Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 492 493 494 495 496 497 498 499 500 ... 508
Перейти на страницу:

od rozsadzającej je, gorącej radości. I osłabiającej ulgi. Świat bez Voldemorta. To

było... niewiarygodne. - Ale gdzie się podziali Dementorzy? - Rozejrzał się po niebie,

jakby w każdej chwili spodziewał się zobaczyć nas sobą krążące w górze, ciemne

sylwetki.

- Rzuciłem Zaklęcie Patronusa. I nie wiem, jak to zrobiłeś, będąc niemal po drugiej

stronie, ale ty również przywołałeś swojego Patronusa.

Harry zmarszczył brwi, próbując sobie przypomnieć świetlistego jelenia, ale nic

takiego nie pamiętał.

- Widziałem tylko lwa i węża, ale to nie jest... - zaciął się, spoglądając głęboko w oczy pochylającego się nad nim Severusa. - Ale przecież... jak to możliwe?

Severus wyglądał na nieco zmieszanego. Odchrząknął i odparł, starając się

zachować neutralny ton głosu:

- Gdybyś uważał chociaż na jednej lekcji, to wiedziałbyś, że Patronusy mogą

zmieniać kształt pod wpływem silnych emocji. I twój zmienił się w węża.

Oczy Harry'ego rozszerzyły się gwałtownie.

- To znaczy, że twój... - zawahał się jednak przed dokończeniem zdania, kiedy poczuł

na sobie ostrzegawcze spojrzenie mężczyzny. Dokończył je jednak w myślach.

Nie do wiary. Lew. Patronusem Severusa jest lew...

Ta myśl była tak niedorzeczna, że Harry był w stanie jedynie wpatrywać się w

Severusa z osłupieniem i udało mu się ją zdusić dopiero, kiedy do jego umysłu

nadpłynęły kolejne wspomnienia.

- Ale jak to możliwe, że ja wciąż żyję, kiedy on...? - zapytał po chwili, wskazując

głową na nieruchome ciało tuż obok nich.

- Zaklęcie, które rzuciłeś, było tak silne, iż nawet ja je poczułem, pomimo otaczającej

mnie bariery - odparł spokojnie Severus. - Dementorzy w pierwszej kolejności rzucili

się na źródło pożywienia, którym był Czarny Pan. Dopóki tkwiłeś w jego umyśle,

byłeś względnie bezpieczny. Ale kiedy wyssali już z niego wszystko i ponownie

powróciłeś do własnego umysłu, zaatakowali także ciebie. Ale wtedy Czarny Pan już

nie żył, a utrzymująca mnie bariera pękła i zdołałem rzucić Zaklęcie Patronusa.

Odgoniłem ich, zanim zdążyli wyssać duszę także z ciebie. Chociaż przez pewien

czas myślałem, że...- Severus zacisnął usta i pochylił głowę, ukrywając swoją twarz

w cieniu włosów.

Harry poczuł bolesne ukłucie w sercu. Uniósł dłoń, odsuwając włosy Severusa na

bok i dotykając jego policzka. Mężczyzna jednak nie podniósł głowy.

- Bez ciebie nigdy nie udałoby mi się go pokonać... i przeżyć. Zginąłbym tutaj -

powiedział cicho Harry, przyglądając się zmęczonej twarzy Severusa, która nagle się

uniosła i na dnie ciemnych oczu błysnęła stal.

- Gdybyś mi się nie sprzeciwił, to nic takiego nie miałoby miejsca - wyszeptał twardo.

- Bądź pewien, że wyciągnę konsekwencje z twojego nieposłuszeństwa. - Harry

zagryzł wargę, doskonale wiedząc, że Severus nie żartuje. - Już nigdy ode mnie nie

uciekniesz. Choćbym miał przywiązać cię do siebie łańcuchem...

Harry przełknął ślinę.

Nie był pewien, czy podoba mu się ta koncepcja. Mimo, iż wiedział, że Severus ma

rację. Chociaż z drugiej strony...

- Ale pokonaliśmy Voldemorta - powiedział cicho, próbując się usprawiedliwić.

Severus zacisnął usta i Harry zastanawiał się, co to oznacza. Jakby chciał coś

powiedzieć, ale się powstrzymał...

Harry przez chwilę przyglądał się jego pokrytej zadrapaniami i zaschniętą krwią

twarzy, delikatnie gładząc palcami zimny policzek. Severus wyglądał tak, jakby

przeszedł przez piekło, aby do niego dotrzeć... i jakby, pomimo zwycięstwa, wciąż

coś go niepokoiło.

I ten niepokój nagle przelał się również na niego, kiedy Harry przypomniał sobie

nagle... wybuchy i rozświetlające niebo zaklęcia, które widział z oddali.

