Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Arivald z Wybrzeża
Arivald z Wybrzeża - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Arivald z Wybrzeża

Электронная книга - «Arivald z Wybrzeża». Краткое содержание книги:

Mimo podeszłego wieku, obdarzony nadzwyczajną siłą fizyczną i niemałymi (chociaż nie popartymi gruntownymi studiami) zdolnościami czarodziejskimi Arivald wiedzie żywot, jakiego nie powstydziłby się znacznie młodszy miłośnik kobiet i mocnych trunków. Ochoczo stawia czoło danskarskim piratom, rozprawia się z wampirami, spieszy z odsieczą księżniczkom uwięzionym w innym wymiarze, wyjaśnia zagadkę złowieszczych kopalń Ghorlagru. Z pewnością trudno by go nazwać ozdobą salonów, ale i jemu niezbyt tam było spieszno: po dniu pełnym przygód najchętniej zasiada w gospodzie przy suto zastawionym stole, z wiernymi kompanami u boku, i snuje opowieści o swych nadzwyczajnych dokonaniach, zerkając z ukontentowaniem na urodziwą karczmarkę…
1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 79
Перейти на страницу:

Resztę drogi do komnaty Vigarellego przebyli w milczeniu. Zobaczyli dożę siedzącego na ziemi i z debilnym wyrazem twarzy usiłującego dłubać w nosie palcem obnażonej lewej stopy. Eren vard Din i Riherius zaniemówili. Książę nawet się nie roześmiał, tak był zdumiony.

– Ga? – zapytał doża opuszczając nogę i z niejakim zainteresowaniem przyglądając się gościom.

– Obawiam się, dostojni panowie, że Jego Ekscelencja nie podpisze dziś traktatu – zduszonym i urywanym głosem rzekł ubrany na czarno doradca.

– Obawiam się, że najpierw będzie musiał nauczyć się pisać – odparł Arivald, patrząc, jak doża usiłuje wcisnąć na dłoń pantofel z fantazyjnie zakręconym noskiem.

Odwrócił się od mistrza i księcia stojących nadal w osłupieniu. Klepnął ministra w ramię.

– Chodźmy się napić, Ran – powiedział, bo wreszcie, nieoczekiwanie, przypomniał sobie, jak brzmi imię ministra.

Ani słowa prawdy

Wyrknuh miał skołtunioną siwą brodę i twarz jak pień zeschłego drzewa. Był bardzo stary nawet jak na krasnoluda, a poza tym chytry, skąpy i podejrzliwy.

– Chcesz to dla nas zrobić czy nie? – warknął, macając dłonią stylisko topora.

Arivald nie przejął się tą niezawoalowaną pogróżką. Dobrze wiedział, że takie są obyczaje wśród krasnoludów, dobrze też wiedział, że użycie siły poniżyłoby Wyrknuha w oczach jego współplemieńców. Krasnoludy bowiem ceniły chytrość i przebiegłość, a nie ślepą siłę. No, nie były od tego, by kogoś czasem pomacać młotem czy toporem, ale handel, twierdziły, powinien opierać się na kupieckich zdolnościach, a nie sile mięśni. Dlatego też używanie przemocy było odbierane jako nieumiejętność targowania się. A czy porządny krasnoludzki kupiec lub przedsiębiorca mógłby nie umieć się targować?

– Cena – czarodziej rozłożył dłonie. – Wszystko jest kwestią ceny.

– Jasne, jasne. – Wyrknuh zręcznie złapał wesz bobrującą mu w brodzie i rozgniótł ją zębami. Spode łba przyglądał się, jakie wrażenie wywrze to na Arivaldzie. Nie wywarło żadnego.

– Wy, czarodzieje – burknął z pogardą. – Chciwa swołocz, ot co powiem.

– Pewnie, gdzie nam do hojności i rozrzutności krasnoludów – przytaknął z powagą Arivald.

Wyrknuh zerknął na niego podejrzliwie, nie wiedząc, czy wziąć te słowa za dobrą monetę. Do licznych wad krasnoludów należał też zupełny brak poczucia humoru, a najwięksi kawalarze spośród nich sądzili, że szczytem dobrej zabawy jest głośne pierdnięcie w towarzystwie.

– Nie starcza ci, że zyskasz sławę? Że będą pieśni o tobie śpiewać?

– Sławą jakoś nikt się jeszcze do syta nie najadł – odparł czarodziej – a co do pieśni, to starczy mi tych, co już o mnie śpiewają.

– Tak, tak – mruknął Wyrknuh – sam kilka słyszałem. Wszystko to bzdury. O smoku, o Dagolarze, o trollu i takie tam jeszcze. No to ile chcesz?

Arivald podrapał się po brodzie. Okazywało się, że krasnolud sporo wie o jego niedawnych osiągnięciach. Cenę więc można było spokojnie podbić. Arivaldowi nie zależało wprawdzie na pieniądzach, ale na informacjach, mapach i samej możliwości wejścia do kopalni Starego Ghorlargu. No, ale gdyby o tym powiedział, krasnoludy kazałyby mu jeszcze dopłacić.

– W złocie czy dukatach? – zapytał.

– W czymkolwiek.

– Trzysta dukatów. Tylko targenckich, a nie wolgrodzkich ani dunheimskich, bo te nie trzymają wagi. I żeby nie były rżnięte po brzegach.

– Trzysta dukatów. – Wyrknuh obnażył w złym uśmiechu żółte łopaty zębów. – A co powiesz na trzysta kopów w zadek?

Arivald chuchnął w dłonie, bo pod wieczór robiło się coraz chłodniej.

