Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
wykrzywioną furią tak ogromną, iż przypominała teraz potworną karykaturę samej
siebie, uniósł różdżkę, kierując ją w stronę osłabianego Severusa i Harry wiedział, że
tym razem żadne słowa nie przekonają go, by ją opuścił. I że śmierć nie jest
najgorszym, co Czarny Pan może teraz zrobić swojemu byłemu słudze za to, że zabił
jego najwierniejszą towarzyszkę.
Było tylko jedno, jedyne wyjście.
Błyskawicznie przyklęknął, wydobywając trzęsącymi się palcami z ukrytej w nogawce
kieszeni zieloną fiolkę i wyciągając ją w stronę oszalałego z gniewu Voldemorta.
- Mam eliksir! - wykrzyknął rozpaczliwie, z trudem wydobywając głos ze ściśniętego
gardła. - Miałem go przez cały czas! Severus kłamał! Ukończył go! Zrobię wszystko,
co każesz, ale go nie zabijaj. Będziesz miał moją moc. Nikt nie będzie w stanie cię
pokonać. Wypiję go. Zrobię to z własnej woli. Ale musisz dotrzymać słowa.
Czerwone oczy przeszyły go na wskroś i blizna na jego czole pękła z bólu, ale zanim
zrozumiał, co to oznacza, ujrzał jak oczy Voldemorta mrużą się, przypominając dwie
wąskie szpary, zza których spogląda piekło i jego dłoń wykonała skomplikowany
gest, ciskając w Severusa niewerbalnym zaklęciem.
- NIEEE!!! - Harry rzucił się do przodu, próbując przeciąć drogę zaklęcia, ale nie
zdążył.
Upadł na zamarzniętą ziemię, czując jak przerażenie rozrywa mu płuca i pozbawia
zmysłów.
Zapadła cisza.
Podniósł się na drżących rękach, nie będąc w stanie się odwrócić i spojrzeć za
siebie.
Nie chciał tego widzieć... nie mógł...
- Masz trzydzieści sekund - dobiegł go przytłumiony, rozkazujący syk. - Daję ci
trzydzieści sekund na wypicie tego eliksiru.
Harry poderwał gwałtownie głowę, spoglądając na Voldemorta zamglonym wzrokiem.
Co?
Odwrócił się.
Uwierający go w piersi kamień roztrzaskał się i jego serce ponownie zaczęło bić.
Severus żył. Żył!
Voldemort zamknął go w magicznym polu siłowym, które mężczyzna próbował rozbić
różdżką, ale z pewnością nie swoją, ponieważ Voldemort wciąż ściskał w ręku
różdżki ich obu. Pole wchłaniało jednak każde zaklęcie, którego użył Severus.
Zaprzestał więc prób uwolnienia się i zaczął krzyczeć coś do Harry'ego, miotając się
po kuli tak, jakby pragnął rozerwać ją choćby i siłą swych mięśni.
Ale Harry wiedział, że to na nic. Było już za późno.
Przysiadł na piętach i rozmytym wzrokiem spojrzał na trzymaną w dłoni fiolkę.
To był jedyny sposób, żeby go uratować. Może w innym życiu mogliby być razem.
Gdyby Harry nie miał blizny na czole, a Severus Mrocznego Znaku. Gdyby Voldemort
nigdy się nie urodził...
Ale żaden z nich nie mógł zmienić swojego losu. Mogli jedynie wspólnie próbować o
nim zapomnieć. Udawać, że mają jeszcze dużo czasu. Że mają przed sobą
przyszłość. Że kiedy to wszystko się skończy... obaj wciąż jeszcze będą żyli... i dalej
będą uczyć się od siebie nawzajem.
Że mają szansę...
Harry jeszcze raz spojrzał na zamkniętego w kuli Severusa, który wciąż coś do niego
krzyczał, ale bariera pochłaniała wszelkie dźwięki i Harry go nie słyszał. Jego wzrok
był już tak zamglony, iż niewiele widział. Przeniósł go na fiolkę, odkorkowując ją
drżącymi palcami i podnosząc do ust. Przełknięcie śliny było tak bolesne, jakby w
jego gardle utknęły żyletki, bezlitośnie tnąc je aż do krwi.
Po raz ostatni zerknął na stojącego nieopodal Voldemorta, którego twarz wyrażała w
tej chwili niecierpliwe wyczekiwanie, balansujące na pograniczu triumfu.
Nie mieli szansy. Nigdy jej nie mieli.
