Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Odwieczny Wróg
Odwieczny Wróg - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Odwieczny Wróg

Электронная книга - «Odwieczny Wróg». Краткое содержание книги:

Wydaje się rzeczą niemożliwą, by wszyscy mieszkańcy spokojnego kalifornijskiego miasteczka zniknęli niemal w jednej sekundzie podczas wykonywania codziennych zajęć. A jednak kiedy pewnego wrześniowego wieczoru Jenny Paige i jej młodsza siostra przyjeżdżają do Snowfield, w tej dopiero co tętniącej życiem miejscowości nie ma nikogo. Właściwie należałoby powiedzieć: nie ma żywego człowieka, bo oprócz nielicznych ludzkich zwłok, na których trudno dopatrzyć się śladów gwałtownej śmierci, jest tu ktoś jeszcze – niewidzialny, mądry i okrutny, rozkoszujący się własną potęgą. Odwieczny wróg ludzkości, pragnący dla niej tylko śmierci i zatracenia…
1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 100
Перейти на страницу:

– Tak, wiemy – powiedział Copperfield. – Już patrzyliśmy.

– Ale jak skóra mogła zareagować nawet tam, gdzie nie dotarł gaz?

– Takie gazy mają wysoki wskaźnik przenikania – wyjaśniał Houk. – Przenikają przez większość ubrań. Prawdę mówiąc jedyna rzecz, na której mogą się zatrzymać, to kombinezon winylowy lub gumowy.

Właśnie to, co macie na sobie, pomyślał Frank. I to, czego nam brakuje.

– Jest tu jeszcze jedno ciało – powiedział Bryce do generała. – Także chcecie rzucić na nie okiem?

– Bezwzględnie.

– Tędy, sir – wskazał Frank.

Prowadził ich korytarzem z kuchni. Broń trzymał w pogotowiu.

Frank śmiertelnie bał się wejścia do sypialni, gdzie martwa kobieta leżała na zmiętych prześcieradłach. Pamiętał sprośności, które wygadywał o niej Wargle i miał straszne przeczucie, że zastanie Stu kopulującego z blondynką, splecionych w lodowatym, wiecznym uścisku.

Ale była tylko kobieta. Rozciągnięta na łóżku. Nogi szeroko rozrzucone. Usta na zawsze otwarte w krzyku.

Kiedy Copperfield i jego ludzie zakończyli wstępne oględziny ciała i byli gotowi do wyjścia, Frank zwrócił ich uwagę na samopowtarzalną dwudziestkę dwójkę, z której kobieta prawdopodobnie strzelała do zabójcy.

– Czy uważa pan, generale, że strzelała do chmury gazu?

– Oczywiście, że nie. Ale mogła być już zatruta, mieć uszkodzony mózg. Mogła mieć halucynacje, strzelała do fantomów.

– Fantomy – powtórzył Frank. – Tak, sir, na to właśnie wygląda. Bo, widzi pan, wystrzelała cały magazynek, dziesięć nabojów, a znaleźliśmy tylko dwa pociski – jeden w tej szyfonierce, jeden w ścianie. Widzi pan tę dziurę. To znaczy, że reszta trafiła w to, w co ona celowała.

– Znałam tych ludzi – powiedziała Jenny Paige, wysuwając się naprzód. – Gary i Sandy Wechlasowie. Była z niej prawdziwa snajperka. Ciągle siedziała na strzelnicy. Wygrała kilka konkurencji na jarmarku okręgowym w zeszłym roku.

– Więc stać ją było na wyciągnięcie ośmiu trafień na dziesięć – podsumował Frank. – I nawet osiem pocisków nie zatrzymało tego, co ona chciała zatrzymać. To nie krwawiło nawet po ośmiu pociskach. Oczywiście fantomy nie krwawią. Ale, sir, czy fantom wyniósłby osiem pocisków?

Copperfield patrzył na niego, marszczył brwi.

Wszyscy naukowcy też mieli zasępione czoła.

Żołnierze nie tylko marszczyli czoła. Rozglądali się po kątach z niepokojem.

Frank widział, że stan obu trupów – zwłaszcza wygląd kobiety, obraz jak z koszmaru sennego – wywarł wrażenie na generale i jego ludziach. Strach, jaki mieli w oczach, wzrósł. Natrafili na coś niepojętego, choć nie chcieli się do tego przyznać. Nadal trzymali się wyjaśnień, które były im bliskie – gaz psychotoksyczny, wirus, trucizna – ale zaczęli mieć wątpliwości.

Ludzie Copperfielda przynieśli plastykowe worki na ciała. Wsadzili trupa do worka, wynieśli z budynku i złożyli na chodniku. Wezmą go, wracając do pojazdów.

Bryce poprowadził ich do Samu Gilmartina. Wewnątrz, przy chłodziarkach na mleko, opowiedział im o zniknięciu Jake'a Johnsona.

– Żadnego krzyku. W ogóle nic nie słyszeliśmy. Tylko kilka sekund ciemności. Kilka sekund. Ale kiedy lampy znów się zaświeciły, Jake przepadł.

– Patrzyliście… – zaczął Copperfield.

– Wszędzie.

– Mógł uciec – powiedział Roberts.

