Angielski pacjent [The English Patient - pl]
- Автор: Ондатже Майкл
- Год: 1994
- Язык: польский
- Год: Muza
- ISBN: 83-7079-253-7
- Переводчик: Waclaw Sadkowski
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Angielski pacjent [The English Patient - pl]». Краткое содержание книги:
— Geoffrey przygotowuje przyjęcie na waszą cześć. Pisze pieśń pochwalną i chce, żebym ja odczytała wiersz, ale wolałabym zrobić coś innego.
— Proszę, weź tę książkę i przejrzyj ją sobie — wyjąłem Herodota z plecaka i wręczyłem jej.
Po posiłku i herbacie ziołowej Cłifton wyciągnął butelkę koniaku, którą ukrywał przed wszystkimi. Mieliśmy ją opróżnić tego wieczora. Madox składał relację z wyprawy, a Cłifton śpiewał zabawną piosenkę. A potem ona odczytała fragment z Dziejów dotyczący Kandaulesa i jego królowej. Pochodził z początkowej partii książki i miał luźny związek z miejscami i okresem, który mnie interesował. Ale to była słynna opowieść. I ją właśnie wybrała jako temat do rozmowy.
Otóż ten Kandaules był tak bardzo rozmiłowany w swej małżonce, że sądził, iż posiada najpiękniejszą ze wszystkich kobiet. A mml wśród swoich kopijników niejakiego Gigesa, syna Daskylosa, który cieszył się jego szczególną łaską. Poruczał mu ważniejsze sprawy państwowe, a urodę swej żony sławił przed nim ponad wszelką miarę.
— Czy słuchasz, Geoffreyu?
— Tak, kochanie.
…odezwał się do Gigesa w te słowa: — «Gigesie, zdaje mi się, że ty nie wierzysz w to, co ci opowiadam o wdziękach mojej żony, ponieważ uszy łudzi są bardziej niedowierzające niż ich oczy; dlatego staraj się ujrzeć ją nagą».
Wiele rzeczy można bytu powiedzieć, skoro wiadomo, że zostałem jej kochankiem, tak jak Giges został kochankiem królowej i zabójcą Kandaulesa. Często sięgałem po Herodota jako do klucza do geografii. Ale Katharine użyła go jako klucza do swego życia. Głos brzmiał rozważnie, kiedy czytała. Wzrok wbity w stronę, na której przedstawiona była ta historia, jakby się zapadła w lotny piasek przy jej odczytywaniu.
«Ja chętnie wierzę, że ona jest najpiękniejsza ze wszystkich kobiet, a ciebie proszę, abyś nie żądał ode mnie rzeczy nieprzystojnych». Ale król odpowiedział mu tak oto: «Nabierz otuchy, Gigesie, i nie lękaj się, że ja tak mówię, aby cię wystawić tylko na próbę, ani się nie bój, że ze strony mej małżonki spotka cię jakaś przykrość. Albowiem z góry tak urządzę, żeby ona zupełnie nie zauważyła, żeś ją widział».
Oto historia o tym, jak zakochałem się w kobiecie, która mi przeczytała wybraną opowieść z Herodota. Słuchałem słów, które wypowiadała, poprzez ogień, nie podnosząc oczu, nawet kiedy prowokowała męża. Być może dla niego właśnie to czytała. Być może nie było żadnej innej motywacji wyboru lego akurat fragmentu poza ich dialogiem. Była to po prostu opowieść, która zafrapowała ją podobieństwem sytuacyjnym. Ale ten trop skojarzeń nagle wwiódł ją w życie prawdziwe. Zanim jeszcze zorientowała się co do fałszywości pierwszego kroku tym tropem. Jestem tego pewien.
«Mianowicie ustawię cię w komnacie, w której sypiamy, za otwartymi drzwiami Zaraz po mnie przyjdzie moja żona, aby udać się na spoczynek. Blisko wejścia stoi krzesło; na nim przy rozbieraniu się będzie składała poszczególne części swego odzienia i tak da ci sposobność, żebyś się jej z całym spokojem przyjrzał. Kiedy potem od krzesła będzie szła ku łożu i do ciebie odwróci się tyłem, twoją już będzie rzeczą, żeby cię nie zobaczyła uchodzącego spoza drzwi».
Ale królowa spostrzega Gigesa, kiedy ten wychodzi z sypialni. Pojmuje, co przedsięwziął jej mąż; upokorzona, nie wydaje okrzyku… opanowuje się.
