Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 485 486 487 488 489 490 491 492 493 ... 508
Перейти на страницу:

czy choćby kamieni, ciągnąca się aż po horyzont, na którym górowały niewielkie

wzniesienia, to musiał spróbować.

Odwrócił głowę, próbując coś dostrzec i nawet, jeśli jasność już opadła, to jego wzrok

nadal nie był do końca sprawny i wszystko przykrywała biała, rozmyta mgła, w której

Harry dostrzegł... kilka identycznych sylwetek Severusa, biegających we wszystkie

strony i ciskających w rozwścieczonego Voldemorta zaklęciami.

Ostry, przeszywający dźwięk nad nim sprawił, że Harry zatrzymał się gwałtownie, z

przerażeniem obserwując, jak horda Dementorów rusza w jego stronę.

Uniósł różdżkę, próbując skupić się na najszczęśliwszej chwili swojego życia, ale w

tym samym momencie poczuł łapiącą go w biegu dłoń i niemal się przewrócił, kiedy

Severus pociągnął go za sobą.

- Kazałem ci biec! - wykrzyczał. - Nie ma na to czasu! Musimy wydostać się ze strefy

antyaportacyjnej!

Harry poderwał głowę i ujrzał obok siebie pozostałe cienie Severusa, a nad sobą

długie, łopoczące szaty i wyciągające się ku nim, pokryte liszajami dłonie.

Zamknął oczy, czując ich lodowate oddechy na karku i w tej samej chwili... wpadł na

niewidzialną, twardą niczym szkło barierę. Uderzenie było tak silne, jakby spadł z

wysokości na kamienną posadzkę. Jęknął głośno i odepchnięty siłą rozpędu,

przewrócił się na ziemię.

Na chwilę stracił wzrok i orientację. Kiedy ją odzyskał, Severus już się podnosił,

pociągając go za sobą, ale nagle osunął się na ziemię tuż obok niego, dysząc ciężko

i kaszląc, tak jakby coś pozbawiło go wszystkich sił.

Harry zrozumiał, co to było, w momencie, w którym tylko poderwał głowę. Wszystkie

cienie, które wyczarował Severus, rozpłynęły się po zderzeniu z magiczną barierą.

Pozostali sami.

Odsłonięci.

Harry słyszał nad sobą świszczące oddechy Dementorów, które przypominały

niecierpliwe sapanie upiornej besti , czekającej na jedno skinienie swego pana, aby

mogła w końcu pożreć to, co nęciło jej zmysły już od tak długiego czasu.

- Tego nie zaplanowałeś, prawda, Severusie? - zapytał cicho Voldemort, zbliżając się

powoli i obracając w długich, zakończonych szponami palcach... różdżkę Harry'ego!

Do diabła! Musiał ją upuścić, kiedy się przewrócił i Voldemort ja przywołał. Do diabła!

Do diabła! Do diabła! - Jesteście w pułapce. Nie macie dokąd uciec. Stąd nie ma

wyjścia. Bardzo długi czas przygotowywałem się do tej chwili. I nawet twoje

niespodziewane przybycie nie zniweczy moich planów. Zbliża się wasz koniec.

Zaklęcie świsnęło tak nagle, że Harry zdążył się tylko osłonić ramionami, ale nie

poczuł bólu. Zobaczył tylko, jak różdżka Severusa wyślizguje się z jego osłabionej

dłoni i wpada wprost w wyciągniętą rękę Voldemorta.

- Teraz jesteście całkowicie bezbronni. I macie tylko jedną szansę, aby nie skonać w

niezwykle długich, niewyobrażalnie bolesnych męczarniach, przyglądając się

nawzajem swojej śmierci... - ciągnął okrutnie Voldemort, wpatrując się w nich z

wyrazem twarzy drapieżnika, który zapędził swe ofiary w miejsce, z którego nie było

innego wyjścia, jak tylko wpaść wprost w jego naszpikowaną kłami paszczę. - Dajcie

mi eliksir.

Harry spojrzał na Severusa szeroko otwartymi oczami. Mężczyzna uniósł głowę. Po

jego twarzy płynął pot. Włosy przylepiły się do czoła, a wpółotwarte usta z trudem

łapały powietrze, ale to, co Harry ujrzał w jego oczach... to było niczym miażdżący

cios prosto w trzewia. Jego żołądek skręcił się, kiedy Harry zrozumiał, że Severus

wie... i że zrobi wszystko, aby nie pozwolić mu dokonać tego, po co tu przyszedł.

Ale... ale... jakie miał inne wyjście?

