Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 487 488 489 490 491 492 493 494 495 ... 508
Перейти на страницу:

wykrzywioną furią tak ogromną, iż przypominała teraz potworną karykaturę samej

siebie, uniósł różdżkę, kierując ją w stronę osłabianego Severusa i Harry wiedział, że

tym razem żadne słowa nie przekonają go, by ją opuścił. I że śmierć nie jest

najgorszym, co Czarny Pan może teraz zrobić swojemu byłemu słudze za to, że zabił

jego najwierniejszą towarzyszkę.

Było tylko jedno, jedyne wyjście.

Błyskawicznie przyklęknął, wydobywając trzęsącymi się palcami z ukrytej w nogawce

kieszeni zieloną fiolkę i wyciągając ją w stronę oszalałego z gniewu Voldemorta.

- Mam eliksir! - wykrzyknął rozpaczliwie, z trudem wydobywając głos ze ściśniętego

gardła. - Miałem go przez cały czas! Severus kłamał! Ukończył go! Zrobię wszystko,

co każesz, ale go nie zabijaj. Będziesz miał moją moc. Nikt nie będzie w stanie cię

pokonać. Wypiję go. Zrobię to z własnej woli. Ale musisz dotrzymać słowa.

Czerwone oczy przeszyły go na wskroś i blizna na jego czole pękła z bólu, ale zanim

zrozumiał, co to oznacza, ujrzał jak oczy Voldemorta mrużą się, przypominając dwie

wąskie szpary, zza których spogląda piekło i jego dłoń wykonała skomplikowany

gest, ciskając w Severusa niewerbalnym zaklęciem.

- NIEEE!!! - Harry rzucił się do przodu, próbując przeciąć drogę zaklęcia, ale nie

zdążył.

Upadł na zamarzniętą ziemię, czując jak przerażenie rozrywa mu płuca i pozbawia

zmysłów.

Zapadła cisza.

Podniósł się na drżących rękach, nie będąc w stanie się odwrócić i spojrzeć za

siebie.

Nie chciał tego widzieć... nie mógł...

- Masz trzydzieści sekund - dobiegł go przytłumiony, rozkazujący syk. - Daję ci

trzydzieści sekund na wypicie tego eliksiru.

Harry poderwał gwałtownie głowę, spoglądając na Voldemorta zamglonym wzrokiem.

Co?

Odwrócił się.

Uwierający go w piersi kamień roztrzaskał się i jego serce ponownie zaczęło bić.

Severus żył. Żył!

Voldemort zamknął go w magicznym polu siłowym, które mężczyzna próbował rozbić

różdżką, ale z pewnością nie swoją, ponieważ Voldemort wciąż ściskał w ręku

różdżki ich obu. Pole wchłaniało jednak każde zaklęcie, którego użył Severus.

Zaprzestał więc prób uwolnienia się i zaczął krzyczeć coś do Harry'ego, miotając się

po kuli tak, jakby pragnął rozerwać ją choćby i siłą swych mięśni.

Ale Harry wiedział, że to na nic. Było już za późno.

Przysiadł na piętach i rozmytym wzrokiem spojrzał na trzymaną w dłoni fiolkę.

To był jedyny sposób, żeby go uratować. Może w innym życiu mogliby być razem.

Gdyby Harry nie miał blizny na czole, a Severus Mrocznego Znaku. Gdyby Voldemort

nigdy się nie urodził...

Ale żaden z nich nie mógł zmienić swojego losu. Mogli jedynie wspólnie próbować o

nim zapomnieć. Udawać, że mają jeszcze dużo czasu. Że mają przed sobą

przyszłość. Że kiedy to wszystko się skończy... obaj wciąż jeszcze będą żyli... i dalej

będą uczyć się od siebie nawzajem.

Że mają szansę...

Harry jeszcze raz spojrzał na zamkniętego w kuli Severusa, który wciąż coś do niego

krzyczał, ale bariera pochłaniała wszelkie dźwięki i Harry go nie słyszał. Jego wzrok

był już tak zamglony, iż niewiele widział. Przeniósł go na fiolkę, odkorkowując ją

drżącymi palcami i podnosząc do ust. Przełknięcie śliny było tak bolesne, jakby w

jego gardle utknęły żyletki, bezlitośnie tnąc je aż do krwi.

Po raz ostatni zerknął na stojącego nieopodal Voldemorta, którego twarz wyrażała w

tej chwili niecierpliwe wyczekiwanie, balansujące na pograniczu triumfu.

Nie mieli szansy. Nigdy jej nie mieli.

