Ścieżka Sztyletów
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #8
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karłowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:
— Jest gorzej niż na północy — stwierdził z niesmakiem Furen. Wprawdzie na jego czole lśniło kilka kropel potu, ale, podobnie jak drugi Strażnik, prawie nie reagował na upał. — Miejscowa szlachta zawarowała się w swych dworach albo w miejskich pałacach, a żołnierze królowej nie wyściubiają nosów poza mury. Porzucili wieś na pastwę ludzi Proroka. A także bandytów, aczkolwiek tych kręci się tu jakby mniej. Za to oddziałów Proroka wszędzie pełno. Myślę, że Alliandre będzie urzeczona twoim widokiem.
— Motłoch — wycedził pogardliwie Teryl, bijąc wodzami o wnętrze dłoni. — Nigdzie nie przyuważyłem więcej jak piętnastu czy dwudziestu w jednym miejscu, przeważnie uzbrojonych w widły i włócznie na dziki. I do tego obszarpani jak żebracy. Zapewne nadają się do straszenia wieśniaków, ale człowiek mógłby pomyśleć, że lordowie będą ich wyłapywać i wieszać całymi kiściami. Królowa na widok siostry z wdzięczności będzie cię całowała po rękach.
Seonid już otwarła usta, po czym spojrzała na Edarrę, która skinęła głową. Nie wiedzieć czemu Zielona, gdy wreszcie udzielono jej zezwolenia, na moment jeszcze mocniej zacisnęła usta. Kiedy się jednak odezwała, mówiła tonem miękkim jak masło:
— Nie masz już podstaw do odkładania decyzji, lordzie Aybara. — Wymówiła ten tytuł z nieznacznym naciskiem, wiedząc doskonale, jakie naprawdę miał do niego prawo. — Twoja żona z zacnego wprawdzie pochodzi Domu, a Berelain jest władczynią, jednak saldaeańskie Domy niewielkie tutaj mają wpływy, Mayene zaś to najmniejsze z państw. Aes Sedai w roli emisariuszki przyda ci w oczach Alliandre autorytetu Białej Wieży. — I być może przypomniawszy sobie, że Annoura nadawałaby się do tej misji równie dobrze jak ona, dodała pospiesznie: — Poza tym ja byłam już w Ghealdan i moje imię jest tu dobrze znane. Alliandre nie tylko natychmiast mnie przyjmie, ale i wysłucha tego, co mam do powiedzenia.
— Nevarin i ja będziemy jej towarzyszyły — oświadczyła Edarra, a Nevarin dodała:
— Dopilnujemy, by nie powiedziała czegoś, czego nie powinna. — Seonid głośno zazgrzytała zębami, przynajmniej tak to zabrzmiało w uszach Perrina, i zajęła się wygładzaniem swoich dzielonych spódnic, ze wzrokiem demonstracyjnie spuszczonym. Annoura wydała dziwny odgłos, coś w rodzaju głuchego sapnięcia, i odwróciła głowę; sama trzymała się z dala od Mądrych i nie lubiła patrzeć, jak inne siostry prowadzają się z nimi.
Perrin omal nie jęknął głośno. Posłanie Zielonej siostry zdjęłoby kłopot z jego barków, wszelako Mądre ufały Aes Sedai w jeszcze mniejszym stopniu niż on i trzymały Seonid i Masuri na krótkich smyczach. Ponadto ostatnimi czasy zaczęły krążyć także opowieści o Aielach napadających na wioski. Nikt z opowiadających nie widział Aiela na oczy, a jednak w powietrzu kłębiło się od plotek o Aielach podążających za Smokiem Odrodzonym, połowa Ghealdan była wręcz przekonana, że Aielów dzieli od ich kraju zaledwie dzień czy dwa drogi, a każda opowieść była dziwaczniejsza i straszniejsza od poprzedniej. Alliandre mogła się przestraszyć i w ogóle go nie przyjąć, gdy tylko zobaczy dwie kobiety Aielów, które dyktują Aes Sedai, kiedy ma skakać. Zwłaszcza że Seonid zaiste skakała na rozkaz, choć zgrzytała przy tym zębami! Ale cóż, nie zamierzał narażać Faile na ryzyko, nie dysponując lepszymi gwarancjami, że zostanie właściwie przyjęta, niż tamten mgliście sformułowany list sprzed wielu miesięcy. Ciężar jeszcze bardziej przygniótł barki, wbijając się między łopatki, nie miał jednak żadnego wyboru.
— Mniejszej grupie łatwiej uda się pokonać te bramy — orzekł w końcu, wpychając szkło powiększające do sakwy. I mniej też języków pójdzie w ruch. — A więc pojedziecie tylko ty i Annoura, Berelain. I może lord Gallenne. Najprawdopodobniej uznają go za Strażnika Annoury.
