Angielski pacjent [The English Patient - pl]
- Автор: Ондатже Майкл
- Год: 1994
- Язык: польский
- Год: Muza
- ISBN: 83-7079-253-7
- Переводчик: Waclaw Sadkowski
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Angielski pacjent [The English Patient - pl]». Краткое содержание книги:
— A teraz mnie dopadłeś.
— Przyjechałem tu ze względu na dziewczynę. Znałem jej ojca. Ostatnią osobą, której bym się spodziewał w tym opuszczonym klasztorze, byłby hrabia Ladislaus de Almasy. Daję słowo, mniej byłem tobą przejęty od większości ludzi, z którymi pracowałem.
Krąg światła padający na krzesło Caravaggia oświetlał też jego policzek, tak że rannemu Anglikowi jego twarz wydawała się twarzą z portretu. Jego włosy zazwyczaj ciemne, teraz, rozwiane w blasku dnia, miały jasną barwę, worki pod oczyma przybrały różowy odcień.
Odwrócił krzesło tak, że mógł się oprzeć o nie łokciami patrząc w oczy Almasy'emu. Słowa nie przychodziły Caravag-giowi łatwo. Poruszał szczękami, twarz mu się marszczyła, przymykał oczy, aby skupić myśli w ciemności, i wtedy dopiero wypowiadał zdania, samemu się od nich odrywając. To owa ciemność mu się objawiała, kiedy tak siedział w romboidalnym obramowaniu świetlnym przy łóżku Almasy'ego. Jeden z dwóch starszych mężczyzn w tej historii.
— Mogę z tobą rozmawiać, Caravaggio, gdyż czuję, że obaj jesteśmy śmiertelni. Dziewczyna ani chłopak jeszcze śmiertelni nie są. Na przekór wszystkiemu, co sobie myślą. Hana była bardzo przygnębiona, kiedy ją poznałem.
— Jej ojciec zginął we Francji.
— Ach tak. Nie mówiła o tym. Zachowywała wobec wszystkich dystans. Jedynym sposobem, w jaki mogłem z nią nawiązać kontakt, było poprosić ją, żeby mi poczytała… Czy wiesz, że żaden z nas nie ma dzieci?
Milknie, jakby się chciał co do tego upewnić.
— Czy masz żonę? — pyta Almasy.
Caravaggio siedzi w kręgu różowego światła, rękoma zasłonił twarz, aby odgrodzić się od wszystkiego i móc myśleć precyzyjnie, jakby owo myślenie było jeszcze jednym darem młodości, który niełatwo już staje się jego udziałem.
— Musisz ze mną rozmawiać, Caravaggio, musisz mi się odwzajemnić wyznaniami. Bo chyba nie jestem książką? Czymś do odczytywania, jakimś stworem, którego trzeba wyciągnąć z głębiny i wstrzyknąć mu morfinę, jakimś labiryntem pełnym korytarzy, zasadzek, zagubionych jestestw, kamienistych szczelin?
— Tacy złodzieje jak ja byli wykorzystywani w czasie wojny. Zyskaliśmy uznanie. Kradliśmy. Niektórzy stali się doradcami. Umieliśmy rozpoznawać zakamuflowane podstępy sprawniej niż oficjalny wywiad. Tworzyliśmy podwójne zasadzki. Całe kampanie opierano na takiej mieszance opryszków z intelektualistami. Znałem już cały Bliski Wschód, kiedy po raz pierwszy usłyszałem o tobie. Byłeś tajemnicą, białą plamą na ich mapach. Przekazującą swą wiedzę o pustyni w ręce niemieckie.
— Zbyt wiele się zdarzyło w El Taj w roku 1939, kiedy zostałem porwany, by można było sobie wyobrazić mnie jako szpiega.
— To dlatego dołączyłeś do Niemców? Milczenie.
— A nie mogłeś zawrócić do Groty Pływaków i do Uweinatu?
— Nie mogłem, dopóki się nie zgodziłem przeprowadzić Epplera przez pustynię.
— Muszę ci coś powiedzieć. To dotyczy roku 1942, w którym przeprowadzałeś szpiega do Kairu…
— Operacja Salaam.
— Tak. Kiedy zacząłeś pracować dla Rommla?
— Wspaniały człowiek… Co mi chcesz powiedzieć?
— Chciałem ci powiedzieć, że kiedy się przemykałeś przez pustynię unikając wojsk sprzymierzonych, przemycając Epplera — że to było bohaterskie. Od oazy Gialo przez całą drogę do Kairu. Tylko ty byłeś w stanie dostarczyć do Kairu człowieka Rommla z egzemplarzem Rebeki w plecaku.