Jego oczy rozszerzyły się gwałtownie, a płuca ścisnęły i doznał wrażenia, jakby ktoś

uderzył go z całej siły w żołądek.

- Co z resztą? - zapytał pospiesznie, czując narastający w sobie lęk, kiedy oczyma

wyobraźni widział zebrane przez Voldemorta zastępy Śmierciożerców. - Co tam się

stało? Gdzie oni są? - Rozejrzał się, poszukując na horyzoncie oznak walki, ale

wszędzie panował spokój, a przykryte chmurami niebo było jednolicie szare.

Ponownie spojrzał na Severusa, ale mężczyzna nadal nie unosił głowy. Po chwili

jednak dotknął jasnej blizny po Mrocznym Znaku na swoim lewym przedramieniu i

powoli uniósł twarz, spoglądając na Harry'ego przysłoniętymi matową czernią,

ukrytymi w cieniu oczami.

- Walka była nieunikniona - powiedział niskim, pozbawionym emocji głosem. -

Dumbledore ogłosił alarm. Zwołał Zakon Feniksa i dużą część Ministerstwa. I

wszystkich, którzy chcieli wziąć udział w bitwie. Łącznie z uczniami Hogwartu.

Harry poczuł, jak jego ciało pokrywa się gęsią skórką.

Łącznie z uczniami? Czy to oznaczało, że.. że Hermiona, i Ron, i Luna, i Ginny, i

Neville... i wszyscy inni zaryzykowali swoje życie, żeby...?

Zareagował błyskawicznie.

- Musimy się do nich aportować. Musimy im pomóc! - niemal krzyknął, zrywając się z

ziemi, chociaż jego nogi wciąż się pod nim uginały, a kolana drżały. Severus również

wstał, ale jego postawa emanowała chłodem i spokojem.

- Już za późno. Walka zakończyła się z chwilą, w której Czarny Pan został pokonany.

Wszyscy Śmierciożercy, którzy przeżyli, z pewnością poczuli, że Mroczny Znak

znika. I uciekli.

- Ale musimy to sprawdzić! Możesz się mylić. Muszę do nich iść! Muszę wiedzieć! Co

z moimi przyjaciółmi? Widziałeś ich? - Harry przypadł do Severusa, zaciskając pięści

na jego szacie. Nie podobało mu się spojrzenie mężczyzny. Patrzył na niego z góry z

tak doskonale opanowanym wyrazem twarzy, jakby znowu zmienił się w

pozbawionego emocji Śmierciożercę. Jakby to już nie była jego twarz, tylko maska,

którą przybierał zawsze, kiedy...

- Powiedziałem ci, że już za późno - powtórzył cichym, lecz niezwykle

zdecydowanym głosem. - Wojna pochłonęła wiele ofiar. Poległo wielu aurorów,

czarodziejów i uczniów. W tym również Dumbledore.

CO?

Harry poczuł się tak, jakby coś nagle podcięło mu nogi.

Dumbledore? Ale... ale... jak to możliwe? Przecież dyrektor był najbardziej...

najpotężniejszym... nie mógł... to niemożliwe.

- Jak? - zapytał zdrętwiałymi wargami, czując pełzające we wnętrzu zimno.

- Nawet on nie był na tyle potężny, aby obronić się przed kilkudziesięcioma

Zaklęciami Uśmiercającymi rzuconymi jednocześnie.

Harry spojrzał w górę, na przykryte cieniem oczy Snape'a.

- Byłeś przy tym? - zapytał, nie potrafiąc powstrzymać nieprzyjemnego uczucia

skręcania się wnętrzności.

- Tak. - Odpowiedź przypominała przecinające powietrze ostrze.

Harry opuścił głowę, opierając czoło o szorstką szatę na piersi Severusa.

Nie chciał wiedzieć nic więcej. Wołał nie wiedzieć. Wolał nie pytać. Ponieważ bał się,

że może usłyszeć coś, co...

- Zabierz mnie tam. Proszę - wyszeptał cicho, starając się zapanować nad łamiącym

się głosem i coraz większym strachem, wijącym mu się w piersi niczym zimny,

oślizgły wąż. - Chcę ich zobaczyć. Muszę wiedzieć, czy żyją.

- Musisz zrozumieć - usłyszał nad sobą zduszony, odległy głos Severusa - że byłem

zmuszony podjąć pewne kroki, aby cię odnaleźć... - Harry poczuł, jak strach

prześlizguje mu się do żołądka, wbijając w niego swe ostre szpony. - Dla mnie nie

1 ... 492 493 494 495 496 497 498 499 500 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)