Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Szpital kosmiczny - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Szpital kosmiczny

Электронная книга - «Szpital kosmiczny». Краткое содержание книги:

Szpital kosmiczny
1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 58
Перейти на страницу:

— Więc ma pan problem, doktorze. Co pan zamierza przedsięwziąć?

— Myślę — odparł Conway wymijająco — że może pomogłoby ogólniejsze spojrzenie na całą sprawę. Gdyby major Summerfield mógł mi opowiedzieć o okolicznościach odnalezienia wraka: jego pozycji, kursie oraz wszystkich obserwacjach, które zdoła sobie przypomnieć. Na przykład, czy przedłużenie toru lotu statku pomogłoby nam odszukać planetę, z której pochodzi? To by rozwiązało…

— Niestety nie, doktorze — odezwał się Summerfield. — Wytyczając drogę przebytą przez statek, ustaliliśmy, że prowadzi ona przez niezbyt odległy system planetarny. Układ ten został jednak przez nas zbadany już ponad sto lat temu i wpisany do rejestru planet zdatnych do kolonizacji. Oznacza to, jak pan wie, że nie ma tam istot rozumnych. Żaden gatunek nie wzniósł się jeszcze od zera do techniki lotów międzygwiezdnych w ciągu wieku, toteż wrak nie może pochodzić z tamtego układu. Dalsze przedłużanie tej linii prowadzi donikąd, a mówiąc ściślej, w przestrzeń międzygalaktyczną. Moim zdaniem, katastrofa musiała spowodować gwałtowną zmianę kursu, tak że położenie i tor lotu wraka w momencie odnalezienia nic nam nie powiedzą.

— I tyle zostało z mojego doskonałego pomysłu — powiedział Conway ze smutkiem, po czym kontynuował już bardziej zdecydowanym tonem: — Ale gdzieś musi być druga część wraka. Gdybyśmy ją odnaleźli, a szczególnie gdyby znajdowało się w niej ciało lub ciała innych członków załogi, to by nam wszystko rozwiązało! Zgadzam się, że proponuję dojście do celu bardzo okrężną drogą, ale sądząc po tym, jak wolno czynimy postępy, może to być droga najszybsza. Chciałbym, by zarządzono poszukiwania drugiej części wraka — zakończył Conway i czekał na wybuch burzy.

Major Summerfield wykazał najkrótszy czas reakcji, dostarczając pierwszego podmuchu huraganu.

— To niemożliwe! Nie zdaje sobie pan sprawy, czego żąda! Potrzeba byłoby co najmniej dwustu jednostek — całej subfloty sektora! — aby zbadać tę strefę w takim czasie, żeby był z tego jakiś pożytek. A wszystko tylko po to, żeby dostarczyć panu martwego osobnika, którego mógłby pan pokroić i być może w ten sposób pomóc drugiemu, który do tego czasu może umrzeć. Wiem, że według pańskich zasad życie jest cenniejsze niż wszelka kalkulacja materialna — Summerfield mówił już nieco spokojniej — ale to graniczy z szaleństwem. Poza tym nie mam kompetencji, by zarządzić ani nawet zaproponować taką operację…

— Szpital je ma — burknął O’Mara, po czym zwrócił się do Conwaya: — Kładzie pan głowę pod topór, doktorze. Jeśli w wyniku akcji rozbitek zostanie uratowany, nie sądzę, żeby ktokolwiek marudził z powodu całego tego zamieszania i kosztów. Może nawet Korpus pochwali pana za odkrycie nowej rasy inteligentnej. Jeśli jednak nieziemiec umrze albo okaże się, że nie żył już w chwili, gdy zaczynano poszukiwania, to nie chciałbym być w pańskiej skórze.

Patrząc uczciwie na całą sprawę, Conway nie powiedziałby, że zależy mu na tym pacjencie bardziej niż zwykle, a z pewnością nie na tyle, żeby rzucić na szalę całą swą karierę z powodu słabej nadziei, że uda się go uratować. Powodowały nim raczej gniewna ciekawość oraz jakieś niejasne przeczucie, że posiadane przez nich sprzeczne dane tworzą jedynie część obrazu obejmującego coś więcej niż tylko wrak i samotnego rozbitka. Nieziemcy nie budowali statków po to tylko, by dostarczać łamigłówek lekarzom z Ziemi, toteż owe pozornie sprzeczne informacje muszą coś oznaczać…

Przez chwilę zdawało mu się, że ma już odpowiedź. Gdzieś na granicy jego myśli powstawał mglisty, nie ukształtowany jeszcze obraz… który zatarł się, gwałtownie i całkowicie, pod wpływem podnieconego głosu Hendricksa w słuchawkach.

