Zatoka cykuty
- Автор: Коултер Кэтрин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Zatoka cykuty». Краткое содержание книги:
– To już długo nie potrwa. Wkrótce zamkniesz ten fatalny rozdział w historii swoich małżeństw i będziesz mogła rozejrzeć się za odpowiednim doradcą matrymonialnym.
– Tennyson to najgorszy rozdział w historii moich małżeństw, wcale nie takiej znowu długiej. Ożenił się ze mną tylko po to, żeby mieć dostęp do moich obrazów. Dawał mi leki, które wywołują depresję. To pewnie on chciał mnie zabić, przecinając linki hamulcowe w explorerze. Jack Crane i Tennyson Frasier, dwa fatalne wybory.
– Rozwiedziesz się z Tennysonem, tak samo jak rozwiodłaś się z Jackiem Crane'em. Potem zastanowimy się wspólnie, jakie powinnaś zastosować kryteria przy wyborze nowego męża.
– Chcesz być moim doradcą matrymonialnym?
– Czemu nie?
– Nie wiem, czy masz w tej dziedzinie jakieś doświadczenie.
– Porozmawiamy o tym później. Opowiedz mi o swoim pierwszym mężu.
– No dobrze. Nazywał się Jack Crane. Pod pewnymi względami był nawet gorszy od Tennysona. Zaciął mnie poszturchiwać, kiedy byłam w ciąży z Beth, i wreszcie mnie uderzył. Po raz pierwszy i ostatni. Zadzwoniłam zaraz do Dillona. Natychmiast przyjechał i zbił Jacka do nieprzytomności. Obluzował jego trzy nieskazitelnie białe zęby, podbił mu oczy i zwichnął szczękę. Nauczył mnie wtedy, jak mam się bronić, żebym sama mogła dać mu radę, gdyby jeszcze kiedyś pokazał mi się na oczy.
– Czy po rozwodzie zjawił się kiedyś, żebyś mogła mu przywalić?
– Nie, cholera, nigdy. Nie sądzę, żeby bał się mnie. Bał się, że Dillon zmobilizuje wszystkich agentów z Chicago i już będzie po nim. Wiesz co, Simon, nie wydaje mi się, żeby doradca matrymonialny mógł mi w czymkolwiek pomóc. Bardzo długo zastanawiałam się nad Tennysonem, pamiętając, że Jack rzucał się do bicia.
– Niezbyt dokładnie się nad tym zastanawiałaś. Lily, ty masz problem ze stosowaniem odpowiednich kryteriów i dlatego potrzebny ci jest doradca matrymonialny.
– Nie, to nie o to chodzi. Po prostu nie potrafię wybrać sobie faceta. Twoje konsultacje mi w tym nie pomogą. Postanowiłam, że już nigdy nie wyjdę za mąż, więc nie muszę się z nikim konsultować.
– Jest mnóstwo mężczyzn zupełnie niepodobnych do twojego pierwszego i drugiego męża. Popatrz na Savicha. Czy Sherlock może na niego narzekać?
– Dillon jest wyjątkiem. – Lily wzruszyła ramionami. – Jest wspaniały, po prostu taki się urodził. Sherlock jest najszczęśliwszą kobietą na świecie i dobrze o tym wie. Sama mi to powiedziała.
Zamilkła, była prawie całkowicie odprężana i nie było jej już zimno. Simon nie wiedział, dlaczego rozpoczął tę dziwną rozmowę.
– Zaczynam podejrzewać – odezwała się nagle – że każdy mężczyzna, który się ze mną żeni, przemienia się w demonicznego pana Hyde'a, i że ten proces postępuje bardzo szybko. Pewnie mi powiesz, że to ja stosuję niewłaściwe kryteria.
– Chcesz powiedzieć, że wszyscy faceci zamienią się w pana Hyde'a?
– To bardzo możliwe, z wyjątkiem Dillona. Zrozum mnie, Simon, wierzyłam, że Jack i Tennyson naprawdę mnie kochają. Ja też ich kochałam. Obaj zachwycali się moim talentem i twierdzili, że są niesłychanie ze mnie dumni. Po ślubie byłam szczęśliwa z każdym z nich może przez miesiąc, a może dwa. Jack dał mi Beth, więc nigdy nie będę żałować, że za niego wyszłam.
Głos się jej załamał. Imię córki obudziło wszystkie potworne wspomnienia. Musi zerwać z przeszłością, pamiętając tylko swoją śliczną Beth. Tyle się wydarzyło, a teraz biedny Simon był w to wszystko wplątany. I ta rozmowa… Czyżby się w niej nagle zakochał?
– Simon, nie chcesz mi chyba udzielać teraz porad matrymonialnych? Grozi nam śmierć, nawet nie próbuj temu zaprzeczać. Sam o tym wiesz. Chciałeś odwrócić moją uwagę od zagrożenia, ale rozmowa o Jacku i Tennysonie niezbyt mi pomogła.