– Zawsze możecie poszukać sobie kogoś innego – powiedział obojętnym tonem – a jak wiem, to już szukaliście.

Wyrknuh charknął pod drzewo i poszturchał ognisko kijem. Płomień leniwie polizał szczapy.

– Dużo wiesz, co?

– Może nie wszystko. Ale gadaliście z Balardem i roześmiał się wam w twarz. Ba, próbowaliście dotrzeć do Panienki, do Galladrina, znaczy, aleście go nie znaleźli. A co powiedział Fornagert?

– Fornagert powiedział, że to robota dla czarodzieja – rzekł krasnolud – a Balard, że dla wojownika, a Smykda, że dla kapłana. Wszyscy tylko że nie dla nich. A ja mam straty! – wrzasnął nagle. – Górnicy mi, cholera, strajkują! Jak tak dalej pójdzie, to przyjdzie iść na żebry!

– Nie przesadzaj – wzruszył ramionami Arivald – co to dla ciebie ta jedna kopalnia? A dziwisz się, że strajkują? Jak wysłałeś łamistrajków, to wróciła połowa. Masz następnych chętnych?

Wyrknuh przełamał kij na połowę, a potem połówki znowu na połowę i tak dalej, póki nie zostały mu króciutkie złomki, które wrzucił w ogień. Kij był grubości dwóch palców, ale krasnolud zrobił to bez wysiłku. Czarodziej musiał przyznać, że Wyrknuh nie należy do słabeuszy. Zresztą jak wszystkie krasnoludy.

– Co tam się uległo? – zachodził w głowę Wyrknuh, drapiąc się po brodzie.

– Mówiliśmy od lat: nie ruszajcie Starego Ghorlargu. To nie. Musiałeś wleźć ze swoimi górnikami – zeźlił się Arivald – a potem jak trwoga, to do czarodziei.

Wyrknuh złapał następną wesz i tym razem rozgniótł ją pomiędzy paznokciami.

– No więc, co powiesz, mądry czarodzieju? – spytał szyderczym tonem. – Masz chociaż blade pojęcie, co tam jest?

– Albo kto tam jest. Różnie może być. Skąd mam wiedzieć, skoro nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał i nawet trupów nie znaleźliście.

– Demony by ci nie powiedziały? – zerknął chytrze Wyrknuh. Arivald roześmiał się szczerze.

– Tego by jeszcze brakowało, żebym wzywał demony w Starym Ghorlargu. Czy ja wyglądam na samobójcę?

– Czarodzieje! – westchnął krasnolud. – Nawet gadają to samo.

– Więc będzie trzysta czy nie? – powrócił do konkretów Arivald.

– Góra sto, w trzech ratach. Pierwszą wypłacimy… Arivald nie chciał się dowiedzieć, kiedy krasnoludy wypłacą pierwszą ratę. Wstał więc.

– Tak nie można – obruszył się Wyrknuh – targowanie się jest istotą handlu.

– Trzysta – powtórzył twardo Arivald.

– Nie mogłeś od razu powiedzieć, że pięćset? – zapytał ponuro krasnolud. – Potargowalibyśmy się i zeszłoby do trzystu.

– Możesz im powiedzieć, że chciałem pięćset – czarodziej pokazał na siedzące kilkanaście metrów dalej krasnoludy.

– Potwierdzisz? – nieufnie upewnił się Wyrknuh. Arivald skinął głową.

– Potwierdzę – przyrzekł i wyciągnął dłoń. – Stoi trzysta?

– Stoi – burknął krasnolud – tylko nawet nie myśl o zaliczce – dodał i chwycił dłoń czarodzieja w swe sękate paluchy.

Pomyślał, że troszkę przyciśnie. Nie żeby zrobić krzywdę, ale żeby zabolało.

– Puść, cholera – jęknął po chwili i spojrzał na Arivalda z nowym szacunkiem. – Czar jakiś, czyś naprawdę taki mocny?

– Daj mi tu ludzi, którzy najlepiej znają kopalnie. I mapy, oczywiście. Zaczynamy pracę – zbył go Arivald.

Wyrknuh pokiwał siwą głową.

– To lubię – powiedział. – Tempo. E! – zawołał w stronę krasnoludów.

Jeden z siedzących przy ognisku podniósł się i zbliżył wolnym krokiem. Czarodzieja nieco zdziwiło, skąd krasnoludy wiedziały, którego z nich przywołuje ten okrzyk „e!”, ale może Wyrknuh ustalił z nimi przedtem, kto w wypadku pomyślnych negocjacji ma wspomóc czarodzieja.

– To jest Hremarg Ostrogłów, syn Grymarga, wnuk Kordana Siwej Burzy – przedstawił Wyrknuh przybysza.

Arivald wstał, jak wymagała tego uprzejmość, i uścisnął dłoń krasnoluda. Hremarg wyglądał dość młodo, najwyżej na jakieś pięćdziesiąt lat i był nadspodziewanie wytwornie ubrany. Na kolczugę miał narzucony podbijany kunim futrem czysty i nie połatany płaszcz, a na nogach botforty ze świetnie wyprawionej jeleniej skóry. Wyglądał również całkiem okazale z brodą zaplecioną w dwa równe warkocze, z włosami mocno ściągniętymi do tyłu, namaszczonymi tłuszczem i pokrytymi orzechową farbą. Na środkowym palcu prawej dłoni miał pierścień z ogromnym szmaragdem, a przynajmniej czymś, co według Arivalda (który nie znał się dobrze na szlachetnych kamieniach) na szmaragd wyglądało. No, ale skoro był wnukiem samego Kordana Siwej Burzy, jednego z wielkich krasnoludzkich wodzów…

1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)