Zatoka cykuty
- Автор: Коултер Кэтрин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Zatoka cykuty». Краткое содержание книги:
– Z drogi, Aaron! Rusz się! – usłyszał krzyk Savicha.
Briggs nie mógł się poruszyć. Jakby ktoś go przygwoździł do podłogi. Savich próbował go odepchnąć, ale on się opierał; musiał się opierać, nie mógł go przepuścić. W kącie sklepu błysnął język ognia, poczuł zapach palonego plastiku i usłyszał krzyk agentki Possner. W tej części sklepu wybuchł pożar, a agentka Possner stała w ogniu. Paliły się jej brwi, włosy i kurtka. Krzyczała, usiłując rękami stłumić płomień.
Aaron Briggs odsunął Savicha na bok i ruszył biegiem do agentki Possner.
Lowell obrócił się do niej, a kiedy zobaczył płomienie, rzucił się na nią. Upadli na podłogę, przewracając wielką ramę. Lowell próbował ugasić jej włosy gołymi rękami. Aaron w biegu ściągał z siebie sweter, przy okazji zrzucając z półek ramki i albumy.
Savich biegł do drzwi, trzymając broń w pogotowiu. Aaron widział go, ale niczego nie rozumiał. Czyżby nie obchodził go fakt, że agentkę Possner pożera ogień? Usłyszał pojedynczy strzał, po którym zapanowała cisza.
Nagle języki ognia zniknęły. Possner leżała na podłodze, płacząc cicho, z koszulą Lowella na głowie. Lowell wyjął nawet telefon komórkowy, żeby wezwać karetkę i posiłki.
Briggs zauważył, że Lowell nie ma żadnych oparzeń – jego palce wcale nie były poparzone. A przedtem wydawało mu się, że palce Lowella były poparzone, że agentka Possner była poparzona…
Savich biegł, przeszukując ulice. Nie było wielu przechodniów, nie widać było turystów – na jesieni było zbyt chłodno, żeby urządzać sobie przechadzki po plaży w Bar Harbor.
Trzymał SIG Sauera w pogotowiu i odtwarzał w pamięci siatkę ulic. Gdzie Tammy mogła pójść?
Nagle zobaczył, że jej długi granatowy płaszcz znika za rogiem następnej przecznicy. Biegnąc w tamtym kierunku, omal nie przewrócił jakiegoś staruszka. Rzucił przeprosiny, ale nie zwolnił biegu. Wpadł za róg i stanął jak wmurowany. Uliczka była pusta, tylko granatowy, wełniany płaszcz leżał porzucony niedbale pod ścianą.
Co się z nią stało? Zauważył małe drewniane drzwiczki, ledwie widoczne w ścianie. Były zamknięte na klucz. Przestrzelił zamek i wszedł do środka. Nisko pochylony, z bronią gotową do strzału, przeszukiwał mroczne pomieszczenie. Wiedział, że grozi mu śmiertelne niebezpieczeństwo. Jeśli Tammy gdzieś tam była, to mogła go z łatwością zauważyć – jego sylwetka była widoczna w świetle lampy ulicznej, którą miał za plecami.
Zorientował się, że to jakiś magazyn. Przy ścianach stały beczki, półki były zapełnione kartonami i puszkami. Drewniana podłoga skrzypiała pod jego stopami. Było bardzo cicho, nawet szczury nie biegały mu pod nogami. Spieszył się, nie przypuszczał, żeby ona tu była – na pewno wyszła przez drugie drzwi na końcu magazynu. Wyczekiwanie w ukryciu nie leżało w charakterze Tammy.
Otworzył drzwi; oślepił go blask słońca, Zobaczył jasną salkę restauracyjną, pełną ludzi, którzy jedli lunch. Szybko ogarnął ją wzrokiem. Za wysoką ladą była kuchnia z wielkimi wentylatorami, toalety po lewej stronie i pojedyncze drzwi prowadzące na ulicę. Wszedł do salki, przesiąkniętej zapachem pieczeni wołowej, czosnku i świeżego chleba.
Przycichły rozmowy, a po chwili wszyscy wpatrywali się w milczeniu w stojącego w rozkroku mężczyznę, który trzymał broń w wyciągniętej ręce, przesuwając nią z wolna po całej sali, jakby chciał kogoś zabić. Jakaś kobieta zaczęła krzyczeć.
– Co tu się dzieje?
Zza kuchennej lady wyłonił się potężnie zbudowany mężczyzna. Miał na sobie biały fartuch poplamiony sosem ze spaghetti i trzymał w ręku wielki, zakrzywiony nóż.
– Czy to napad?
Savich opuścił broń. Nie mógł jeszcze uwierzyć, że za tym ponurym magazynem mogła być restauracja, a w niej było pełno śmiertelnie teraz wystraszonych ludzi. Schował SIG Sauera do kabury. Wyjął odznakę FBI, podszedł do mężczyzny z nożem i zatrzymał się niecały metr przed nim.
