Odwieczny Wróg
- Автор: Кунц Дин Рэй
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Odwieczny Wróg». Краткое содержание книги:
Bryce zauważył, że czterej żołnierze spoglądają teraz na niego w zupełnie inny sposób. Człowiek cierpiący na dziwne halucynacje jest oczywiście niezrównoważony, niebezpieczny, może nawet aż tak pozbawiony hamulców, że gotów odcinać ludziom głowy i wsadzać je do piekarników. Żołnierze, choć nie celowali w Bryce'a, podnieśli broń o kilka cali. Nagle zaczęli spoglądać na niego – oraz Jenny, Tala i Franka – z wyraźną podejrzliwością.
Zanim Bryce zdążył odpowiedzieć Copperfieldowi, zaskoczył go głośny hałas na tyłach samu, dochodzący spoza stołów masarskich. Bryce odsunął się od chłodziarek, obrócił do źródła zamieszania i położył dłoń na chwycie rewolweru.
Kątem oka zobaczył ruch od strony dwóch żołnierzy. Reagowali raczej na niego niż na hałas. Kiedy położył rękę na broni, natychmiast podnieśli pistolety maszynowe.
Rozpoznał przyczynę hałasu: łomot o drzwi. I wołanie. Oba odgłosy dochodziły z chłodni na mięso. Mieściła się z drugiej strony sortowni, nie dalej niż o piętnaście stóp, prawie dokładnie naprzeciwko miejsca, w którym stali. Grube hermetyczne drzwi głuszyły uderzenia, ale łomot był mimo to słyszalny. Głos był przygłuszony, słowa niezrozumiałe, Bryce jednak rozróżniał krzyki o pomoc.
– Ktoś jest tam uwięziony – powiedział Copperfield.
– Niemożliwe – zaprzeczył Bryce.
– Nie może być uwięziony, bo drzwi otwierają się z obu stron – dodał Frank.
Łoskot i krzyki urwały się raptownie.
Stukot.
Brzęk metalu o metal.
Dźwignia z polerowanej stali otwierająca drzwi poruszyła się w górę i w dół, w górę i w dół…
Stuknęła zapadka. Drzwi uchyliły się. Ale tylko na kilka cali. Stanęły.
Zmrożone powietrze wysnuło się z chłodni, zmieszało z ciepłym powietrzem samu. Czułki szroniastych oparów wspięły się na całą wysokość framugi.
Choć zza drzwi dobiegało światło, Bryce nie dostrzegał nic przez wąską szparę. Ale wiedział, jak wygląda wnętrze. Podczas wczorajszych poszukiwań Jake'a Johnsona zajrzał do środka. Lodowate, odpychające pomieszczenie, pozbawione okien, dwanaście na piętnaście stóp. Drugie drzwi do odbioru dostaw – zaopatrzone w dwie zasuwy – otwierały się na tylną uliczkę. Pomalowana betonowa podłoga. Hermetyczne, betonowe ściany. Świetlówki. Z trzech otworów wentylacyjnych nawiew zimnego powietrza chłodzącego połówki wołowiny, cielęciny i połcie wieprzowiny na hakach.
Bryce słyszał jedynie zwielokrotnione oddechy naukowców i żołnierzy. Choć nawet te odgłosy przycichały; niektórzy z nich chyba wstrzymali oddechy.
Nagle z chłodni dobiegł jęk. Żałosne, słabe wołanie o ratunek. Głos wibrował, zatarty, ale znajomy, odbity od zimnych betonowych ścian, niesiony prądami uciekającymi przez wąsko uchylone drzwi.
– Bryce… Tal? Kto tam? Frank? Gordy? Jest tam kto? Niech… mi… ktoś… pomoże…
To był Jake Johnson.
Bryce, Jenny, Tal i Frank trwali w zupełnym bezruchu, nasłuchiwali.
– Ktokolwiek tam jest, bardzo potrzebuje pomocy – powiedział Copperfield.
– Bryce… proszę… niech ktoś…
– Zna go pan? – zapytał Copperfield. – Woła pana, prawda, szeryfie?
Nie czekając na odpowiedź, generał rozkazał zajrzeć do środka dwóm swoim ludziom, sierżantowi Markerowi i szeregowemu Pascallemu.
– Zaczekajcie! – krzyknął Bryce. – Niech nikt tam nie wchodzi. Nie ruszamy się za te chłodziarki, póki nie dowiemy się czegoś więcej.
– Szeryfie, jestem gotów iść z panem na możliwie najściślejszą współpracę, ale nie ma pan władzy nade mną ani moimi ludźmi.