Berelain aż się zakrztusiła z zachwytu i nachyliła, by uścisnąć jego ramię obiema dłońmi. I nie poprzestała na tym, a jakże. Pieszczocie towarzyszył błysk namiętnego i obiecującego uśmiechu, po czym znienacka, zanim zdążył choćby drgnąć, wyprostowała się, z miną tak niewinną jak u dziecka. Faile, z całkiem obojętną twarzą, całą uwagę skupiła na wciąganiu swoich szarych rękawiczek. Sądząc po zapachu, nie zauważyła uśmiechu Berelain. I dobrze ukryła swoje rozczarowanie.
— Przepraszam cię, Faile — powiedział — ale...
W bijącej od niej woni rozjarzyła się wściekłość, przywodząc na myśl ciernie.
— Jestem pewna, że będziesz miał różne sprawy do przedyskutowania z Pierwszą, zanim wyruszy w drogę, mężu — odparła spokojnie: Jej skośne oczy kryły w sobie najczystszy spokój, ale zapach kłuł niczym piaskowe osty. — Najlepiej zrobisz, jak zajmiesz się tym od razu. — Zawróciwszy Jaskółkę, Faile podjechała do zupełnie wyraźnie gotującej się z gniewu Seonid i Mądrych spoglądających zaciętym wzrokiem, ale ani nie zsiadła z konia, ani się do nich nie odezwała., Popatrzyła tylko krzywo w kierunku Bethal, podobna do sokoła wyglądającego ze swego gniazda.
Perrin zorientował się, że pociera nos, i opuścił rękę. Oczywiście na palcach nie było krwi, tylko sobie ubrdał, że poleciała z pokłutego nosa.
Berelain nie potrzebowała żadnych pouczeń na ostatnią chwilę — Pierwsza z Mayene i jej doradczyni z Szarych Ajah gorączkowały się, koniecznie chcąc już ruszać, pewne, że doskonale wiedzą, co mówić i robić — niemniej jednak Perrin dobitnie zalecił ostrożność i podkreślił, że Berelain i tylko Berelain ma rozmawiać z Alliandre. Annoura obdarzyła go jednym z tych chłodnych spojrzeń Aes Sedai i przytaknęła. Mogło to, ale wcale nie musiało, oznaczać, że przyjęła jego słowa do wiadomości, wątpił, by dał radę wyciągnąć od niej coś więcej nawet, gdyby użył łomu. Berelain wydymała wargi z rozbawieniem, ale godziła się z wszystkim, co mówił. W każdym razie twierdziła, że się godzi. Podejrzewał, że powiedziałaby wszystko, byle tylko dostać to, czego chce, toteż te uśmiechy w całkiem niewłaściwych momentach wytrącały go z równowagi. Gallenne odłożył szkło powiększające, ale nadal bawił się wodzami, bez wątpienia już planując, jak wyciąć z Bethal drogę ucieczki dla siebie i dwóch kobiet. W tym momencie Perrin miał ochotę warknąć.
Przyglądał się im z niepokojem, gdy zjeżdżali poboczem w stronę drogi. Posłanie, które wiozła Berelain, brzmiało prosto. Rand rozumie powściągliwość Alliandre, ale jeśli ona chce jego ochrony, to musi być gotowa ogłosić otwarcie, że go popiera. Otrzyma tę ochronę, złożoną z żołnierzy i nawet Asha’manów, by nikt nie miał wątpliwości, a nawet sam Rand osobiście będzie ją ochraniał, jeśli zajdzie potrzeba, byle tylko wygłosiła takie oświadczenie. Berelain nie miała powodu, by bodaj na jotę zmienić treść posłania, mniejsza już o te uśmiechy — odnosił wrażenie, że to być może jakaś inna postać flirtu — za to Annoura... Aes Sedai robiły rozmaite rzeczy i Światłość jedna tylko wiedziała dlaczego. Żałował, że nie zna jakiegoś sposobu dotarcia do Alliandre bez konieczności wykorzystywania którejś z sióstr albo wzbudzenia plotek. Tudzież narażania Faile na ryzyko.
Trzech jeźdźców z Annourą na czele dotarło do bram, a strażnicy prędko podnieśli piki, opuścili łuki i kusze, bez wątpienia dlatego, że przedstawiła im się jako Aes Sedai. Niewielu ludzi miało dość odwagi, by zadać kłam takiej deklaracji. Zawahała się na moment zaledwie, zanim wprowadziła swych podopiecznych do miasta. W rzeczy samej, zdawało się, że żołnierze chcą jak najprędzej wpuścić ich za mury, by nie zauważył ich żaden obserwator z okolicznych wzgórz. Niektórzy omiatali ukradkowym wzrokiem dalekie szczyty i Perrin nie musiał czuć ich zapachu, by odgadnąć, że lękają się tych, co mogli się tam ukrywać i, jakby to nie było nieprawdopodobne, mogli rozpoznać siostrę.