Widział ogień w jego oczach. Płonącą wciąż, jasną iskrę, rozświetlającą czarne

tęczówki, ale miała zbyt mało tlenu, aby ponownie się rozpalić. Severus stracił zbyt

wiele mocy, rozszczepiając ją na kilka równych części, aby dać im czas i szansę na

ucieczkę. Teraz Harry musiał zrobić to samo. Kupić mu czas. Chociaż odrobinę. A

potem, jeżeli już naprawdę nie będzie innego wyjścia... jeżeli naprawdę nie będzie...

- Każ Dementorom się odsunąć - powiedział głośno Harry, prostując się na

uginających się nogach. - Wiem, gdzie jest eliksir. Severus go nie ma.

- Potter! - usłyszał za sobą ostrzegawczy syk i poczuł zaciskającą się na nadgarstku

dłoń, ale to go nie powstrzymało.

- Wiem też, jak on działa. Wiem, że muszę go wypić z własnej woli, aby rytuał się

powiódł - kontynuował, starając się zignorować coraz bardziej natarczywy uścisk na

przegubie i dobiegający zza pleców zachrypnięty, cichy szept:

- Nawet się nie waż...

Nie mógł spojrzeć teraz na Severusa. Teraz byli tylko oni. On i Voldemort.

Patrzył wprost w zmrużone podejrzliwie, czerwone oczy, gorączkowo zastanawiając

się, co teraz zrobić. Czuł nad sobą świszczące oddechy i miał wrażenie, jakby nawet

z tej odległości Dementorzy byli w stanie wyssać z niego całą odwagę, pozostawiając

jedynie skulone, kwilące coś, błagające o to, aby strach odszedł i aby wszystko się

już skończyło.

Tak, zrobi wszystko, aby to się już skończyło...

- Każ im się odsunąć - powiedział wyraźnie, wpatrując się twardo w Voldemorta.

Czarny Pan zaledwie tylko spojrzał na Dementorów i Harry usłyszał wysokie,

skrzeczące głosy niezadowolenia, kiedy czarne sylwetki zaczęły wycofywać się na

swoje początkowe pozycje, tworząc zwarty krąg nad ich głowami.

W jaki sposób ich kontrolował? Tylko dzięki swojej mocy? Przecież z pewnością nie

był w stanie wyczarować żadnego Patronusa. Nie ktoś taki jak Voldemort. Z

pewnością nie.

Kiedy Dementorzy się odsunęli, wyciągający swe szpony, lodowaty strach wypuścił

na chwilę ze swego śmiertelnego uścisku gardło i płuca Harry'ego, pozwalając mu

nabrać powietrza.

- Moja cierpliwość zaczyna się kończyć - wysyczał Czarny Pan.

Harry zacisnął pięści, spoglądając na wyłaniającą się zza nóg Voldemorta, pełznącą

leniwie Nagini.

- Ja... - zaczął, przełykając ślinę i próbując zapanować nad tłukącym się w piersi

sercem. - Zrobię to. Wypiję go i będziesz mógł odebrać moją moc, ale...

Silne pociągnięcie za rękę sprawiło, że niemal opadł na kolana. Severus

szarpnięciem przyciągnął go do siebie i Harry zobaczył, że mężczyzna chowa w swe

szaty małą fiolkę, którą musiał przed chwilą zażyć.

- To nie czas na twój pieprzony, gryfoński heroizm - wysyczał mu prosto w twarz. -

Nie po to przebyłem całą tę drogę, żebyś mi teraz wszystko zniszczył, ty narwany

idioto!

- Nie prosiłem cię o to - wypalił Harry, próbując wyrwać rękę. - Puść mnie! Gdybyś

nie przyszedł, już dawno byłoby po wszystkim. Już niczego bym nie czuł i nie

musiałbym patrzeć na to, jak on cię... - urwał, ponieważ nagle zabrakło mu tchu,

kiedy uderzyło go wspomnienie wykrzywionej cierpieniem twarzy Severusa. -

Myślisz, że po co to zrobiłem? Chciałem cię uratować!

- Uratować? - wycedził Severus, piorunując go takim spojrzeniem, jakby Harry

właśnie go obraził. - Myślisz, że uratowałbyś mnie w taki sposób? Poświęcając się? -

Harry poczuł, jak dłoń Snape'a łapie go za zakrwawioną koszulę i przyciąga bliżej, a

czarne oczy wdzierają mu się niemal do duszy. - W ten sposób mógłbyś mnie jedynie

1 ... 485 486 487 488 489 490 491 492 493 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)