Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Angielski pacjent [The English Patient - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Angielski pacjent [The English Patient - pl]

Электронная книга - «Angielski pacjent [The English Patient - pl]». Краткое содержание книги:

Utkana z niedomówień i nastrojów poetycka opowieść, która zaczyna się pod koniec drugiej wojny światowej, w zrujnowanym pałacu na południu Włoch. Kanadyjska pielęgniarka, Hana, opiekuje się bezimiennym pacjentem, którego płonący samolot rozbił się na Saharze. Ciężko poparzonego uratowali Beduini i przetransportowali do szpitala. Hana otacza go troskliwą opieką, czyta mu książkę, która może być kluczem do poznania jego przeszłości. Pamięć niezwykłego pacjenta stopniowo powraca i odkrywa jego mroczną tajemnicę. Hana towarzyszy mu w ostatnich dniach próbując zapomnieć o swoich bolesnych przeżyciach. Angielski pacjent jest historią miłości uwikłanej w okrucieństwa wojny, uczucia niespełnionego, z góry skazanego na przegraną.
1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 63
Перейти на страницу:

W Grocie Pływaków, po tym, jak jej mąż rozbił samolot, odciął i zdjął spadochron, który miała na sobie. Ułożył ją na ziemi, krzywiącą się z bólu wywołanego stłuczeniami. Palcami delikatnie przeczesywał jej włosy szukając skaleczeń, potem obejrzał jej bark i stopy.

Nie chciał teraz, w tej grocie, utracić jej piękna, jej wdzięku, jej kończyn. Pojmował, że już zamknął w zwartej pięści całą jej naturę.

Była kobietą, która zmieniała twarz robiąc makijaż. Wybierając się na przyjęcie lub kładąc do łóżka malowała usta krwawą szminką; na powiekach kładła plamy cynobru.

Spojrzał na jedno z malowideł skalnych i skradł mu kolory. Ochrą pokrył jej twarz, oczy otoczył niebieskimi obwódkami. Przeszedł przez jaskinię z palcami ubrudzonymi czerwienią i przeczesał nimi jej włosy. Potem całą jej skórę, wraz z kolanem, które pierwszego dnia wyłoniło się z samolotu, pokrył szafranem. Wzgórek łonowy. Kolorowe obręcze na nogach, aby była nietykalna dla istot ludzkich. Tę tradycję znalazł u Herodota, gdzie starzy wojownicy czcili swe ukochane umieszczając i utrzymując je tam, gdzie świat stawał się wieczysty — w barwnych fluidach, w pieśni, na malowidle skalnym.

W jaskini zrobiło się zimno. Otulił ją spadochronem. Rozpalił małe ognisko, opalił nad nim gałęzie akacji i wymachując nimi rozprowadził dym po całej grocie. Stwierdził, że nie potrafi zwracać się do niej wprost, mówił więc oficjalnie, bez osobistych tonów, głos załamywał się w szczelinach ścian skalnych. Wyruszam teraz po pomoc, Katharine. Słyszysz? Jest tu niedaleko inny samolot, ale nie ma w nim benzyny. Może napotkam jakaś karawanę lub jeepa, wtedy bym wrócił szybciej. Nie wiem. Wyjął egzemplarz Herodota i położył przy niej. Był wrzesień 1939 roku. Wyszedł z groty, poza krąg światła, wkroczył w ciemność i wyłonił się z niej na pustynię, zalaną księżycową poświatą.

Zsunął się z wyniosłości na podstawę płaskowyżu i stanął wyprostowany.

Nigdzie żadnej ciężarówki. Żadnego samolotu. Ani kompasu. Tylko księżyc i cień rzucany przez niego samego. Odnalazł stary kamienny drogowskaz wskazujący kierunek na El Taj, na północny zachód. Zapamiętał kąt, pod jakim padał jego cień, i ruszył przed siebie. W odległości stu kilkudziesięciu kilometrów znajdował się suk z uliczką zegarów. Woda w skórzanym bukłaku, który napełnił z ain, obciążała mu ramię i przelewała się w rytm kroków.

Były dwie pory, kiedy nie mógł się posuwać naprzód.

W południe, gdy cień krył się pod nim całkowicie, i o zmroku, między zachodem słońca a pojawieniem się gwiazd. Wtedy wszystko w pustynnym kręgu było takie samo. Gdyby szedł, mógłby zejść z kursu nawet o dziewięćdziesiąt stopni. Oczekiwał wyłonienia się żywej mapy gwiezdnej, po czym ruszał przed siebie, co godzina odczytując tę mapę. Dawniej, kiedy mieli przewodników po pustyni, zawieszali lampę na długim kiju i pozostała część wyprawy mogła podążać za światłem niesionym przez człowieka odczytującego kierunek z gwiazd.

Człowiek porusza się równie szybko jak wielbłąd. Siedem kilometrów na godzinę. Jeśli ma szczęście, może wyznaczyć szlak skorupkami ostryg. Jeśli go nie ma, burza piaskowa zatrze wszelkie ślady po nim. Przez trzy dni wędrował bez żadnego pożywienia. Odpędzał od siebie myśli o niej. Jeśliby dotarł do El Taj, zjadłby abra, które plemiona Goran wyrabiają z kolokwinty, gotując ziarenka, by zatraciły gorycz, a potem ugniatając je z daktylami i szarańczą. Przeszedłby się uliczką zegarów i alabastru. Madox wypowiedział formułę: „Oby Bóg miał pieczę nad twym kompanem”. Żegnaj. Gest ręką. Chciałby się przekonać, czy istnieje Bóg na pustyni. Poza pustynią jest tylko handel i władza, pieniądze i wojna. Despoci finansowi i militarni trzęsą światem.