To dziwna historia. Zgodzisz się, Caravaggio? Próżność mężczyzny posunięta do tego stopnia, by budzić zazdrość. Czy też pragnienie uwiarygodnienia swych słów, bo przypuszcza, że się mu nie daje wiary. Był to bez wątpienia portret Cliftona, stawał się on częścią tej historii. Jest coś oburzającego, ale i bardzo ludzkiego w postępowaniu męża. Coś, co każe nam uwierzyć w tę historię.
Nazajutrz królowa wzywa Gigesa i stawia go przed wyborem:
«Teraz, Gigesie, daję ci dwie drogi do wyboru, którą z nich zechcesz pójść. Albo zabijesz Kandaulesa i posiądziesz mnie wraz z królestwem Lidyjczyków, albo sam musisz zaraz na miejscu umrzeć, abyś na przyszlość nie słuchał we wszystkim Kandaulesa i nie widywał tego, czego ci się nie godzi widzieć. Przeto albo on musi zginąć, ponieważ wpadł na taki pomyśl, albo ty, ponieważ ujrzałeś mnie nagą…»[15]
I tak oto zginął król. Zaczął się Nowy Wiek. O Gigesie pisano poematy jambicznym trójzgłoskowcem. Był pierwszym barbarzyńcą, któremu poświęcano budowle w Delfach. Panował jako król Lydii przez dwadzieścia osiem lat, ale zapamiętaliśmy go jedynie jako pionka w niepowszedniej historii miłosnej.
Skończyła czytać i uniosła głowę. Z lotnych piasków. Wyłaniała się. Władza przeszła w jej ręce. W tym momencie, za sprawą opowieści, zakochałem się.
Słowa, Caravaggio, mają władzę.
Kiedy Cliftonowie nie przebywali wraz z nami, rezydowali w Kairze. Clifton wykonywał jakąś inną pracę, Bóg wie jaką, na rzecz pewnego Anglika, jakiegoś swego wuja, zatrudnionego w jednym z biur rządowych. Wszystko to było przed wojną. A w owym czasie do miasta napływali ludzie różnych narodowości, spotykali się u Groppiego na wieczornych koncertach, tańczyli do późnej nocy. Cliftonowie byli poważaną młodą parą, a ja znajdowałem się na obrzeżach kairskiego towarzystwa. Wiedli życie wytworne, w które wkraczałem od czasu do czasu, obiady, garden parties. Przyjęcia, jakimi nigdy bym się nie interesował, a na które teraz biegałem, bo ona tam była. Jestem człowiekiem, który gna przed siebie, aż dojrzy to, czego pragnie.
Jak mam ci ją objaśnić? Za pomocą rąk? Sposobem, w jaki mogę nakreślić w powietrzu wymiar niszy lub głazu? Była członkiem ekspedycji przez blisko rok. Widywałem ją, rozmawiałem z nią. Ciągle przestawaliśmy z sobą. Później, kiedy byliśmy już świadomi wzajemnego pożądania, owe pierwsze chwile ukryliśmy w sercach. Objawiły się teraz nerwowym postukiwaniem palcami o skalę. Wydaje się, że były zmarnowane lub źle zrozumiane.
Przebywałem w tym czasie w Kairze samotnie, przez jeden miesiąc każdego kwartału. Pracowałem na Wydziale Egiptolo-gii nad własną książką, Recentes Explorations dans le Desert Liby-que, z każdym dniem zbliżając się do defnitywnego kształtu tekstu, tak jakby pustynia była obecna gdzieś na tych stronach: wąchałem badawczo zapach atramentu spływającego z wiecznego pióra. A jednocześnie zmagałem się z jej bliską obecnością, tym bardziej podniecony, że prawda mogła objawić się z jej ust, z naprężenia ścięgna pod kolanem, z białej płaszczyzny brzucha — podczas gdy pisałem swą książeczkę, siedemdziesiąt stron druku, maksymalnie się streszczając, opatrując ją mapami szlaków podróży. Nie byłem w stanie usunąć jej z tych spisywanych kart. Zamierzałem zadedykować jej tę monografię, jej głosowi, jej ciału, które wyobrażałem sobie jako bladoróżowy, długi łuk wyłaniający się z łóżka, ale książka była już zadedykowana królowi. Przypuszczałem, że ta obsesja może zostać przez nią wykpiona, zbyta grzecznym i pełnym zakłopotania skinieniem głowy.
Stawałem się w jej towarzystwie podwójnie układny. To cecha mojej natury. Jakbym się krępował uprzednio ukazanej nagości. To taki europejski zwyczaj. Było dla mnie rzeczą naturalną — po wprowadzeniu jej w moje rozumienie pustyni — przywdziewać teraz w jej obecności żelazny pancerz.
15
Przekład Seweryna Hammera.