– Tak – przytaknęła doktor Yamaguchi. – Może zdezerterował. Kiedy weźmie się pod uwagę, co widział…

– Mój Boże – stropił się Goldstein – a co będzie, jeśli opuścił Snowfield? Może minął linię kwarantanny, roznosi infekcję…

– Nie, nie, nie. Nie Jake – zaprzeczył Bryce. – Może nie był z niego najodważniejszy policjant, ale nie zostawiłby mnie na lodzie. Miał poczucie odpowiedzialności.

– Z pewnością – poparł go Tal. – Poza tym stary Jake'a był kiedyś szeryfem okręgowym, w grę wchodzi poczucie tradycji rodzinnej.

– I Jake był ostrożny – powiedział Frank. – Nie zrobiłby niczego nie przemyślanego. Bryce kiwnął głową.

– A w każdym razie, gdyby wystraszył się tak, żeby uciec, wsiadłby do wozu patrolowego. Na pewno nie poszedłby na piechotę.

– Słuchajcie – odezwał się Copperfield – wiedział, że nie przepuszczą go przez blokadę, więc nie skorzystał z drogi publicznej. Mógł ruszyć przez las.

Jenny pokręciła przecząco głową.

– Nie, generale. Teren jest tu naprawdę dziki. Zastępca Johnson wiedziałby, że zgubi się i zginie.

– I czy przerażony człowiek – dodał Bryce – rzuca się na łeb na szyję w obcy las nocą? Nie sądzę, generale. Sądzę natomiast, że nadszedł czas, żeby dowiedział się pan, co spotkało innego mojego zastępcę.

Oparty o chłodziarkę pełną sera i mielonki, Bryce opowiedział im o ćmie, ataku na Wargle'a i mrożącym krew w żyłach stanie trupa. Opowiedział im o spotkaniu Lisy ze zmartwychwstałym Wargle'em i zniknięciu ciała.

Copperfield i jego ludzie wyrazili na początku zdziwienie, potem zmieszanie, a w końcu lęk. Ale gdy Bryce opowiadał, prawie cały czas spozierali na niego w napiętej ciszy i wymieniali znaczące spojrzenia.

Zakończył opowiadaniem o dziecięcym głosiku, dochodzącym z kuchennego zlewu.

– Cóż, generale – odezwał się potem, trzeci raz zadając to pytanie – czy nadal uważa pan, że to prosty wypadek użycia CBW?

Copperfield zawahał się, błądził przez chwilę wzrokiem po rozsypanych wszędzie towarach, w końcu spojrzał Bryce'owi w oczy i rzekł:

– Szeryfie, chcę, żeby doktor Roberts i doktor Goldstein zbadali dokładnie pana i wszystkich, którzy widzieli tę… mmm… ćmę.

– Nie wierzy mi pan.

– Och, wierzę, że autentycznie i szczerze sądzi pan, że widział to wszystko.

– Cholera! – zaklął Tal.

– Pojmujecie na pewno, że dla nas brzmi to tak, jakbyście wszyscy zostali skażeni i mieli halucynacje.

Bryce był znużony i sfrustrowany, a ich niewiara i ograniczoność napawały go gniewem. Byli naukowcami, należało się raczej spodziewać, że okażą się otwarci na nowe idee i nieoczekiwane możliwości. Zamiast tego na siłę dopasowywali materiał dowodowy do wcześniej wyrobionych poglądów.

– Uważa pan, że wszyscy możemy mieć te same halucynacje? – spytał.

– Spotyka się zbiorowe halucynacje – odparł Copperfield.

– Generale – powiedziała Jenny – w tym co widzieliśmy, nie było cienia ułudy. Miało twardą fakturę realności.

– Doktor Paige, w normalnych warunkach przywiązywałbym wielką wagę do każdego pani spostrzeżenia. Ale że jest pani jedną z osób, które twierdzą, iż widziały tę ćmę, nie mogę pani sądu uznać za obiektywny.

Frank Autry, nachmurzony, wpatrywał się w Copperfielda.

– Ale sir, jeśli to wszystko było halucynacją – to gdzie jest Stu Wargle?

– Może zarówno on jak i ten Jake Johnson zostawili was na lodzie – powiedział Roberts. – I skojarzyliście ich zniknięcia z waszymi złudzeniami.

Bryce wiedział z doświadczenia, że spór stawał się nie do rozwiązania z chwilą pojawienia się emocji. Narzucił sobie luz, oparł się o chłodziarkę. Mówił powoli cichym głosem:

– Generale, na podstawie tego, co pan i pańscy ludzie powiedzieli, można mniemać, że Wydział Szeryfa Okręgu Santa Mira zatrudnia wyłącznie tchórzy, durniów i ofermy.

Copperfield wykonywał uspokajające gesty dłońmi w gumowych rękawicach.

– Nie, nie, nie. Nie twierdzimy niczego takiego. Szeryfie, proszę nas zrozumieć. Jesteśmy tylko szczerzy. Przedstawiamy obraz sytuacji z naszego punktu widzenia – punktu widzenia każdego specjalisty od broni chemicznej i bakteriologicznej. Ludzie, którzy przeżyli, są skazani na halucynacje. To jeden z elementów, które musimy wziąć pod uwagę. Otóż gdyby zechciał pan nam przedstawić logiczne wyjaśnienie egzystencji tej ćmy wielkości orła… cóż, może wtedy sami potrafilibyśmy w nią uwierzyć. Ale nie zdołacie tego uczynić. Wobec tego nasz pogląd, że doznaliście halucynacji, jest jedynym sensownym wyjaśnieniem sprawy.

1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 100
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)