Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 488 489 490 491 492 493 494 495 496 ... 508
Перейти на страницу:

Rozsadzający głowę ból stał się już tak silny, iż był niemal pewien, że za chwilę jego

czaszka eksploduje. Nie był w stanie nabrać powietrza, ale zdołał wbić spojrzenie w

płonące czerwienią oczy Voldemorta. Miał wrażenie, jakby spoglądał przez nie na

potężną, niemożliwą do ugaszenia pożogę, jakby były oknami, przez które Harry był

w stanie dostrzec tę ogromną moc, płonącą w Voldemorcie, a którą teraz przecinały

ciemnozielone języki bólu, wywołanego przez tętniącą w jego krwi truciznę. I Harry

wiedział, że jeszcze chwila i Voldemort ją zwalczy. I pomimo, iż ściskał w dłoni dwie

różdżki, swoją i Severusa, miał okropne, skręcające wnętrzności przeczucie, że nie

może zrobić nic, by go pokonać. Że żadne, nawet najsilniejsze zaklęcie, nie jest w

stanie go zniszczyć. Tak naprawdę. Tak na zawsze. Bo za kilka lat on znowu może

powstać z popiołów. I powrócić.

Miał rację. To jego moc była źródłem jego potęgi. Jego nieśmiertelności. A teraz była

osłabiona, zaatakowana od wewnątrz. Nie z zewnątrz.

Oczy Harry'ego rozszerzyły się, kiedy nagle do jego umysłu wdarła się wyrazista,

wstrząsająca myśl.

Od wewnątrz! Oczywiście!

Uniósł obie różdżki, celując prosto w czaszkę Voldemorta i czując coraz większy

chłód, wbijający mu się w ciało niczym lodowe igły. Zerknął w górę i ujrzał tuż nad

sobą wyciągnięte szpony Dementorów. Byli znacznie bliżej, jakby utrzymująca ich na

dystans moc Voldemorta osłabła na tyle, iż wystarczył niewielki spadek koncentracji,

aby te wygłodniałe bestie rzuciły się na żer.

Ponownie wbił spojrzenie w płonące oczy naprzeciw.

Już wiedział, co zrobić.

Jego życie i tak zakończyło się, zanim jeszcze tu przybył. Dopilnował tego. Zamknął

wszystkie karty. Pożegnał się z przyjaciółmi. Nie czekało go nic, poza śmiercią... i to, że pomimo wszystkiego, wciąż próbował ją odsuwać, było najgłupszą rzeczą, jaką

zrobił. Naraził Severusa... naraził wszystkich...

Ale teraz to zakończy. Nie zamierzał już uciekać. Już nie.

Nawet, jeśli ceną miała być jego własna dusza... to Voldemort także ją zapłaci.

Za wszystko, co mu odebrał. Za każdą klątwę, która została rzucona w jego imieniu.

Za każdą śmierć, do której się przyczynił. Za wszystkich tych, którzy zginęli w

męczarniach, próbując mu się przeciwstawić. Za piekło, które zgotował jemu i

Severusowi!

Za te wszystkie wieczory przy kominku, których już nigdy nie będą mieć. Za

wszystkie noce, których ze sobą nie spędzą. Za spojrzenie i dotyk... którego już nigdy

więcej nie poczuje. Za marzenia, które były tak blisko... a okazały się niemożliwe do

zdobycia. Za wspólnie spędzone życie. Brutalnie im odebrane i podeptane.

Legilimens Evocis.

Zaklęcie, które uformowało się w umyśle Harry'ego nie potrzebowało nawet słów.

Przypominało wzburzoną, nieokiełznaną falę mocy, która roztrzaskała

powstrzymującą ją tamę i popłynęła wąskim przesmykiem dwóch różdżek, wbijając

się w umysł Voldemorta z siłą stalowego ostrza i zagłębiając się w nim niczym

niemożliwy do wyszarpnięcia harpun.

Harry miał wrażenie, jakby wpadł do gęstego niczym smoła, trującego morza czerni,

które próbowało go pochłonąć.

Za każdym razem, kiedy przykrywała go fala, widział zalane krwią twarze, rzucane

drgawkami ciała. Słyszał rozdzierające wrzaski, zakończone przedśmiertnym

charczeniem. Widział wokół siebie setki oczu, błagających, gasnących,

przerażonych... Słyszał rozpaczliwy szloch i pozbawione nadziei zawodzenie.

