Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Arivald z Wybrzeża
Arivald z Wybrzeża - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Arivald z Wybrzeża

Электронная книга - «Arivald z Wybrzeża». Краткое содержание книги:

Mimo podeszłego wieku, obdarzony nadzwyczajną siłą fizyczną i niemałymi (chociaż nie popartymi gruntownymi studiami) zdolnościami czarodziejskimi Arivald wiedzie żywot, jakiego nie powstydziłby się znacznie młodszy miłośnik kobiet i mocnych trunków. Ochoczo stawia czoło danskarskim piratom, rozprawia się z wampirami, spieszy z odsieczą księżniczkom uwięzionym w innym wymiarze, wyjaśnia zagadkę złowieszczych kopalń Ghorlagru. Z pewnością trudno by go nazwać ozdobą salonów, ale i jemu niezbyt tam było spieszno: po dniu pełnym przygód najchętniej zasiada w gospodzie przy suto zastawionym stole, z wiernymi kompanami u boku, i snuje opowieści o swych nadzwyczajnych dokonaniach, zerkając z ukontentowaniem na urodziwą karczmarkę…
1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 79
Перейти на страницу:

– Ale nadzwyczaj smaczne – skwitował Arivald.

– Strata Vendii jest dla nas bolesnym ciosem – rzekła wiedźma. – Vigarelli pisze, iż nie wiadomo, kto ją zabił i dlaczego… Nadal nie wiadomo?

– Być może, odpowiedź znajdę tutaj. Na to pytanie oraz na kilka innych.

– Nie mamy nic do ukrycia – stwierdziła wiedźma spokojnie – w każdym razie nie przed wysłannikiem doży.

– Nie jestem wysłannikiem doży – odpowiedział Arivald ostrzejszym tonem. – Jestem mediatorem w konflikcie Republiki i Księstwa z ramienia Tajemnego Bractwa z Silmaniony.

– Wybacz, proszę. Tu można się odzwyczaić od konwenansów i często nie pamiętamy, jak wielką uwagę wy, w wielkim świecie, przywiązujcie do słów. Zwłaszcza tych, które określają pozycję człowieka.

Arivald roześmiał się.

– Nie zależy mi na słowach, ale na wynikających z nich skutkach praktycznych. Vendia prosiła, bym odwiedził waszą wyspę. Sądziła, iż to wy jesteście powodem wojny.

– Mówiła nam o tym. A raczej nie mówiła, przesłała list. Słyszałyśmy o baronie Dragostasie. Jeśli on dostanie naszą wyspę, to oznacza nasz koniec. – Spojrzała uważnie na Arivalda. – Wydawałoby się jednak, iż ty powinieneś być z takiego rozwiązania zadowolony…

– Mam ogromną niechęć do wszelkich zagadek – wyjaśnił Arivald – i nie zwykłem pochopnie podejmować decyzji. Chcę wiedzieć, dlaczego aż tak jesteście potrzebne baronowi. Nie mówiąc już o tym, skąd dowiedział się o waszym istnieniu. Poza tym rzadko kiedy jestem skłonny uznać skrytobójstwo za sposób rozwiązywania problemów. Nie podobało mi się to, co robiła Vendia, lecz nie podoba mi się również, w jaki sposób zginęła.

– Lepszy byłby uczciwy proces i równie uczciwy kat?

– Właśnie.

Do pokoju weszła bardzo młoda kobieta, wręcz jeszcze dziewczynka, ubrana w prostą białą sukienkę z wysokim kołnierzem.

– Czy podać coś do jedzenia? – spytała. Ellora spojrzała pytającym wzrokiem na gości.

– Wino nam wystarczy – rzekł Arivald, a Sigferdi przytaknął. Uwagi czarodzieja nie umknęło, iż dziewczyna była bardzo podobna do Vendii. Te same włosy koloru starego złota, te same przenikliwe i bystre oczy. Czyżby młodsza siostra? – pomyślał. A może… córka? Jeśli córka, to kto jest ojcem? Vigarelli? Arivald zganił się, że nawet nie przyszło mu do głowy spytać dożę, jak długo znał Vendię. Czyżby była to aż tak długa znajomość?

– Córka – powiedziała wiedźma, jakby czytała w myślach czarodzieja. Oczywiście było to niemożliwe, ale trzeba przyznać, iż wykazała nieprzeciętną przenikliwość.

– Córka? – zapytał nie rozumiejąc kapitan.

– Córka Vendii – wyjaśnił Arivald. – Jeszcze nie wie, prawda? Wiedźma pokręciła głową.

– Rzadko widywała matkę, ale była szalenie do niej przywiązana. Wciąż pytała, kiedy będzie mogła z nią mieszkać. Cóż… życie.

Milczeli przez chwilę.

– Będę musiał zadać ci parę pytań – rzekł Arivald.

– Nie mamy czego ukrywać. Pytaj.

Arivald uniósł kielich do ust i wymruczał Prawdomowę Kelfusa. Tu zaklęcie powinno działać bez zakłóceń. Wyspa pełna była co prawda wiedźmiej magii, ale takie zmiany nie wpływały na funkcjonowanie czarodziejskich zaklęć.

– Co powiedziałeś? – ostrym tonem zapytała wiedźma.

– Powiedziałem, że wpadł mi paproch do wina – wyjaśnił czarodziej.

Ellora popatrzyła na niego nieufnie.

– Wypowiedziałeś zapewne jedno z tych zaklęć, które pozwala wam odróżniać prawdę od kłamstwa. Nieważne, mówiłam już, że nie mamy nic do ukrycia.