– Bryce… to ja… Jake… Pomóż, na litość boską. Złamałem cholerną nogę.
– Jake? – zapytał Copperfield. Zmrużył oczy i spojrzał zdumiony na Bryce'a. – Ten człowiek, o którym mówił pan, że został wczoraj porwany?
– Niech ktoś… pomoże… Jezu, tu jest zi… zimno… tak zimno.
– To jakby jego głos – przyznał Bryce.
– No i ma pan! – powiedział Copperfield. – Okazuje się, że to nic tajemniczego. Siedział tu cały czas. Bryce wbił wzrok w generała.
– Mówiłem panu, że przeszukaliśmy wszystko zeszłej nocy. Nawet tę cholerną chłodnię. Nie było go tam.
– No, ale teraz jest – odpowiedział generał.
– Hej, wy tam! Jest mi zimno. Nie mogę ru… ru… ruszyć… cholerną nogą!
Jenny dotknęła ramienia Bryce'a.
– Tu coś nie gra. Tu coś kompletnie nie gra.
– Szeryfie, nie możemy tak stać i pozwalać, żeby ranny człowiek cierpiał.
– Gdyby Jake naprawdę siedział tam całą noc – powiedział Frank Autry – zamarzłby na śmierć.
– No, na ogół chłodnie w sklepach – zauważył Copperfield – nie mrożą. Jest tam tylko zimno. Jeśli ten człowiek był ciepło ubrany, łatwo mógł przeżyć do tej chwili.
– Ale jak się tam dostał? – zapytał Frank. – Co tam, do diabła, robił?
– I nie było go wczoraj – niecierpliwie odezwał się Tal. 212
Jake Johnson znów zawołał o pomoc.
– Tam czyha niebezpieczeństwo – powiedział Bryce do Copper-fielda. – Czuję to. Moi ludzie to czują. Doktor Paige to czuje.
– Ja nie – stwierdził Copperfield.
– Generale, jest pan za krótko w Snowfield, aby wiedzieć, że czekają tu pana rzeczy, których nikt nie jest w stanie przewidzieć.
– Jak ćmy wielkości orłów? Bryce powstrzymał gniew.
– Jest pan tu za krótko, żeby zrozumieć, że… no… nic nie jest takie, jakim się wydaje.
Copperfield spojrzał na niego sceptycznie.
– Niech pan nie bierze mnie na mistycyzm, szeryfie.
Jake Johnson zaczął płakać. Żałosne biadolenia robiły straszne wrażenie. Wywoływały obraz rozdzieranego bólem, przerażonego starca, który w niczym nie może być groźny.
– Musimy pomóc temu człowiekowi. Już – powiedział Copperfield.
– Nie będę ryzykował życia swoich ludzi – zaoponował Bryce. – Jeszcze nie.
Copperfield jeszcze raz rozkazał sierżantowi Markerowi i szeregowemu Pascallemu zajrzeć do chłodni. Nie ulegało wątpliwości, że nie sądzi, by jakieś niebezpieczeństwo mogło zagrozić ludziom uzbrojonym w pistolety maszynowe, nakazał jednak, żeby zachowali ostrożność. Wciąż wierzył, że nieprzyjaciel jest wielkości bakterii albo cząsteczki gazu.
Dwaj żołnierze szybko pokonali przestrzeń między chłodziarkami i doszli do bramki, za którą znajdowała się sortownia mięsa.
– Jeśli Jake otworzył te drzwi, to dlaczego nie zrobił tego do końca, żebyśmy mogli go zobaczyć? – zapytał Frank.
– Prawdopodobnie wyczerpał wszystkie siły na podniesienie uchwytu – zasugerował Copperfield. – Na litość boską, z jego głosu można wnioskować, że jest całkowicie wyczerpany.
Marker i Pascalli minęli bramkę.
Ręka Bryce'a zacisnęła się na chwycie rewolweru.
– Cholera, coś tu jest kompletnie nie w porządku. Jeśli to naprawdę Jake, jeśli potrzebuje pomocy, to dlaczego czekał aż do teraz?
– Dowiemy się, jak go spytamy. Nie ma innego sposobu – powiedział generał.
– Chodzi mi o to, że z tej chłodni można wyjść od tyłu – wyjaśnił Tal. – Mógł otworzyć drzwi wcześniej i krzyknąć w tylną uliczkę. Jest tak cicho, że usłyszelibyśmy go nawet w Zajeździe Na Wzgórzu.
– Może do tej pory był nieprzytomny – odrzekł Copperfield. Harker i Pascalli szli wzdłuż stołów obok elektrycznej piły. Jake Johnson znów się odezwał.