Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Angielski pacjent [The English Patient - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Angielski pacjent [The English Patient - pl]

Электронная книга - «Angielski pacjent [The English Patient - pl]». Краткое содержание книги:

Utkana z niedomówień i nastrojów poetycka opowieść, która zaczyna się pod koniec drugiej wojny światowej, w zrujnowanym pałacu na południu Włoch. Kanadyjska pielęgniarka, Hana, opiekuje się bezimiennym pacjentem, którego płonący samolot rozbił się na Saharze. Ciężko poparzonego uratowali Beduini i przetransportowali do szpitala. Hana otacza go troskliwą opieką, czyta mu książkę, która może być kluczem do poznania jego przeszłości. Pamięć niezwykłego pacjenta stopniowo powraca i odkrywa jego mroczną tajemnicę. Hana towarzyszy mu w ostatnich dniach próbując zapomnieć o swoich bolesnych przeżyciach. Angielski pacjent jest historią miłości uwikłanej w okrucieństwa wojny, uczucia niespełnionego, z góry skazanego na przegraną.
1 ... 51 52 53 54 55 56 57 58 59 ... 63
Перейти на страницу:

A potem wydała z siebie potworny jęk, gwałtowny i zarazem intymny. Skurcz całego ciała, jak przy porażeniu prądem. Osunęła się tracąc oparcie w ozdobionej malowidłami ścianie. Zdawało się, że w jaskini jest coraz mniej światła. Jej szyja skręcała się w różne strony.

Znam podstępy szatana. Kiedy byłem dzieckiem, uczono mnie o kochankach diabła. Mówiono o pięknych kusiciel-kach, nawiedzających pokój młodego mężczyzny. On zaś, gdyby był mądry, powinien sprawić, by się wiły wokoło, ponieważ demony i czarownice nie mają pleców, mają tylko to, co chcą ci pokazać. Cóż uczyniłem? Jakie w nią wprowadziłem zwierzę? Przemawiałem do niej, jak myślę, ponad godzinę. Czyżbym był jej szatańskim kochankiem? Czy byłem szatańskim kompanem Madoxa? A ten kraj — czy go wyryso-wałem i przekształciłem w pole bitewne?

Jest rzeczą ważną, by umrzeć w świętym miejscu. Była to jedna z tajemnic pustyni. Dlatego Madox poszedł do kościoła w Somerset, do miejsca, które w jego odczuciu utraciło świętość, i popełnił samobójstwo, co w jego przekonaniu było aktem świętym.

Kiedy ją obróciłem, całe ciało miała pokryte białym pigmentem. Zioła i kamienie, i światło, i popiół z akacjowych gałęzi, wszystko czyniło ją nieśmiertelną. Święte kolory wniknęły w ciało. Zanikł tylko błękit oczu, stały się anonimowe, jak pusta mapa, na której niczego nie oznaczono, na której nie ma symbolu jeziora ani ciemnych smug oznaczających górę, jaka się znajduje na północ od linii Borkou-Ennedi-Ti-besti, ani jasnozielonej siatki tam, gdzie wody Nilu wpływają w otwartą pięść Aleksandrii, na skraju Afryki.

Wszystkie te nazwy plemion, pełnych wiary nomadów, którzy wędrują przez monotonię pustyni i widzą jasność, i zjawę, i kolor. Sposób, w jaki kamień albo znalezione gdzieś metalowe pudełko, albo kość staje się przedmiotem umiłowania i staje się wieczysta dzięki modlitwie. Ona teraz wstępuje w tę oto chwałę tej oto krainy i staje się jej cząstką. Umieramy wypełnieni bogactwem kochanków i plemion, smakami, których zakosztowaliśmy, ciałami, w któreśmy się worywali i z których wypływaliśmy jak rzeki mądrości, istotami, pomiędzy które wkraczaliśmy jak między drzewa, lękami, które skrywaliśmy w sobie jak w jaskini. Pragnąłbym, aby to wszystko było odznaczone na moim ciele, kiedy umrę. Wyznaję taką kartografię — odznaczania przez naturę, nie przez wpisywanie samych siebie na mapę na podobieństwo nazwisk bogatych mężczyzn i kobiet wypisanych na budynkach. Stanowimy pospólną historię, jesteśmy pospólnymi księgami. Nie jesteśmy zawłaszczani ani monogamiczni — na miarę naszych upodobań i doświadczeń. Wszystko, czego pragnąłem, to wędrować po ziemi nie wyrysowane] jeszcze na mapach.

Wyniosłem Katharine Clifton na pustynię, złożyłem jej ciało w pospólnej księdze księżycowej poświaty.

Twarz Almasy'ego osuwa się w lewo, nie patrzy na nic — może na kolana Caravaggia.

— Chcesz teraz trochę morfiny?

— Nie.

— Czy mogę ci coś podać?

— Nie, nic.