Wiedźma była albo bardzo głupia (że nie wierzyła w potęgę czarodziejskich zaklęć), albo bardzo pewna siebie. Gdyż skłamała już w pierwszym zdaniu. A może było to trudne do przezwyciężenia przyzwyczajenie?

– Opowiedz mi, jak powstała wasza osada. Kiedy? I dlaczego akurat na tej wyspie?

– To niezwykłe miejsce. Jedna z wysp, które kiedyś były dnem morskim. Uległo ono wiele lat temu wypiętrzeniu pod wpływem wybuchów podmorskich wulkanów. Tu siły natury są szczególnie potężne. Magia wody, ziemi, powietrza i ognia łączy się w jedno. Pierwsza z nas przybyła blisko trzysta lat temu…

– O! – zdziwił się Sigferdi.

– …i od razu uznała, iż to raj i oaza dla nas. Jednak jak wam zapewne wiadomo, nie jesteśmy kobietami, które tworzyłyby… – zawahała się, szukając słowa.

– Społeczność? – poddał Arivald.

– Tak, właśnie. Zwykle żyłyśmy samotnie, prześladowane i upokarzane…

– Sentymentalizm sobie darujmy – przerwał jej Arivald.

– To fakty, nie sentymenty – odparła wiedźma nad wyraz spokojnie. – W każdym razie wieść powoli się rozchodziła i uznałyśmy, iż warto odwiedzić tę wyspę. A potem zainteresował się nami Vigarelli.

– Dlaczego?

– Doża ma szpiegów – wzruszyła ramionami Ellora. – W końcu któryś doniósł o dziwnej osadzie, gdzie mieszkają same kobiety. Aż dziw, że trwało to tak długo. Wpierw przybył tu magik wysłany, by potwierdzić domysły doży. A potem zaproszenie – zaakcentowała ostatnie słowo – od niego samego.

– Jaka była cena?

– Najbieglejsze z nas mogą się przydać w prowadzeniu polityki, zwłaszcza władcy Republiki. Vendia wyjechała, by służyć Vigarellemu.

I znowu nie była to prawda. A raczej nie do końca prawda.

– Tylko tyle? Wiedźmę można sobie znaleźć wszędzie i nie trzeba obiecywać jej złotych gór, wystarczy tylko życie – powiedział Arivald.

– Jesteśmy inne niż te, które nazywasz wiedźmami – rzekła twardo Ellora. – Tak jak czarodzieje, każda z nas od najmłodszych lat przechodzi wyczerpujące szkolenie. Jesteśmy mistrzyniami.

– W wiedźmiarstwie – dodał Arivald – bo jakkolwiek byście chciały się nazywać, zawsze będziecie tylko wiedźmami.

– Nie możemy posiąść prawdziwej mocy, ale czy to nasza wina? Czy to wina kobiet, iż nie dano im dostępu do Aury?

– Nie dano? Natura uczyniła was takimi!

– Więc nadajemy się tylko do rodzenia dzieci, ozdabiania mężczyzny i służenia mu do rozkoszy, póki się nami nie znudzi?

– Nie – rzekł Arivald – tak nie uważam. Ale chyba nie udało wam się rozwiązać problemu samorozmnażania? – zapytał z drwiną w głosie. – Mam wrażenie, iż musicie w tym zakresie korzystać z męskiej pomocy?

– Od czasu do czasu musimy się poświęcić i pozwolić na ten obrzydliwy proceder, aby doprowadzić do zapłodnienia.

– Współczuję. Wracajmy do sprawy. Dlaczego kilka z was opuściło wyspę? Czego chciał od nich doża?

– Niczego. Pozwalał im odejść do zwykłego świata. Nie każda z nas wytrzymuje w tej klatce. Bo przecież jesteśmy w klatce. W skansenie czy ogrodzie zoologicznym, jak chcesz to nazwać.

– Nikt was tu nie ciągnął siłą.

– A lepiej umierać na stosie?

– Lepiej zrezygnować z niegodnych praktyk – powiedział surowo czarodziej.

– A co ty wiesz o naszych praktykach? – Oczy Ellory niebezpiecznie zabłysły, widać było, iż z trudem powstrzymywała się, by nie wybuchnąć. – Czy szkodzimy tu komuś? Nie, żyjemy cicho i spokojnie. Spytaj kogokolwiek z osady, czy oskarżają nas o rzucanie uroków. Spytaj kapitana, czy nie pomogłyśmy kilku kobietom w czasie połogu, czy nie wyleczyłyśmy wielu ran i zakażeń.

– To prawda. – Sigferdi skinął głową. – Czasem ludzie z osady przełamują strach i proszą o pomoc. Kiedyś mieliśmy tu felczera, ale wyjechał dwa lata temu. Kilka razy pisałem o tym do Jego Ekscelencji, ale… – wzruszył ramionami.

– A żołnierze sprzed kilku lat? – zapytał Arivald. – Gdzie teraz gniją ich ciała?

– Co zrobiłbyś, mistrzu z Silmaniony, z watahą pijanych bestii, które wtargnęły tu, by gwałcić i okaleczać? Powiem ci, co myśmy zrobiły. Rzuciłyśmy czary, aby ich obezwładnić. A teraz mieszkają tam, w szopie – machnęła dłonią – uprawiają nasze pola i pomagają przy cięższych pracach. Mają na nogach kajdany, ale to chyba lepsze niż śmierć, prawda? Chcesz ich zobaczyć?

1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)