— Doktorze, znaleźliśmy rozbitka! — oznajmił porucznik.

Gdy Conway kilka minut później dotarł na miejsce, ujrzał zainstalowaną już prowizoryczną śluzę powietrzną. Hendricks oraz ludzie z ekipy ratowniczej rozmawiali, stykając się hełmami, aby nie blokować fali. Ale najcudowniejszy był widok mocno napiętej tkaniny, z której zbudowana była śluza.

W środku było powietrze.

Hendricks włączył nagle radio.

— Może pan wejść, doktorze — powiedział. — Ponieważ już go mamy, możemy po prostu otworzyć drzwi, a nie przecinać ich palnikiem. — Wskazał nadęty materiał śluzy. — Ciśnienie w środku wynosi około siedmiuset hektopaskali.

Nie za duże, pomyślał trzeźwo Conway, zważywszy, że w normalnym środowisku rozbitka panowało, jak zakładano, ciążenie równe pięciu g, a tej morderczej grawitacji towarzyszy ogromne ciśnienie atmosferyczne. Miał nadzieję, że wystarczyło, by utrzymać życie. Doszedł do wniosku, że od chwili wypadku przez cały czas musiało uchodzić powietrze. Może ciśnienie wewnętrzne tego stworzenia dostosowało się do tego i je uratowało.

— Próbkę atmosfery do Kursedda, szybko! — nakazał. Jak już poznają jej skład, zwiększenie ciśnienia będzie drobnostką w transportowcu. — Proszę również postawić czterech ludzi przy tendrze — dodał szybko. — Potrzebny będzie specjalistyczny sprzęt, by wydostać stąd rozbitka. Może trzeba będzie się spieszyć.

* * *

Do maleńkiej śluzy wszedł razem z Hendricksem. Porucznik sprawdził szczelność, przesunął dźwignię umieszczoną koło drzwi i wyprostował się. Trzeszczenie skafandra uświadomiło Conwayowi, że ciśnienie wzrasta w miarę napływu powietrza z otwierającego się przedziału. Z satysfakcją zauważył, że jest to czyste powietrze, a nie supergęsta mgła, którą przepowiadał Kursedd. Hermetyczne drzwi ruszyły, zawahały się, gdy rozszerzony od gorąca segment wsuwał się do wnęki, potem zaś raptownie otworzyły się na oścież.

— Proszę nie wchodzić, dopóki pana nie zawołam — szepnął Conway i przekroczył próg.

W słuchawkach rozległo się potwierdzające mruknięcie Hendricksa, a zaraz potem głos Kursedda, który poinformował, że nagrywa wszystko, co się dzieje.

Pierwszy rzut oka na nieznany typ fizjologiczny dawał zawsze Conwayowi mętny obraz. Jego umysł starał się dopasować cechy fizyczne do innych znanych mu istot, a czy z powodzeniem czy też nie, zawsze zabierało to trochę czasu.

— Conway! — rozległ się ostry głos O’Mary. — Zasnął pan, czy co?

Lekarz zupełnie zapomniał o naczelnym psychologu, Summerfieldzie i tych wszystkich łącznościowcach, z którymi był w kontakcie. Pospiesznie odchrząknął i zaczął relacjonować:

— Istota ma kształt pierścienia, trochę przypomina napompowaną dętkę. Zewnętrzna średnica wynosi ponad dwa i pół metra, grubość pierścienia zaś ponad pół metra. Na pierwszy rzut oka masa czterokrotnie większa od mojej. Nie porusza się, nie widać też oznak poważnych uszkodzeń ciała. — Wziął głęboki oddech i mówił dalej: — Zewnętrzna powłoka ciała jest gładka, połyskliwa, barwy szarej, poza tymi partiami, które pokryte są grubą brązową naroślą. Obejmuje ona połowę ciała i wygląda na twór rakowaty, jeśli tylko nie jest naturalną powłoką ochronną. Może to być skutek poważnej dekompresji. Od zewnętrznej strony znajdują się dwa rzędy krótkich, mackowatych wyrostków, które obecnie ściśle przylegają do ciała. Widać pięć par, nie sprawiają wrażenia wyspecjalizowanych. Nie ma również żadnych organów wzroku ani narządów pokarmowych. Podchodzę, by lepiej się przyjrzeć.

Gdy zbliżał się do stworzenia, nie zaobserwował żadnej widocznej reakcji. Przyszło mu do głowy, że może pomoc nadeszła zbyt późno. Wciąż nie widział ani oczu, ani otworu gębowego, ale dostrzegł małe otworki przypominające skrzela i coś, co wyglądało jak ucho. Wyciągnął rękę i delikatnie dotknął jednej ze złożonych macek.

1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)