy tych samych składników. Różnica jest tylko w proporcjach. To, co jest lekiem w setnej części uncji, w dziesiątej staje się trucizną. Ba, czasem lek podany rankiem wzmocni cię, a przed snem zabije. Na przykład ten. – Pokazał jej buteleczkę z ciemnozielonego szkła, ozdobioną czarnym, trójdzielnym kwiatem. – To cmanea. Zagęszcza krew, powoduje, że rany zasklepiają się szybciej, a serce bije wolniej. Wzmacnia też żyły. Podaję ci ją, żebyś nie dostała krwotoku w głowie. Ale gdybym ci zaserwował kilka kropel wieczorem, twoje serce, które w czasie snu i tak bije wolniej, mogłoby stanąć, nie dając rady przepchnąć zagęszczonej krwi.

Skończyła wodę, natychmiast nalał jej kolejną porcję.

– Powoli, bez przerywania. W Konoweryn powiadają, że różnica między trucicielem a lekarzem polega na tym, iż ten pierwszy nigdy nie zabija pacjenta przypadkiem.

Wypiła.

– Po co tyle wody?

– Nie zaszkodzi ci, a jak pijesz, to nie gadasz.

Dziabnęła go wyprostowanymi palcami w przeponę, szybko, w wiele szybciej, niż byłaby w stanie to zrobić jeszcze dwa dni temu. Wyszczerzył się od ucha do ucha.

– Prędko odzyskujesz siły. To bardzo dobrze. Wy, Issarowie, jesteście żywotni jak samaje.

Samaje?

– Takie stworzenia spotykane u nas, na pograniczu lasów, trochę jak skrzyżowanie szczura z łasicą. Widziałem raz, jak jednego stratował słoń, a on po chwili podniósł się, otrzepał i poszedł sobie gdzieś we własnych sprawach. A propos słoni, właśnie przybyły cztery. Chcesz zobaczyć?

Jakby na potwierdzenie jego słów powietrze zadrżało od głębokiego, przenikliwego ryku.

Suchi odwrócił się dyskretnie, gdy się ubierała, i pomógł jej wyjść z namiotu.

Na zewnątrz była oaza. Wszędzie, pod niebem, które wyglądało na bardziej błękitne i jaśniejsze niż w jej rodzinnych stronach, rozstawiono namioty, między którymi kręcili się ludzie. W większości ubrani w bajecznie kolorowe tkaniny i uzbrojeni w szable. Kątem oka zauważyła trzech wojowników w wysokich szyszakach, z zasłonami z kolczej siatki na twarzach i narzuconymi na wierzch pancerza jaskrawożółtymi szatami. Szable mieli niemal proste, przypominające issarskie sanqui, a w rękach trzymali krótkie łuki. Natychmiast zauważyli ją z trucicielem, poczuła trzy promienie podejrzliwych spojrzeń i od razu pożałowała, że nie ma broni. Bezbronny człowiek stojący naprzeciw uzbrojonego jest tylko w połowie wolny i żywy, bo jego wolność i życie tkwią w rękach tego drugiego.

Podeszli do niej szybko, ignorując pierzchających na wszystkie strony ludzi, i najwyższy z nich wywarczał kilka słów w języku, który słyszała pierwszy raz w życiu. Suchi postąpił dwa kroki w przód, wyprostował się, na swoje całe pięć stóp i osiem cali odziane w kłujące oczy barwy, i odpowiedział cicho, dodając do słów wyraźnie lekceważące wzruszenie ramion.

Obserwując całą czwórkę, Deana stwierdziła, że musi zmienić zdanie o trucicielu. Wojownicy mieli łuki ze strzałami nałożonymi na cięciwy, szable, sztylety i kolczugi, ale gdy zrobił krok w ich stronę, cofnęli się nieco, zachowując dystans. Następne zdanie z ust dowódcy padło już cichym, przepraszającym tonem, po czym trzech zbrojnych odwróciło się w jej stronę, ukłoniło nisko i znikło między namiotami.

Truciciel odprowadzał ich wyraźnie rozbawionym spojrzeniem.

– Ptaszęta nasze. Zawiedli na całego, gdy porwano księcia, to teraz stroszą piórka i błyskają pazurkami. – Zerknął na nią, unosząc ironicznie brwi. – Zakład o skarbiec Wendii, że nie wiesz, o czym mówię.

