Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
czy choćby kamieni, ciągnąca się aż po horyzont, na którym górowały niewielkie
wzniesienia, to musiał spróbować.
Odwrócił głowę, próbując coś dostrzec i nawet, jeśli jasność już opadła, to jego wzrok
nadal nie był do końca sprawny i wszystko przykrywała biała, rozmyta mgła, w której
Harry dostrzegł... kilka identycznych sylwetek Severusa, biegających we wszystkie
strony i ciskających w rozwścieczonego Voldemorta zaklęciami.
Ostry, przeszywający dźwięk nad nim sprawił, że Harry zatrzymał się gwałtownie, z
przerażeniem obserwując, jak horda Dementorów rusza w jego stronę.
Uniósł różdżkę, próbując skupić się na najszczęśliwszej chwili swojego życia, ale w
tym samym momencie poczuł łapiącą go w biegu dłoń i niemal się przewrócił, kiedy
Severus pociągnął go za sobą.
- Kazałem ci biec! - wykrzyczał. - Nie ma na to czasu! Musimy wydostać się ze strefy
antyaportacyjnej!
Harry poderwał głowę i ujrzał obok siebie pozostałe cienie Severusa, a nad sobą
długie, łopoczące szaty i wyciągające się ku nim, pokryte liszajami dłonie.
Zamknął oczy, czując ich lodowate oddechy na karku i w tej samej chwili... wpadł na
niewidzialną, twardą niczym szkło barierę. Uderzenie było tak silne, jakby spadł z
wysokości na kamienną posadzkę. Jęknął głośno i odepchnięty siłą rozpędu,
przewrócił się na ziemię.
Na chwilę stracił wzrok i orientację. Kiedy ją odzyskał, Severus już się podnosił,
pociągając go za sobą, ale nagle osunął się na ziemię tuż obok niego, dysząc ciężko
i kaszląc, tak jakby coś pozbawiło go wszystkich sił.
Harry zrozumiał, co to było, w momencie, w którym tylko poderwał głowę. Wszystkie
cienie, które wyczarował Severus, rozpłynęły się po zderzeniu z magiczną barierą.
Pozostali sami.
Odsłonięci.
Harry słyszał nad sobą świszczące oddechy Dementorów, które przypominały
niecierpliwe sapanie upiornej besti , czekającej na jedno skinienie swego pana, aby
mogła w końcu pożreć to, co nęciło jej zmysły już od tak długiego czasu.
- Tego nie zaplanowałeś, prawda, Severusie? - zapytał cicho Voldemort, zbliżając się
powoli i obracając w długich, zakończonych szponami palcach... różdżkę Harry'ego!
Do diabła! Musiał ją upuścić, kiedy się przewrócił i Voldemort ja przywołał. Do diabła!
Do diabła! Do diabła! - Jesteście w pułapce. Nie macie dokąd uciec. Stąd nie ma
wyjścia. Bardzo długi czas przygotowywałem się do tej chwili. I nawet twoje
niespodziewane przybycie nie zniweczy moich planów. Zbliża się wasz koniec.
Zaklęcie świsnęło tak nagle, że Harry zdążył się tylko osłonić ramionami, ale nie
poczuł bólu. Zobaczył tylko, jak różdżka Severusa wyślizguje się z jego osłabionej
dłoni i wpada wprost w wyciągniętą rękę Voldemorta.
- Teraz jesteście całkowicie bezbronni. I macie tylko jedną szansę, aby nie skonać w
niezwykle długich, niewyobrażalnie bolesnych męczarniach, przyglądając się
nawzajem swojej śmierci... - ciągnął okrutnie Voldemort, wpatrując się w nich z
wyrazem twarzy drapieżnika, który zapędził swe ofiary w miejsce, z którego nie było
innego wyjścia, jak tylko wpaść wprost w jego naszpikowaną kłami paszczę. - Dajcie
mi eliksir.
Harry spojrzał na Severusa szeroko otwartymi oczami. Mężczyzna uniósł głowę. Po
jego twarzy płynął pot. Włosy przylepiły się do czoła, a wpółotwarte usta z trudem
łapały powietrze, ale to, co Harry ujrzał w jego oczach... to było niczym miażdżący
cios prosto w trzewia. Jego żołądek skręcił się, kiedy Harry zrozumiał, że Severus
wie... i że zrobi wszystko, aby nie pozwolić mu dokonać tego, po co tu przyszedł.
Ale... ale... jakie miał inne wyjście?
