Odwieczny Wróg
- Автор: Кунц Дин Рэй
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Odwieczny Wróg». Краткое содержание книги:
– Demencja paranoidalna – uzupełnił Copperfield. – Utrata władz umysłowych; lęk, wściekłość, utrata kontroli nad emocjami i bardzo silne przekonanie ofiary, że wszyscy spiskują przeciwko niej. Jest to połączone z przemożną skłonnością do popełniania gwałtownych czynów. W istocie, szeryfie, T-139 na cztery do sześciu godzin zmienia ludzi w bezmyślne maszyny do zabijania. Polują na siebie i na ludzi zdrowych, przebywających poza obszarem ataku gazowego. Pojmuje pan, jaki wyjątkowo demoralizujący wpływ może to wywrzeć na nieprzyjaciela.
– Wyjątkowy – powtórzył Bryce. – I doktor Paige zeszłej nocy przypuściła teoretycznie możliwość takiej zarazy. Mutacja wścieklizny, która zabija niektórych, a innych zamienia w obłąkanych morderców.
– T-139 nie jest zarazą. – szybko sprostował Houk. – To gaz psychotoksyczny i gdybym musiał wybierać, wolałbym raczej, żeby to był gaz. Kiedy raz użyje się gazu, zagrożenie mija. Zagrożenie biologiczne jest dużo trudniejsze do powstrzymania.
– Gdyby to był gaz – powiedział Copperfield – rozwiałby się już dawno, ale jego osad zostałby prawie wszędzie. Moglibyśmy go bezzwłocznie zidentyfikować.
Przysunęli się do ściany, żeby zrobić miejsce dla Nivena i jego aparatu.
– Doktorze Houk – powiedziała Jenny – wspomniał pan, że w przypadku tego T-139 stan obniżonej sprawności trwa od czterech do sześciu godzin. Co potem?
– Cóż, faza druga to stan agonalny. Trwa od sześciu do dwunastu godzin, różnie. Zaczyna się od zakłóceń w działaniu nerwów odśrodkowych, potem dochodzi do paraliżu centrum oddechowego, sercowego, naczyniowo-ruchowego w mózgu.
– Dobry Boże – westchnęła Jenny.
– Jeszcze raz, dla laików – poprosił Frank.
– Oznacza to, że w drugim stadium choroby – wyjaśniła Jenny – w ciągu sześciu do dwunastu godzin, T-139 stopniowo redukuje zdolność mózgu do automatycznego regulowania czynności ciała – takich jak oddychanie, praca serca, funkcjonowanie organów… Ofiara cierpi na zakłócenia w pracy serca, ma wyjątkowe trudności w oddychaniu. Stopniowo ustaje praca każdego gruczołu i organu. Dwanaście godzin może się wam wydać okresem krótkim, ale ofierze dłuży się jak wieczność. Następują wymioty, biegunka, nietrzymanie moczu, stałe gwałtowne skurcze mięśni… I jeśli uszkodzeniu ulegają tylko nerwy odśrodkowe, jeśli reszta systemu nerwowego pozostaje nietknięta, trwa rozdzierający, nieprzerwany ból.
– Sześć do dwunastu godzin piekła – potwierdził Copperfield.
– Aż serce przestaje bić – dokończył Houk – lub aż ofiara po prostu dusi się.
Przez długie sekundy, podczas których słychać było trzask migawki aparatu Nivena, nikt się nie odezwał.
W końcu zabrała głos Jenny:
– Nadal nie sądzę, żeby odegrał tu rolę gaz psychotoksyczny – nawet coś takiego jak T-139 – który mógłby tłumaczyć te dekapitacje. Poza tym żadna ze znalezionych ofiar nie wymiotowała i nie miała kłopotu z utrzymaniem moczu czy kału.
– Cóż – powiedział Copperfield – może mamy do czynienia z odmianą T-139, która nie wywołuje tych symptomów. Albo to jakiś inny gaz.
– Żaden gaz nie tłumaczy ćmy – rzekł Tal Whitman.
– Albo tego, co spotkało Stu Wargle'a – dodał Frank.
– Ćma? – zapytał Copperfield.
– Nie chciał pan o tym słyszeć przed obejrzeniem reszty – przypomniał Bryce. – Ale wydaje mi się, że nadszedł czas, żeby pan…
– Skończone – oznajmił Niven.
– W porządku – powiedział Copperfield. – Szeryfie, doktor Paige, panowie, jeśli to możliwe, proszę zachować milczenie do czasu zakończenia naszych działań. Będziemy wam wdzięczni za współpracę.