Jedna z fal rzuciła go we wspomnienie, w którym zobaczył okrutnie okaleczone

zwłoki kobiety i mężczyzny oraz stojącego nad nimi, kilkuletniego chłopczyka z

pokrytą smugami krwi, zapłakaną twarzą, który z tępą, osłupiałą zgrozą wpatrywał się

w skierowaną w siebie różdżkę, a na błękitnych spodenkach, które miał na sobie,

rozrastała się ciemna plama moczu, spływającego mu po nogach i mieszającego się

z rozlaną na podłodze krwią.

Harry w ostatniej chwili wydostał się na powierzchnię wspomnienia, tuż przed tym,

zanim młody Tom Riddle sprawdził, czy obdzieranie ze skóry człowieka wygląda tak

samo jak obdzieranie ze skóry królika.

Ale obrazy dalej atakowały. Przypominały wbijające się w niego szpony, które

rozszarpywały go kawałek po kawałku, wyrywając z niego to, co najcenniejsze.

Człowieczeństwo.

Voldemort walczył. Tylko z powodu jego chwilowego osłabienia, spowodowanego

krążącą mu w żyłach i kąsającą go od wewnątrz trucizną, Harry był jeszcze w stanie

utrzymać się na powierzchni i nie pozwolić, by pochłonęło go morze krwi, zalewające

mu oczy i usta, wdzierające się do nosa i uszu, odcinając dopływ powietrza i

pogrążając go we wszechogarniającym, duszącym strachu.

Szamotał się i walczył, ale wspomnienia atakowały go niczym rozwścieczone bestie,

zadając mu rany na duszy i wypalając w czaszce potworne obrazy okaleczeń i

wykrzywionych cierpieniem twarzy, a on miotał się pomiędzy nimi, próbując się

czegoś uchwycić i przezwyciężyć ten nurt. Wydostać się na powierzchnię i

zapanować nad tą szalejąca kipielą w dole.

I wtedy kolejna fala znowu zmyła go pod powierzchnię i jego oczom ukazało się

owinięte w czerń ciało, miotające się w spazmach po podłodze lochu, twarz przykryta

czarnymi włosami, spod których widać było jedynie otwarte usta i wydobywający się z

nich, zwierzęcy wrzask, długie palce, drapiące paznokciami o kamienną podłogę... te

same palce, które z delikatnością przesuwały się po jego skórze... te same usta,

które tym niskim, ochrypłym głosem szeptały mu do ucha, że należy wyłącznie do

niego... to samo szczupłe ciało, które osłaniało go przed klątwami Voldemorta...

Wynurzył się na powierzchnię tak gwałtownie, jakby coś złapało go za rękę i

wyciągnęło z krwawej kipieli. Wzburzone wspomnienia wciąż próbowały pochłonąć

go z powrotem, ale on miał wrażenie, jakby coś go podtrzymywało, dając oparcie i

wypełniając przestrzeń wokół niego ciepłem. I siłą.

Jeszcze raz spojrzał na przepływające w dole wspomnienia.

Wiedział co zrobić. Przywołać to, co będzie w stanie nakarmić istoty żywiące się tylko

i wyłącznie najgorszymi, najbardziej traumatycznymi przeżyciami i emocjami.

Otworzyć tamę, której Voldemort nie będzie w stanie zamknąć. Wyciągnąć na

powierzchnię cały ten strach i rozpacz, które towarzyszyły mu przez całe życie,

którymi była przesycona niemal każda chwila jego istnienia, które emanowały z

każdego aktu przemocy i terroru, z każdej rzuconej klątwy, z każdego krzyku

cierpienia, który ustami torturowanych przez niego ofiar, wydawała jego własna

dusza.

I Harry wiedział, że istnieje tylko jeden klucz, który był w stanie przywołać to

wszystko. Klucz do życia Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. Klucz do jego

przeżyć od najwcześniejszego dzieciństwa. Klucz do cierpienia, które otaczało go od

chwili narodzin, a od którego przez całe życie próbował uciec, zadając je innym.

Tom Marvolo Riddle.

Harry zdążył jedynie wziąć głęboki oddech, zanim wspomnienia pochłonęły go,

wciągając głęboko w swe cuchnące, lepkie i mroczne czeluście.

70. The Lion and The Serpent

I see the fire in the sky

See it all around me

Am I alive or just a ghost?

Haunted by my sorrows

1 ... 488 489 490 491 492 493 494 495 496 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)