Widział ogień w jego oczach. Płonącą wciąż, jasną iskrę, rozświetlającą czarne
tęczówki, ale miała zbyt mało tlenu, aby ponownie się rozpalić. Severus stracił zbyt
wiele mocy, rozszczepiając ją na kilka równych części, aby dać im czas i szansę na
ucieczkę. Teraz Harry musiał zrobić to samo. Kupić mu czas. Chociaż odrobinę. A
potem, jeżeli już naprawdę nie będzie innego wyjścia... jeżeli naprawdę nie będzie...
- Każ Dementorom się odsunąć - powiedział głośno Harry, prostując się na
uginających się nogach. - Wiem, gdzie jest eliksir. Severus go nie ma.
- Potter! - usłyszał za sobą ostrzegawczy syk i poczuł zaciskającą się na nadgarstku
dłoń, ale to go nie powstrzymało.
- Wiem też, jak on działa. Wiem, że muszę go wypić z własnej woli, aby rytuał się
powiódł - kontynuował, starając się zignorować coraz bardziej natarczywy uścisk na
przegubie i dobiegający zza pleców zachrypnięty, cichy szept:
- Nawet się nie waż...
Nie mógł spojrzeć teraz na Severusa. Teraz byli tylko oni. On i Voldemort.
Patrzył wprost w zmrużone podejrzliwie, czerwone oczy, gorączkowo zastanawiając
się, co teraz zrobić. Czuł nad sobą świszczące oddechy i miał wrażenie, jakby nawet
z tej odległości Dementorzy byli w stanie wyssać z niego całą odwagę, pozostawiając
jedynie skulone, kwilące coś, błagające o to, aby strach odszedł i aby wszystko się
już skończyło.
Tak, zrobi wszystko, aby to się już skończyło...
- Każ im się odsunąć - powiedział wyraźnie, wpatrując się twardo w Voldemorta.
Czarny Pan zaledwie tylko spojrzał na Dementorów i Harry usłyszał wysokie,
skrzeczące głosy niezadowolenia, kiedy czarne sylwetki zaczęły wycofywać się na
swoje początkowe pozycje, tworząc zwarty krąg nad ich głowami.
W jaki sposób ich kontrolował? Tylko dzięki swojej mocy? Przecież z pewnością nie
był w stanie wyczarować żadnego Patronusa. Nie ktoś taki jak Voldemort. Z
pewnością nie.
Kiedy Dementorzy się odsunęli, wyciągający swe szpony, lodowaty strach wypuścił
na chwilę ze swego śmiertelnego uścisku gardło i płuca Harry'ego, pozwalając mu
nabrać powietrza.
- Moja cierpliwość zaczyna się kończyć - wysyczał Czarny Pan.
Harry zacisnął pięści, spoglądając na wyłaniającą się zza nóg Voldemorta, pełznącą
leniwie Nagini.
- Ja... - zaczął, przełykając ślinę i próbując zapanować nad tłukącym się w piersi
sercem. - Zrobię to. Wypiję go i będziesz mógł odebrać moją moc, ale...
Silne pociągnięcie za rękę sprawiło, że niemal opadł na kolana. Severus
szarpnięciem przyciągnął go do siebie i Harry zobaczył, że mężczyzna chowa w swe
szaty małą fiolkę, którą musiał przed chwilą zażyć.
- To nie czas na twój pieprzony, gryfoński heroizm - wysyczał mu prosto w twarz. -
Nie po to przebyłem całą tę drogę, żebyś mi teraz wszystko zniszczył, ty narwany
idioto!
- Nie prosiłem cię o to - wypalił Harry, próbując wyrwać rękę. - Puść mnie! Gdybyś
nie przyszedł, już dawno byłoby po wszystkim. Już niczego bym nie czuł i nie
musiałbym patrzeć na to, jak on cię... - urwał, ponieważ nagle zabrakło mu tchu,
kiedy uderzyło go wspomnienie wykrzywionej cierpieniem twarzy Severusa. -
Myślisz, że po co to zrobiłem? Chciałem cię uratować!
- Uratować? - wycedził Severus, piorunując go takim spojrzeniem, jakby Harry
właśnie go obraził. - Myślisz, że uratowałbyś mnie w taki sposób? Poświęcając się? -
Harry poczuł, jak dłoń Snape'a łapie go za zakrwawioną koszulę i przyciąga bliżej, a
czarne oczy wdzierają mu się niemal do duszy. - W ten sposób mógłbyś mnie jedynie