Harry nabrał w obolałe płuca nieco stęchłego powietrza, próbując powstrzymać
drżące w kącikach oczu łzy.
Przyłożył fiolkę do spierzchniętych warg.
I w tym samym momencie dostrzegł, że w trupiobladej twarzy Voldemorta... coś się
zmieniło. Czerwone oczy rozszerzyły się, jakby ciało Voldemorta przeszył
przypominający porażenie prądem, niezwykle silny skurcz. Czarny Pan zachwiał się,
pochylając się do przodu, jakby nagle stracił siły i przycisnął dłoń do piersi, dokładnie w tym samym miejscu, w które Harry ugodził go nożem.
Oczy Harry'ego rozszerzyły się w osłupiającym zrozumieniu.
Trucizna!
Uaktywniła się!
Merlinie, jak mógł zapomnieć o tym, że Severus opóźnił jej działanie?!
- Zatrułeś go - wysyczał wściekle Voldemort, chociaż jego głos był cichszy i znacznie
słabszy niż wcześniej. - Jesteś głupszy niż sądziłem, jeśli pomyślałeś, że da ci to
jakąkolwiek przewagę. Jestem najpotężniejszym czarodziejem świata. Żadna
trucizna mnie nie zabije. Zwalczę ją bez najmniejszych przeszkód.
Ale po wypowiedzeniu ostatniego słowa, jego nogi ugięły się i musiał oprzeć się
dłońmi o kolana, aby uniknąć osunięcia się na ziemię.
Harry był tak oszołomiony tym, co się działo, że jego pierwszą reakcją było
spojrzenie na Severusa. Snape opanował się znacznie szybciej, wskazując
Harry'emu na różdżkę, którą trzymał w swojej dłoni, a potem na Voldemorta.
Harry pojął aluzję. To była jego jedyna szansa. Miał tylko chwilę, by dokonać...
czegokolwiek. Kilka sekund życia nagle wydłużyło się do kilku minut i teraz wydawało
mu się, że ma tak niewiarygodnie dużo czasu... że może zrobić wszystko!
Błyskawicznie zakorkował fiolkę i cisnął ją na ziemię, podrywając się do biegu i nie
spuszczając wzroku z różdżek znajdujących się w rękach Voldemorta. Ale nawet
osłabiony, Voldemort pozostawał Voldemortem i Harry nagle ujrzał rozbłysk klątwy.
Uniknął jej jednak, rzucając się zwinnie w prawo, tak jak unikał tłuczków podczas
meczów Quidditcha. Klątwy Voldemorta były znacznie słabsze, ale wciąż wystarczyło
zaledwie draśnięcie, aby unieruchomić Harry'ego.
Harry czuł gwałtowne bicie własnego serca, kiedy rzucał się w prawo i w lewo,
niesiony nieugiętą determinacją, wypełniony nieprawdopodobnie wielką siłą oraz
płynącą w jego żyłach adrenaliną, tą samą, którą odczuwał za każdym razem, kiedy
gonił za Złotym Zniczem. Ale tym razem stawką nie było jedynie wygranie meczu.
Tym razem stawką było życie jego i Severusa.
Zgiął się w pół, przebiegając pod błękitnym promieniem klątwy, który świsnął
milimetry nad nim i z całym impetem rzucił się na Voldemorta, łapiąc go za
nadgarstek i kierując jego różdżkę w górę, dzięki czemu kolejna klątwa wystrzeliła w
niebo, a drugą ręką chwytając różdżki, które Voldemort ściskał w swojej dłoni.
Ujrzał przed oczami jego wykrzywioną furią twarz i wyszczerzone, żółte kły, kiedy z
gardła czarodzieja wydobył się pełen wściekłości ryk.
Harry szarpnął ręką, wyrywając mu siłą obie różdżki i wciąż przytrzymując w górze
wyciągniętą rękę Voldemorta, który przysunął twarz tak blisko, iż Harry poczuł
wdzierający mu się do nozdrzy odór siarki i stęchlizny, a jego czoło ponownie
przecięła piekąca błyskawica bólu.
- Nie pokonasz mnie - wycharczał Czarny Pan, kiedy Harry próbował pozbyć się
białych plam potwornego bólu, które wykwitały mu przed oczami. - Nie możesz mnie
zabić żadną klątwą. Moja moc jest tak ogromna, że jestem w stanie przeżyć nawet
bez ciała. Możesz próbować do woli, ale to i tak na nic. To ja zwyciężę.
Harry poczuł lodowatą dłoń zaciskającą mu się na gardle niczym imadło.