Harry nabrał w obolałe płuca nieco stęchłego powietrza, próbując powstrzymać

drżące w kącikach oczu łzy.

Przyłożył fiolkę do spierzchniętych warg.

I w tym samym momencie dostrzegł, że w trupiobladej twarzy Voldemorta... coś się

zmieniło. Czerwone oczy rozszerzyły się, jakby ciało Voldemorta przeszył

przypominający porażenie prądem, niezwykle silny skurcz. Czarny Pan zachwiał się,

pochylając się do przodu, jakby nagle stracił siły i przycisnął dłoń do piersi, dokładnie w tym samym miejscu, w które Harry ugodził go nożem.

Oczy Harry'ego rozszerzyły się w osłupiającym zrozumieniu.

Trucizna!

Uaktywniła się!

Merlinie, jak mógł zapomnieć o tym, że Severus opóźnił jej działanie?!

- Zatrułeś go - wysyczał wściekle Voldemort, chociaż jego głos był cichszy i znacznie

słabszy niż wcześniej. - Jesteś głupszy niż sądziłem, jeśli pomyślałeś, że da ci to

jakąkolwiek przewagę. Jestem najpotężniejszym czarodziejem świata. Żadna

trucizna mnie nie zabije. Zwalczę ją bez najmniejszych przeszkód.

Ale po wypowiedzeniu ostatniego słowa, jego nogi ugięły się i musiał oprzeć się

dłońmi o kolana, aby uniknąć osunięcia się na ziemię.

Harry był tak oszołomiony tym, co się działo, że jego pierwszą reakcją było

spojrzenie na Severusa. Snape opanował się znacznie szybciej, wskazując

Harry'emu na różdżkę, którą trzymał w swojej dłoni, a potem na Voldemorta.

Harry pojął aluzję. To była jego jedyna szansa. Miał tylko chwilę, by dokonać...

czegokolwiek. Kilka sekund życia nagle wydłużyło się do kilku minut i teraz wydawało

mu się, że ma tak niewiarygodnie dużo czasu... że może zrobić wszystko!

Błyskawicznie zakorkował fiolkę i cisnął ją na ziemię, podrywając się do biegu i nie

spuszczając wzroku z różdżek znajdujących się w rękach Voldemorta. Ale nawet

osłabiony, Voldemort pozostawał Voldemortem i Harry nagle ujrzał rozbłysk klątwy.

Uniknął jej jednak, rzucając się zwinnie w prawo, tak jak unikał tłuczków podczas

meczów Quidditcha. Klątwy Voldemorta były znacznie słabsze, ale wciąż wystarczyło

zaledwie draśnięcie, aby unieruchomić Harry'ego.

Harry czuł gwałtowne bicie własnego serca, kiedy rzucał się w prawo i w lewo,

niesiony nieugiętą determinacją, wypełniony nieprawdopodobnie wielką siłą oraz

płynącą w jego żyłach adrenaliną, tą samą, którą odczuwał za każdym razem, kiedy

gonił za Złotym Zniczem. Ale tym razem stawką nie było jedynie wygranie meczu.

Tym razem stawką było życie jego i Severusa.

Zgiął się w pół, przebiegając pod błękitnym promieniem klątwy, który świsnął

milimetry nad nim i z całym impetem rzucił się na Voldemorta, łapiąc go za

nadgarstek i kierując jego różdżkę w górę, dzięki czemu kolejna klątwa wystrzeliła w

niebo, a drugą ręką chwytając różdżki, które Voldemort ściskał w swojej dłoni.

Ujrzał przed oczami jego wykrzywioną furią twarz i wyszczerzone, żółte kły, kiedy z

gardła czarodzieja wydobył się pełen wściekłości ryk.

Harry szarpnął ręką, wyrywając mu siłą obie różdżki i wciąż przytrzymując w górze

wyciągniętą rękę Voldemorta, który przysunął twarz tak blisko, iż Harry poczuł

wdzierający mu się do nozdrzy odór siarki i stęchlizny, a jego czoło ponownie

przecięła piekąca błyskawica bólu.

- Nie pokonasz mnie - wycharczał Czarny Pan, kiedy Harry próbował pozbyć się

białych plam potwornego bólu, które wykwitały mu przed oczami. - Nie możesz mnie

zabić żadną klątwą. Moja moc jest tak ogromna, że jestem w stanie przeżyć nawet

bez ciała. Możesz próbować do woli, ale to i tak na nic. To ja zwyciężę.

Harry poczuł lodowatą dłoń zaciskającą mu się na gardle niczym imadło.

1 ... 487 488 489 490 491 492 493 494 495 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)