– Przykro mi, że wszystkich wystraszyłem – powiedział donośnym głosem. – Szukam kobiety, która ma dwadzieścia kilka lat, nie jest zbyt wysoka, ma czarne włosy i jest bardzo blada. Ma tylko jedną rękę. Czy tu nie wchodziła? Przez drzwi magazynu, tak samo jak ja przed chwilą?
Nie było odzewu. Savich zajrzał do toalet i doszedł do wniosku, że Tammy już dawno zdążyła uciec. Przeprosił właściciela restauracji i wyszedł na ulicę.
Stanął na chodniku i nagle usłyszał śmiech – głęboki, zjadliwy śmiech, od którego dostał gęsiej skórki. Oczywiście, w pobliżu nikogo nie było. Był już tak zdezorientowany i oszołomiony, że jej głos dźwięczał mu w głowie.
Poszedł wolnym krokiem w stronę Hamlet's Pies. Gdy dotarł do sklepu, stanął na chodniku, nie wierząc własnym oczom. Kiedy stamtąd wybiegał, w sklepie właśnie wybuchł pożar. Teraz nie było tam wozów strażackich ani policyjnych samochodów. Sklep wyglądał normalnie.
Wszedł do środka. Zobaczył trzech agentów, którzy cicho ze sobą rozmawiali.
Agentka Possner nie była poparzona. Wewnątrz nie było żadnych śladów po pożarze. Agenci Briggs, Lowell i Possner wpatrywali się w niego w milczeniu.
Savich wyszedł. Usiadł na drewnianej ławce naprzeciwko sklepu i ukrył twarz w dłoniach.
Po raz pierwszy przyszło mu do głowy, że FBI powinno wyznaczyć innego agenta do tej akcji. On się nie sprawdził. Zawiódł, i to już po raz drugi.
Poczuł, że ktoś mu kładzie rękę na ramieniu. Uniósł głowę i zobaczył Teddiego Tylera.
– Przykro mi, chłopie. Ona musi być niesamowita. Żeby się wyślizgnąć wam…
– To prawda – przyznał Savich i poczuł się troszkę lepiej. – Ona jest niesamowita. Złapiemy ją, Teddi, tylko jeszcze nie wiem jak.
Ona była gdzieś w Bar Harbor, razem z Marilyn, na pewno jeszcze tu była. Podniósł się z ławki. Musi zorganizować ogromną obławę.
Nagle przyszło mu do głowy, że nawet jeśli im nie uda się jej znaleźć, to przecież ona chce go dopaść. Ona będzie go ścigać. A jego znaleźć było o wiele łatwiej.
Goteborg, Szwecja
Był o przeraźliwie zimno. Lily nie odzyskała jeszcze całkowitej przytomności, nie wiedziała, gdzie jest i co się z nią dzieje, czuła tylko, że trzęsie się z zimna.
Nagle znalazł się przy niej Simon. Wiedziała, że to on, czuła jego zapach. Wziął ją w ramiona i mocno przytulił. Czuła jego oddech na karku i słyszała, jak przeklina. Były to bardzo dosadne przekleństwa, jakich z jego ust nigdy nie słyszała. Przylgnęła do niego; dreszcze powoli ustępowały, a jej umysł zaczynał już funkcjonować.
– Simon, gdzie jesteśmy? Dlaczego jest tak zimno? Czy oni porzucili nas koło fiordu?
Energicznym ruchem dłoni masował jej plecy, a po chwili przykrył ją własnym ciałem.
– Myślę, że jesteśmy w Szwecji. W tym pokoju jest tak zimno, że na pewno nie jesteśmy na Riwierze. Obudziłem się przed chwilą. Podali nam narkotyk. Pamiętasz?
– Tak, Nikki zmusił mnie, żebym coś połknęła. Kiedy to było?
– Parę godzin temu. Jesteśmy w pokoju, gdzie nie ma nawet ogrzewania. Drzwi są zamknięte na klucz, a na łóżku nie ma pościeli. Dopiero teraz zorientowałem się, że trzęsiesz się z zimna. Teraz lepiej?
– Tak – szepnęła. – O wiele lepiej.
Milczał przez chwilę, wsłuchując się w jej oddech. Czuł, że robi jej się cieplej, że się powoli rozluźnia.
– Lily – odezwał się nagłe. – Wiem, że to nie pora na taką rozmowę, ale muszę ci coś powiedzieć. Jak widać, wybierasz sobie coraz gorszych mężów. Przed podjęciem takiej decyzji po raz trzeci powinnaś zasięgnąć czyjejś rady, jak dokonać właściwego wyboru.
– Możliwe. – Lily uniosła głowę. – Ale nadal jestem żoną Tennysona.