– Rozumiem.
– Nie mów do mnie tym uspokajającym tonem, kiedy sam jeszcze nie doszedłeś do siebie. Zapomnij o doradztwie matrymonialnym. To nie dla mnie. I zejdź ze mnie, bo już jest mi ciepło.
Simon zsunął się z niej, chociaż zrobił to niezbyt chętnie, i podparł głowę na łokciu.
– Ten goły materac wygląda jak nowy. Jesteśmy w ładnym pokoju, Lily, naprawdę ładnym.
– To dom Olafa, gdzieś w Szwecji.
– Pewnie tak.
– Dlaczego…
Słowa zamarły jej na wargach.
W otwartych drzwiach ukazał się Alpo, za nim stał Nikki.
– Obudziliście się już?
– Tak. – Simon usiadł na skraju łóżka. – Nie lubicie ogrzewania? Olaf zaczął oszczędzać?
– Zamknij się, mięczaku.
– Nie mamy takich warstw tłuszczu jak wy – wtrąciła Lily. – Może na tym polega cała różnica.
Nikki odepchnął Alpa na bok i podszedł do Simona.
– Wstawaj – powiedział i zwrócił się do Lily: – Ty też. Kobieta nie ma prawa tak się odzywać. Nie jestem tłusty, tylko dobrze zbudowany. Pan Jorgenson na was czeka.
– Aha, spotkamy teraz Wielkiego Mikado – mruknęła Lily. Wprost z operetki Sullivana, dodała w duchu.
– Co to znaczy? – spytał Nikki. Odsunął się od łóżka, żeby mogli wstać.
– To facet, który wszystkim rządzi – wytłumaczył mu Simon.
– Tak – stwierdził Nikki po chwili namysłu. – Idziemy teraz do Wielkiego Mikado. Spodobasz mu się – dodał, patrząc na Lily. – Może nawet zechce cię namalować, zanim cię zabije.
Zabrzmiało to niezbyt pocieszająco.
25
Bar Harbor, Maine
Zbliżał się koniec dnia i nadal nie było śladu po Tammy Tuttle i Marilyn Warluski. Było tylko mnóstwo telefonów na temat miejsca ich pobytu. Każda wiadomość musiała być sprawdzona, ale to niczego nie dało. Była to największa obława w historii stanu Maine, w którą zaangażowano dwustu ludzi. Savich przez cały czas myślał o Lily – gdzie jest i czy żyje. Najgorsze, że nic nie mógł w tej sprawie zrobić.
Był już u krańca wytrzymałości nerwowej, kiedy zadzwonił Jimmy Maitland.
– Wracaj do domu, Savich – powiedział. – Jesteś potrzebny w Waszyngtonie. Prędzej czy później będziemy mieli jakąś wiadomość o Tammy. Tam już nie masz nic do roboty.
– Zdaje pan sobie sprawę, sir, że ona znowu popełni morderstwo i dopiero wtedy dostaniemy tę wiadomość? Prawdopodobnie zabiła już Marilyn.
– Masz rację – przyznał Jimmy Maitland po chwili milczenia. – Wiem jednak, że teraz nic nie możemy zrobić. Wracaj do domu, Savich.
– Czy to rozkaz, sir?
– Tak.
Nie powiedział, że dzwoni z domu Savicha, siedząc w jego ulubionym fotelu z Seanem na kolanach, że stoi przy nim Sherlock, trzymając w jednej ręce szklaneczkę whisky, a w drugiej krakersa. Jimmy miał nadzieję, że krakers nie jest przeznaczony dla niego. Potrzebował whisky.
– Dobrze. Wrócę za kilka godzin – obiecał Savich. Gdyby Sean zaczął gaworzyć, kiedy jego ojciec był przy telefonie, Jimmy musiałby przyznać, skąd dzwoni, ale chłopiec siedział spokojnie, gryząc paluszki i uśmiechając się do niego. Jimmy odłożył telefon, podał Seana Sherlock i wziął od niej szklaneczkę.
– Zrobił się straszliwy zamęt, ale przynajmniej Savich będzie dziś wieczorem w domu. On jest bardzo przygnębiony.
– Wiem, wiem. Wymyślimy coś. – Sherlock dała krakersa Seanowi.
– Savich czuje się – powiedział Jimmy – jakby to on zawiódł i śmierć tych wszystkich ludzi, łącznie z Virginią Cosgrove, była jego winą.
– Nic się na to nie poradzi. On już taki jest. Jimmy patrzył, jak Sean zajada krakersa.
– On mi przypomina mojego Landry'ego – powiedział. – Był strasznym rozrabiaką, nieźle przez niego osiwiałem. Jeśli Sean ci zanadto dokuczy, zadzwoń do mnie.
Jednym haustem wypił whisky i zatrzymał wzrok na wiszącym nad kominkiem obrazie Sarah Elliott.