Pozostali natychmiast zabrali się do pracy. Yamaguchi i Bettenby przenieśli odcięte głowy do przeszklonych pojemników ze szczelnymi pokrywami. Valdez ostrożnie oderwał ręce od wałka i włożył do trzeciego pojemnika. Houk zdrapał trochę mąki ze stołu i wsypał do małego plastykowego słoiczka, zapewne dlatego iż sucha mąka musiała wchłonąć – i zachowała – ślady gazu. Jeśli rzeczywiście był jakiś gaz. Houk zebrał również próbki ciasta spod wałka. Goldstein i Roberts zbadali dwa piekarniki, z których wyjęto głowy, a potem Goldstein za pomocą małego odkurzacza na baterie oczyścił pierwszy piekarnik. Po wykonaniu tych czynności, Roberts wyjął worek z odkurzacza, zamknął go, oznaczył, a w tym czasie Goldstein zebrał drobne, nawet najdrobniejsze ślady z drugiego piekarnika.
Wszyscy naukowcy byli zajęci. Tylko dwaj mężczyźni, których hełmy nie miały nazwisk, stali z boku i obserwowali.
Bryce obserwował obserwatorów, zastanawiał się, kim są i jakie zadania wykonują.
Podczas pracy naukowcy opisywali, co robią, i wygłaszali komentarze na temat tego, co znaleźli, używając żargonu obcego Bryce'owi. Nigdy nie odzywali się jednocześnie. Ten fakt – w połączeniu z rozkazem Copperfielda zachowania ciszy przez osoby nie należące do oddziału – nasuwał myśl, że ich słowa są rejestrowane. Wśród innych przedmiotów zwisających na pasie Copperfielda był też magnetofon podłączony bezpośrednio do systemu komunikacyjnego generalskiego ubrania. Bryce zauważył, że krążki się obracają.
Kiedy naukowcy zebrali wszystko, co chcieli zebrać, Copperfield powiedział:
– W porządku, szeryfie. Gdzie teraz? Bryce wskazał magnetofon.
– Nie wyłączy go pan do chwili, kiedy tam dojdziemy?
– Nie, nie. Zaczęliśmy nagrywać od chwili, gdy minęliśmy blokadę drogową i będziemy nagrywać aż do czasu, kiedy dowiemy się, co spotkało to miasto. W ten sposób, jeśli przydarzy się nam coś złego, jeśli wszyscy zginiemy przed znalezieniem rozwiązania, nowy zespół będzie znał każdy nasz krok. Nie zaczną od zera, a być może otrzymają nawet dokładny zapis tej fatalnej pomyłki, która przyniosła nam zgubę.
Następny przystanek – galeria sztuki i rzemiosła artystycznego, do której Frank Autry poprowadził trzech ludzi zeszłej nocy. I znów szedł pierwszy przez salę wystawową do biura na tyłach, a potem po schodach do mieszkania na pierwszym piętrze.
Frankowi ta scena wydała się niemal komiczna: wszyscy ci kosmonauci, stłoczeni na wąskich schodkach, z teatralnie ponurymi twarzami za osłonami z pleksi, odgłosy ich oddechów w ograniczonej przestrzeni hełmów, dochodzące przesadnie wyraźnym, złowróżbnym dźwiękiem z głośników na piersiach. Jak na filmie s-f z lat pięćdziesiątych Atak astronautów spoza Ziemi albo jakiejś innej staroci – Frank nie mógł zapanować nad rozbawieniem.
Ale szeroki uśmiech znikł z jego twarzy, kiedy weszli do kuchni i znów stanęli nad zmarłym mężczyzną. Ciało leżało tam, gdzie i poprzedniej nocy, obok lodówki, ubrane tylko w niebieskie spodnie od piżamy. Opuchlizna i siniaki pozostały. Szeroko otwarte oczy wpatrywały się w pustkę.
Frank usunął się z drogi ludziom Copperfielda. Razem z Bryce'em stanął przy ladzie, na której mieścił się opiekacz do grzanek.
Kiedy Copperfield ponownie zażądał milczenia od niezawodowców, naukowcy ostrożnie obeszli rozrzucone po podłodze produkty do kanapek. Stłoczyli się nad ciałem.
Po kilku minutach skończyli wstępne badanie.
– Zabierzemy go do sekcji – powiedział Copperfield do Bryce'a.
– Nadal pan uważa, że mamy do czynienia z prostym przypadkiem działania CBW? – zapytał znowu Bryce.
– Tak, to całkowicie prawdopodobne.
– Ale to posiniaczenie i spuchnięcie? – zauważył Tal.
– Możliwość reakcji alergicznej na gaz psychotoksyczny – rzucił Houk.
– Jeśli podciągniecie nogawkę piżamy – podsunęła Jenny – przekonacie się, iż ta reakcja nastąpiła również na zakrytej partii skóry.