Znajdował się w strefie przejściowej, przechodził z rejonu piasku w rejon skał. Odpychał od siebie wszelką myśl o niej. Potem pojawiły się wzgórza, jak średniowieczne zamki. Maszerował dalej, aż skrył własny cień w ich cieniu. Krzewy mimozy. Kolokwinty. Pośród skał wykrzyknął głośno jej imię. Albowiem echo jest jak dusza głosu, co się rozbudza w miejscach opustoszałych.

Tam właśnie leżało El Taj. Przez większą część wędrówki wyobrażał sobie uliczkę luster. Kiedy dotarł do obrzeży osiedla, angielskie jeepy wojskowe otoczyły go i uwiozły, nikt nie słuchał opowieści o rannej kobiecie w Uweinacie, o sto kilkadziesiąt kilometrów stąd, nikt nie słuchał w ogóle niczego, co mówił.

— Więc twierdzisz, że Anglicy ci nie wierzyli?

— Nikt mnie nie słuchał.

— Dlaczego?

— Nie podałem im prawdziwego nazwiska.

— Własnego?

— Nie, własne im podałem.

— Więc czyjego?

— J e j. Jej nazwiska. Nazwiska jej męża.

— A co powiedziałeś? Nie odpowiada.

— Obudź się. Co im powiedziałeś?

— Powiedziałem im, że to jest moja żona. Powiedziałem, że ma na imię Katharine. Że jej pierwszy mąż zginął. I że ona leży ciężko ranna, w jaskini Gilf Kebir, w Uweinacie, na północ od źródła Ain Dua. Że potrzebuje wody. I pożywienia. Że ich zaprowadzę w tamto miejsce. Mówiłem, że jedyną rzeczą, której mi potrzeba, jest jeep. Jeden z ich zasranych jeepów… Może wyglądałem po tej wędrówce na jakiegoś pustynnego proroka, ale nie sądzę. Wojna już się zaczęła. Wyłapywali na pustyni. szpiegów. Każdy człowiek o obcym nazwisku, który się pojawił w tych małych oazowych miasteczkach, stawał się podejrzany. Ona znajdowała się o sto pięćdziesiąt kilometrów stąd i nie chcieli o niej słyszeć. Jakiś tam zabłąkany angielski wyrzutek w El Taj. Musiałem więc stać się desperacko odważnym skandynawskim wojem. Używali takich wyplecionych z wikliny klatek więziennych wielkości wychodka. Wsadzili mnie do jednej i wywieźli na ciężarówce. Szamotałem się w niej, aż wypadłem wraz z nią na jezdnię. Wykrzykiwałem imię Katharine. I nazwę Gilf Kebir. Podczas gdy jedyne imię, jakie mogło stać się moim atutem, było imieniem i nazwiskiem Cliftona.

Znów mnie wrzucili na ciężarówkę. Byłem dla nich kolejnym podrzędnym szpiegiem. Jeszcze jednym kosmopolitycznym bękartem.

Caravaggio chce wstać i wyjść z pałacu, wydostać się z tego kraju, 7 wojennych spustoszeń. Jest tylko złodziejem. Pragnie znaleźć się w jakimś barze, gdzie wszyscy się znają, z saperem i Haną w zasięgu wyciągniętej ręki albo jeszcze lepiej — z ludźmi w jego wieku, w barze, gdzie mógłby zatańczyć i porozmawiać z kobietą, złożyć głowę na jej ramieniu, pochylić głowę nad jej brwią albo zrobić coś w tym stylu, ale wie, że najpierw musi wydostać się z tej pustyni, z jej morfinowej architektury. Musi uciec z tej niewidocznej drogi do El Taj. Ten człowiek, którego uważa za Almasy'ego, wykorzystał jego morfinę, aby wrócić do własnego świata, do własnego smutku. I nie ma już żadnego znaczenia, po której stronie opowiedział się w czasie wojny.

A jednak Caravaggio pochyla się nad nim.

— Chciałbym się czegoś dowiedzieć.

— Czego?

— Chciałbym się dowiedzieć, czy to ty zamordowałeś Katharine Clifton. Czy też, skoro zabiłeś Cliftona, tym samym uśmierciłeś i ją.

— Nie, nawet mi to przez myśl nie przeszło.

— Powód do pytania mam taki, że Clifton pracował dla wywiadu brytyjskiego. Obawiam się, że nie był zwykłym naiwnym Anglikiem. Twoim kompanem. Anglicy byli przeświadczeni, że miał oko na waszą dziwną grupę włóczącą się po pustyni egipsko-libijskiej. Wiedzieli, że pewnego dnia ta pustynia stanie się teatrem działań wojennych. Był fotografem lotniczym. Jego śmierć ich zaniepokoiła, nadal ich niepokoi. Stale podnoszą tę kwestię. A wywiad wiedział o twojej aferze z jego żoną, od samego początku. Nawet kiedy Clifton o niej nie wiedział. Oni przypuszczali, że jego śmierć mogła być spowodowana świadomie, jako próba zapobieżenia wytyczeniu szlaku przez pustynię. Oczekiwali cię w Kairze, ale ty oczywiście wróciłeś na pustynię. Później, kiedy mnie wysłano do Włoch, straciłem z oczu dalszą część twej historii. Nie wiedziałem, co się z tobą stało.

1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 63
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)