— Jak się o tym dowiedziałeś?
— Chciałem ci powiedzieć, że oni wcale nie w Kairze odkryli Epplera. Wiedzieli o całej wyprawie. Szyfr niemiecki złamano o wiele wcześniej, ale nie mogliśmy pozwolić na to, żeby się Rommel w tym zorientował albo żeby odkryto nasze źródła informacji. Żeby ująć Epplera, musieliśmy więc czekać, aż dotrze do Kairu.
Śledziliśmy cię przez całą drogę. Przez całą pustynię. A ponieważ wywiad znał twoje nazwisko, wiedział, w co jesteś wciągnięty, tym bardziej był tobą zainteresowany. Potrzebowali ciebie. Podejrzewano, że zginąłeś… Jeśli mi nie wierzysz: wyruszyłeś z Gialo i przez dwadzieścia dni byłeś w drodze. Szedłeś szlakiem ukrytych studni. Nie mogłeś dojść do Uweinatu z powodu znajdujących się tam wojskowych oddziałów sprzymierzonych, z tegoż powodu ominąłeś Abu Ballas. Były dni, w których Eppler cierpiał na gorączkę pustynną i musiałeś się nim zajmować, troszczyć się o niego, choć powiedziałeś, żeś go nie lubił…
Samoloty zapewne cię „zgubiły”, ale pozostawałeś pod czujnym nadzorem. To nie ty szpiegowałeś, to my byliśmy szpiegami. Wywiad uważał, że zabiłeś Cliftona z powodu kobiety. Jego grób znaleziono w 1939, ale nie było śladu po jego żonie. Stałeś się wrogiem nie wtedy, kiedy dołączyłeś do Niemców, lecz kiedy wdałeś się w aferę z Katharine Clifton.
— Rozumiem.
— Zgubiliśmy cię z oczu, kiedy wyjechałeś z Kairu w 1942. Podejrzewano, że cię złapali na pustyni i zabili. Ale oni tylko cię stracili z oczu. Po dwóch dniach. Musiałeś być pomylony, nie postępowałeś rozumnie, bo byśmy cię ujęli. Podłożyliśmy bombę w ukrytym jeepie. Znaleźliśmy potem jego wrak, ale po tobie nie było śladu. Zniknąłeś. To musiała być twoja największa wyprawa, nie ta do Kairu. Musiałeś już zwariować.
— A ty byłeś w Kairze wtedy, kiedy oni mnie tropili?
— Nie, przeglądałem tylko raporty. Wysłano mnie do Włoch, bo oni myśleli, że może ty się tu przedostałeś.
— Tu?
— Tak.
Romboid światła przesunął się na ścianę pozostawiając Caravaggia w mroku. Włosy miał znów ciemne. Odchylił się w krześle, plecami dotknął oparcia.
— Myślę, że to nie ma znaczenia — wyszeptał Almasy.
— Chcesz morfiny?
— Nie. Porządkuję sobie sprawy. Zawsze byłem człowiekiem prywatnym. Niełatwo mi uznać, że byłem tak wszechstronnie omawiany.
— Miałeś romans z kimś, kto był związany z wywiadem. Byli tacy ludzie w wywiadzie, którzy cię znali osobiście.
— Pewnie Bagnold.
— Tak.
— Prawdziwie angielski Anglik.
— Tak. Caravaggio umilkł.
— Chcę z tobą pomówić o jeszcze jednej sprawie.
— Wiem jakiej.
— Co się stało z Katharine Clifton? Co się takiego przydarzyło tuż przed wojną, co kazało wam wszystkim zjechać się ponownie w Gilf Kebir po tym, jak Madox wyjechał do Anglii?
Oczekiwano po mnie, że wyprawię się jeszcze do Gilf Kebir, by uprzątnąć pozostałości po bazie obozowej w Uweinacie. Nasze życie tam było już sprawą zamkniętą. I sądziłem, że nic się już między nami nie zdarzy. Nie byliśmy już kochankami od prawie roku. Wojna zbliżała się skądś tam, jak ręka wsuwająca się w okno na stryszku. A zarówno ona, jak i ja odpoczywaliśmy odgrodzeni od siebie murem naszych dawnych obyczajów, pozostając w luźnym, niewinnie wyglądającym kontakcie. Nie widywaliśmy się zbyt często.
W ciągu lata 1939 miałem dotrzeć lądem do Gilf Kebir wraz z Goughem, zwinąć bazę obozową, a Gough miał wrócić ciężarówką. Po mnie miał przylecieć Clifton. Mieliśmy się rozstać, rozerwać trójkąt, który się między nami wytworzył.