– Wygrałeś. O czym mówisz?

– Po drodze ci wyjaśnię. Nie powinnaś stać w słońcu.

Ruszyli, ona prowadzona pod rękę, mimo że przewyższała go o dobre dwa cale. Zauważyła, że ludzie schodzą im z drogi, czasem bezwiednie, nawet nie patrząc we właściwą stronę. Zupełnie jakby otaczał ich czar odpychający wszystkich wokół. Co najdziwniejsze, to nie ona była jego centrum.

– Boją się ciebie – stwierdziła.

– Boją się? Dlaczegóż to… uważaj, dziura… dlaczegóż mieliby się bać książęcego truciciela? Kogoś, kto może zabić samym dotykiem? Kto nosi ubrania tak przesiąknięte trucizną, że ich zapach odbiera mężczyznom wigor, a na kobiety sprowadza bezpłodność? Kto jest tak uodporniony na wszelkie jady, że jeśli jakiś wąż go ukąsi, to biedny gad zdycha na miejscu? Nie… wcale się nie boją.

Na ich oczach trzech mężczyzn taszczących na ramionach wielką kłodę zawróciło i skierowało się między namioty, nadkładając drogi.

– A mimo to leczysz ich?

– Ludzka natura, moja droga, issarska przyjaciółko. Ludzka natura. Mogą za moimi plecami robić znaki odpędzające zło, unikać dotknięcia mojego cienia, ale gdy zaczyna ich łamać choroba, ukąsi jadowity pająk albo wspomniany już wąż, gdy połamią ręce lub nogi i wyją z bólu, przychodzą po pomoc. Najpierw do lekarza, a gdy on zawiedzie, do kogoś z moimi umiejętnościami. Szukaj logiki w dzikich zwierzętach, bo u ludzi jej nie znajdziesz. Nie idziemy za szybko?

Szli. Słońce paliło bezlitośnie, a jej od pewnego czasu coraz mocniej kręciło się w głowie. Wskazała na cień pod najbliższym namiotem.

– Usiądźmy.

Pomógł jej usadowić się na piasku, sam klapnął ciężko obok.

– Powinnaś się wypocić. Od kilku dni podawałem ci leki na przyspieszone gojenie i na wzmocnienie, ale niektóre z nich zostawiają paskudne osady w ciele. Dlatego kazałem ci wypić tyle wody, razem z potem pozbędziesz się większości z tych resztek. Poza tym najwyższa pora, żebyś zaczęła stawać na nogi. Ruch wzmacnia serce, reguluje trawienie, dodaje sił.

Dwóch tragarzy wyszło zza rogu najbliższego szałasu i drobiąc śmiesznie w miejscu, zawróciło. Omal nie upuścili wielkiego kosza, który nieśli. Suchi zachichotał.

– Będą opowiadać wnukom, że kiedyś spotkali książęcego truciciela i issarską zabójczynię, dwoje najniebezpieczniejszych ludzi na świecie.

– Trzeba by ustawiać jakieś ostrzeżenia w miejscach naszego postoju, inaczej ktoś zrobi sobie jeszcze jakąś krzywdę.

– Nie martw się, za parę chwil cała oaza będzie wiedziała, że tu jesteśmy. Nie wiem, jak to działa, ale wieści rozchodzą się w takich miejscach lotem strzały.

Deana oparła się o pakę leżącą pod ścianą namiotu. Naszła ją myśl, czy później ktoś spali jej zawartość, tak na wszelki wypadek, bo znalazła się w pobliżu truciciela. Odkryła, że lubi tego niskiego, pająkowatego mężczyznę, którego otaczała nieuchwytna aura wiedzy i doświadczenia. Nieważne, że ubierał się fatalnie, nawet jak na mieszkańca Południa.

Zapytała o to.

– To tradycja. – Uśmiechnął się, jakby usłyszał najpiękniejszy komplement. – Książęcy truciciel nosi na sobie kolory niebezpiecznych stworzeń, jadowitych pająków, węży, trujących płazów. To akurat – przejechał dłonią po zielonej kamizelce haftowanej w wielkie, żółte kwiaty – barwy tschaki, małej żabki, której skóra wydziela najsilniejszą truciznę znaną ludziom. Nawet najbardziej głodny wąż nie ośmieli się jej zaatakować. Wiesz, po co to wkładam?

1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 ... 151
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)