Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 490 491 492 493 494 495 496 497 498 ... 508
Перейти на страницу:

wargami. - Tylko ty mogłeś wpaść na tak szaleńczy pomysł, ale udało ci się.

Pokonałeś go. Teraz musisz tylko znaleźć drogę powrotną. - Drżącą dłonią pogładził

chłodny policzek, jakby próbował go rozgrzać swoim dotykiem. Aby dać mu jakiś

znak. - Jestem tutaj. Czekam na ciebie. Po prostu do mnie wróć.

Severus wyglądał tak, jakby mrok pochłaniający jego oczy zaczął wlewać się również

do jego umysłu. Jakby z każdą mijającą sekundą, uwięziony gdzieś głęboko na dnie

duszy, skrępowany resztkami samokontroli strach, przeistaczał się w szaleństwo.

- Wiem, że nigdy nie będzie idealnie. Wiem, że będziemy się kłócić codziennie i

może nawet kiedyś się nawzajem pozabijamy. Ale musisz przeżyć, żeby się o tym

przekonać. Nie możesz teraz ode mnie odejść. Nigdy ci na to nie pozwolę. Twoje

miejsce jest przy mnie. I zawsze już będzie. Nie opuścisz mnie nawet na krok,

ponieważ należysz do mnie... słyszysz? Daj mi znak, że mnie słyszysz, do diabła! -

Potrząsnął nim gwałtownie, ale nic się nie wydarzyło. - Dlaczego milczysz? Jak

śmiesz mnie tak zostawiać... teraz, kiedy...

Przysunął się bliżej, czując uderzający w nozdrza, słaby zapach wanili , który jednak

wdarł mu się we wszystkie zmysły z tak ogromną siłą, iż potrzebował trochę czasu,

aby złapać oddech i zapanować nad zawrotami głowy. Oblizał wyschnięte wargi i

pochylając się jeszcze niżej, tak iż niemal oparł się czołem o przecięte blizną czoło

naprzeciw, wyszeptał ochrypłym, łamiącym się głosem:

- Harry... nie zmuszaj mnie, żebym cię błagał.

I wtedy zielone oczy poruszyły się nieznacznie, na ułamek sekundy spoczywając na

jego twarzy i natychmiast ponownie zagłębiły się w swoim świecie.

Ale ta jedna, nieoczekiwana reakcja wystarczyła, aby twarz Severusa rozświetliła się

opętańczym, niemal bolesnym żarem nieokreślonej emocji.

- Dobrze. A teraz spójrz na mnie jeszcze raz i powiedz, jak mam na imię - wyszeptał

gorączkowo, zatapiając płonące spojrzenie w nienaturalnie powiększonych

źrenicach. Przesunął drżącą dłoń z chłodnego policzka na włosy i wplótł palce w

czarne kosmyki, a ledwie słyszalny szept, który wydobył się z jego ust, był tak

niewyraźny i zachrypnięty, jakby pochodził z najodleglejszego, najciemniejszego

zakątka duszy:

- Powiedziałeś, że zawsze będziesz do mnie wracał...

Jego głos ucichł nagle, jak zbyt mocno naciągnięta struna, która pękła pod naporem

oddziałujących na nią sił. I pozostał jedynie wzrok. Wzrok szaleńca. Wzrok, który

nagle zadrżał, rozpadając się niczym kolorowe szkiełka w kalejdoskopie, kiedy ujrzał

w oczach naprzeciw... kiedy ujrzał...

...jak źrenice zmniejszają się gwałtownie, jakby w końcu, po trwających długo

ciemnościach, napłynęło do nich światło, rozświetlając je od środka i napełniając

świadomością.

Usta Harry'ego otworzyły się odrobinę i ponownie zamknęły, jakby próbował coś

powiedzieć, ale słowa napotykały barierę i nie mogły wypłynąć z gardła. Mężczyzna

wbił płonące spojrzenie w te drżące z wysiłku wargi, jakby samym tylko wzrokiem

próbował zmusić je do tego, by się rozwarły i by w końcu usłyszeć z nich...

usłyszeć...

...ten cichy, osłabiony i zachrypnięty szept:

- Severusie...

*

Ciemność wypełniała niekończąca się kakofonia rozdzierających duszę krzyków.

Słyszał wrzask swojej mamy, krzyki setek ofiar, zadręczonych na śmierć i

torturowanych do granicy szaleństwa, a każdy z nich był jak oddzielne ukąszenie,

zatapiające kły w jego duszy i wyszarpujące z niego kolejne uczucia. Jedno za

drugim, obdzierając go z nich, aż w końcu przestał czuć cokolwiek, poza chłodną

obojętnością.

