Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ścieżka Sztyletów
Ścieżka Sztyletów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ścieżka Sztyletów

Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:

Ścieżka Sztyletów
1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 197
Перейти на страницу:

Perrin zawrócił na północ, w stronę, gdzie rozbili obóz i poprowadził pozostałych grzbietem grani, póki wreszcie nie zniknęli z zasięgu wzroku ewentualnych obserwatorów z wież Bethal, a dalej stromą ścieżką na ubity trakt. Po obu stronach drogi stały nieliczne farmy, kryte strzechą domostwa i długie, wąskie stodoły, rozciągały się zmarniałe pastwiska, pola porośnięte rżyskiem i zagrody dla kóz otoczone wysokimi kamiennymi murami, ale widzieli niewiele bydła i jeszcze mniej ludzi. Ci nieliczni popatrywali na jeźdźców czujnie, zupełnie jak gęsi wystrzegające się lisów, porzucając swoje zajęcia, dopóki konie nie pojechały dalej. Aram w rewanżu nie spuszczał ich z oka, co rusz gładził rękojeść miecza wystającą mu zza ramienia i być może życzył sobie spotkania z kimś innym niźli zwykli wieśniacy. Choć dalej nosił kaftan w zielone paski, pozostało w nim niewiele z Druciarza.

Edarra i Nevarin szły obok Steppera, krokiem z pozoru tak swobodnym, jakby wybrały się na przechadzkę, a jednak bez trudu nadążały, mimo baniastych spódnic. Seonid jechała zaraz za nimi na swym wałachu, tuż za nią zaś podążali Furen i Teryl. Bladolica Zielona siostra udawała, że chce zachować dystans starannie odmierzonych dwóch kroków za Mądrymi, za to mężczyźni krzywili się demonstracyjnie. Strażnicy często bardziej troszczyli się o godność swych Aes Sedai niż one same, a przecież te miały jej tyle co królowe.

Faile jechała na Jaskółce przed kobietami Aielów, pogrążona w milczeniu, z pozoru zatopiona w kontemplacji oszpeconego suszą krajobrazu. Myśląc o niej, takiej gibkiej, pełnej wdzięku, Perrin nawet w swych najlepszych momentach czuł się niezdarny. Przypominała żywe srebro i kochał to w niej zazwyczaj, ale... Lekkie podmuchy powietrza stale mieszały jej woń z innymi zapachami. Wiedział, że powinien myśleć o Alliandre i o tym, jak może brzmieć jej odpowiedź albo jeszcze lepiej, o Proroku i o tym, gdzie go znaleźć, już po uzyskaniu oświadczenia Alliandre, niezależnie od jego treści, ale jakoś nie potrafił skupić myśli na tych zagadnieniach.

Wybierając Berelain, oczekiwał, że Faile się rozsierdzi, mimo że to przecież Rand przysłał tu Pierwszą, rzekomo w tym właśnie celu. Faile wiedziała, że nie chce jej narażać na niebezpieczeństwo, na jakiekolwiek ryzyko i to jej się nie podobało znacznie bardziej niż obecność Berelain. A jednak jej zapach był słodki jak letni poranek... dopóki nie spróbował jej przeprosić! Cóż, zazwyczaj przeprosiny potęgowały jej gniew, jeśli już wcześniej była zła — aczkolwiek potrafiły też wywrzeć skutek odwrotny — ale przecież nie była zła! Bez Berelain wszystko między nimi szło gładko, jak jedwab. Zazwyczaj. A jednak tłumaczeniami, że nie robi nic, by zachęcić tę kobietę — że nawet przez myśl mu to nie przejdzie! — zyskał sobie jedynie lakoniczne „Ale gdzieżbyś tam mógł!”, wypowiedziane tonem, z którego wynikało, że jest głupcem, w ogóle poruszając ten temat. I wciąż robiła się zła — na niego! — za każdym razem, gdy Berelain obdarzała go uśmiechem albo znajdowała wymówkę, by go dotknąć, jakby jej szorstko nie odprawiał — Światłość świadkiem, że naprawdę to robił. Już sam nie wiedział, co jeszcze mógłby zrobić, żeby ją od siebie odstręczyć, oprócz chyba tylko związania sznurkiem. Gdy ostrożnie próbował wyciągnąć od Faile, co złego robi, słyszał beztroskie „Dlaczego uważasz, że coś zrobiłeś?” albo już nie takie beztroskie „A twoim zdaniem co takiego zrobiłeś?”, względnie zimne „Nie chcę o tym rozmawiać”. Robił coś złego, ale nie potrafił odgadnąć co! A musiał. Nic nie było ważniejsze od Faile. Nic!

— Lordzie Perrinie?

Podniecony głos Arama wyrwał go z tych deliberacji.

— Nie nazywaj mnie tak — odburknął, kierując wzrok w stronę, którą tamten wskazał palcem, ku jeszcze jednej opustoszałej farmie, gdzie ogień strawił dachy domu i stodoły. Ostały się jedynie nagie kamienne mury. Porzucona farma... a jednak byli na niej jacyś ludzie, bo dobiegały stamtąd gniewne okrzyki.