X

Sierpień

Caravaggio zszedł po ciemku ze schodów i wszedł do kuchni. Jakiś seler na stole, kilka zapiaszczonych rzep. Jedyne światło padało od ognia, który Hana niedawno rozpaliła. Była odwrócona tyłem i nie słyszała jego kroków. Rozluźnił się w czasie pobytu w pałacu, wyzbył ostrożności, toteż wydawał się wyższy, ruchy miał bardziej zamaszyste. Zachował tylko cichy sposób chodzenia. Było to łatwe do zniesienia samoograniczenie, rodzaj senności w ruchach.

Odsunął krzesło, ona się odwróciła i spostrzegła, że wszedł do kuchni.

— Cześć, Dawidzie.

Uniósł ramię. Poczuł, że zbyt długo przebywał na pustyniach.

— Jak on się czuje?

— Usnął. Zagadał się do szczętu.

— Czy jest tym kimś, o kim myślałeś?

— Jest w porządku. Niech nim sobie będzie.

— Tak też myślałam. Oboje z Łososiem jesteśmy pewni, że to Anglik. Łosoś uważa, że najlepsi ludzie są ekscentrykami, pracował z jednym takim.

— Myślę, że Łosoś też jest ekscentrykiem. A gdzie on jest, nawiasem mówiąc?

— Coś tam przygotowuje na tarasie. Nie chce, żebym tam zaglądała. To coś na moje urodziny.

Hana wyprostowała się znad rusztu, otarła rękę o rękę.

— Na urodziny opowiem ci pewną historyjkę — powiedział. Spojrzała na niego.

— Tylko nie o Patryku, dobrze?

— Będzie to trochę o Patryka, trochę o tobie.

— Nie mogę słuchać takich rzeczy.

— Ojcowie są śmiertelni. Dochowuje się im miłości w każdy możliwy sposób. Nie możesz go wyrzucić ze swego serca.

— Powiesz mi o tym, jak ci minie odurzenie morfiną.

Podeszła do niego, objęła ramionami i pocałowała w policzek. Zacieśnił wokół niej uścisk, dotyk brody odczuła na skórze jak dotyk piasku. Lubiła go takim, jakim był teraz, przedtem był zawsze zbyt drobiazgowy. Patryk mówił, że jego przedziałek we włosach wygląda jak Yonge Street o północy. Przedtem Caravaggio zachowywał się w jej obecności jak bóg. Teraz, z twarzą, która wyraźnie mu się zaokrągliła, i brzuszkiem, był przyjaźniej ludzki.

Obiad tego wieczoru przygotowywał saper. Caravaggio go nie doglądał. Co trzeci obiad był w jego przekonaniu stracony. Łosoś zbierał jarzyny i podawał je nie dogotowane, ledwie sparzone zupą. Miał to więc być kolejny jarski posiłek, zupełnie nie taki, jakiego by sobie Caravaggio życzył po wysłuchiwaniu przez cały dzień opowieści tego człowieka na piętrze. Otworzył kredens i zajrzał do środka. Było tam trochę zakrytego serwetką suszonego mięsa, z którego odkroił sobie kawałek i schował do kieszeni.

— Mogę ci już odstawić morfinę, wiesz? Jestem dobrą pielęgniarką.

— Otaczają cię szaleńcy…

— Tak, wszyscy jesteśmy szaleńcami.

Kiedy ich Łosoś zawołał, wyszli z kuchni na taras, którego dolna balustrada obwieszona była światełkami.

Wydało się Caravaggiowi, że to rząd małych elektrycznych świeczek spotykanych w zakurzonych kościółkach, i pomyślał, że saper posunął się za daleko wyciągając je z kaplicy, nawet jeśli chciał uczcić dzień urodzin Hany. Hana podeszła do światełek z rękoma przyciśniętymi do twarzy. Nie było wiatru. Jej łydki i uda poruszały się pod sukienką, jakby przepływał tam mały strumyk. Tenisówki cicho stąpały po kamiennej posadzce.

— Zbierałem łuski od pocisków wszędzie, gdzie się dało — powiedział saper.

Ciągle nie mogli zrozumieć, co to za światełka. Caravaggio podszedł do nich bliżej. Były to łuski napełnione oliwą. Przejechał wzrokiem po całym rzędzie. Musiało ich być ze czterdzieści.

— Czterdzieści pięć — uściślił Łosoś — tyle lat liczy sobie to stulecie. W kraju, z którego pochodzę, czcimy stulecie na równi z własnym wiekiem.

Hana przeszła wzdłuż rzędu lampek, z rękoma w kieszeniach; Łosoś lubił się przypatrywać, jak spacerowała w ten sposób. Tak odprężona, jakby już odłożyła utrudzone ręce na noc, jakby już nie miały być jej potrzebne.

Caravaggia zachwyciła obecność trzech butelek czerwonego wina na stole. Podszedł, przeczytał nalepki i potrząsnął głową z uznaniem. Wiedział, że saper nie wypije nawet łyka z żadnej z nich. Wszystkie trzy były już odkorkowane. Widocznie Łosoś samotnie przestudiował w bibliotece jakiś podręcznik stołowej etykiety. Potem zobaczył kukurydzę i mięso, i ziemniaki. Hana podała Łososiowi ramię i podeszła wraz z nim do stołu.

1 ... 51 52 53 54 55 56 57 58 59 ... 63
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)