Unosił się w mroku. Zupełnie sam. I wiedział, że tak właśnie ma być. Musiał

odpokutować za wszystko. Za każdy pojedynczy krzyk, za każde odebrane życie, za

całe cierpienie, którego był sprawcą. Widział to wszystko tak dokładnie. Niczym na

spowolnionym filmie, który wydawał się trwać w nieskończoność.

Wszystkie wspomnienia, które zobaczył, przelały się przez jego umysł niczym

cuchnący ściek, pozostawiając po sobie brud i nieczystości, wypełniając go

najohydniejszymi resztkami, które były zbyt ciężkie i lepkie, by mógł je wypłukać i

osiadły w wielu niedostępnych zakamarkach jego umysłu.

Krzyki nie cichły. Wręcz przeciwnie. Wydawały się tylko przybierać na sile, a on nie

był w stanie się przed nimi obronić. Napierały. Gryzły. Szarpały.

I wtedy w ciemności pojawiło się maleńkie światełko. Emanowało ciepłem i

znajomym zapachem. Zapachem, który na pewno znał, ale nie pamiętał, skąd.

Podążył za nim, lgnąc do niego niczym ćma do światła. I kiedy znalazł się bliżej,

odkrył, że to ogromny, złocisty lew. Wydawało mu się, że już go wcześniej widział...

ale był niekompletny. Czegoś mu brakowało.

Harry pobiegł za nim, mając wrażenie, że lew próbuje go gdzieś zaprowadzić. Krzyki

zaczęły się oddalać, a powietrze wypełniało się ciepłem. I kiedy nagle lew zatrzymał

się i podszedł do niego, układając mu się u stóp i wydając z siebie przerażający ryk,

Harry nagle poczuł uderzenie tak silnego gorąca, iż wszystko wokół rozjarzyło się

czerwienią. I już wiedział, czego brakowało...

Węża.

Przypomniał sobie figurkę. Dwie srebrnobiałe sylwetki, lew i wąż, złączone w uścisku

tak silnym, iż wydawały się niemożliwe do rozdzielenia.

I w tym samym momencie z otaczającego go mroku zrodził się świetlisty wąż, który

natychmiast oplótł lwa i kiedy tylko obie istoty się połączyły, przestrzeń wypełniła się blaskiem i Harry nie widział już nic więcej, dopóki blask nie przygasł, ponownie

wypełniając go ciemnością.

Ale w tej ciemności coś się poruszało. Słyszał jakiś głos. Nie potrafił rozróżnić słów,

ale wydawało mu się, że ten głos go woła. Zaczął podążać w jego kierunku, ale

czające się w zakamarkach wspomnienia atakowały coraz bardziej, ponownie

wypełniając wszystko zachrypniętymi, niekończącymi się wrzaskami i Harry wciąż się

gubił, nie potrafiąc znaleźć wyjścia.

Czuł dotyk. Na twarzy, która z pewnością nie mogła należeć do niego, ponieważ on

już nie istniał. Nie istniał od momentu, w którym rzucił to zaklęcie... ale jednak, mimo wszystko... wciąż tu był. Wciąż czuł dotyk. I głos. Znajomy głos. Głos, który go

przywoływał i Harry biegł coraz szybciej, pragnąc się do niego zbliżyć.

I wtedy, po raz pierwszy, udało mu się rozróżnić słowo... swoje imię. Wypowiedziane

w taki sposób, jakby ktoś, kto je wymawiał, stał nad przepaścią i jeżeli Harry nie

zareaguje, to się w nią rzuci.

Niemal się zachłysnął, kiedy nagle ciemność otworzyła się i Harry ujrzał... twarz

Severusa. Tak blisko, jakby naprawdę tu był.

Ale to niemożliwe. Była tylko ciemność. I głosy.

Czuł, jak napierają na niego, próbując wciągnąć go z powrotem, ale gdzieś na

granicy widzenia, pomimo iż obraz był zniekształcony i zamazany, wciąż widział jego

twarz. Bladą, przykrytą opadającymi na nią, czarnymi kosmykami. I oczy.

Przypominające dwa błyszczące, czarne kamienie, wbijające się w niego tak jak

zawsze, kiedy... kiedy był w nim. I cienkie wargi. Wypowiadające tak niepasującym

do Severusa, niemal desperackim szeptem:

- Powiedziałeś, że zawsze będziesz do mnie wracał...

Tak. Pamiętał te słowa.

1 ... 490 491 492 493 494 495 496 497 498 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)