Kilkunastu zgrzebnie odzianych mężczyzn, uzbrojonych we włócznie i widły, próbowało pokonać sięgający do piersi kamienny murek otaczający zagrodę dla kóz, gdy tymczasem grupka ludzi osaczonych w środku starała się ich odegnać. Oprócz nich w zagrodzie znajdowało się kilka koni, które przerażone wrzawą usiłowały uciec, na grzbietach trzech siedziały kobiety. Nie czekały jednak biernie, żeby zobaczyć, jak się to wszystko skończy: jedna z nich bodajże rzucała kamieniami, druga, akurat na jego oczach, podjechała do murku i wymachiwała zza niego długą pałką, podczas gdy trzecia spięła konia, tak że stanął dęba, a jeden z napastników, wysoki mężczyzna, musiał zeskoczyć z murku, by umknąć przed podkutymi kopytami. Ale atakujących było zbyt wielu, a murek zbyt rozległy, by dało się go obronić.

— Radzę nie wtrącać się w zajście — powiedziała Seonid. Edarra i Nevarin objęły ją ponurym wejrzeniem, ale ona ciągnęła dalej, w pośpiechu gubiąc zazwyczaj rzeczowy ton. — To bez wątpienia ludzie Proroka, zabijanie ich byłoby raczej kiepskim początkiem. Jeśli coś źle zrobicie, zginą dziesiątki albo nawet setki tysięcy ludzi. Czy warto ryzykować, by uratować garstkę?

Perrin nie zamierzał nikogo zabijać, oczywiście, o ile będzie to od niego zależało, ale też nie miał ochoty odwracać głowy. Nie marnował jednak czasu na wyjaśnienia.

— Czy możecie ich nastraszyć? — spytał Edarrę. — Tylko nastraszyć? — Pamiętał aż za dobrze, co Mądre zrobiły pod Studniami Dumai. Mądre i Asha’mani. Jednak chyba dobrze się stało, że Grady’ego i Nealda nie było teraz z nimi.

— Niewykluczone — odparła Edarra, obserwując ludzi miotających się wokół zagrody. Lekko pokręciła głową i wzruszyła ramionami. — Niewykluczone. — A to wszak musiało poskutkować.

— Aram, Furen, Teryl — warknął — do mnie! — Wbił pięty w boki Steppera i kiedy ten pognał przed siebie, z ulgą spostrzegł, że Strażnicy jadą tuż za nim. Czterech szarżujących mężczyzn prezentowało się groźniej niż dwóch. Zaciskał dłonie na wodzach, z dala od topora.

Nie ucieszył się zbytnio, kiedy dogoniła go Faile galopująca na Jaskółce. Otwarł usta, a ona wygięła brew w łuk. W pędzie jej piękne czarne włosy rozwiewały się na wietrze. Jaka ona była piękna! Brew wygięta w łuk, nic więcej. Zrezygnował z tego, co zamierzał powiedzieć.

— Strzeż moich pleców — poprosił. Na co ona uśmiechnęła się i skądś dobyła sztylet. Nosiła przy sobie tyle ukrytych ostrzy, że czasami się zastanawiał, jak to się stało, że się dotąd nie nadział na któreś, gdy ją obejmował.

Gdy tylko oderwała od niego wzrok, rozpaczliwym ruchem dał znak Aramowi, starając się, by ona nie zauważyła. Aram przytaknął, ale akurat pochylał się do przodu, z obnażonym mieczem, gotów rzezać pierwszych ludzi Proroka, którzy się nawiną. Perrin miał nadzieję, że ten człowiek zrozumiał, że ma strzec pleców Faile, jeśli rzeczywiście dojdzie do potyczki z rzezimieszkami.

Jeszcze ich nie zauważyli. Perrin krzyknął, ale tamci tak się darli; że najwyraźniej nie usłyszeli. Jednemu z nich, mężczyźnie odzianemu w za duży kaftan, udało się wdrapać na mur, a dwóch innych też było już tego bliskich. Jeśli Mądre zamierzały coś zdziałać, to dawno już...

Uderzenie pioruna, donośny, przeciągły łomot tuż nad ich głowami, omalże ogłuszyło Perrina i spowodowało, że Stepper potknął się. Napastnikom też z pewnością nie umknął, bo zawahali się i zaczęli rozglądać we wszystkie strony zdziczałym wzrokiem, niektórzy przyciskali dłonie do uszu. Mężczyzna na szczycie murku stracił równowagę i spadł. Natychmiast jednak poderwał się na nogi, gniewnie gestykulując w stronę zagrody, w odpowiedzi na co kilku jego towarzyszy wznowiło atak. Pozostali spostrzegli wreszcie Perrina i zaczęli go pokazywać palcami, ale nadal żaden nie uciekał. Niektórzy nawet groźnie potrząsali bronią.

1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 197
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)